GANGSTER „BRODA” : Boję się zemsty polityków (DUŻO ZDJĘĆ)

Piotr Kapuściński „Broda” vel „Gerard” był przez kilkanaście lat związany z grupą pruszkowską. Jednak poszedł na współpracę z prokuraturą i uzyskał status świadka koronnego. Na podstawie jego zeznań skazano 20 0sób. Zeznawał między innymi w sprawie zabójstwa generała Marka Papały, gdzie na ławie oskarżonych zasiadał Andrzej Z. „Słowik” oraz Ryszard Bogucki. Piotr K. obciążył też Sławomira Opalę, policjanta ze stołecznego wydziału zabójstw, który był pierwowzorem Despero w filmie „Pitbull”. Po zeznaniach „Brody”, w których zarzucał mu m.in. branie łapówek, Opala trafił do aresztu. W ostatnich dniach grudnia 2020 roku „Broda” ze Zbigniewem Stonoga pomówili żonę Zbigniewa Ziobro i kilka innych osób o związki z gangsterami.

Według Mariusza Kamińskiego, byłego szef CBA, „Broda” miał wiedzę, która mogła pogrążyć polityków Platformy Obywatelskiej, rzekomo współpracujących z „Pruszkowem”. Kamiński chciał, aby Piotr Kapuściński stanął przed specjalną komisją sejmową. „Broda” nie miał zamiaru tego zrobić i wyjechał z Polski, obecnie ukrywa się na Wschodzie. Jest poszukiwany listem gończym. Bez trudu odnaleźliśmy go we Lwowie.

Rozmawiam z nim o grupie pruszkowskiej,relacjach z politykami i jego osławionej zielonej teczce.

 

– Skąd, twoim zdaniem, wzięły się w Polsce zorganizowane grupy przestępcze?

– W warszawskim środowisku przestępczym było kilka osób, które miały jakieś znaczenie. Zwykle byli to cinkciarze, taksówkarze, bramkarze z restauracji, bo dyskotek w tamtym czasie jeszcze prawie nie było. Najchętniej odwiedzane lokale przez to środowisko to była „Sofia”, „Kaprys” na Smolnej i dyskoteka w Olszynce Grochowskiej. Pruszkowiacy w tym czasie przyjeżdżali do stolicy na tak zwane gościnne występy. Poznawali warszawskie środowisko przestępcze. I potem nagle zaczęły się lata wolności, przekształcenia gospodarcze, gdy można było zarobić szybko duże pieniądze. Niekoniecznie legalnie. Polscy przestępcy wzięli wtedy przykład z Rosjan i zaczęło się wymuszanie haraczy. Wówczas można było łopatami pieniądze zgarniać. I tak pojawiła się mafia. To polskie państwo zrobiło tę mafię. Ponieważ dało przepisy, które pozwalały kombinować i zarazem nie być przestępcą. Po drugie policja była zupełnie niewydolna, jeździła jakimiś starymi fiatami czy polonezami. I miała jedną radiostację na całą komendę stołeczną. Po drugiej stronie byli ludzie, którzy posiadali nieograniczone środki finansowe. Niedoinwestowanej policji trudno było walczyć z takim przeciwnikiem. Wtedy wystarczyło powiedzieć, że my to pruszkowscy i pieniądze same spadły z nieba. To były czasy, że było modnie pokazywać się z nami gdziekolwiek.

– Skoro stworzyła się taka grupa, to musiał być człon, który znaczył więcej. Ludzie, którzy decydowali. Przecież na pewno więcej miał do powiedzenia na przykład „Wańka” niż „Masa”.

– No oczywiście. Leszek „Wańka” jest w tym środowisku Zeusem, a „Masa” niewiele znaczącym osobnikiem, który ma co prawda dużo sprytu, ale mało inteligencji.

– Zatem był jakiś zarząd, byli ludzie, którzy mogli więcej i tacy, którzy znaczyli mniej.

– Jeżeli rozmawiamy, jak ludzie, to zgoda. Ale jeśli oceniamy to jak sąd, to w tych kategoriach nic takiego nie było. Struktura grupy, jaką podał „Masa”, jest bzdurą.

– Kto według ciebie zabił generała Marka Papałę? „Słowik” twierdzi, że mogły to zrobić służby.

– Ja nie mam na ten temat zielonego pojęcia. Ale dobrze, poszukajmy motywu. Co takiego tajemniczego mógł wiedzieć biurokrata Papała, żeby go usunęły służby? To nie był policjant operacyjny.

– Według mnie szybciej odstrzeliliby Adama Rapackiego.

– Oczywiście, Rapacki był zły, bruździł wielu ludziom, nam także. Gdyby ktoś chciał nastraszyć kogoś z organów ścigania, to rzeczywiście realnym celem byłby Rapacki.

– Co sądzisz o wersji przypadkowego zabójstwa Papały przez złodziei samochodowych?

– Moim zdaniem, które nie jest poparte żadną wiedzą, jest to totalna bzdura. Prokuratorzy w Łodzi, gdy już byłem świadkiem koronnym, strasznie męczyli mnie w tej kwestii, mocno drążyli wątek „Patyka”. Oni mi mówili o tym „Patyku” to, co ja wiedziałem. Ponieważ świadek koronny musi mówić prawdę, to w moich zeznaniach odnośnie Papały, wszędzie jest taka fraza: „na tamten dzień to wyglądało tak: przyjechał ten i powiedział to i to”.

Broda uchodzi za erotomana

– Wróćmy do mafii pruszkowskiej…

– Wyrzuć z głowy, chociaż jest to medialne i dobrze się sprzedaje, że była jakaś grupa pruszkowska, to farmazon. Byli tam ludzie o olbrzymim znaczeniu i wpływach. Różni ludzie, mądrzy i idioci, ale nikt nie był mafijny.

– Kto spośród nich wyróżniał się inteligencją?

– Najmądrzejszym człowiekiem z tego środowiska, jakiego znałem, był Leszek „Wańka”, to był największy kozak w tamtych czasach.

– Jak zatem ocenisz „Pershinga”?

– Andrzej „Pershing” był silny i charakterny, ale naiwny. Dał się tak podejść „Masie”, że stracił rozum. Był taki moment, że Jarek był bardzo wysoko. Wszyscy starzy pruszkowscy mieli przed nim respekt, był taki rok. Natomiast potem, gdy „Masa” zaczął pajacować, to narobił sobie bardzo dużo wrogów. Andrzej „Pershing” przykrywał wyskoki Jarka i szczerze mówiąc, poszedł do piachu przez Jarka. Może niedosłownie, ale przez przyjaźń z „Masą”, jeśli można nazwać to przyjaźnią. Natomiast mogę to powiedzieć przed każdym sądem i każdemu, że Jarek to ofiara systemu.

– Co masz na myśli?

– To wygląda, że aby zostać świadkiem, to taka osoba zeznaje to, co wie, co powinno się wiedzieć. Natomiast w momencie, gdy sąd przyznaje ten status, to ta część jego zeznań jest tajna i nigdy nie powinna być ujawniona. Gdy osoba przygotowana na świadka koronnego jedzie do sądu i otrzymuje status świadka koronnego, to jeszcze raz spotyka się z prokuratorem prowadzącym, który go wcześniej przesłuchiwał, lub grupą prokuratorów i powtarza ponownie to, co zeznała wcześniej. Gdyby wziąć zeznania „Masy”, które składał na początku i te po otrzymania statusu świadka koronnego, to są one identyczne i nawet przecinki stoją w tym samym miejscu.

– Co to oznacza według ciebie?

– Prokurator to skserował, tak to wygląda. Jest to podobny mechanizm, jak w przypadku zeznań „Patyka”, który przyznawał się do rzeczy, jakich nie robił. Podobnie Jarek mówił to, co ktoś mu sugerował, taka jest większość jego zeznań. On miał ten problem, że sam był faktycznym szefem grupy przestępczej. A taka osoba nie może być świadkiem koronnym, podobnie jak człowiek, który dokonał zabójstwa. Tak napisana jest ustawa. Więc co robią w przypadku „Masy”, aby go w jakiś sposób wybielić? On opowiadał rzeczy, o których wiedziało dużo ludzi, ale nie potrafiło ich połączyć, a on je połączył w całość. I tak powstał zarząd zorganizowanej grupy przestępczej, której nie było.

– I na podstawie tych zeznań skazano kilka osób za udział w kierowaniu zorganizowaną grupą.

– Dostali po kilka lat za zarząd, który nie istniał i dlatego są rozżaleni. A jeszcze, gdy Leszek usłyszał, że jest w grupie pruszkowskiej, której rzekomym szefem był „Pershing” – z którym się nie lubili – to zareagował śmiechem. Relacje między nimi nie były zbyt przyjacielskie i nigdy nie byli w jednej grupie. Takich prokuratorów, jak Mierzewski, trzeba było zabrać do więzienia za to, co robili. Oczywiście było to skuteczne i nie pozwolili rozrosnąć się tej grupie. Natomiast to pokazuje fikcję, na której ktoś zrobił kasę, karierę i popularność. Może również należałoby się przyjrzeć niektórym ludziom, którzy teraz siedzą w sejmie. Ja znam ich z tamtych czasów. Razem siedzieliśmy w knajpach, chodziliśmy na te same prostytutki.

– Chcesz rozwinąć ten temat?

– Słuchaj, ja mam prawie sześćdziesiąt lat. Czuję się dobrze i zdrowo, chciałbym jeszcze z dziesięć lat pożyć. Jestem na emeryturze, mam z czego żyć. Przez swoje życie chyba z piętnaście lat spędziłem w więzieniu. Kłopoty nie są mi potrzebne. W momencie, kiedy ten system nie był w stanie mnie zabezpieczyć, to ja się wycofałem, poszedłem na emeryturę.

– Z tego co wiem nikt nie puścił cię w skarpetach?

– Nikt, nigdy nie chciał zabrać mi mojego majątku A zresztą, co by mi zabrał, jak ja oficjalnie miałem tylko szczoteczkę do zębów. W momentach, kiedy wszyscy jeździli najlepszymi mercedesami, to ja poruszałem się peugeotem, skodą albo jakimś polonezem, które zmieniałem co pół roku, żeby były nowe i pachnące.

– Dlaczego byłeś w tej grupie?

– Bo miałem tam kolegów z podwórka. Oni pewnie dlatego się ze mną przyjaźnili, bo ja umiem robić kasę i w zębach przynosiłem im milion czy dwa. Ale nikt nie był w stanie sprawdzić, ile ja naprawdę tych pieniędzy zarobiłem. Gdyż były to moje własne zadania, moje prace, których nie robiłem z ich polecenia. Ja je sam zaczynałem i kończyłem.

Rzekomy dom Brody pod Lwowem

– I z własnej woli dzieliłeś się z nimi pieniędzmi?

– Nie miałem innego wyjścia. Zrozum, musiałbym się zaświecić [ujawnić – przyp. aut.], bo byłem poszukiwany przez policję, przez dwanaście czy czternaście lat. Jednocześnie działając w grupie przestępczej. Chciałem zarabiać pieniądze, nie mogłem wyjechać na Wschód, bo akurat wszystkich moich przyjaciół na Wschodzie po prostu pozabijali. W tym czasie nie miałem gdzie jechać. Był u mnie taki okres przejściowy, że nie miałem innego wyjścia, jak iść do moich starych kolegów z podwórka i powiedzieć: „Słuchajcie, szukają mnie, zróbcie mi dokumenty”. Skończyły mi się też pieniądze, a chciałem zarabiać. Ja po prostu płaciłem im za to, żeby móc zarabiać pieniądze. Dałem im dziesięć procent z tego, co ja zarabiałem. Oni myśleli, że to jest połowa albo trzydzieści procent. Natomiast to ja dzieliłem te pieniądze tak, jak chciałem. Gdy miałem jakikolwiek problem, to oni ten problem rozwiązywali. Ale ja też miałem swoich prokuratorów, policjantów, jakichś tam ludzi, którzy udzielali mi informacji.

– Zapewne nie za darmo.

– Oczywiście, że nie. W latach osiemdziesiątych miałem podpisaną lojalkę w Komendzie Stołecznej Policji. Każdy z nas miał podpisaną lojalkę. Gdyby ktoś teraz otworzył te dokumenty, to byłby w szoku. Jak już wczesnej wspomniałem, każdy miał tam swoją teczkę. Moi koledzy z „Pruszkowa” też je mieli i ja ich tym szantażowałem. Była kiedyś dość poważna afera związana z węglem, chodziło o grube pieniądze. Spotkaliśmy się w Elefancie przy Placu Bankowym i oni zaczęli mnie straszyć. A była to moja sprawa i wyczuli, że jest tam mnóstwo kasy do zarobienia. Historia wiązała się z Żyrardowem. Oni próbowali zrobić to po swojemu, co być może dałoby szybko kasę, ale zepsuło na dłużej źródło dochodu, a oni byli głodni pieniędzy. Chcieli na mnie nacisnąć i któryś z nich powiedział do mnie: „Broda. pojedziesz do lasu, ty pierdolony skurwysynie”. A ja, wiedząc już o tym, że mogę sobie na to pozwolić, mówię: „Pokaż mi ten las, to ja sam do niego przyjadę, ale pamiętaj, że jak mnie w tym lesie zakopiesz, to zaraz ty za mną pójdziesz, bo jesteś umoczony tu, tu i tam”.

– Szantażowałeś ich też słynną zieloną teczką?

– Oni nie dlatego się ze przyjaźnili, bo mnie lubili, byłem raczej mało lubiany. Liczyli się ze mną tylko dlatego, że bali się mojej zielonej teczki. To działało na ich wyobraźnię. Kiedyś miało miejsce takie zdarzenie w „Spartakusie”. Było powiedzmy zebranie starych. Wtedy też próbowali mnie jakoś nacisnąć i się wkurwiłem, i mówię do nich: „Kurwa, pierwsze co możecie zrobić, to wyjąć siebie z zielonej teczki”. Tego mnie nauczyli Rosjanie, że trzeba mieć informacje i haki na wszystkich. Ta historia o moich zielonych teczkach chodziła po mieście, a w tych teczkach mogło być wtedy gówno. Natomiast ja zbierałem zawsze jakieś informacje o innych.

– Potem ci się za to odwdzięczyli, przypisując różne niecne czyny.

– Gdy zostałem świadkiem koronnym, to jak każdego świadka chcieli mnie dyskryminować, bo to jest normalne działanie świata przestępczego. Robi się z takiej osoby gwałciciela, pedofila, nie ma to znaczenia, to co głowy wpadnie. Ale ci ludzie tak naprawdę mnie nie znali. Co można powiedzieć o człowieku, którego się nie zna?

– Jak trafiłeś wówczas za kraty?

– To była śmieszna historia. Stało się to zupełnie przypadkowo, a policjanci nie wiedzieli, kogo aresztują, bo miałem jak zwykle fałszywe papiery. Zostałem aresztowany na własne życzenie, bo chciałem skorumpować policjanta, który okazał się prawdziwym gliniarzem i nie wziął ode mnie pieniędzy. Zatrzymali mnie na tych lewych papierach i dopiero gdy zdjęli moje odciski, to dowiedzieli się, z kim mają do czynienia. Wtedy zajęła się sprawą Komenda Główna Policji. Wówczas jeszcze Jarek Sokołowski nie był oficjalnie świadkiem koronnym, gdy oni mnie przez dwa miesiące nakłaniali, abym został świadkiem koronnym, na zasadzie potwierdzenia zeznań „Masy”. Byłoby nas dwóch, wielkich świadków koronnych i celebrytów. Ja ich wtedy pognałem i odsiedziałem pięć lat w więzieniu.

– Nie chciałeś być świadkiem koronnym, ale potem nim zostałeś.

– Potem oszukał mnie system i przyjaciele. Gdy mnie aresztowano, to pierwsze co oni zrobili, to wzięli moją skodę. Nie dlatego, żeby ją zabezpieczyć, ale obawiali się, iż w aucie jest zielona teczka. To moje słynne archiwum. Zabrali ten samochód na lawetę, nie ze względu na mnie, tylko żeby swoje dupy ratować.

– Ale przecież chcieli cię wtedy wykupić z komisariatu na Targówku?

– No rzeczywiście, przywieźli nawet sto tysięcy dolarów na komisariat. Ci policjanci z Targówka, jak zobaczyli ten szmal, to chcieli mnie natychmiast puścić. Ale było już za późno, bo jechali już po mnie funkcjonariusze z CBŚ. Moi kumple chcieli mnie wykupić, nie dlatego, że byli takimi przyjaciółmi. Tylko dlatego, że bali się, że wraz ze mną wpadnie moje archiwum i kwity na nich. To jest środowisko, w którym nie ma zasad, nie ma przyjaźni. Liczy się tylko kasa. Nie wierz w mity o jakiejkolwiek mafii i zasadach panujących w tym środowisku. Oni teraz, po latach mogą się wybielać i mówić, że byli tacy charakterni. Każdy, z kim będziesz rozmawiał, będzie chciał być większy i mądrzejszy niż był w rzeczywistości. Boją się prawdy i głupoty opowiadają. Każdy będzie mówił tylko to, co jest mu wygodne. Nawet jeśli ci powiedzą o jakiś rzeczach, to ty nigdy o nich nie napiszesz, bo to będzie stanowić dla ciebie zagrożenie.

– Dlaczego nie możesz teraz być w Polsce?

– Ja nie chcę być w Polsce dlatego, że wymyślili sobie, że posadzą mnie przed komisją sejmową. Ale ja nigdy przed taką komisją nie będę zeznawał.

– W jakiej sprawie przed komisją, do spraw czego?

– Przed komisją do spraw finansowania Platformy Obywatelskiej. To, że miałem romans żoną D., że znałem Schetynę, Tyszkiewicza i innych polityków, piłem z nimi i wódkę, to nie znaczy, że ja finansowałem Platformę. To były tylko znajomości, wspólne interesy. Niektórzy z nich niekiedy robili szemrane biznesy z nami, byli narkomanami. To nie jest tajemnicą. Ale ja nie finansowałem żadnej partii i nie zamierzam na ten temat zeznawać.

– Boisz się zemsty polityków?

– Zrozum, że informacja to władza, gdy ją ujawnisz, tracisz władzę. Bo ujawniona nic ci nie daje. Moja wiedza jest zagrożeniem dla wielu ludzi. Ale ona ze mną zostanie, dlatego żyję tam, gdzie żyję. Nawet specjalnie nikt mnie nie szuka. Nie jestem chyba nikomu potrzebny.

Jest to fragment rozmowy, która w całości została opublikowana w bieżącym numerze magazynu Reporter.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*