Wypijmy za…

Lubię oglądać w TV starsze filmy i seriale kryminalne, także sensacyjne, osobliwie z lat 60. i 70. To nie jest skrzywienie zawodowe, bo we współczesnym kinie wolę inne gatunki (byle nie krajowe komedie romantyczne!!!), a raczej coś na kształt atawizmu podszytego nie tyle tęsknotą, ile na pewno rozrzewnieniem, bo przypominają czasy, gdy człowiek był młody i zdrowy.

I nawet nie chodzi o to, że w natłoku filmów i seriali w rodzaju „Gdzie jest czarny kot?” (o dzielnych milicjantach Kraju Rad; co z tego, że z Włodzimierzem Wysockim?) albo „Odwieczny zew” (o utrwalaczach władzy ludowej, też w ZSRR) z utęsknieniem czekało się najpierw na Świętego czy Barona, później na Kojaka czy Columbo. Jednak z kryminalno-sensacyjnymi starociami chodzi mi o coś innego.

Bez przesady, ale czasami lubię się pośmiać z samego siebie. Otóż w tzw. kulminacyjnym momencie, gdy na przykład osaczana przez złych ludzi bohaterka miota się w poszukiwaniu wyjścia (jakiegokolwiek), bezwiednie podpowiadam: – Chwila, dziewczyno! Zamiast panikować, dzwoń natychmiast pod ichnie 997 lub 112 i krzycz o pomoc! Zasięgu nie masz, czy komórka ci się rozładowała?

Także gdy policyjny radiowóz meandruje zamiast jechać prościutko na miejsce, które za chwilę może stać się miejscem zbrodni, strofuję bezmyślnych mundurowych: – Włączcie jełopy GPS-a, zamiast kręcić się jak g… w przeręblu!

A kiedy wracam do realu, wraz z żoną – która często mi towarzyszy w tej zabawie – zastanawiamy się, jak potoczyłaby się dalej akcja, gdyby w 1960 czy w 1975 roku policjanci i złodzieje mieli komórki albo GPS-y. Najczęściej dochodzimy do wniosku, że nie byłoby filmu.

Jeszcze później dociera do mnie nie tylko to, jak bardzo zmienił się świat, ale i jak bardzo ja zostałem z tyłu. Mam komputer wcale nie najnowszej generacji, zdawało mi się, że jest z nim na Ty. Jednak znajomy programista udowodnił, że gdyby potencjał tego osobistego Lenova przedstawić w postaci wykresu drogi z Ziemi na Księżyc, to moich umiejętności wystarczyłoby gdzieś tak do wysokości Kasprowego Wierchu. I, że z każdą upływającą chwilą będzie tylko gorzej.

W tak ponurych okolicznościach, pociechy i stabilności szukam w niezmiennej naturze ludzkiej. Bo czy w 1960, czy w 1975 roku, za Nerona czy za Szekspira, za Attyli czy za Stalina, ona jedna trwa bez zmian, choć przybrana w szaty z epoki. Te same pobudki, te same cele, takie same w gruncie rzeczy – choć czasem doskonalsze technicznie – metody i sposoby, którym na imię…  

Dziś  Sylwester za moment  Nowy Rok, sezon toastów trwa. To co, wypijemy za Zbrodnię?

Kamerton

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*