Ona w wersalce, on na torach

Sexual abue concept. Brutal man rapeing young woman

Ciało kobiety znaleziono w wersalce, jej mąż leżał martwy na torach kolejowych. Morderstwo z zazdrości? Rozszerzone samobójstwo? A może zaplanowana z wyrachowaniem zbrodnia? Na te pytania śledczy nie znaleźli jeszcze odpowiedzi.

Ponad rok temu wprowadzili się do spółdzielczego budynku przy ul. Dmowskiego w Tychach. Sąsiedzi opowiadali, że jak to młodzi, od razu przystąpili do remontu mieszkania. Mieszkali kiedyś w innej części Tychów, na osiedlu  „U”. Sąsiedzi nie wiedzą, dlaczego 32-letni Tomasz K. i 33-letnia Justyna K. wprowadzili się na ich osiedle.

Dobrze poinformowana sąsiadka z piętra, pani Barbara objaśnia: – Tomasz mówił mi, że to mieszkanie załatwił im jego ojciec.

Przykładna rodzina

Tomasz i Justyna wychowywali dwie córki: 2-latkę i 4-latkę: – To są bardzo grzeczne dziewczynki. Zawsze uśmiechnięte, zawsze bardzo żywe. Mówiły mi „dzień dobry”. Takie słodkie są obie.  Raz nawet chciałam je pogłaskać po główkach, kiedy schodziły z piętra i przechodziły koło moich drzwi. Ale pan Tomasz ofuknął mnie, bym ich nie głaskała, bo one tego nie lubią. Byłam nieco zdziwiona i zdegustowana taką jego postawą – opowiada sąsiadka.

– Tomasz pracował na taśmie w jakiejś fabryce kooperującej z fiatem, a ona była zatrudniona w prywatnej firmie w dzielnicy Wilkowyje, w Tychach – informuje mnie pani Barbara z piętra. – Ona, szczupła, zawsze schludnie ubrana. On ciągle tylko w tych swych wysokich skórzanych butach, glanach. I w takim zawsze wojskowym ubraniu, moro. No i te włosy, takie indiańskie, postawione na sztorc. No, ale oni nie wadzili nikomu tutaj.

Sąsiedzi mówią, że Tomasz dbał o swoje córki. Często wychodził z nimi na spacery. Wówczas  zabierał  również ze sobą psa, wilczura.  Na spacery z dziećmi wychodziła również Justyna.

– Nie raz na spacerach widywałam ich całą rodzinę, z psem. Tomasz zawsze odprowadzał dziewczynki do przedszkola – dodaje sąsiadka

Żyli spokojnie. Nikt, nigdy nie słyszał awantur, czy choćby podniesionych głosów w ich mieszkaniu.

 – Ale  to nie świadczy, że było między nimi dobrze – dodaje inny z sąsiadów. I okazało się, że nie było dobrze.

Chciała odejść

W lutym 2018 roku Justyna poznała 37-letniego, nigdzie niepracującego Andrzeja W.

– Mężczyzna ten zawrócił kobiecie w głowie – przyznaje Monika Stalmach-Ćwikowska, prokurator Prokuratury Rejonowej w Tychach.

Tomasz K. zorientował się w sytuacji, przeglądając korespondencję swej żony w komputerze i w telefonie komórkowym.  Justyna przyznała się do romansu. Dodała, że  Andrzej jest fajnym facetem i  może jej załatwić lepszą pracę. Jej mąż uważał się za punka, a Andrzej W. miał być skinheadem.

– Tomasz K. miał wykształcenie średnie, ale hobbystycznie zajmował się również fotografiką – dodaje prokurator – Znaleziono w ich domu mnóstwo zdjęć i sprzęt fotograficzny. Ona była po studiach, po rusycystyce. I oprócz znajomości języka rosyjskiego, biegle władała również językiem angielskim.

W domu małżeństwa K. zaczęły się ciche dni. Jednak Tomasz nie zażądał rozwodu.

– Za namową Andrzeja W. Justyna K. oświadczyła w końcu swemu mężowi, że chce od niego odejść – dodaje prokurator.

Może to właśnie doprowadziło do dramatu?

Jednak widywano ich ciągle razem, gdy wychodzili na różne imprezy.

– Syn sąsiada mówił, że widział ich również na koncercie rockowym, który ostatnio odbywał się w Tychach.

– Do kościoła chyba też chodzili  – dodaje pani Barbara.  – Tam na górze, na drugim piętrze, gdzie mieszkali, stały zawsze przy drzwiach do mieszkania dwa rowerki. Teraz już rowerków tam nie ma – podkreśla rozżalona sąsiadka, i że wszystko się tak szybko skończyło – Jedynie taśma policyjna przyklejona jest tam cały czas do drzwi.

Zawinięte w koc ciało

Pani Barbara bardzo dobrze pamięta dzień przed tym zdarzeniem: – To był czwartek, 25 maja, rano  – opowiada – Pana Tomasza spotkałam wtedy z dziewczynkami na klatce schodowej. Jak schodzili z góry. Powiedziały mi obie „dzień dobry”, jak zwykle. Ja im odpowiedziałam to samo. A później znikli mi w sieni. I już nigdy więcej nie zobaczyłam Tomasza.

Pani Barbara nie wiedziała, że wtedy, zamiast do przedszkola, Tomasz odprowadził dziewczynki do swoich rodziców.

Tego dnia rodzice Tomasza K. czekali na syna do późnych godzin wieczornych. Ale się nie zjawiał. Nie odpowiadał również jego telefon komórkowy. Więc w piątek nad ranem ojciec wszedł do domu, gdzie mieszkał jego syn z rodziną. Chciał sprawdzić, co się stało, czemu Tomasz nie zjawił się po dziewczynki.

– Widziałam, jak ten starszy pan wchodził do klatki schodowej – dodaje pani Barbara. – I słyszałam, jak wchodzi po schodach i otwiera kluczem drzwi. Nic się potem nie działo. Aż tu nagle zobaczyłam podjeżdżające pod klatkę schodową wozy policyjne i karetkę. Było sporo zamieszania. Wyszliśmy wszyscy z mieszkań. Funkcjonariusze byli w jasnych kitlach. Klatka schodowa jest wąska, więc martwą Justynę znosili na siedząco. Widziałem przez drzwi zasinienia, które miała na szyi – opowiada.

Taśma policyjna przyklejona cały czas do drzwi / fot. Roman Roessler

To ojciec Tomasza K. powiadomił policję, gdy zastał wystające z wersalki zawinięte w koc ciało Justyny. Gdy Justyna już nie żyła, komenda policji odebrała wiadomość, że na torach kolejowych relacji Tychy – Kobiór leży ciało jakiegoś młodego mężczyzny. Jak się szybko okazało, były to zwłoki Tomasza K.

– Justyna została uduszona – mówiła prokurator Stalmach-Ćwikowska. – Mocne zasinienia na szyi denatki pozostawione przez zabójcę nie budzą wątpliwości, jaką zginęła śmiercią. Ale nie możemy również wykluczyć innego przebiegu wydarzeń.

Cały czas brane jest pod uwagę także samobójstwo rozszerzone. Wydaje się jednak, że to Tomasz K. udusił żonę. Ale dlaczego miałby chować jej ciało do wersalki i owijać je w koc? Skoro szedł na tory popełnić samobójstwo.

– Nadal trwa analiza śladów i zebranych w śledztwie  materiałów – dodaje prokurator – Badania toksykologiczne przeprowadzone na ciele Tomasza K. wykazały, iż w jego krwi znajdował się alkohol etylowy: 2,1 promila. Zaś w moczu miał 2,9 promila.

Okazuje się, że po śmierci Justyny K. z jej konta zniknęła znaczna kwota pieniędzy. Kto je wypłacił? Czy to Tomasz K. rzeczywiście zamordował swoją żonę? Pytań w tej sprawie jest wiele. Na razie nie ma na nie jednoznacznych odpowiedzi.

Roman Roessler 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*