WYJĄTKOWA BESTIA

 Szemrany biznesmen tonął w długach. Nigdy nikomu nie zwrócił pożyczonych pieniędzy. Wszystkich zwodził. Kombinował, obiecywał, byleby tylko wyjść na swoje, ale nigdy nie wychodził. W sądzie z tego powodu miał liczne sprawy. A gdy o finansowe wsparcie poprosił swoją dobrą znajomą, również nie chciał jej oddać  pieniędzy. W końcu  zaczęła go  szantażowała. Wtedy postanowił zamordować ją i jej męża.

Od 16 roku Agatę R.  wychowywali jej dziadkowie. Łożyli na jej utrzymanie, wspierali materialnie. W 2005 roku rozpoczęła studia w Łodzi, a 51-letni obecnie Mirosław S. był wtedy częstym gościem dziadka Agaty R. Poznał też ich wnuczkę. Stał się jakby członkiem rodziny. Dziadek 33-latki posiadał znaczne zasoby finansowe. Przez wiele lat był praktykującym, dobrze zarabiającym lekarzem i prowadził własną działalność. Wiedział również o tym Mirosław S.

Wzbudzał zaufanie

 – Mirosław S. w oczach dziadka i babci Agaty R. zawsze uchodził za osobę przedsiębiorczą – opisywali potem śledczy prokuratorzy. Jego firma miała generować znaczne zyski, miał rozpoczynać kolejne intratne inwestycje. – Jego sposób wypowiadania się o swoich interesach, przedstawiany styl życia kreował go wobec mniej zorientowanych na dobrze sytuowanego, posiadającego znaczne środki finansowe.

Dziadek Agaty nie był świadom, że prowadzone przez Mirosława S. liczne przedsięwzięcia nie przynoszą żadnych zysków. I jest przez niego – kolokwialnie mówiąc – kołowany. Uważał go wręcz za wyśmienitego biznesmena i miał do niego pełne zaufanie. A że starszy pan pozostawał wtedy akurat w konflikcie ze swą żoną, i chciał ukryć przed nią oszczędności, to Mirosław S. postanowił wykorzystać ten fakt. I w końcu namówił dziadka Agaty R. by mu pomógł, i wsparł finansowo jego kolejny biznes. Starszy pan zgodził się i pożyczył Mirosławowi S. 120 tysięcy złotych i 83 580 dolarów amerykańskich, których ten nie miał zamiaru jednak zwracać.

– Jednak zawsze podkreślał, że je odda.

 Nie mówił tylko kiedy, a ciągłe opóźnienie zwalał na niespodziewane niepowodzenie w biznesie, które się przecież zdarzają. Albo na karb nieuczciwych wspólników.

– A prawdą były taka, że już w okresie, gdy emerytowany lekarz przekazywał mu pieniądze, to przedsiębiorca znajdował się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Zalegał z licznymi płatnościami zarówno w stosunku do osób fizycznych jak i instytucji. Urzędu Skarbowego i Urzędu Miejskiego w Kielcach – ocenili śledczy.

 Raz dziadek Agaty R. poprosił biznesmena o go podwiezienie do specjalistycznego szpitala poza województwem. Ale ten, pomimo długu, który przez cały czas miał w stosunku do dziadka Agaty R., zażądał od niego za taka podwózkę 100 złotych, na „paliwo”.

Jeszcze w trakcie studiów, w 2008 roku, kontakt 33-latki z Mirosławem S. urwał się, a dziadek przekazał wtedy wnuczce połowę udziału w mieszkania w Łodzi. Agata R. sprzedała je jednak, a za otrzymane pieniądze w 2010 roku kupiła inne, w Kielcach. Wtenczas wyprowadziła z Łodzi się do tego miasta. W czasie pierwszego małżeństwa jej mąż przekazał Agacie K. połowę części swego mieszkania w Kielcach. Zmarł jednak, niespodziewanie,  pozostawiając cały spadek w rękach swej żony. W 2011 roku Agata R. ponownie wyszła za maż. Jej nowym wybrankiem został 35-letni Artur R. Miał on za sobą przeszłość kryminalną. Trudno było powiedzieć, gdzie, kiedy i w jaki sposób się poznali. Nieciekawą przeszłość mieli również znajomi Artura R. Nie spodobało się to dziadkom Agaty. Kategorycznie byli przeciwko wybrakowi serca swojej wnuczki. Co jednak nie zmieniło jej wyboru.  W tej sytuacji, po ślubie dziadek zaprzestał finansowo wspierać wnuczkę. Choć, co Agata wymogła w końcu na swym nowym mężu, zerwał on wszelkie kontakty ze światkiem przestępczym. Gdyż bardzo kochał swoja żonę.  Agatę zdecydowała się wtedy przeprowadzić z mężem do innego mieszkania w Kielcach. Przeprowadziła również kilka dalszych operacji finansowych na 60  i 80 tysięcy złotych.

Spotkanie po latach

 Mirosław S. poszukiwał kolejnej naiwnej osoby  do następnego biznesu, który podobnie jak wszystko w jego przypadku, miał również zakończyć się fiaskiem. Początkowo szukał lokalizacji w Kielcach, a następnie w Radomiu, gdzie mieszkali jego rodzice. Zawierał kolejne umowy. Pisemne i ustne. Był już wtedy zadłużony po same uszy.

– W jednej ze spółek w Kielcach na 29 497 złotych, a wobec innej, z tytułu działalności związanej z prowadzeniem dwóch pływalni w Kielcach, na 69 192 złotych – mówi jeden ze śledczych. Z tego samego powodu zalegał z podatkiem od nieruchomości, na 85 369 złotych. Kolejne jego przedsięwzięcia związane z wejściem w spółkę mającą zbudować jeden z zakładów pod Kielcami i z prowadzeniem na terenie Kielc drugiego biznesu, również zakończyły się fiaskiem. A zainwestowane przez niego i wspólników pieniądze w znacznej mierze zostały utracone. Działalności te generowały głównie straty.

Jednym z wielu wierzycieli Mirosława S. był nawet kuzyn jego żony. Sam jednak, oficjalnie, nie miał żadnego majątku. A że Agata R. mieszkała już w tym czasie w Kielcach, które przecież nie są nazbyt wielką aglomeracją, musieli się w końcu spotkać.

Wróciły więc wspomnienia o dziadku 33-latki i jego dobrych stosunkach z Mirosławem S. A że kobieta nadal była dobrego zdania o nim, nasiliły się wzajemne kontakty. Przed 2014 rokiem, dokładnej daty nigdy nie ustalono, zaproponował Agacie  i jej mężowi udziały w planowanej inwestycji w Radomiu.

– To będzie dobrze prosperujący interes – zapewniał, jak zwykle. I ostatecznie skłonił małżonków, aby mu uwierzyli, i przekazali na ten cel 200 tysięcy złotych. Co też uczynili. Były to sumy uzyskane przez Agatę R. ze sprzedaży mieszkań w Kielcach oraz w Łodzi. Co więcej, oboje byli wręcz przekonanymi co do słuszności przedsięwzięcia Mirosława S. i w perspektywie spodziewali się nawet znacznych zysków z tego tytułu. Jak ich przekonał i dlaczego tak wówczas myśleli, do dziś pozostaje to tajemnicą. Mieli plany, chcieli ponownie przenieść się do Łodzi. Podpisali nawet umowę przedwstępną nabycia w tym mieście mieszkania i wpłacili zaliczkę, w wysokości 1000 złotych. Agata R. miała też perspektywę zatrudnienia w ośrodku zdrowia w Łodzi, stworzonym przez jej rodzinę.

Mirosław S. nie zrealizował jednak swej nowej inwestycji. Po prostu zabrakło mu pieniędzy, a to, co mu pożyczyło małżeństwo R., nie wystarczyło.

– Nie miał nawet na opłacenie projektantów i wykonawców, a zalegał z innymi inwestycjami, gdzie również byli wspólnicy, którym też nie spłacał długów – powiedzą śledczy. Nie miał również merytorycznego przygotowania, aby samemu zarządzać takim przedsięwzięciem.

Zaproponował włamanie

 – Inwestycja będzie realizowana – przez cały czas przekonywał małżeństwo R.

Wtedy wspierali go już wyłącznie jego rodzice: – Otrzymywał od nich, gdy do nich przyjeżdżał, każdorazowo, kilka tysięcy złotych na bieżące wydatki – dodają śledczy. – Finansowali także jego sprawy sądowe, których przybywało coraz więcej.

Agata R. wraz z mężem zorientowali się w końcu co do prawdziwej sytuacji finansowej „dawnego członka jej rodziny”. Kobieta skontaktowała się z dziadkiem, który potwierdził, iż Mirosław S. również i jego pieniędzy nie zwraca. Pomimo, że w tej sprawie w styczniu 2014 roku dziadek Agaty R. zwrócił się nawet o pomoc do kancelarii adwokackiej.

– Oddam wam pieniądze w grudniu 2014 roku – Mirosław S. cały czas zwodził Agatę i Artura R., a potem termin przesunął na styczeń 2015 roku. Sytuacja materialna małżonków R. stawała się wówczas coraz gorsza. Nie posiadali już żadnych oszczędności. Nie pracowali też a lokal, w którym mieszkali, z powodu nieopłacenia przez nich czynszu i nieuregulowaniu innych opłat był zadłużony. Zaczęli nawet korzystać z pomocy społecznej. Spożywali darmowy posiłek i otrzymywali niewielki zasiłek. Kolejnym pomysłem dla nich miało być mieszkanie na działce w Kielcach. Lecz i ten pomysł spalił na panewce.

Tymczasem jeden  z udziałowców Mirosława S. uważał bowiem,  że poniósł w straty w wysokości około pół miliona złotych. Czego Mirosław S. zresztą nie kwestionował. Pomiędzy nim a udziałowcem istniał konflikt na tle rozliczeń z tytułu wcześniejszych wspólnych różnych przedsięwzięć. Agata R. wiedziała również o sprawie, jaką prowadził przeciwko Mirosławowi S. jego wspólnik.

 – Chodziło o ujawnienie okoliczności oraz osób związanych ze sfałszowaniem weksli na kwotę  dwóch i pół miliona złotych oraz o ryzyko skazania Mirosława S. na karę wieloletniego pozbawienia wolności.

Mirosław S. bał się tego, a wyrok miał zapaść w lutym 2015 roku.

– Nigdy już nie mogę wrócić do więzienia – twierdził po uchyleniu w tamtej sprawie tymczasowego aresztowania. Namawiał więc małżeństwo R. aby mu pomogli. By włamali się do domu byłego wspólnika. Mówił im, gdzie ten wspólnik przechowuje złotą biżuterię oraz obligacje, które mogliby ukraść.

 – Wiedział doskonale, że w 2014 roku sytuacja finansowa Agaty i Artura R. była już dramatyczna, co tym bardziej miało, według niego, zmotywować małżeństwo do takiego desperackiego czynu, a jemu by pomogło  – przypominał prokurator. – Ale o swoim długu wobec nich nadal nie wspominał, nie mówił kiedy im odda pieniądze.

 Jak wyrok śmierci

 Wykorzystali to małżonkowie i potajemnie nagrali na dyktafonie treść jego propozycji. I tak zaczęli go szantażować.

– Jeśli nie rozliczysz się z nami do końca stycznia 2015 roku, to cię pogrążymy. Najpierw się przestraszył i obiecał, że część tych pieniędzy, około 50 tysięcy złotych, zwróci im dnia następnego.

– Ale to było, jak wyrok śmierci dla tego małżeństwa – dodają śledczy, gdyż tak naprawdę nie miał zamiaru niczego im nigdy zwrócić.

28 stycznia 2015 roku o 9.18. Mirosław S. zadzwonił do małżonków R. Rozmowa trwała 101 sekund. Wtedy doszło do ustalenia warunków spotkania.

 – Telefon Mirosława S. logował się w pobliżu miejsca ich zamieszkania – ustalą potem śledczy. Stwierdzono również, że wpuszczono go do kamienicy za pośrednictwem domofonu. Wszedł do otwartego mieszkania R.

– W nieustalonych jednak okolicznościach, zaraz po wejściu, od razu zaatakował ich drewnianą pałką, która miał przy sobie. Zadawał obojgu, zaskoczonym, ciosy w głowy – relacjonowano. Napastnik był od nich wyższy, potężniejszy i uderzenia zadawał z ogromną siłą.

 „Kobiecie zadawał ciosy również w twarz, powodując złamanie kości potylicznej i żuchwy. Zadawał także uderzenia w inne części jej ciała, celując w jej górne i dolne kończyny” – stwierdzili śledczy.  Ciało Artura R. było również zmasakrowane. Był bity pałką bardzo mocno. Świadczyły o tym liczne ślady krwawe pozostałe na suficie, ścianach, meblach, telewizorze i innych przedmiotach w pokoju, w którym doszło do zbrodni. Potem jeszcze morderca przemieszczał obydwa ciała po pokoju.

 – Naciął ich nadgarstki, pozorując śmierć obydwojga w wyniku samobójstwa. Nacinał nadgarstek Agaty R., gdy jeszcze żyła i znajdowała się w agonii. Naciął także skórę na jej szyi. Zwłoki kobiety pozostawił na łóżku, w pozycji leżącej na plecach, zgięte w kolanach, a stopy opierały się o podłogę. Ubrana była w biały szlafrok częściowo zasłaniający jej tułów oraz nogi. Na prawej nodze miała założony klapek. Natomiast klapek z lewej stopy leżał zaraz obok. W prawą jej dłoń, dla pozorowania samobójstwa, wsadził kobiecie nóż myśliwski. Całkowicie nagie ciało Artura R., przykryte jedynie częściowo poduszką, ułożył w pozycji leżącej na plecach z nogami podkurczonymi opartymi o ścianę. Na miejscu zdarzenia pozostawał co najmniej kilkanaście minut. Pałka bowiem została przez niego odłożona przy ścianie w kuchni i nie pozostawiła na podłodze żadnych śladów krwawych.

Obydwa ciała odnalazł w mieszkaniu 2 lutego 2015 roku ojciec Artura R.

 Dochodzenie prawdy

 Mirosław S. nie przyznawał się do przedstawionych mu zarzutów.

 – Skupił się głównie na opisach wcześniejszych kłótni pomiędzy zmarłymi małżonkami, czego miał być świadkiem, i agresywnego zachowaniem Artura R. wobec swej żony. Zaprzeczył, aby miał wobec Agaty R. jakikolwiek dług. A także, by ta domagała się od niego zwrotu pieniędzy. Przyznał jednak, że pokazywał jej miejsce nowej swej inwestycji, a także rozmawiał z nią na ten temat.

Proces był poszlakowy. Najpierw brano pod uwagę rozszerzone samobójstwo obu małżonków, w którym jedna z ofiar pozbawia życia drugą, a następnie odbiera sobie życie. Jednak opinia sądowo-lekarska wykluczyła je w kieleckim sądzie okręgowym.

– To nie możliwe, aby jedna z ofiar po uśmierceniu partnera była w stanie zadać sobie tego rodzaju wielokrotne rany, szczególnie w obrębie głowy – informowali biegli. Stwierdzono również, że rany cięte nadgarstków i szyi Artura R. zostały zadane już po jego śmierci.

Brano także pod uwagę zemstę na małżeństwie rodziny pierwszego męża 33-latki, ale i ten trop okazał się fałszywym. Tamta rodzina nie miała ku temu najmniejszych powodów.

– Trudno byłoby też przypuszczać, że zemsta taka miałaby nastąpić po kilku latach od śmierci ich syna, a ponadto, nawet przy założeniu, że miałby tej zemsty dokonać wynajęty sprawca, to jak wskazuje doświadczenie zawodowe w rozpatrywaniu tego typu spraw, z pewnością zabrałby ze sobą całą biżuterię czy gotówkę, które zostały jednak w całości pozostawione w mieszkaniu małżeństwa R. – ustalono.

Brak motywu rabunkowego pozwalał również na odrzucenie kolejnej wersji, iż zbrodnia ta była wynikiem porachunków świata przestępczego, z którym był w przeszłości powiązany Artur R.

 – Nie było ku temu żadnych dowodów – informowała prokuratura i policja. – Nawet pośrednich. Z zeznań przesłuchanych świadków z najbliższego jego otoczenia wynikało, że po opuszczeniu zakładu karnego rzeczywiście wycofał się on z nielegalnej działalności i nawet nie miał wrogów.

W trakcie dokładnych i specjalistycznych oględzin miejsca zdarzenia okazało się, że jednak wykryto tam ślady krwi należące do Mirosława S.

 – Znajdowały się w pięciu miejscach na dywanie pokoju dziennego i na lewym klapku Agaty R. Wyjaśniał więc w sądzie, w jakich okolicznościach mogła się znaleźć w tym mieszkaniu. Że stało się to podczas wymiany muszli klozetowej przed Bożym Narodzeniem w 2014 roku, kiedy to podczas  wymiany, w której pomagał, miał skaleczyć palec.

W czasie procesu – z zeznań różnych świadków i pokrzywdzonych przez Mirosława S. osób – wychodził  pełny obraz krętacza i manipulanta. Wyszły też na jaw wszystkie jego zadłużenia. W tym również wobec małżeństwa Agaty i Artura R., których już nie mógł ukryć i im zaprzeczyć. Długu wobec nich – sięgającego 200 tysięcy złotych, a niektórzy twierdzili, że sumy nawet wyższej -450 tysięcy złotych.

Mirosława S.  nie miał alibi i nie mógł się wyprzeć tej zbrodni.

Jeszcze w trakcie procesu o zabójstwo małżonków R., gdy przebywał w areszcie, 28 grudnia 2016 roku w Sądzie Okręgowym w Kielcach zapadł wyrok skazujący go w innej sprawie, który to wyrok uprawomocnił się w sądzie Apelacyjnym w Krakowie 13 września 2017 roku.

W sprawie zabójstwa małżeństwa kielecki sąd okręgowy nie miał najmniejszych wątpliwości. 30 maja 2018 roku skazał go na dożywocie.

Jest dla Sądu oczywistym, iż pozbawienie życia wierzycieli w celu uwolnienia się od zobowiązania finansowego zasługuje na szczególne potępienie – mówił sędzia. – Kolejną okolicznością, która wywołuje odruch odrazy i silne oburzenie społeczne, nie tylko w kręgu osób najbliższych dla ofiar, są podjęte przez oskarżonego działania mające upozorować rozszerzone samobójstwo małżonków. Nie starczyło mu bowiem samo pozbawienie życia ofiar, ale dodatkowo chciał, aby ich śmierć powiązana była z pejoratywnym odbiorem społecznym. Jego motywem działania była wyjątkowa niechęć do ofiar. Sąd zasądził również po 50 000 złotych zadośćuczynienia od oskarżonego na rzecz rodziców ofiar. Sąd zdawał sobie sprawę, że to zadośćuczynienie jest wyłącznie symboliczne.

– Żadna bowiem kwota pieniędzy nie jest wstanie uczynić zadość stracie osób najbliższych, niezależnie w jak bliskich stosunkach przed śmiercią osoby te ze sobą pozostawały.

Apelacja w krakowskim sądzie 28 czerwca 2019 roku tylko potwierdziła wyrok.

Roman Roessler

 Imiona i wiek osób, z wyjątkiem wieku zabójcy, zostały zmienione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*