RODZINNY MORD W NOWY ROK

W noworoczne popołudnie 2019 roku spokojną ulicę Boboli w Toruniu rozświetliły migające światła karetek pogotowia i policyjnych aut. Zaroiło się od ludzi w mundurach i w uniformach ratowników medycznych, bo w jednym z domów brat zranił nożem swoją starszą siostrę i jej męża. Kobieta zmarła.

Ulica Boboli znajduje się pomiędzy dwoma ruchliwymi toruńskimi trasami komunikacyjnymi. Mimo takiej lokalizacji, miejski hałas tu raczej nie dochodzi. Pewnie dlatego, że po obu stronach tej wąskiej jezdni stoją głównie jednorodzinne domy z zadbanymi ogrodami i podobnie wygląda kilka innych pobliskich ulic równoległych do Boboli. Choć nie jest to nowe osiedle, a sporo budynków pamięta jeszcze pewnie czasy realnego socjalizmu, to niektóre są naprawdę okazałe i niedawno zmodernizowane. Tak jak ten, w którym doszło do tej rodzinnej tragedii.

Nikt nie uciekał

Było po godzinie 17, kiedy dyżurny numeru 112 odebrał kolejny tego dnia telefon. Każdy 1 stycznia nie należy do najspokojniejszych dni, ale ten sygnał był dramatyczny. Mężczyzna prosił o pomoc. Od razu mówił, że szwagier go dźgnął nożem. I jego 70-letnią żonę też: – Ona się nie rusza.

Dyżurny powiadomił policję i wysłał tam też karetki.

– Na numer alarmowy dzwonił tuż po ataku nożem mąż nieżyjącej dziś kobiety. Sam został ranny, ale zdążył jeszcze wezwać ratunek. Został zabrany do szpitala. Na szczęście przeżył – mówi Wioletta Dąbrowska z toruńskiej policji.
Kiedy do domu na ulicę Boboli jechał pierwszy radiowóz, nikt z tej posesji nie uciekał. 61-letni mężczyzna spokojnie czekał, aż policjanci zakują go w kajdanki. Może dlatego, że miał wtedy ponad półtora promila alkoholu, a może dlatego, że sam nie mógł zrozumieć, co zrobił.

61-latek przyszedł do siostry w noworoczne odwiedziny. To w trakcie tego spotkania doszło do kłótni o sprawy sprzed laty.

– Nie możemy wykluczyć, że motywem zbrodni były rozliczenia finansowe w tej rodzinie – mówi Judyta Głowacka, szefowa toruńskiej Prokuratury Rejonowej Centrum-Zachód, która prowadzi postępowanie w tej sprawie.

Z naszych informacji wynika, że chodziło o podział rodzinnego spadku. Toczył się w tej sprawie nawet cywilny proces o tak zwany zachowek, w którym stronami były 61-latek i jego nieżyjąca już dziś siostra. Jej brat miał już praktycznie wychodzić z domu przy ulicy Boboli, kiedy chwycił za jeden z kuchennych noży i zaczął ranić nim starszą siostrę.

Kilka ciosów nożem

Kiedy na miejsce przyjechali ratownicy medyczni, było już za późno na ratunek dla kobiety. Rany zadane 70-latce szybko doprowadziły do jej śmierci. Zmarła na miejscu, bo to nie był jeden cios, ale kilka i z dużą siłą.

– Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu kobiety były rany zadane ostrym narzędziem głównie w szyję, kark i plecy – precyzuje prokurator Judyta Głowacka.

Starszy o rok mąż 70-latki miał rany podbrzusza. Jeszcze 1 stycznia przeszedł w szpitalu zabieg, który uratował mu życie.

Mieszkańcy ulicy Boboli są wstrząśnięci, tym co zaszło.

– Zawsze w telewizji czy gdzieś indziej mówi się o takich tragediach, że nic nie wskazywało, że może do niej dojść, bo to była normalna rodzina i spokojni ludzie. Ale tu tak było naprawdę. To co mam mówić, że było inaczej. Zresztą widać, że dom zadbany, a oni znani tu i szanowani. Mieli kiedyś jakiś prywatny interes. Tam zawsze takie duże psy biegały, ale przecież to brat i na swojego by nie szczekały. Kłótnie o pieniądze potrafią wiele zniszczyć – mówi jeden z okolicznych mieszkańców, którego spotkaliśmy na ulicy Boboli dzień po tragedii, gdy spacerował w pobliżu jej miejsca z psem.

Grozi dożywocie

61-latkowi toruńska prokuratura postawiła dwa zarzuty: zabójstwa 70-letniej siostry i usiłowania zabójstwa jej 71-letniego męża i złożyła w sądzie wniosek o jego tymczasowe aresztowanie.

Gdy podejrzanego doprowadzono na to posiedzenie, wyglądał na zrezygnowanego. Można było zobaczyć starszego, zgarbionego mężczyznę, na którego twarzy malowały się ból i zmęczenie.

Nie był on nigdy wcześniej karany, nie leczył się psychiatrycznie. Nie miał też nic do powiedzenia przed salą rozpraw. W środku również niewiele wyjaśnił. Może dlatego, że bronił się na razie sam, bo nie miał nawet adwokata z urzędu. Częściowo przyznał się do stawianych mu zarzutów, ale też stwierdził, iż całego przebiegu wydarzeń z 1 stycznia nie pamięta z powodu wypitego wcześniej alkoholu.

Podejrzany o zabójstwo siostry został tymczasowo aresztowany. W przypadku prawomocnego udowodnienia mu winy, grozi mu nawet dożywocie.

Waldemar Piórkowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*