FRANKENSTEIN MORALNY

 Mali świadkowie koronni często rozwijają się w swoich zeznaniach Bywa, ze przypominają sobie sytuacje, nazwiska i twarze, których nigdy nie widzieli. Dając tym samym prokuraturze podstawę od oskarżania kolejnych osób. Objazdowi koronni zeznawali przed najróżniejszymi sądami w całej Polsce na niemalże każdy temat i przestępstwo, o jakim sobie „przypomnieli”. Czy tak jest także w tej sprawie?

 Sędzia Dariusz Leszczyński nie uwzględnił żadnych wniosków obrony i prokuratora. Tego ostatniego próbował uciszyć, ale na wyraźne żądanie oskarżyciela publicznego Piotra Woźniaka: – Proszę o zaprotokołowanie, iż Wysoki Sąd oddala wniosek o wygłoszenie przeze mnie oświadczenia –  przytomnie przywrócił głos prokuratorowi.

Prokurator Piotr Woźniak wniósł zatem o nieprzesłuchiwanie świadka oskarżenia Adriana M. (korzysta ze statusu „małego świadka koronnego”) w związku z nieobecnością czterech oskarżonych, mimo złożenia przez obrońców wniosków o doprowadzenie ich na rozprawę tak się nie stało, gdyż te nie dotarły do sędziego. A także w związku z niemożnością zapoznania się z aktami sprawy przez obrońcę jednej z oskarżonych, co powinno – według prokuratora – poskutkować przełożeniem terminu. Wysoki Sąd wszystkie wnioski ponownie oddalił.

Ława oskarżonych

Jest ich ośmiu. Akt oskarżenia zarzuca im handel środkami niedozwolonymi – marihuaną, kokainą, heroiną oraz dopalaczami. Na dość spore ilości wskazuje świadek Adrian M. – z  przesłuchania na przesłuchanie coraz większe – jak podkreśla mecenas Maciej Morawiec, obrońca dwóch oskarżonych.

Oskarżeni definiują tego świadka jako osobę sprzedającą im, albo pośredniczącą w sprzedaży narkotyków.  Mieli je kupować  – jak podkreślali w wyjaśnieniach przed prokuratorem – na własny użytek. Konrad A. pseudonim „Gonzo” (wcześniej karany, w areszcie od 13 miesięcy) ma na koncie dwa kilogramy heroiny, które to wspólnie i w porozumieniu z Piotrem J. pseudonim „Tytus” (malarz – tapeciarz, wcześniej karany, nadzór policyjny) mieli odsprzedawać Adrianowi M. Robili to kilkakrotnie w małych dawkach, pięciokrotnie angażując jako pośrednika Mariusza D. pseudonim „Duda” (mechanik – lakiernik, wcześniej karany, po odsiedzeniu aresztu dziś pod dozorem policji). Bartosz D. ksywa „Pucha” (młodszy niż wyżej wymienieni, modny zaczes na lewą stronę, utrwalony lakierem w areszcie non-stop od roku), któremu „sześćdziesiątka” (nazwa od art. 60 kk tzw. „mały świadek koronny”) „przyklepała” niemal 35 kilogramów marihuany. W tym przypadku Adrian M. miał nie kupować, a sprzedawać mu ów środek odurzający. Paweł Ł. pseudonim „Łajcu” (pracownik myjki ciśnieniowej w zajezdni tramwajowej, wcześniej karany, w areszcie od trzynastu miesięcy) miał odsprzedawać już od 2007 roku (z przerwami na odsiadkę) heroinę (tu podano wartość 3 kg) zakupioną wcześniej u Adriana M.  Od 11 miesięcy w areszcie przebywa także Waldek S. zwany po prostu Waldkiem z Zacisza,  który zakupić miał łącznie 7,2 kilograma heroiny od świadka M.

W sprawie występują jeszcze 3 kobiety: Urszula W.  (technik – ekonomista) – która miała podsiadać 69 sztuk zawiniątek heroinowych, Eliza S., która początkowo osadzona w areszcie za zakup i dalszą odsprzedaż 2 kg heroiny, aż w końcu Ewelina C., która zakupiła łącznie od świadka Adriana M. nieco ponad 10 kilogramów heroiny. Sprawę ostatniej z oskarżonych sąd wyłączył do odrębnego rozpoznania, po wcześniejszym omdleniu podsądnej i odwiezieniu jej do szpitala.

Wszyscy oskarżeni zgodnym chórem odmówili składania wyjaśnień w oczekiwaniu na zeznania Adriana M. Ten jawi się ich bliskim jako oszust, skonfliktowany z większością oskarżonych, który poszedł na współpracę z prokuraturą, aby ratować swoją skórę. A miał być – według nich – dilerem od którego większość oskarżonych faktycznie kupowała narkotyki. Gdyż była od owych narkotyków uzależniona.

Żeby było ciekawiej, Adrian M. jest dziś oskarżonym w innej sprawie – uciekł z miejsca wypadku, który spowodował. W wypadku tym, na ulicy Głębockiej w Warszawie, zginęła dziewczynka przechodząca przed maską samochodu rozpędzonego przez Adriana M. Do skazania, którego jeszcze nie doszło, sprawa jest w toku, jest on oskarżony o skutek śmiertelny, nie o zabójstwo.

Rozprawa niczym farsa

 Pierwsza rozprawa przypominała zgoła farsę, gdzie główną rolę grał nieustępliwy wobec składanych przez strony wniosków sędzia. Prośbę o odroczenie terminu posiedzenia ze względu na nieobecność kilku spośród oskarżonych (tych, którzy przebywają w areszcie) nie uwzględnił. Został odczytany więc bez ich udziału akt oskarżenia, następnie wyjaśnienia składali (w zasadzie odmówili składania  – do czego oczywiście prawo mają) oskarżeni. Odczytano więc te, które złożyli na etapie śledztwa. Także tych oskarżonych, których na sali nie było (sędzia wróci do nich na rozprawie nr 2, odczytując je ponownie!).

Większość oskarżonych odmówiła także odpowiedzi na pytania (do momentu  przesłuchania najważniejszego w tej sprawie świadka – Adriana M.). Ale mimo tego, sędzia postanowił dopytywać jedną z oskarżonych – Elizę S. – ta nieopacznie zaczęła udzielać odpowiedzi. Czy jej obrona przysnęła, czy zbita z pantałyku  (bardziej to drugie), nie zareagowała.

W tej sytuacji odnalazł się prokurator Woźniak (doświadczony w rozbijaniu grup przestępczych, do niedawna były naczelnik V Wydziału Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury wówczas Apelacyjnej), który już wcześniej zaprezentował się jako obrońca oskarżonych (!) – zwrócił uwagę sędziemu, że przecież podsądna odmówiła składnia odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Prokurator eksponował zresztą swoje dość spore zdziwienie sposobem prowadzenia sprawy, dając wyraz rozbawieniu, które jednak podszyte musiało być niepokojem o losy tego postępowania– wszelkie błędy proceduralne automatycznie powodują powtórzenie całego procesu. Wniósł kolejny wniosek o nieprzesłuchiwanie świadka Adriana M. kolejny raz przywołując argumenty, jak na wstępie („oskarżeni nie mają obowiązku uczestniczyć w rozprawie” – przekonywał do swojego Wysoki Sąd) oraz  m.in. z powodu niewykazania świadka na wokandzie, co będzie stanowić obrazę przepisów mających wpływ na rozstrzygnięcie – dowodził prokurator Woźniak.

– Nie będę zajmował stanowiska w tym miejscu, bo już zostało zajęte – zareagował sędzia.

Trzeba przyznać, że prokurator Woźniak zaskarbił sobie sympatię oskarżonych i ich bliskich taką postawą – niby akt oskarżenia i znienawidzony świadek Adrian M. to asy w jego rękawach, jednak przytomne reakcje spotkały się z wyrazami uznania. Po sali przeszedł szmer zadowolenia.

Notatki świadka

Druga rozprawa odbyła się bez udziału Adriana M., nie mógł na nią przybyć z „przyczyn od świadka niezależnych”, ale przywołując jego zeznania ze śledztwa –   handlem zajmował się od 15 roku życia, w trakcie czego poznał wiele osób kupujących i sprzedających, w tym wyżej wymienionych oskarżonych. W handlu miał pomagać mu także ojciec Marek M. (dziś również świadek prokuratury). Skąd jednak szły te narkotyki (w szczególności heroina i kokaina), czy byli jacyś mocodawcy i szlaki wiodące do Polski – tego prokuratura nie ustaliła. W innych sprawach z udziałem Adriana M., oskarżonych zostało w sumie kilkadziesiąt osób. Tu przewijają się pseudonimy handlarzy – „Kucyk”, „Rekin”, „Szczurek”, „Cyc”, „Deska”, „Jezier” czy „Psiutnik”. Zaś kilogramy wędrujące pomiędzy nimi mogłyby utrzymać niejeden kartel narkotykowy w Ameryce Południowej. No prawie, ale akcja zatrzymania przez policję w sumie kilkudziesięciu członków gangu narkotykowego – jak pisano zatrzymanych wyłączone do innych spraw – była głośna na całym Targówku, a policja chętnie się nią chwaliła na swoich stronach. Gwoździem do trumny wszystkich oskarżonych były ręcznie sporządzone przez świadka Adriana M. notatki, kto, kiedy, co i za ile. Prokuratura zapoznała się z tymi zapiskami, z których ponoć jasno wynika, że mamy do czynienia z „dużą narkotykową fiszą”.

Pikanterii i sensacyjności dodaje dowód w postaci znalezionej w samochodzie „Gonza” tetetki kalibru 7 mm wraz z nabojami. Jak tłumaczył Konrad A. (jako jedyny złożył wyjaśnienia przed sądem) broń należała do jego zmarłego brata.

–  Wrzucił ją do bagażnika na rok przed jej znalezieniem przez policję, po czym o niej zapomniał.

Notabene Konrad A. był uprzednio karany, zatrzymany na terenie Niemiec w jego samochodzie znaleziono skrytkę, w której funkcjonariusze ujawnili kokainę.

Mały świadek, duży kłopot

Wróćmy jednak do naszego świadka, „sześćdziesiątki”. Nie pierwszy raz już oskarżeni, ich rodziny, kobiety itd. z pogardą reagują na „konfitury”, zwłaszcza takie, które przypominają sobie jak z nut sytuacje, nazwiska, twarze (nawet te, których nigdy nie widzieli). Dając tym samym prokuraturze podstawę od oskarżania kolejnych osób.

W złożonych przez Elizę S. wyjaśnieniach Adrian M. „przywoził mi je pod blok (narkotyki – przyp. red). Ostro ćpał. Kupowałam je na własny użytek. M. Chciał pożyczyć ode mnie pieniądze, klękał przede mną, błagał o 100 złotych. Nie pożyczyłam. To sponiewierało jego męską dumę. Nie lubi mnie. Pewnie stąd te kilogramy heroiny”.

 To nie jedyna oskarżona, która tych kilogramów ujętych w zarzuty dopatruje się konflikcie z Adrianem M. Paweł Ł. także jest z nim skonfliktowany, bowiem jest mu dłużny 500 złotych.

 –Nie współpracuję z nim po tym jak zabił dziewczynkę na Głębockiej  – było częstym argumentem oskarżonych.

Mecenas Morawiec wskazuje, że większość oskarżonych jest uzależniona od narkotyków. Trudno mówić o prowadzeniu przez nich obrony w sposób samodzielny i rozsądny, kiedy nawet w akcie oskarżenia w przypadku Waldemara S. zapisano, że „biegli rozpoznali u oskarżonego szkodliwe używanie substancji psychoaktywnych, jednak nie jest uzależniony (!) od wskazanych substancji”. Co ciekawe sąd przychylił się do wniosku obrońców, aby świadka M. przesłuchiwać pod okiem psychologa i psychiatry, ze względu na wieloletnie uzależnienie Adriana M.

Odkąd instytucja świadka koronnego „rozwaliła” większość zorganizowanych grup przestępczych w Polsce, a prokuratorzy upodobali sobie opieranie aktów oskarżenia na ich zeznaniach właśnie, dowodami w tego typu sprawach są sytuacje opowiedziane przez świadka koronnego. Każdy oskarżyciel publiczny chciał mieć na swoim koncie „koronę”. Objazdowi koronni zeznawali przed najróżniejszymi sądami w całej Polsce na niemalże każdy temat i przestępstwo, o jakim sobie „przypomnieli”. O przypomnieniu piszę w cudzysłowie, bo wielu choćby adwokatów z uśmiechem pod nosem gremialnie punktuje niedoskonałości samej instytucji świadka koronnego i zeznań na życzenie (prokuratury). Jednak zauważalny jest spadek popularności świadka koronnego na rzecz tzw. małego świadka koronnego. Jest nieco bezpieczniejsza, bo po pierwsze mały koronny nierzadko odsiaduje swoją karę (tzw. nadzwyczajne złagodzenie kary – art. 60 kk), informuje o przestępstwach swoich, jak i tych mu znanych, a nie korzysta z aż tak rozbudowanych profitów jak świadek koronny – system nie ponosi aż takich kosztów, jak w wypadku dużego świadka. Sam o sobie też nie myśli w kategoriach „rozjebusa” czyli denuncjatora, umniejsza swoją współpracę z prokuraturą. Instytucja małego świadka koronnego wciąż czyni go winnym popełnienia przestępstwa. Choć też poprzez denuncjację stara zapewnić sobie przywilej we własnej sprawie.

Zdarzają się sytuacje nader kuriozalne, jak choćby postawa świadka Jacka W. (zeznającego w sprawie odłamu grupy pruszkowskiej, toczącej się przed Sądem Okręgowym w Warszawie), który impertynencko wyznał: – Rzucę taką myśl, że ciężko mnie z równowagi wyprowadzić, jestem ambitny, a takie zachowanie oskarżonych spowoduje, że będę sięgał do najgłębszych pokładów swojej pamięci i sobie przypomnę, z tym że będzie dłużej to trwało.

Co z kolei przypomni sobie świadek Adrian M. w opisywanej sprawie i do jak głębokich pokładów pamięci będzie sięgał, okaże się już w maju.

– Mali świadkowie rozwijają się w swoich zeznaniach, tworzy się Frankensteinów moralnych. – podsumował mecenas Morawiec.

Sędzia Leszczyński tym razem przychylił się do wniosku Macieja Morawca, który poprosił o dopuszczenie do udziału w przesłuchaniu świadka Adriana M. nie tylko stron. Oskarżony Bartosz D. wskazał m.in. Gabrielę Jatkowską (autorkę niniejszego artykułu), jako osobę, którą widziałby na dalszych rozprawach z wyłączoną jawnością, w czasie zeznań Adriana M.

Zastanawia, jak skończy się sprawa świadka Adriana M. oskarżonego  o spowodowanie śmiertelnego wypadku? Czy tu także będzie mógł liczyć na złagodzenie kary? Na razie na rozprawy dowożony jest pod eskortą nie tyle zwykłego konwoju, ale w obstawie kilku rosłych antyterrorystów.  Natomiast sprawa śmiertelnego potrącenia dziewczynki ma dość szczególny przebieg. Na ostatniej rozprawie Adrian M. miał się przyznać do prowadzenia samochodu (wcześniej temu zaprzeczał) i w tym momencie nastąpiła kolejna wolta – sędzia od dwóch lat prowadzący to postępowanie, rozchorował się. Zgodnie z przepisami cały proces musi być powtórzony.  Obecny sędzia musi zapoznać się z aktami. Do tego wątku wrócimy w następnej odsłonie.

Gabriela Jatkowska

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*