Ciał nie znaleziono, lecz sprawca trafił za kraty

Zaginione małżeństwo Drzewińskich fot. archiwum rodzinne

Śledztwo w sprawie morderstwa Adama i Kamili Krawczyków z Milanówka, którzy w 1994 roku zginęli od strzałów z pistoletu przed swoim domem, zostało umorzone. Prokuratura nie znalazła mocnych dowodów na wskazanie sprawcy.  Jednak w sprawie zaginięcia małżeństwa Drzewińskich, także z Milanówka, zapadł wyrok piętnastu lat więzienia dla Piotra B., który był także podejrzewany o morderstwo na Krawczykach.

W sprawie Drzewińskich prokurator wnosił o karę dwudziestu pięciu lat więzienia, sąd uznał, że piętnaście będzie sprawiedliwym wyrokiem. Sprawcy mordu małżeństwa Krawczyków nie udało się ustalić. Podejrzewano o zbrodnię również  B., ale nie było na to mocnych  dowodów. Nie postawiono mu żadnego zarzutu i śledztwo umorzono.

Prokurator, który prowadził sprawę, oświadczył, że gdy tylko pojawią się nowe dowody, postępowanie zostanie wznowione.

 Zastrzeleni pod domem

 Kamila i Adam Krawczykowie prowadzili w opinii sąsiadów spokojne życie, choć mieli nieco odmienne charaktery. Ona, cicha  urzędniczka pracująca na poczcie, budziła sympatię sąsiadów, on miał porywczy charakter, ale nie był złym człowiekiem.

Krawczykowie poznali Piotra B., gdy postanowili sprzedać mu część działki, na której  wyciął drzewa należące do ich terenu. Małżonkowie zgłosili wycinkę i sąsiad musiał zapłacić karę pieniężną. To wtedy zaczęło się między nimi psuć.

Zadzierać z nim mało kto chciał, bo ludzie zwyczajnie się go bali. Prowadził jakieś biznesy, miał wiele znajomości i opinię twardego, bezwzględnego człowieka – opowiada jedna z osób, która znała B.

24 września 1994 roku między Krawczykiem a Pioterm B. doszło do ostrej kłótni, którą słyszał mężczyzna z sąsiedztwa.

Krawczyk ze wzburzeniem wykrzykiwał, co myśli na temat B., a  emocje poniosły go tak bardzo, że nie przebierał w słowach. Widać było, że  tamtego bardzo dotknęły te słowa, bo był blady i wściekły.

Tego samego dnia wieczorem Krawczykowie odwiedzili swoich znajomych i wrócili do domu prawie przed północą. Adam Krawczyk wysiadł, aby otworzyć bramę, i w tym momencie dostał  kilka strzałów z pistoletu w okolice brzucha i klatki piersiowej. Nadal żył i próbował uciekać, ale po kilu krokach upadł. Jego żona, która wszystko widziała, wysiadła z samochodu i po chwili do niej też strzelono. Jak ustalili śledczy, zabójca podszedł do niej i strzelił jej jeszcze w tył głowy. Odgłos pistoletu usłyszał dwunastoletni syn Krawczyków. Wybiegł z domu i zobaczył zakrwawionych rodziców. Matka chłopca zginęła na miejscu, ojciec zmarł po dziesięciu dniach w szpitalu, nie odzyskując przytomności.

Chwalił się świadkowi

 Choć było ciemno, zabójcę widziało kilka osób z sąsiedztwa. Zeznali, że był wysoki, szczupły i miał zakrytą twarz. Prokurator Robert Makowski poinformował w toku śledztwa, że po oddaniu strzałów sprawca opuścił miejsce powolnym krokiem, tak jakby niczego się nie bał i wiedział, gdzie iść.

Jak ustaliła policja, morderstwo nie miało nic wspólnego z kradzieżą, ani porachunkami ze strony grup przestępczych, a B. był podejrzany w pierwszej kolejności. Niestety przeszukanie jego domu nic nie dało, nie znaleziono tam  żadnego dowodu. On sam wydawał się być zdziwiony i mówił, że jego spór z Krawczykami to jeszcze nie powód, aby miał ich zabijać.

Jednak znalazł się świadek, który zeznał, że podejrzany wspominał mu o „zlikwidowaniu” Krawczyków, miał też pokazać mu broń, którą się posłuży. To jednak nie był wystarczający dowód na to, aby obciążyć go tym morderstwem. Śledztwo umorzono po sześciu miesiącach od zabójstwa.

Śledztwo toczyło się w sprawie, nie zaś przeciwko określonej osobie lub osobom, oraz dotyczyło przestępstwa, zbrodni, zabójstwa. Postępowanie zostało umorzone w dniu 30 kwietnia 2013 roku z uwagi na niewykrycie sprawcy – mówi prokurator Agnieszka Zabłocka- Konopka, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Dom Krawczyków długo stał pusty, choć po ich śmierci zamieszkała w nim babcia opiekująca się osieroconym wnuczkiem. Jednak nie zostali tam długo, bo zwyczajnie się bali. Po ośmiu latach dom sprzedał dorosły już syn Krawczyków, a kupił go… Piotr B.

Niechciany lokator

 Po siedemnastu latach sprawą na nowo zajęli się śledczy. Wtedy przeciw Piotrowi B. toczyło się śledztwo związane ze zniknięciem małżeństwa Drzewińskich, także z Milanówka.

Proces rozpoczął się w pierwszej połowie 2013 roku, a przed Sądem Okręgowym w Warszawie stanął  B., oskarżony o  podżeganie do zabójstwa Elżbiety i Wiesława Drzewińskich oraz ich dwóch synów.

Willa Chimera w Milanówku, która stała się przyczynkiem tragedii
fot. Dawid Dzich

Małżonkowie zaginęli jedno po drugim, lecz ich ciał nigdy nie odnaleziono i nie są znane ich losy. Mimo tego prokurator nie miał wątpliwości, że stoi za tym podejrzany, który współdzielił z nimi willę „Chimera”.

W październiku 2006 roku znikła  Elżbieta Drzewińska, a rok po niej jej mąż Wiesław. Podejrzenia padły na Piotra B., który mieszkał tam od lat siedemdziesiątych z tak zwanego kwaterunku. Po czasie okazało się, że dom w spadku zostawił Drzewińskiemu stryj z USA. Od tej pory rozpoczął się konflikt, bo małżonkowie żądali, aby lokator opuścił lokum, on jednak nie chciał o tym słyszeć. Drzewińscy mieszkali z dwoma synami na piętrze, a Brodowski  z rodziną na parterze.

Śledczy uznali, że motywem zbrodni był właśnie długoletni konflikt i chęć wyeliminowania właścicieli oraz ich spadkobierców. Małżonkowie skarżyli się wcześniej  na samowolkę i zastraszanie przez lokatora, a nawet przemoc fizyczną. Prokurator dowodził, że B. poszukiwał kogoś, kto zajmie się „zniknięciem” małżonków, a potem ich synów.

Szukał płatnego mordercy

 O nakłanianiu do zabójstwa poinformował prokuraturę w 2011 roku jego znajomy z Milanówka – Andrzej J., któremu B. zaproponował za to pieniądze. Nie wiedział, że Centralne Biuro Śledcze wzięło go pod lupę i przygotowało zasadzkę.  Funkcjonariusze wystąpili jako płatni mordercy, a Piotr B. zaoferował im sumę 10 tysięcy euro, i w ten sposób uwiarygodnił podejrzenia.
Prokuratura oskarżyła go między innymi o podżeganie do zabójstwa Drzewińskich w latach 2005-2006 oraz o podżeganie w 2011 roku do zabójstwa lub porwania ich synów: Wiktora i Piotra. Kolejny zarzut, to podżeganie do sprzedania mu karabinu snajperskiego, kałasznikowa i nielegalne posiadanie  amunicji.

Prokuratura Apelacyjna w Łodzi prowadziła postępowanie w sprawie zaginięcia małżonków Drzewińskich. Do jego prowadzenia wyznaczona została decyzją prokuratora krajowego z 26 maja 2009 roku. Wcześniej śledztwo było prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Piotr B. oskarżony został między innymi o przestępstwo polegające na usiłowaniu do nakłonienia innej osoby do pozbawienia życia małżonków Drzewińskich – mówi prokurator Krzysztof Bukowiecki, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

Sąd uwzględnił wniosek o zadośćuczynienie dla pokrzywdzonych synów zaginionych, którym Piotr B. musi zapłacić po 80 tysięcy złotych. Ponadto pełnomocnik synów wraz z prokuratorem  żądał dla B.  dwudziestu pięciu lat więzienia, ale sąd apelacyjny podtrzymał wyrok piętnastu lat i odrzucając apelację oskarżonego oraz prokuratury uznał, że ten wyrok jest wystarczającą karą.

Krawczykowie, tak jak i Drzewińscy byli wrogami Piotr B. Pierwsi zginęli osierocając syna Tomasza, drudzy zniknęli bez śladu, pozostawiając równie osierocone dzieci: Piotra i Wiktora. Ci dwaj chłopcy do tej pory nie wiedzą, co się stało z rodzicami, którzy nie mają nawet grobu.

Aneta Dzich

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*