ODNALEŹĆ MAMĘ TEGO CHŁOPCZYKA

Dorota Gałuszka-Granieczny zaginęła ponad trzy lata temu w Niemczech, gdzie mieszkała wraz z rodziną. Kilka dni po swoich 29 urodzinach, będąc pewna decyzji o rozstaniu z mężem Manfredem, z którym nie potrafiła w żaden sposób dojść do porozumienia. Późnym wieczorem, 18 października 2016 roku przepadła bez wieści, zabierając ze sobą jedynie portfel z dokumentami i kwotą 90 euro. Zostawiła nawet swoje okulary, z którymi nie zwykła się rozstawać, a wyglądała w nich wyjątkowo efektownie.

Najważniejszy był dla niej syn Konrad, w tym czasie przebywający w Holandii u dziadków ze strony taty. To z nim chciała rozpocząć nowe życie u starszej siostry w Bawarii. Dlatego właściwie nikt nie wierzy w jej zniknięcie z własnej woli, a co za tym idzie w to, że Dorota żyje w pełnej świadomości.

Chłopiec z klockami

Joanna Balla pochodzi ze Śląska, ale od 22 lat mieszka w Niemczech, konkretnie w północno-wschodniej Nadrenii, niedaleko od miasteczka, gdzie zaginęła Dorota: – Zapytano mnie ostatnio, dlaczego tak bardzo angażuję się w poszukiwania Doroty, przecież jej nie znałam – mówi w rozmowie ze mną. –  Dwa lata temu, dokładnie w październiku 2016 roku, zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka i mówi: „Słyszałaś, jakaś Polka zaginęła tu u nas w okolicy”. Pamiętam, że przeglądnęłam informacje na ten temat i potem o tym zapomniałam. Wiadomo, życie toczy się dalej, a do wyjaśnienia tej sprawy była już zaangażowana policja. Parę dni później zobaczyłam ogłoszenie na Facebooku, że szukają ochotników do przeszukiwania lasów właśnie w sprawie zaginionej Doroty. Pojechałam tam i stwierdziłam, że będę jej szukać, bo tak trzeba. Też chciałabym, żeby mnie szukali, gdybym zaginęła. Tego dnia właśnie znalazłam się z grupą Polaków w domu Doroty. Poszliśmy porozmawiać z jej mężem, chcieliśmy dowiedzieć się, co sądzi o tym tajemniczym zaginięciu jego żony. Wchodząc do tego domu, dostrzegłam, że w dużym pokoju na podłodze siedział chłopczyk i bawił się klockami. – kontynuuje Joanna. – Wtedy poczułam to coś. Nie potrafię tego opisać, ale wiedziałam, że zrobię wszystko co w mojej mocy, aby odnaleźć Dorotę, mamę tego blondynka, który wtedy tak spokojnie bawił się klockami. Dziś znam już całą rodzinę Doroty i ten mały blondynek też wie, kim jestem.  Oto cała historia, w skrócie.

Podejrzewają męża

Zarówno rodzina, jak i pozostałe osoby zaangażowane w sprawę zgodnie twierdzą, iż tamtejsza policja od samego początku niewłaściwie prowadziła śledztwo.

– Mąż na początku miał status podejrzanego o morderstwo – wyjaśnia Joanna Balla. – Później prokuratura w Aachen stwierdziła, że nie ma twardych dowodów, status mu zdjęto, śledztwo zawiesili. Według niemieckiego prawa, gdyby go teraz skazali na podstawie  poszlak, to dostałby nie więcej niż do 7 lat. Nawet gdyby w tym czasie znaleźli ciało Doroty i udowodniliby mu zabójstwo, to już nie byłoby możliwe ponowne skazanie go nawy wyższą karę.

Manfred G. odmawia odpowiedzi na jakiekolwiek moje pytania, odsyłając wszystkich zainteresowanych zaginięciem jego żony do swojego adwokata.

Dorota i Manfred byli małżeństwem od 11 lat. Poznali się w rodzinnym Radlinie na południu Polski.

– Na początku byli zakochani, urodził się Konrad – opowiadają siostry zaginionej, bliźniaczka Agata i trzy lata młodsza Magdalena. – Szwagier przyjechał do nas do domu coś naprawić, Dorotka miała 18 lat, on o 6 więcej. Bardzo szybko zdecydowali, że chcą być razem i wyjechać. Jednak z upływem czasu dał znać o sobie dominujący, porywczy a zarazem niedostępny charakter małżonka.

– Siostra chciała, aby się zmienił, co zupełnie komplikowało ich relacje – opowiada Magdalena Gałuszka. – Ponadto Manfred non stop ją okłamywał, gdy tymczasem sam był chorobliwie zazdrosny i kontrolujący.

 – Dorotka odnowiła starą znajomość z dawnym bliskim kolegą, obecnie mieszkającym w Holandii – dodaje Agata. – Jemu również nie wyszło w małżeństwie. Postanowiła odejść od męża, informując go o tym właśnie w dniu zaginięcia. Chciała na początku zamieszkać z synkiem u naszej najstarszej siostry Katarzyny, na terenie Bawarii. Zastanawiającym jest dla nas fakt, że szwagier niespodziewanie przedłużył pobyt Konrada u swoich rodziców.

Siostry pokazują zdjęcia ukochanego ojca, Andrzeja Gałuszki, który zmarł pół roku po zaginięciu córki, biorąc wcześniej czynny udział w jej poszukiwaniu. Miał zaledwie 62 lata, a przyczyną  jego śmierci był zawał serca. Na zdjęciach widać olbrzymią zmianę na jego twarzy od czasu tajemniczego zniknięcia Doroty. Andrzej Gałuszka wraz z rodziną i ochotnikami szukał jej po okolicznych lasach i zaroślach, których w miasteczku Selfkant jest bardzo dużo. Sąsiedzi Graniecznych zeznali, że tego dnia słyszeli około 23:00 odgłosy kłótni dobiegające z ich posesji, ktoś widział tajemniczy czarny samochód na holenderskich numerach. Niestety osoby te, nie wiedzieć czemu wycofały swoje zeznania. Tego wieczora nikt nie widział Doroty, nie zarejestrowała jej również żadna z okolicznych kamer. Manfred zgłosił zaginięcie żony trzy dni później, zapewniając śledczych, że odeszła do kochanka, o czym mu powiedziała, a następnie wybiegła z domu w nieznanym kierunku. Jednak nikt nie wierzy jego słowom. Dla rodziny i wszystkich szukających Doroty wciąż właśnie on pozostaje głównym podejrzanym.

Poszukiwania Doroty Gałuszko-Granieczny

Znajdziemy Cię Dorotko

Rodzina Doroty Gałuszki-Granieczny zaangażowała drugiego z kolei prywatnego detektywa oraz belgijską fundację pomagającą szukać zaginionych osób przy pomocy specjalnie wyszkolonych psów. Nie ma ciała, nie ma morderstwa, nie ma zarzutów ani aktu oskarżenia.

Dorota nie pojawiła się ani w Bawarii u jednej z sióstr, ani w Holandii u drugiej czy też u wspomnianego przyjaciela. Nie było jej też w Polsce, w domu rodzinnym. Zebrane informacje świadczą niewątpliwie o tym, że dokładnie planowała swoje dalsze posunięcia i nigdy nie odeszłaby gdziekolwiek na stałe bez synka, jak również bez porozumienia z rodziną. W ciągu jednego wieczoru jej dotychczasowy system wartości nie mógł ulec tak radykalnej zmianie.

Dlaczego sąsiedzi zmienili zeznania i kto siedział za kierownicą tajemniczego auta na holenderskich numerach? Śledztwo wykluczyło przyjaciela zaginionej, który mieszka na co dzień w Holandii.

Czy można, udając się w dalszą podróż, o tak późnej porze nie zabrać z domu telefonu komórkowego ani żadnych rzeczy osobistych? To wszystko skłania do refleksji, że przedmiotem poszukiwań w tej sprawie jest już najprawdopodobniej ciało zaginionej. Czy żywą, czy martwą Dorotę Gałuszkę-Granieczny chce za wszelką cenę odnaleźć tak wiele kochających ją ludzi, jak również bezinteresownych wolontariuszy, którym nie jest obojętny los drugiego człowieka.

 Apolonia Sikorska

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*