Śmiertelnie bał się wydziedziczenia

Ta zbrodnia wsiała w powietrzu. Mieszkańcy Brodnicy mówią, że w rodzinie Cz. od dawna nie działo się najlepiej. Relacje rodziców ze starszym synem nigdy nie układały się najlepiej. Z czyjej winy? Opinie na ten temat są podzielone.  Napięte relacje przerwała dopiero zbrodnia.

Choć doszło do zabójstwa, to w mieście niewiele się o tym mówiło. Nawet niektórzy sąsiedzi twierdzą, że nie bardzo wiedzą, co się wydarzyło.

– Pierwszy raz o tym  słyszę – mówi jeden z mieszkańców ulicy Granicznej,  przy której mieszkali ofiara i jej zabójca.

– Wiem tyle, ile przeczytałem w lokalnej prasie – mówi mężczyzna po sześćdziesiątce  i dodaje, że nie znał nawet dobrze swoich sąsiadów.

Inny mieszkaniec Granicznej dodaje, że doskonale wie, gdzie rozegrała się tragedia: – Po tym zdarzeniu policjanci bardzo często zaglądają na tę  posesję – dodaje.

Spór o majątek

Skoro sąsiedzi nic nie wiedzieli o problemach mieszkańców tego domu, to czy można było zapobiec tragedii? Zapytaliśmy w brodnickiej komendzie policję o wcześniejsze zgłoszenia dotyczące starszego małżeństwa i ich dwóch synów.

– Brodniccy policjanci w styczniu 2012 roku przyjęli zawiadomienie o znęcaniu się syna nad ojcem oraz kierowania gróźb karalnych. Została również sporządzona Niebieska Karta – poinformowała nas Agnieszka Łukaszewska z Komendy Powiatowej Policji w Brodnicy. – W maju 2012 roku postępowanie zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego.

We wrześniu 2012 roku przewodniczący zespołu interdyscyplinarnego w gminie Brodnica zdecydował o zakończeniu realizacji procedury Niebieskiej Karty, ponieważ sprawy dotyczyły podziału majątku. Od 1 kwietnia 2014 roku do 20 czerwca 2018 roku brodniccy policjanci przeprowadzili w tej rodzinie 7 interwencji, podczas których nie stwierdzono przemocy w rodzinie.

– Wszystkie interwencje dotyczyły spraw majątkowych – reasumuje Agnieszka Łukaszewska.

Trwający od lat  spór dotyczący podziału rodzinnego majątku spowodował, że młodszy z dwójki braci, Dariusz Cz., aby unikać kłótni, zamieszkał w przydomowym pomieszczeniu gospodarczym. W domu mieszkali jego rodzice i starszy brat Grzegorz z żoną. Konflikt dotyczył gospodarstwa rolnego, w którym skłóceni mężczyźni wspólnie pracowali.

Impulsem był list

Do tragedii doszło 20 czerwca ubiegłego roku. Tego dnia listonosz przyniósł do domu na Granicznej  list.  Grzegorz był przekonany, że to pismo, w którym ojciec cofnął mu darowiznę majątku, jednak list nie dotyczył tej kwestii. Mężczyzna nie sprawdził nawet tego. Według relacji Dariusza, jego brat był bardzo zdenerwowany. Przez półtorej godziny nie mógł znaleźć sobie miejsca, był wściekły.  W końcu coś w niego wstąpiło, złapał metalowy pręt i bił nim swojego ojca. Później miał podbiec w stronę matki i także ją uderzył kilka razy. Nie zamierzał także oszczędzić młodszego brata, ale ten uciekł do  domu, barykadując się w jednym z pokoi. Dariusz obserwował przez okno, jak starszy brat katuje ojca. Nie pospieszył mu jednak z pomocą.  Rozjuszony Grzegorz usiłował jeszcze sforsować drzwi do pomieszczenia, w którym schronił się  Dariusz. W końcu jednak zrezygnował, odrzucił pręt i poszedł do swojego pokoju.

Dopiero wtedy Dariusz podjął próbę pomocy rodzicom, wezwał też policję i karetkę pogotowia. Co prawda  82-letni mężczyzna jeszcze żył, jednak zmarł dwa miesiące później. Jego żona odniosła ciężkie obrażenia głowy, ale żyje. Nadal mieszka w tym domu razem z Dariuszem. Drugi z jej synów trafił do aresztu.

Internet wie najlepiej?

O ile sąsiedzi rodziny Cz. unikają wypowiedzi na ich temat, to w Internecie nie brakuje komentarzy na temat tej sprawy:

„Od kiedy pamiętam na osiedlu zawsze cała rodzina robiła z niego idiotę. Był pośmiewiskiem rodziny. Każdy mówił, że to głupek, ale dlatego, że jeszcze z nimi mieszka. Nie dziwię się, że puściły mu nerwy. Pamiętam, jak po mleko do nich jeździłam rowerem z kanką, to Grzechu zawsze normalnie sprzedał, a stary najpierw udawał, że psy na mnie spuszcza. Miałam wtedy może 10 lat. Sama mam horror w głowie, jak przypomnę, jak całą drogę się modliłam, żeby tylko Sary Czuper nie wyszedł z domu pierwszy.”(pisownia oryginalna)

To gospodarstwo stało się przyczyną i miejscem tragedii
Fot. Karina Knorps

 „Też pamiętam ten szyderczy śmiech starego, o którym mówił Grzechu. Za dzieciaka ten stary latał za nami z siekierą, bo mu po zaśnieżonym polu chodziliśmy z sankami, albo na jego Morskim Oku (część Brodnicy – przyp. red.) jeździliśmy na łyżwach. Każdy się starego bał. A Grzegorza zniszczył psychicznie już jak ten był dzieckiem. On miał naprawdę w tym domu przejeb… A ten brat Darek, to na serio nierób. Całymi dniami spaceruje po osiedlu i czyta każdą przyklejoną do płotu ulotkę. Jak ta matka umrze, to on pójdzie na dno” – nie ma złudzeń autor komentarza.

 „Lek” na dożywocie

2 listopada 2018 roku Prokuratura Rejonowa w Brodnicy skierowała do Sądu Okręgowego w Toruniu akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi Cz. o zabicie człowieka z wyłączeniem odpowiedzialności karnej, jeśli w czasie popełnienia przestępstwa zdolność rozpoznania znaczenia czynu lub kierowania postępowaniem mężczyzny była w znacznym stopniu ograniczona. Jeśli tak było, to sąd będzie mógł zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Biegli orzekli częściową niepoczytalność oskarżonego, więc ten może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary przez sąd.

– Na jakim etapie jest sprawa? – zapytaliśmy w sądzie.

– W sprawie prowadzone jest postępowanie dowodowe, odbyło się dotychczas pięć terminów rozprawy, kolejny termin wyznaczono na dzień 27 maja 2019 roku – informuje nas sędzia Justyna KujaczyńskaGajdamowicz z Sądu Okręgowego w Toruniu.

Na termin najbliższej rozprawy Przemysław Oskroba, adwokat z Wąbrzeźna, który podjął się próby obrony Grzegorza Cz., zgłosił nowych świadków spośród rodziny i sąsiadów. Mają oni zeznawać na temat bardzo złych relacji w tej rodzinie, rzekomym szykanowaniu Grzegorza Cz. od najmłodszych lat, a później także jego żony. Choć mężczyzna pracował w gospodarstwie, to zyski z tego mieli czerpać pozostali członkowie rodziny. To wszystko sprawiło, że  jego rozgoryczenie się skumulowało i wyładował złość na najbliższych, co skończyło się tragicznie.

Skontaktowałam się z adwokatem, ale ten nie chciał rozmawiać na temat swojego klienta i sprawy.

– Na obecnym etapie nie będę udzielał żadnych informacji – uciął temat.

Zgodnie z kodeksem karnym „kto zabija człowieka pod wpływem silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. Czy adwokat będzie próbował podpiąć zachowanie Grzegorza pod ten artykuł?

Na pewno jest to dobry „lek” na dożywocie.

Karina Knorps

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*