Nie do odrzucenia, propozycja

W centrum Gorlic (woj. małopolskie) po północy napadnięto na małżeństwo. Mężczyzna dla ratowania życia swojego i żony błagał małżonkę, aby  zrobiła to, czego zażądali od niej napastnicy, czyli „loda” na środku ulicy. 

 Było popołudnie14 września 2016 roku, gdy 34-letni Damian K. odwiedził mieszkanie 19-letniej Krystyny S. Znali się od dawna. Ona miała wykształcenie zawodowe i od jakiegoś czasu mieszkała razem z 33-letnim Wiesław M., ojcem trójki dzieci, karanym.

W mieszkaniu Krystyny S. przebywał również jej kuzyn, 19-letni Krzysztof Ł., który ukończył edukację na gimnazjum. Damian K. poznał 19-latka w Klęczanach koło Gorlic, gdzie obaj przebywali przez jakiś czas. Wiesław M. nie znał Damiana K. 33-latek oglądał właśnie jakiś film w telewizji, kiedy do pokoju wszedł Damian. I rozpoczęła się dyskusja. Każdy mówił, o czym myślał i co mu ślina na język naniosła.

– Wy mnie lepiej w to nie mieszajcie – zaprotestowała Krystyna S.,  gdy emocje tak się podniosły, że mało nie doszło do bijatyki.  Wtedy gospodyni wyszła do kuchni.

Po wszystkim, gdy się nieco uspokoiło, Damian K. wrócił do swojego domu, do żony, 30-letniej Marii K., a reszta towarzystwa z Krystyną S. włącznie ruszyła w miasto.

Nocne rozmowy

Po południu tego dnia Damian i Maria K. wybrali się w kierunku galerii handlowej, w okolicy centrum, i usiedli na ławce przy przystanku autobusowym. Oczekiwali na znajomą.

Przyjeżdżały i odjeżdżały kolejne autobusy, a oni nadal siedzieli na tej ławeczce. Zauważył ich 31-letni Wojciech K. i przysiadł się do nich. I tak zaczęli rozmawiać o pracy, gdyż Wojciech K. był bezrobotny i pytał, gdzie może zdobyć jakąś dobrą robotę. Przewinęło się sporo pasażerów i nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi. Rozmawiali o wszystkim, również o tym, co im akurat przyszło do głowy.

Rozmawiali tak głośno, że do małżeństwa i Wojciecha K. przysiadł się kolejny nieznajomy z ulicy. 33-letni Tadeusz P. Znajoma Damiana i Marii K. jednak nadal nie nadjeżdżała. Zrobiło się bardzo późno i wyglądało na to, że tego dnia już nie nadjedzie. Ostatni autobus opuścił przystanek, a oni nadal dyskutowali, zawzięcie, sprzeczając się pomiędzy sobą. Nadjechała nawet policja, bo ich głosy, po północy, rozchodziły się echem po całej okolicy.

– Sto złotych mandatu za zakłócanie porządku – zadysponowali funkcjonariusze.

Zapłacili, ale po odjeździe policji nie odchodzili i nadal pozostali na przystankowej ławeczce.

Skatowany na przystanku

Wtedy właśnie dojrzeli zbliżających się Wiesława M. i Krzysztof Ł. Za nimi wolno podążała Krystyna S. Spacerujący również spostrzegli siedzących na przystankowej ławeczce, i podeszli do nich.

– O, znowu się spotykamy! – widząc siedzącego mężczyznę i jego żonę Krzysztof Ł. zaczepił zadziornie Damiana K. Coś miał do 34-latka, bo już w mieszkaniu Krystyny S., przed południem, gdy tak gadali, Damian K. mocno zalazł 19-latkowi za skórę. Śmiał się z Krzysztofa, że taki młody „szczyl” z niego. I teraz, przy tej ławce, gdy 19-latek ponownie zobaczył Damiana K., coś w niego wstąpiło. I zaczął nawijać coś na ucho Wiesławowi M., który szedł obok. Szeptał mu różne rzeczy, podjudzając tym przeciwko Damianowi K. A że przed południem, w mieszkaniu Krystyny S. też Damian K. nie przypadł do gustu Wiesławowi M., to trafiło na podatny grunt.

– On znęca się nad własną matką, wiesz o tym? – rzucił jeszcze Wiesławowi M. o Damianie, aby jeszcze bardziej podjudzić 33-latka.  I poskutkowało.

A że Wiesław M. nie znał się na żartach, od razu ruszył na 34-latka. I niczym rozjuszony byk, runął na niego z całych sił. Kopał po całym ciele

– Ty ch…! – wrzeszczał w środku nocy i uderzył go tak silnie w twarz, że  Damian machnął w powietrzu koziołka. Spadł z ławeczki, lądując wprost na chodniku, przy autobusowym przystanku. Krzyki obudziły mieszkańców sąsiednich domów. Ludzie ruszyli do okien. Nikt jednak nie reagował. Pozostawiając sprawę taką, jaką widzieli zza szyb swych mieszkań. Widzieli, jak rozszalały z wściekłości Wiesław M. doskakuje do leżącego pod ławką Damiana K. I jak go kopie: po głowie i tułowiu. Maltretował go tak dobrych parę minut, obijając w sposób okrutny. A potem jeszcze okładał pięściami.

– Co robisz!?  –  próbował interweniować Wojciech K. Nawet nie skończył, gdyż od razu zaliczył kilka ciosów w głowę od Wiesława M. Też padł na chodnik. Mocno potłuczony pozbierał się jednak szybko. Dostał jeszcze w klatkę piersiową. Miał krwiaka pod oczami i na lewym policzku. Doznał też tak mocnego stłuczenia, że aż mu się w głowie zawróciło od tego wszystkiego. Wycofał się jednak, ze strachu. Ruszył z nim Tadeusz P., drugi z mężczyzn, który wprosił się do towarzystwa na ławce. Uciekł w obawie o swoje zdrowie, nie chcąc stanąć po którejś ze stron.

– K…, zabiję ci! – Wiesław M. wrzeszczał cały nad leżącym Damianem K.

Gdy Tadeusz P. wraz z Wojciechem K. wycofywali się, ten pierwszy odwrócił się jeszcze.

– Te groźby musiały zrobić na Damianie K. wrażenie, bo był przerażony na twarzy. – zauważy potem w sądzie Tadeusz  P.

Damian K. miał przy sobie torbę, którą wyrwał mu Wiesław W. i wyrzucił na chodnik.

– Liczę do trzech. – ryknął na Damiana K. – I ma cię tu nie być, bo jak nie, to cię zabiję!

Musiał na to patrzeć

Więc poobijany i potłuczony 34-latek zebrał się z chodnika i wraz z żoną, Marią, ruszyli w stronę pobliskiego ronda. Ale nie uszli daleko. Cała trojka podążyła za nimi.

– Zrobisz „loda”, albo on  zginie!

Wiesław M. znowu dopadł 34-latka i ponownie przewrócił go, przez kolejnych kilka minut okładając niemiłosiernie. I znowu niemiłosiernie znęcał się nad swoją ofiarą. Kopał go po głowie, skacząc, jak wokół Damiana.

– Dajcie mu spokój! – prosiła Maria K., bojąc się  o życie męża.

Ale nie zrezygnowali, gdyż do kopania leżącego  przyłączył się także Krzysztof Ł.

– Ty suko! – Wiesław M. zawołał wówczas do Marii K., na chwilę pozostawiając jej męża w spokoju. – Zrób młodemu „loda”, to was puścimy, a jak nie, to ci męża zabijemy! – zakomunikował, mając na myśli Krzysztofa Ł., aby kobieta wiedziała, komu należy zrobić „loda”. Przerażona nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Na co napastnicy znowu zbliżyli się do jej męża i kontynuowali masakrowanie mężczyzny. Tymczasem Damian mało przy tym nie stracił przytomności.

Zrób to dla swego dobra, i poproś żonę, a będziesz mógł sobie nawet  popatrzeć – odezwała się w końcu Krystyna S., a potem spojrzała na jego małżonkę. – Lepiej byś zrobiła tego „loda”, bo oni go naprawdę zabiją – powiedziała do  Marii.

Napastnicy stawali się coraz bardziej agresywni, a Krystyna S. nadal podjudzała. Zdawało się więc Marii K., że już nic nie jest w stanie uratować życia  jej męża, i muszą zginąć przy oboje.

– Zabijcie go! – wrzeszczała teraz na głos Krystyna S. – Albo niech ona zrobi mu „loda”! – nastawała, i powtarzała to w kółko, jak rozjuszona.

 Damiana K. bolało całe ciało, wszystkie miejsca i nawet nie mógł się podnieść, a co dopiero stanąć w obronie żony. Po słowach, które padały ze strony napastników, również i on zaczął się bać o swoje życie i o życie swej żony, a podburzany przez wrzaski Krystyny jej 19-letni kuzyn wydawał się wcale nie żartować.
– Dawaj tu tę szmatę, niech klęka i robi, bo jak nie, to go zabijemy! – powtarzał 19-latek  za głosem Krystyny S.

– Posłuchaj go… – wymamrotał w końcu do swej żony osłabiony już całkiem od bicia, obolały i załamany Damian K. – Zrób to, bo nas inaczej oboje zabiją.

Posłuszna żona usłuchała męża i odeszła z Krzysztofem Ł. na bok.  19-latek opuścił spodnie, a Maria K. wbrew swej woli. ale w obawie o życie męża i swoje, uczyniła to, czego od niej zażądano, i do czego ją w ten sposób zmuszono. Przyglądali się temu, a Damiana K. siłą przytrzymywał Wiesław M., aby on również sobie na to popatrzył.

– Twoja żona to zwykła k… – oznajmiła po wszystkim Krystyna S. załamanemu Damianowi K., a potem jeszcze podeszła do jego żony.

– Masz męża sprzedajczyka, bo sprzedał cię za zwykłego „loda” – z uśmiechem na twarzy, triumfalnie, oznajmiła poniżonej kobiecie, a potem rozeszli się wszyscy do swych domów.

Dawali 150 złotych

Jednak Damian K. wraz z żoną nie zgłosili się od razu na policji. Bali się zemsty. Dopiero następnego dnia, gdy w godzinach popołudniowych niedaleko domu handlowego patrol dostrzegł małżeństwo K., funkcjonariuszom od razu rzucił się w oczy potworny wygląd poobijanej twarzy Damiana K. Również mijani po drodze przechodnie odwracali się za małżeństwem. 34- latek miał liczne, świeże rany na twarzy i opuchniętą i zakrwawioną głowę. Małżonkowie zatrzymani przez funkcjonariuszy przyznali się, co ich spotkało dnia poprzedniego.

Następnego dnia ojciec Krzysztofa Ł. również zdał sobie sprawę, co uczynił jego syn. Do czego się zresztą 19-latek sam się przyznał.

– Błagam, i was przepraszam oboje za wszystko, nie zeznawaj – dwukrotnie prosił następnego dnia Marię K., ale nie ustępowała.

Krzysztof Ł. usiłował wręczyć nawet kobiecie 150 złotych, byleby tylko milczała. Ojciec 19-latka również był u Damiana K., błagając aby jego żona wycofała swoje zeznania wobec jego synowi. Był także u matki Damiana K. Ale i tu nic nie wskórał.

Podczas procesu, który w 2017 roku ruszył w nowosądeckim sądzie, Krzysztof Ł. nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. – To nie był gwałt, ale było to dobrowolne – próbował się bronić. – Nie biłem nikogo. A  to, co tam się działo, było wszystko spontaniczne.

 Również przepraszał sąd, że choć wszystko było „spontaniczne”, przyznawał: – To nie powinno mieć miejsca.

19 kwietnia 2018 roku Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał Wiesława M. na 3 lata pozbawienia wolności. W stosunku do Krzysztofa Ł. i Krystyny S. zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary, za ich dotychczasową nie karalność, dobrą opinię w środowisku i młody wiek.19-latka skazał zaledwie na dwa lata więzienia, a 19-letnia kobietę na rok. Ponadto, za doznaną krzywdę sąd orzekł na rzecz Marii K. od Wiesława M. i Krystyny S. po 3 tysiące złotych. Krzysztof Ł. miał zapłacić jeszcze pokrzywdzonej 4 tysiące złotych.

Cała trójka odwołała się jednak, motywując, że to wszystko działo się w środku miasta, i ta kobieta mogła przecież wołać o pomoc, ale tego nie uczyniła, co mogło by z kolei sugerować, że sama tego chciała. Obrońcy domagali się nawet uniewinnienia oskarżonych.

4 października 2018 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie podtrzymał jednak wyrok. Obniżył jedynie 19-latkowi kwotę zadośćuczynienia z 4 na 3 tysiące złotych.

Roman Roessler

Imiona osób zostały zmienione, w niektórych przypadkach również ich wiek.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*