NIE MA CIAŁA ZBRODNIA JEST

Rozległ się cichy plusk. Wrzucone do rzeki ciało przez chwilę dryfowało przy brzegu, plącząc się w szuwarach. Potem popłynęło wraz z nurtem. Od tej pory nikt nie wdział Mariusza Ś. Nie ma zwłok, więc nie ma zbrodni?

 Podejrzani mogą śmiać się śledczym w nos, bo z braku najważniejszego dowodu nie zostaną oskarżeni? Otóż nie. Są jeszcze tzw. dowody pośrednie: zeznania świadków, odciski palców, ślady DNA itp. Jeśli układają się w łańcuch logicznych wniosków, proces o zabójstwo może się odbyć, aczkolwiek ma on charakter poszlakowy.

Snuł małżeńskie plany

Marta K. kilka lat temu poznała Mariusza Ś. Zostali parą i zamieszkali w domu Marty w miejscowości Ciechanki na Lubelszczyźnie. Mariusz zakochał się w swojej partnerce. Ona też niewątpliwie czuła coś do niego, ale temperatura uczuć w jej przypadku była znacznie niższa.

Mężczyzna znalazł stałą pracę w Belgii. Dobrze zarabiał. Do Polski przyjeżdżał tak często, jak to było możliwe. Przekazywał Marcie zarobione za granicą pieniądze, kupował jej drogie prezenty. Był szczęśliwy, że układa mu się zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Często snuł małżeńskie plany.

– Jeszcze rok, dwa popracuję, odkuję się i wracam do Polski. Wtedy wszystko pozałatwiamy – mówił do Marty, która w nagrodę obdarzała go promiennymi uśmiechami i pocałunkami. Jednak na temat stałego związku nie wypowiadała się ani na „tak”, ani na „nie”. Mariusz nie zwracał uwagi na jej rezerwę.

Zwykle uprzedzał o przyjeździe do kraju. Kontaktowali się telefonicznie bądź przez Internet. Marta bardzo go o to prosiła, tłumacząc, że chce mieć czas na przygotowanie uroczystego obiadu lub kolacji. I rzeczywiście, gdy się spotykali, na stole czekały wymyślne przysmaki i butelka markowego wina. Zachwycony Mariusz mówił jej, że łączy w sobie cechy najlepszej kucharki i najlepszej kochanki na świecie.

Chciałeś prawdy, to masz

Pewnego razu jego przyjazd do Polski nie był zaplanowany. Postanowił zrobić Marcie niespodziankę i wpadł bez uprzedzenia. Do niespodzianki faktycznie doszło, ale była ona raczej przykra. Mariusz przeżył niemiłe zdziwienie, gdy zastał u Marty K. mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie widział.

– To Darek, mój stary kumpel. Dawno się nie widzieliśmy – Marta przedstawiła ich sobie. Ale powiedziała to jakoś bez przekonania, opuszczając wzrok. Mariusz Ś. dostrzegł jej zmieszanie. Nie uwierzył, że mężczyzna jest jedynie znajomym, który ot tak, bez powodu złożył Marcie wizytę.

Co ciekawe, również Dariusz M. wyglądał na nieprzyjemnie zaskoczonego. Badawczym wzrokiem mierzył partnera Marty, marszczył brwi, gdy Mariusz przytulał lub całował kobietę. Takie zachowanie tym bardziej nie pasowało do kolegi.

Mariusz zażądał, żeby powiedziała mu prawdę o Darku. Był bardzo wzburzony. Początkowo nie chciała odpowiadać na jego pytania, w końcu jednak przyparta do muru przyznała, że Dariusz M. jest nie tylko starym kolegą. Spotyka się z nim regularnie, gdy Mariusz przebywa w Belgii.

– Chciałeś prawdy, masz prawdę – powiedziała. – I nie rób mi wymówek i nie obrażaj mnie. Nie jestem twoją własnością, mam prawo żyć własnym życiem.

–  Ale przecież mieliśmy się pobrać… – wtrącił Mariusz.

– Małe sprostowanie. To ty ciągle gadałeś o małżeństwie. Ja niczego ci nie obiecywałam. Bądź więc tak uprzejmy i zostaw mnie, proszę, w spokoju.

Potem do ostrej wymiany zdań doszło między mężczyznami. Dariusz M. powiedział do rywala, żeby musi się pogodzić z tym, że Marta już go nie chce. Raz się wygrywa, a kiedy indziej przegrywa.  C’est la vie, jak mawiają Francuzi. Trzeba to przyjąć do wiadomości i żyć dalej. Do Mariusza Ś. dotarła w końcu gorzka prawda. Wstał i bez słowa wyszedł.

Albo ja, albo on!

Był jednak załamany. Wszystkie jego plany legły w gruzach. Zdawał sobie sprawę, że Marta go nie kocha. Może nigdy go nie kochała, a tylko udawała miłość, bo pasował jej związek z dobrze sytuowanym facetem, który traktował ją jak królową i gotów był dla niej na wszystko.

Najrozsądniej zrobiłby, gdyby wymazał z pamięci tę kobietę. Serce i rozsądek chodzą jednak różnymi drogami. Nie potrafił zapomnieć o Marcie. Wciąż ją kochał. Mimo iż oficjalnie się rozstali, często do niej dzwonił. Prosił, żeby się jeszcze zastanowiła nad ich związkiem. Pytał, czy Darek naprawdę jest lepszy od niego. W czym? Czy potrafi zapewnić jej szczęście?

Marta odpowiadała, że nie musi się nad niczym zastanawiać. Już dokonała wyboru. Tak, woli Darka i żadne zakłamywanie rzeczywistości tego nie zmieni. Pocieszała Mariusza, zapewniając go, że jest wspaniałym facetem i było jej z nim dobrze. Jednak nic nie trwa wiecznie. Żądała, żeby dał jej spokój, bo takim nagabywaniem niczego nie osiągnie.

Nie mogła mu jednak zabronić wizyt, gdy mówił, że musi przyjść zabrać rzeczy, które u niej trzymał. Odwiedził ją w mieszkaniu parokrotnie. O ich spotkaniach dowiedział się Dariusz M. i był bardzo niezadowolony. Czynił Marcie wyrzuty, że go oszukuje. Jak bowiem nazwać potajemne randki z byłym kochankiem?

– Musisz się w końcu zdecydować. Albo ja, albo on – konkretnie stawiał sprawę.

Marta tłumaczyła mu, że decyzję już podjęła. Zapewniała również, że nie ma randek z Mariuszem. On już nic dla niej nie znaczy. Nie da się jednak zakończyć związku z dnia na dzień, ani przez telefon.

Wpadnij, będziemy sami

W śledztwie ustalono, że we dwoje wymyślili sposób na rozwiązanie układu z Mariuszem. Nie wiadomo, czy od początku zakładali, że mężczyzna musi zginąć, czy przyszło im to do głowy w ostatniej chwili.

Na początku kwietnia 2017 roku Mariusz Ś. przebywał w Belgii. Pewnego razu, słysząc dzwonek komórki, ze zdziwieniem stwierdził, że widoczny na wyświetlaczu numer należy do Marty. Skwapliwie odebrał, a to co usłyszał, wprawiło go w jeszcze większe zdumienie. Marta zaproponowała, żeby się spotkali. Zbliża się Wielkanoc, więc pewnie przyjedzie do Polski. Jeśli tak, mógłby do niej wpaść. Zapewniła, że będą tylko we dwoje, a Darek nie będzie wiedział o ich spotkaniu. Mariusz nie dopytywał o nic więcej. Dla niego było ważne, że Marta pierwsza się z nim skontaktowała. Być może pomyślał, że ma u niej jeszcze szanse.

Przed świętami przyjechał do Polski uradowany i podekscytowany. Ustalili datę spotkania na 12 kwietnia po południu. Przed wyjściem tego dnia z domu powiedział do matki, że nie wie, kiedy wróci. Może dzisiaj, może jutro. Z Martą nigdy nie wiadomo, bo często ma „fochy”.

Pojawił się u niej punktualnie, a ona dotrzymała słowa. Byli tylko we dwoje. Długo rozmawiali przy kawie, wspominając miłe chwile z przeszłości. Gdy zapadł wieczór, kobieta wyciągnęła mężczyznę na spacer po Ciechankach. Pogoda sprzyjała przechadzce, więc zawędrowali pod las na tzw. plac buraczany. Na łące stała nieczynna waga przemysłowa. Przystanęli obok niej. Po chwili Mariusz przekonał się, że nie są tu tylko we dwoje.

Znudziła mi się ta zabawa

W kilka godzin później Marta K. zgłosiła się na komisariat w Łęcznej i poinformowała, że jej były partner, 36-letni Mariusz Ś. został porwany przez nieznajomych mężczyzn. Jej relacja była bardzo chaotyczna i nerwowa; podawała różny czas i różne okoliczności uprowadzenia. Policjanci szybko zorientowali się, że jest to stek kłamstw.

Nie było żadnego porwania. Ustalono natomiast, że doszło do brutalnego morderstwa rzekomo uprowadzonego mężczyzny. Policja udała się na „plac buraczany” w Ciechankach. Natrafiono tam między innymi  na ślady krwi Mariusza Ś. Zatrzymano Martę K. i jej obecnego partnera Dariusza M. Wzięci w krzyżowy ogień pytań wyjaśnili, w jakich okolicznościach doszło do zbrodni.

Oboje, decyzją sądu trafili do aresztu. Prokuratura Okręgowa w Lublinie postawiła im zarzut zabójstwa. Zdaniem śledczych, zbrodnię zaplanowali, bo chcieli pozbyć się poprzedniego kochanka Marty, który był o nią zazdrosny.

Marta i Dariusz znali się od blisko 7 lat. Kiedyś byli w związku, ale często się kłócili i ostatecznie doszli do wspólnego wniosku, że powinni od siebie odpocząć. Teraz znowu chcieli być razem. Zadaniem kobiety było przyprowadzenie Mariusza Ś. w odludne miejsce. Wybrali „plac buraczany” w pobliżu lasu. Tam już czekał Dariusz M., ukrywając się w zaroślach. Lekko się zataczając, podszedł do nich i teatralnie rozłożył ręce.

– Co za nieoczekiwane spotkanie! – rzucił bełkotliwym głosem. Chociaż sprawiał wrażenie nietrzeźwego, w rzeczywistości nie wypił tego dnia kropli alkoholu. Udawał pijanego i zaskoczonego, bo to był element planu. Chodziło o to, żeby Mariusz nie zorientował się za wcześnie w ich zamiarach.

Uderzył niespodziewającego się ataku rywala pięścią w twarz. Mariusz Ś. zachwiał się, po czym zaczął uciekać w kierunku lasu. Dariusz M. po chwili go dogonił i kolejnym silnym ciosem powalił na ziemię. Kopał go, bił pięściami i wyzywał od najgorszych. W pewnym momencie przestał.

– Znudziła mi się ta zabawa. Trzeba to załatwić raz a dobrze i zmywać się stąd – miał powiedzieć do Marty, która stała obok i patrzyła, jak bije Mariusza.

Ona trzymała, on bił

 Spojrzał na  nią porozumiewawczo. Kobieta wyciągnęła z torby pistolet na śrut i podała mu. Mariusz Ś. rozszerzonymi ze strachu oczami spoglądał to na jedno to na drugie. Zrozumiał, że Marta go zdradziła i zwabiła tu w pułapkę.

Prosił, żeby darowali mu życie, ale oboje mierzyli go kamiennym, bezlitosnym wzrokiem. W pewnej chwili Dariusz M. przytknął lufę broni do jego głowy i bez wahania nacisnął spust. Zaraz potem strzelił do niego ponownie. Mariusz Ś. jeszcze żył. Chociaż nie miał już siły się bronić, Marta K. przytrzymała go, a Dariusz M. sięgnął po nóż.

– Zadawał mu ciosy w klatkę piersiową i ręce, w wyniku czego pokrzywdzony poniósł śmierć – poinformowała prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Najpierw zaciągnęli zwłoki do lasu i przykryli gałęziami. Dariusz M. poszedł po samochód. Auto było wyposażone w plandekę. Podjechał nim pod las. Umieścili w samochodzie ciało Mariusza Ś. i ruszyli nad rzekę Wieprz. Jeździli przy brzegu, wypatrując dogodnego miejsca do wrzucenia ciała do wody. Kiedy je znaleźli, rozebrali Mariusza Ś. i wepchnęli do rzeki. Do Wieprza wrzucili też pistolet i nóż. Następnie spalili ubranie, które zdjęli ze zwłok. A potem, przez nikogo nie zauważeni, wrócili do domu.

Marta K. pomyślała, że jeśli uda się na policję i zgłosi porwanie Mariusza, zapewni sobie alibi. Skutek okazał się jednak odwrotny do zamierzonego. Kobieta w ten sposób skierowała na siebie podejrzenia, zamiast je oddalić.

Proces bez zwłok

W trakcie wizji lokalnej podejrzani wskazali miejsce, gdzie wepchnęli do Wieprza zwłoki Mariusza Ś. Niestety, ciała zamordowanego mężczyzny nie udało się do tej pory odnaleźć, mimo iż od zbrodni minęło kilkanaście miesięcy, a w poszukiwaniach oprócz policji uczestniczyli strażacy oraz członkowie ekipy płetwonurków, która szukała ciała Ewy Tylman. Nie pomogło nawet obniżenie poziomu wody w Wieprzu.

Mariusz Ś. jeszcze żył, Marta K. przytrzymała go, a Dariusz M. sięgnął po nóż fot. KWP Lublin

Mimo braku zwłok, prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko 49-letniemu Dariuszowi M. i 33-letniej Marcie K. Zgromadzone w śledztwie poszlaki, m.in. ślady krwi Mariusza Ś. zabezpieczone w miejscu popełnionej zbrodni i w samochodzie Dariusza M., pisane przez Martę K. do partnera sms-y, w których informowała go, że przyprowadzi Mariusza na „plac buraczany” pod wagę, jak też fakt przyznania się podejrzanych do zabójstwa, były na tyle mocne, że sprawa trafiła na wokandę.

Proces ruszył w lutym tego roku. Przed sądem oskarżeni nieco zmienili wyjaśnienia, które składali w postępowaniu przygotowawczym. Marta K. przekonywała, że nie chciała, żeby Mariusz Ś. zginął. Będąc jednak pod wpływem Dariusza M., nie przeciwstawiała mu się i wykonywała wszystkie jego polecenia.

Z kolei jej partner na jednej z rozpraw zaprzeczył, że zabił. Podczas kolejnej przyznał, że bił Mariusza Ś. pięściami i że dwukrotnie strzelił do niego z pistoletu. Po drugim strzale miał słyszeć jęki rannego mężczyzny. Dariusz M. utrzymywał, że nie był wtedy jeszcze pewny, że chce zabić. Potem jednak zadawał ciosy nożem. Wszystko poszło za daleko.

Nie wiadomo, kiedy proces się zakończy. Marta K. zażywa silne leki, po których nie jest w stanie składać wyjaśnień. Z tego powodu już raz odroczono rozprawę. Oskarżonym grożą kary dożywocia.

Mariusz Gadomski

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*