Coraz mniej nadziei

Z kościoła świętej Katarzyny w Brodnicy, na ulicę Farną wysypują się wierni. Niosą palmy z kolorowej słomy, suszonych kwiatów, prawdziwe zielone liście czy gałązki wierzbowe ozdobione krepiną. Uczcili Niedzielę Palmową i teraz wracają do swoich domów słonecznymi tego dnia ulicami.

Wiosna na dobre już rozgościła się w mieście i czuć tu świąteczną atmosferę. Na staromiejskich uliczkach i wokół rynku zapraszają otwarte tej niedzieli sklepy, lecz kupujących nie jest wielu. Brak klientów i  pogodna aura sprawiają, że niektóre ekspedientki łapią słoneczne promienie przed swoimi sklepami. Niekiedy ktoś zatrzyma się przed straganem z obwarzankami, lub rodzina z gromadką dzieci zniknie za drzwiami pizzerii. Leniwa niedziela toczy się po brodnickich uliczkach w stronę Wielkiej Nocy. Tam myślami jest już większość mijających mnie przechodniów.

Zatrzymałem się przed gablotą z ogłoszeniami, wśród wielu innych niewielki plakat informujący o zaginięciu Adriana Dudka. Nikt w tę stronę już nie spogląda, jakby twarz  20-latka wszystkim się opatrzyła.

– On żyje i się tu ukrywa – stwierdza zdecydowanie kobieta dobiegająca pięćdziesiątki. – Jego, od czasu gdy zniknął, widziało już kilka osób.

– Przed kim miałby się ukrywać? – zanim wybrzmiało moje pytanie, kobieta była już gotowa do odpowiedzi:

– Przed ludźmi, którym jest winien pieniądze – odpowiada moja rozmówczyni, głosem nie znoszącym sprzeciwu.

Podobne  plotki docierają też do rodziny Adriana Dudka, zaginionego 22 grudnia 2018 roku.

– Skontaktował się ze mną nieznany mi chłopak i wymieniał jakieś nierealne kwoty, które Adrian  rzekomo był winny ludziom –  mówi Jolanta Dudek, mama zaginionego 20-latka.  – Ludzie potrafią być okrutni. Nie są w stanie uszanować naszej tragedii, lecz podsycają ją plotkami i pomówieniami.

Siedzimy przy stole, przy którym zwykle z okazji świąt i rodzinnych uroczystości spotykała się cała rodzina. Tym razem tak nie będzie, to już drugie święta bez Adriana.

– Coraz mniej mamy nadziei, że się odnajdzie żywy. – pani Jolanta wydaje się już być pozbawiona złudzeń: –  Z mężem czekamy na kolanach na to, co się wydarzy. Teoretycznie, jesteśmy przygotowani na wszystko. Tak wiele dni upłynęło, że trudno mieć nadzieję, lecz ona w nas całkiem nie umarła. Chcielibyśmy już poznać prawdę – dodaje pani Jolanta.

– Kto może wiedzieć, co stało się z pani synem?

– Koledzy, którzy tamtego dnia byli razem z Adrianem, oni mają klucz do rozwiązania tajemnicy jego zniknięcia. –  matka zaginionego nie ma wątpliwości.

Dwudziestoletni Adrian Dudek po raz ostatni był widziany 22 grudnia 2018 roku, w rejonie ogródków działkowych, nieopodal Drwęcy. Był tam z kolegami. Wiele wskazuje na to, że chłopak był pijany, a być może także pod wpływem środków odurzających. Jego koledzy twierdzą, że Adrian na pewno żył, gdy się rozstawali. Jednak ich wyjaśnienia w tej sprawie są tak rozbieżne, że trudno brać je na poważnie. Wydaje się, że mają coś do ukrycia.

 – Nie wiem, jak przebiegało to spotkanie – stwierdza Jolanta Dudek. – Od kolegów syna, którzy tam z nim byli, usłyszałam kilka sprzecznych ze sobą wersji. Natomiast nie wiem, co mówili policji. Gdy Adrian nie wracał do domu, wówczas zaczęłam dopytywać tych jego kolegów, o to, co się z nim stało. Szukałam jakiegoś punktu zaczepienia.

–  Matce udało się ustalić, że Adrian był u jednego kolegi, z którego domu miał wyjść około godziny 22.00 i udać się w stronę pubu „Texas”. W pubie tym był brat Adriana i twierdzi, że Adriana tam na pewno nie było – stwierdza Karina Knorps, dziennikarka z Brodnicy współpracująca z magazynem Reporter, która jako jedna z pierwszych zajęła się sprawą zaginionego 20-latka. Przytoczmy fragment jej reportażu „Synek wróć do domu”:

 „ – Gdy zaczęłam tych chłopaków coraz bardziej dopytywać, wręcz naciskać, że ja muszę wiedzieć, że to trzeba gdzieś w końcu zgłosić, że ja muszę iść z tym na policję, bo nie wiem, co się z nim stało, to powiedzieli, że rzekomo spotkali się w mieście i udali w kierunku działek na ulicę Boczną. Nie mogłam się dowiedzieć, ani w jakim domku byli, czy w ogóle byli, co tam się działo. Jedna osoba mi powiedziała, że Adrian odszedł za potrzebą i już nie wrócił. Druga, że on w ogóle nie wie, co się z Adrianem stało. Trzecia wersja była taka, że miał rzekomo za nimi chwilę iść, ale go po drodze zostawili. Jeszcze z innej wersji wynika, że miał być z nimi dobry znajomy Adriana, który jednak wcześniej odszedł. Pozostali powiedzieli, że mój syn był pod wpływem alkoholu. Lecz gdy  go pytali, gdzie mieszka i czy odprowadzić go do domu, to  gestem dłoni wskazał w bliżej nieokreślonym kierunku. Zatem uznali, że mieszka niedaleko i go zostawili – relacjonuje matka zaginionego mężczyzny.

Może wszyscy byli pod wpływem narkotyków i tak naprawdę nie wiedzą, co się wydarzyło? Choć znajomy Adriana prosi, aby nie robić z niego narkomana, to uzyskałam informację, że najprawdopodobniej korzystał z tych używek. Inny znajomy dodaje, że Adrian zawsze ściągał problemy.

– Ja tego nie mogę ani potwierdzić, ani wykluczyć – odpowiada matka. – Kilka razy w życiu, może kilkanaście palił marihuanę. W tej chwili bierzemy z mężem każdą ewentualność (…)” – czytamy w reportażu Kariny Knorps. Autorka podziela zdanie matki zaginionego, że kluczem do rozwiązania tej sprawy mogą być koledzy Adriana:

– Oni prawdopodobnie o czymś wiedzą, lecz z jakichś przyczyn nie chcą o tym mówić.

Również odnoszę  wrażenie, że wokół sprawy Adriana Dudka panuje  zmowa milczenia.

Dla mnie szokujące jest, że w dotychczas prowadzonych poszukiwaniach nie wziął udziału nikt ze znajomych Adriana, co daje wiele do myślenia.

– Czy ci znajomi pani syna byli przesłuchiwani na wariografie?

– Nie, mimo że o to poprosiłam. Zdaniem śledczych taka sytuacja mogłaby mieć miejsce, gdyby odnaleziono syna lub jego zwłoki. A teraz ponoć jest na to za wcześnie – mówi Jolanta Dudek. Doradzam, aby złożyła wniosek do komendanta wojewódzkiego policji o poddanie badaniom na wariografie kolegów jej syna. Co prawda takie badanie nie jest dowodem, lecz na pewno pomogłoby wyeliminować rozbieżności  i wątpliwości w tej sprawie, i być może doprowadziłoby do odnalezienia Adriana. Jednak na to musieliby się zgodzić jego koledzy, a to może okazać się nierealne.

– Jak wyglądał ostatni dzień, w którym widziała pani syna?

– Praktycznie jak każdy inny. Właśnie tego dnia wróciłam do pracy po rocznej przerwie. Gdyż przez rok byłam na zwolnieniu lekarskim, ze względu na operację i rehabilitację. W czasie tak długiego zwolnienia miałam kontakt z synem praktycznie całą dobę. Wiedziałam, co się dzieje w jego życiu, on nie miał absolutnie żadnych problemów. Ja bynajmniej ich nie zauważyłam – zastrzega Jolanta Dudek. – To była sobota, Adrian przyszedł do domu nieco później. Prawie się minęliśmy, bo ja pojechałam z mężem na przedświąteczne zakupy, a on jadł obiad. Później syn wychodził trzy lub cztery razy, aby znowu wrócić.

Jolanta Dudek sądziła, że jej syn czeka na kogoś, zwłaszcza że Adrian wysłał w tym czasie niemal bez przerwy esemsy. W końcu chłopak ubrał się i około 20.30 wyszedł z mieszkania na ulicy 700-lecia. Rodzicom zakomunikował, że idzie spotkać się z kolegami. Miał ze sobą 100 złotych i torbę z dwoma napojami.

Jego  ojciec powiedział wtedy, że Adrian pewnie wróci następnego dnia około południa, bo jego koledzy pozjeżdżali do domów na święta, więc zapewne skończy się to imprezą.

– Rzeczywiście nie wrócił na noc. Jednak zawsze, gdy miał gdzieś zostać lub wrócić później, to mnie o tym uprzedzał – stwierdza Jolanta Dudek.

Jednak, jak ustaliła Karina Knorps, Adrianowi zdarzały się  wcześniej ucieczki: –  Znikał nawet na dwa tygodnie. Także policja zdobyła o tym wiedzę – stwierdza dziennikarka. Jednak matka 20-latka kategorycznie temu zaprzecza:

– Po raz pierwszy zdarzyło się, aby syn zniknął na tak długo bez podania miejsca pobytu.

Gdy 23 grudnia rodzice zgłosili w miejscowej komendzie policji zaginięcie syna, usłyszeli, że to za wcześnie: – Powiedzieli nam, że pewnie gdzieś zabalował i niebawem wróci – relacjonuje matka 20-latka. Zawiadomienie przyjęto dopiero 24 grudnia. Nadając zaginięciu Adriana kategorię trzecią, czyli ostatnią. Co wskazywało, że policja nie rzuci wszystkich sił i środków do poszukiwania 20-letniego rapera. Tym bardziej w wigilię Bożego Narodzenia, gdy funkcjonariusze byli już myślami przy świątecznych stołach.

 – Zresztą rodzina usłyszała od funkcjonariuszy, że Adrian zaginął w niezbyt odpowiednim na poszukiwania momencie – dodaje Karina Knorps.

Tymczasem w mieszkaniu przy ulicy 700-lecia wyczekiwano  20-latka, nasłuchując jego kroków na schodach.

– Nie było od syna żadnej wiadomości, a w jego telefonie włączała się poczta. Zaczęłam mieć złe przeczucia – wspomina matka zaginionego chłopaka.

– Czy pani syn może jeszcze żyć, i nie chcieć utrzymywać kontaktu z rodziną? – dociekam.

– Bierzemy pod uwagę każdą ewentualność, każde rozwiązanie. Nie sądzę jednak,  aby tak postąpił. Znam go dobrze, bo przez dwadzieścia lat jego życia to ja spędzałam z nim w domu najwięcej czasu. Mąż pracuje jako kierowca i cały czas jest w trasach. Jeżeli nawet Adrianowi zdarzyło się zostać gdzieś z kolegami na noc, to zawsze mi dał znać: zadzwonił, wysłał esemesa, bo wiedział, że będę się denerwować.

– Mieliście ze sobą dobry kontakt? Nie było między wami jakiegoś konfliktu?

– Nie, nie było. Jeżeli wyjeżdżał, to zawsze wiedziałam, gdzie będzie i kiedy wróci.

– Przypuszcza pani, że mogło się stać najgorsze?

– Tak, tego się obawiam.

Jednak 24 grudnia była jeszcze nadzieja, że jeśli nawet gdzieś się zasiedział z kolegami, to wróci do domu na wigilijną kolację. Dla jego bliskich byłby to najwspanialszy prezent. Niestety godziny mijały, a Adrian nie pojawiał się w drzwiach mieszkania.  Około 16.00 Jolanta Dudek umieściła na Facebooku post z informacją o tym, że zaginął jej syn Adrian. Najpierw udostępniała go rodzina i znajomi. Wkrótce informacja błyskawicznie rozprzestrzeniła się w sieci.

Wkrótce  policjanci ustalili, że telefon Adriana Dudka ostatni raz logował się w okolicach ulicy Bocznej, w rejonie ogródków działkowych. To ponad 3 kilometry od domu chłopaka. Prawdopodobnie w jednym z domków  na terenie ogródków Adrian i jego koledzy urządzili sobie imprezę. Co się tam wydarzyło? Tego do końca nie wiadomo. Zwłaszcza, że jest kilka wersji wydarzeń, przedstawianych przez kolegów zaginionego. Ich rozbieżne relacje wskazują, że ktoś z nich nie mówi prawdy.  A być może kłamią wszyscy?

Adrian szuka Fundacja Na Tropie

– Próbowałam dowiedzieć się od policjanta prowadzącego sprawę, czy znajomi Adriana mają jakąś wspólną wersję. Ale tego się nie dowiedziałam, a sprawa nie posunęła się zupełnie do przodu – wyjaśnia Jolanta Dudek.

Czy 20-latek mógł popełnić samobójstwo? Agnieszka Łukaszewska, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Brodnicy, nie wyklucza, że mogło do tego dojść:

– Nie mamy co prawda sygnałów od rodziny, że zaginiony mógł mieć myśli samobójcze, jednak nie możemy tego wykluczyć.

Ma za tym przemawiać chociażby niepokojący wpis na facebookowym profilu Adriana: „End my life please”, czyli „Proszę, zakończ moje życie”.  Kolejne posty także są alarmujące; „To było w czasach, jak miałem jeszcze perspektywy na przyszłość”, „Było, minęło – nie wracam…”. Jednak są to wpisy z 2017 roku. Być może wówczas  Adrian miał jakiś gorszy czas. Jednak tuż przed zaginięciem wszystko w jego życiu układało się doskonale. Znalazł nową pracę w firmie meblarskiej, zaś w jego karierze muzycznej miał szansę nastąpić przełom. Na co dzień chłopak miał próby  w Brodnickim Domu Kultury. W Wigilię miał zakończyć nagrywanie pierwszego swojego singla, którego miał wydać pod pseudonimem „Pyro”. Na swoim profilu napisał: „jak nic się nie wyjebie to w wigilię wleci pierwszy singiel z one shotem do numeru Nike Air More Uptempo’96 punk blood”.

Realizowanie artystycznych pasji mogło być jednym z motywów wyjazdu Adriana z Brodnicy. Wspominał  ponoć, że chce wyprowadzić się do Poznania, by tam rozwijać się muzycznie, gdyż tam swoją karierę zaczynał raper „Peja”. 15 grudnia 2018 roku „Pyro” pojechał  nawet do Poznania z dwoma kolegami. Ponoć brał udział w konkursie raperów. Czy, dążąc do artystycznego sukcesu, mógł wyruszyć w Polskę? Pytam o ten wątek mamę zaginionego muzyka.

– Adrian miał też plany artystyczne, czy mógł porzucić dom, aby realizować swoją  pasję muzyczną?

– Na 90 procent nie ma takiej możliwości. To bardziej plotki i spekulacje – odpowiada zdecydowanie kobieta.

Okazuje się natomiast, że w noc zaginięcia Adrian kontaktował się telefonicznie z pewną dziewczyną. Było to około godziny 2.00 – 3.00 z 22 na 23 grudnia 2018 roku.

– Ja rozmawiałam z tą osoba, ona do mnie zadzwoniła. Jednak nie wiem, kim jest. Szukałam jej potem, bez skutku. – ujawnia Jolanta Dudek. – Ta dziewczyna twierdziła, że Adrian do niej dzwonił i chciał się z nią spotkać. Sprawiał  ponoć wrażenie, jakby bał się czegoś,  mówił bełkotliwie, wyraźnie był pod wpływem alkoholu.

Dziewczyna nie zgodziła się na spotkanie. Zaproponowała natomiast, że mogą ze sobą rozmawiać albo pisać. Jednak Adrian więcej się nie odezwał. Rzekomo tej nocy chłopak miał pisać także do innej dziewczyny. Chociaż nie jest wykluczone, że robili to w jego imieniu koledzy.

Od wielu miesięcy Adriana szuka rodzina, policja, fundacja Na Tropie,  strażacy wojsko, płetwonurkowie, jasnowidze, przewodnicy psów tropiących i różdżkarze. Rodzinę w poszukiwaniach Adriana wspierało także wielu mieszkańców Brodnicy.

 – Nie wiem, jak ja im wszystkim podziękować – mówi wzruszona Jolanta Dudek.

Fundacja  Na Tropie 23 lutego 2019 roku zorganizowała poszukiwania, w których udział wzięło blisko 100 osób.  Wolontariuszy z fundacji wsparli strażacy i policjanci. Byli także rodzice Adriana. W akcji brał także udział Przemysław Niklas z Grupy Poszukiwawczej Zaginione Twarze oraz  jego  pies „Kuba”, który do tej pory odnalazł 8 ciał.

– Teren był podzielony na sektory. Większość z nich udało nam się sprawdzić. Wyjątkiem były te przy samej Drwęcy, ponieważ rzeka wylała i jej okolice były niebezpieczne. Sprawdziliśmy więc m.in. ogródki działkowe i wszystkie tereny przyległe – relacjonuje Paulina Szulc z Fundacji Na Tropie, jedna z koordynatorek przedsięwzięcia.

– Skupiliśmy się także na ulicy Bocznej, na domkach i ogródkach działkowych. Jest to teren, przy którym Adrian był widziany ostatni raz – dodaje  Joanna Rosiak z Fundacji Na Tropie.

I właśnie na terenie Pracowniczych Ogródków Działkowych „Drwęca”  pies „Kuba” coś wyczuł.

– Po powąchaniu bluzy Adriana zaczął intensywnie węszyć w okolicy jednego z domków. Tego, w którym Adrian miał być po raz ostatni widziany –  objaśnia Joanna Rosiak.

Wolontariusze z Fundacji Na Tropie skontaktowali się z właścicielem tego domku. Był to ojciec jednego z kolegów Adriana, który widział go po raz ostatni.

Poszukiwania Adrian zorganizowane przez Fundację Na Tropie

–  Mężczyzna  był bardzo nerwowy i o mało nie doszło do rękoczynów.  Jednak w końcu udostępnił domek wyłącznie policjantom – relacjonuje Karina Knorps. – Nie wyraził jednak zgody na sprawdzenie domku przez psa tropiącego, który ma nieporównywalnie lepiej rozwinięty zmysł węchu niż człowiek. Policjanci weszli razem z  właścicielem do domku, byli tam chwilę, po wyjściu jeden z nich powiedział do Jolanty Dudek: „Tam pani syna nie ma”.

Wydaje się, że takie pobieżne sprawdzenie „rzutem oka”, to o wiele za mało, aby znaleźć jakiekolwiek ślady.

– Czemu mężczyzna nie wpuścił psa do domku? Czy obawiał się, że wyczuje zapach Adriana czy znajdzie coś innego? Może narkotyk? Na działce był także worek z butelkami i petami, ale trudno określić, kiedy zostały tam zostawione – pyta Karina Knorps.

– Jak pani myśli, czy to miejsce mogło mieć jakiś związek z pani synem? – pytam Jolantę Dudek.

– Ja bardzo chciałam i nadal chcę, aby sprawdzić, czy on był tam w środku. Ale nam to uniemożliwiono. Właściciel nie zgodził się na to kategorycznie i tyle.

To dziwna reakcja. Podobnie, jak ataki ze strony znajomych Adriana na osoby, które próbują wyjaśnić tę sprawę.  O czym sam się przekonałem, gdy w czasie mojego pobytu w Brodnicy na moim profilu pojawiło się wiele atakujących mnie komentarzy, pisanych między innymi przez osoby podające się za przyjaciół zaginionego. Wyglądało to na zaplanowaną akcję. Słyszałem też o obrzuceniu kamieniami jednej z grup poszukiwawczych. Mieli to zrobić koledzy Adriana.

Poszukiwania 20-latka  prowadzone przez rodzinę, policję oraz fundację Na Tropie  nie ustają. 22 marca strażacy z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Toruniu wraz z policją przeszukiwali Drwęcę z użyciem sonaru. Nie znaleźli żadnego śladu. Podobnie jak Grupa Płetwonurków RP Macieja Rokusa, wynajęta przez rodziców Adriana: – Wykonali wiele pracy, sprawdzili ponad 20 kilometrów rzeki – mówi Jolanta Dudek.

25 kwietnia 2019 roku teren, na którym ostatni raz widziany był Adrian, sprawdzany był przez cztery policyjne drony. Bez efektu.

Na początku maja ponownie poszukiwania podjęli wolontariusze Fundacji Na Tropie.

– Nie zamykamy tej sprawy. Nadal zamierzamy szukać wszelkich śladów i informacji związanych z zaginięciem Adriana Dudka – deklaruje Paulina Szulc.

– Dopóki się nie wyjaśni, co się stało z moim synem, to nie zaznam spokoju – mówi na pożegnanie Jolanta Dudek. – Może jakiś cud się zdarzy i moje dziecko jednak żyje. Coraz mniej tej nadziei we mnie, jednak do końca ona nie zgasła.

Janusz Szostak

Jest to fragment książki Janusza Szostaka „Urwane ślady”.

KSIĄŻKA TU DO KUPIENIA

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*