PIĘKNA I BESTIA

Ryszard N., pseudonim „Rzeźnik”, gangster pochodzący z Bielska-Białej, to postać budząca grozę nie tylko na Podbeskidziu. Jednak zaistniał w mediach nie tylko z powodu bandyckich dokonań. Przed laty głośno było o jego rzekomym romansie ze słynną gwiazdą sportu.

„Rzeźnik” w 1994 roku założył agencję towarzyską „Sekret”. Miał wtedy zaledwie 20 lat i powiązania ze światem przestępczym. Początkowo zajmował się głównie kradzieżami samochodów. Jednak niebawem zapisał na swoim koncie poważniejsze akcje, m.in. porwania dla okupu –  w tym rajdowca Macieja S., podpalenia czy podkładanie bomb. W listopadzie 1999 roku kierował napadem na bank w Bielsku-Białej, skąd skradziono 600 tysięcy złotych. Wpadł, gdy na przełomie 1999 i 2000 roku policja zatrzymała kilku bossów gangu pruszkowskiego. Jednak w październiku 2000 roku zdołał uciec – w niewyjaśnionych okolicznościach – z aresztu w Wadowicach. Zatrzymano go pięć lat później w Niemczech, gdzie jego banda okradała bankomaty.

Bandycki duet

 „Rzeźnik” przez lata tworzył nierozerwalny duet z Ryszardem Boguckim. Ten były biznesmen podawał się za prawą rękę legendarnego Nikodema S. Po śmierci „Nikosia” uciekł z Trójmiasta na Śląsk.

Związał się tam z „Rzeźnikiem”, który miał swoją grupę i bandycko był znany na Śląsku – objaśnia Jarosław Sokołowski ps. „Masa”. – To on wzmocnił się „Rzeźnikiem”, a nie odwrotnie. Ten alians  stawiał ich w dobrej  bandyckiej pozycji. We dwóch byli już bardzo groźni. Po chwili obaj poszli służyć starym pruszkowskim. Najpierw B. przedstawiał się jako prawa ręka „Nikosia”, a gdy ten został zastrzelony, latał dla jego morderców –  krzywi się świadek koronny.

Efektem tej współpracy było wykonanie przez dwóch Ryszardów wyroku na „Pershingu”. Podejrzewano ich także o udział w zabójstwie generała Marka Papały.

Ryszard B., zanim został kilerem, był dobrze zapowiadającym się biznesmenem, nagrodzonym nawet tytułami Srebrnego Asa Polskiego Biznesu i Biznesmena Roku. Miał też gest. Na aukcji charytatywnej wystawił grafikę Picassa. Dochód ze sprzedaży przeznaczył dla szpitala dziecięcego w Warszawie. Sponsorował także wielu sportowców, i nie tylko. W 1992 roku był sponsorem i jurorem konkursu Miss Polonia. W tym samym roku ożenił się z Elżbietą D., która zwyciężyła w konkurencyjnych wyborach Miss Polski. W efekcie musiała zwrócić koronę najpiękniejszej Polki.

W wieku dwudziestu kilku lat B. był już na samym szczycie. W wywiadzie dla miesięcznika „Sukces” wyznał: „Najważniejsze w życiu jest to, by u jego schyłku móc powiedzieć, że jest się dobrym człowiekiem, albo że starało się nim być”.

Szczęście przestało mu sprzyjać w grudniu 1992 roku. Ryszardowi B. zarzucono wtedy, że przywłaszczył 21 luksusowych limuzyn wartych ponad dwa miliony marek. Pojawiły się też inne zarzuty i w efekcie biznesmen po raz pierwszy trafił do aresztu. Zwolniony – znikł. Wkrótce stał się jednym z najniebezpieczniejszych polskich bandytów. U jego boku niemal zawsze był Ryszard N.

W 2007 roku obaj zostali prawomocnie skazani na 25 lat pozbawienia wolności między innymi za zabójstwo „Pershinga”, do którego doszło 5 grudnia 1999 roku na parkingu hotelu Kasprowy w Zakopanem. Ciekawostką jest, że w pokoju hotelowym, który wynajmowali mordercy, policja znalazła kasetę wideo z filmem „Kiler-ów 2-óch”. Gangsterzy oglądali go kilka godzin przed zabójstwem Andrzeja K. Ponoć fabuła bardzo ich wciągnęła.

Wymyślony romans

W maju 2005 roku na łamach tygodnika „Wprost” ukazał się artykuł, który też mógłby posłużyć za scenariusz filmowy. Ewa Ornacka, w publikacji „Spowiedź Rzeźnika”, pytała: „Czy Jagna Marczułajtis pomagała bandycie Ryszardowi N.? Superbandyta Ryszard N. nie wpadł w ręce policji przypadkowo. Szef MSWiA, komendant główny policji i szef prokuratury w Moguncji, gdzie Ryszard  N. został schwytany, przedstawili legendę. Nie było żadnego obywatela Niemiec, który o 4.30 poinformował niemiecką policję o podejrzanym osobniku kręcącym się w pobliżu banku. Zatrzymanie N. odbyło się w mieszkaniu jego kochanki i było efektem koronkowej akcji Centralnego Biura Śledczego”.

Według Ornackiej polska policja od kilku lat podsłuchiwała rozmowy telefoniczne prawie stu osób, które były znajomymi „Rzeźnika”. Jedną z nich miała być rzekomo Jagna Marczułajtis. Pojawiła się też sugestia, że sportsmenka mogła być kochanką gangstera.

Artykuł o podobnej treści, zatytułowany „Skok na bank”, zamieściła też „Rzeczpospolita”.

Jagna Marczułajtis to najlepsza snowboardzistka w historii Polski. Brała udział w trzech zimowych igrzyskach olimpijskich: w Nagano (1998), Salt Lake City (2002) i Turynie (2006). Najlepiej poszło jej w Stanach Zjednoczonych, gdzie zajęła czwarte miejsce w slalomie równoległym. Dwukrotnie wygrała zawody pucharu świata, 14 razy zostawała mistrzynią Polski. Była także podwójną mistrzynią świata juniorek, mistrzynią i wicemistrzynią Europy.

W czasie, gdy media przypisały jej związki z gangsterem, snowbordzistka wypoczywała za granicą. W jej imieniu głos zabrała Anita Marczułajtis, rzeczniczka prasowa Polskiego Związku Snowboardu, która poinformowała, że stwierdzenia zawarte w artykułach w „Rzeczpospolitej” i „Wprost” „są nieprawdziwe i uderzające w dobra osobiste pomówionej”. Anita Marczułajtis dodała, że przed publikacją wspomnianych artykułów nikt nie kontaktował się z jej siostrą.

Rewelacji „Wprost” nie chciała natomiast komentować policja:

– Wszystkie okoliczności dotyczące ucieczki Ryszarda N. z więzienia są w dalszym ciągu wyjaśniane. Natomiast ze względu na dobro postępowania nie możemy ujawnić żadnych szczegółów – przekazywał mediom lakoniczny komunikat komisarz Krzysztof Hajdas z Centralnego Biura Śledczego.

Natomiast zmarły w 2017 roku  Leszek Goławski, wówczas rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, twierdził, że nie udało się ustalić, kto pomógł gangsterowi w ucieczce z więzienia w Wadowicach oraz w ukrywaniu „Rzeźnika”. Jak dodał, o niedopełnienie obowiązków oskarżono jedynie kilku pracowników więzienia.

Przechwałki gangstera

Wkrótce także sportsmenka odniosła się do sprawy. Marczułajtis zakomunikowała, że nie znała Ryszarda N. Natomiast niekiedy widywała go wśród osób odwiedzających pewien zakopiański pub.

– Nigdy nie należałam do grona przyjaciół ani nawet znajomych Ryszarda N. – oświadczyła podczas konferencji prasowej w Krakowie, która odbyła się 12 maja 2005 roku. Ponieważ redakcje „Wprost” i „Rzeczpospolitej” odmówiły publikacji sprostowania i zadośćuczynienia, sportsmenka postanowiła wystąpić na drogę sądową.

Tym bardziej, że zamiast przeprosin tygodnik „Wprost” opublikował artykuł „Masa sypie Jagnę Marczułajtis”, w którym Jarosław Sokołowski stwierdził jednoznacznie: „Jagna kręciła z N. już w 1999 roku. N. nie ukrywał, iż jest w Jagnie zakochany”.

Wkrótce po tym do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęły pozwy przeciwko „Wprost” i „Rzeczpospolitej”. Ta druga redakcja – zgodnie z wyrokiem – przeprosiła i zapłaciła Jagnie Marczułajtis 50 tysięcy zadośćuczynienia. Od wydawcy „Wprost” sportsmenka żądała przeprosin i 100 tysięcy złotych. W tej sytuacji redakcja powołała na świadka Jarosława Sokołowskiego, na którego między innymi informacjach miała się rzekomo opierać autorka artykułu.

– A gdyby mu się w sądzie coś stało? – zastanawiał się sędzia nad bezpieczeństwem świadka koronnego.

– On już wiele razy zeznawał, a jego bezpieczeństwo było zachowane – uspokajał mecenas Maciej Łuczak.

Przeciwny wzywaniu „Masy” na świadka był natomiast pełnomocnik powódki:

– Trudno, aby moja klientka odpowiadała za to, co opowiadał mu o niej Ryszard N. Wśród gangsterów takie przechwałki to normalna rzecz – tłumaczył adwokat.

Sąd jednak przychylił się do wniosku obrony i 22 sierpnia 2007 roku „Masa” zeznawał w tym procesie jako świadek. Dziennikarzy na czas jego zeznań wyproszono z sali. Co wówczas powiedział, świadek koronny ujawnia dopiero teraz.

Gdy sąd zapytał, z jakich źródeł Sokołowski czerpie wiedzę na temat rzekomych bliskich relacji powódki i Ryszarda N., ten odparł: – Chłopaki z Zakopanego przyjeżdżali i się śmiali, że ta Jagna jest kochanką „Rzeźnika”. Niejeden tak mówił, to była wiedza grupowa.

Sąd jednak drążył temat.

– Czy widział pan ich razem, był pan świadkiem romansu?

– No nie, nie widziałem. Tylko słyszałem, inni mi o tym opowiadali.

– Tak właśnie było – stwierdza dziś „Masa”. – Wielu tak mówiło, tylko potem nikt nie stanął przed sądem i tego nie potwierdził. Natomiast moja wiedza nie przełożyła się na dowody procesowe. Potem Ewa Ornacka miała do mnie pretensje, że mogłem powiedzieć inaczej. Ale jak ja mogłem powiedzieć inaczej –  miałem kłamać? Skoro pewnych rzeczy nie widziałem, to nie mówiłem o nich – dodaje Sokołowski.

W 2009 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że tygodnik „Wprost” musi przeprosić słynną sportsmenkę i zapłacić jej 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia za napisanie nieprawdy.

– Artykuł we „Wprost” w istocie rzeczy zarzucił powódce przestępstwo – zauważyła sędzia Wanda Lasocka w uzasadnieniu wyroku. – Nie każdemu jest honorem mieć przestępców za znajomych – dodała. Podkreśliła też, że Jarosław Sokołowski, przesłuchany w procesie jako świadek, nie potwierdził niczego i mówił, że wszystko, co mu przypisano w publikacji, to „plotki chłopaków z Zakopanego, którzy mówią głupoty, jak popiją”.

Zdaniem sądu zilustrowanie artykułu zdjęciem Jagny Marczułajtis w stroju sportowym z plakietkami oficjalnych sponsorów sprawiło, że niektórzy z nich zakończyli z nią współpracę. Co – zdaniem sądu – uzasadnia przyznanie 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia oraz publikację przeprosin we „Wprost” oraz ponadto w „Gazecie Wyborczej”.

Sprawa ta pokazuje, że przypisywanie innym nieistniejących romansów może słono kosztować nie tylko obmawiane osoby.

Janusz Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*