MORDOWAŁ ZAKOCHANE KOBIETY

 40-letni Adam Ł., na co dzień był urzędnikiem magistratu w Świętochłowicach. Okazał się też mordercą. Alicja ze Świętochłowic była jego żoną, a Ilona z Kluczy jego byłą dziewczyną. Obie zniknęły bez śladu, w tajemniczych okolicznościach.

O tej sprawie pisaliśmy już przed laty w „Reporterze”. Wracamy do niej, gdyż mimo upływu lat nie ma ostatecznego finału. Sprawa zabójstwa Ilony M. sprzed 27 lat ciągnie się nadal w sądach.

Przełom lat 80. i 90. ubiegłego wieku, 20-letni wówczas Adam Ł. mieszkał wraz z rodzicami w jednym z bloków przy ulicy XXX -lecia PRL w Kluczach, niedaleko Olkusza. Dziś nazwę ulicy zmieniono na Sosnową. Adam Ł. był wysokim i przystojnym młodzieńcem. Podobał się rówieśniczkom. I wybierał w nich, jak w ulęgałkach. Był jak na swój wiek elokwentnym i wygadanym młodzieńcem. I zastanawiał się właśnie, co zrobić ze swoją przyszłością.

Miała do niego słabość

 Wśród wielu innych koleżanek, Adam poznał wtedy Ilonę M. Mieszkała kilka bloków dalej, również przy ulicy XXX-lecia PRL. Spotkali się przypadkowo. Zwrócił na nią uwagę, bo była ładną dziewczyną o subtelnej twarzy. Wyniosła dobre wychowanie z domu, co imponowało chłopakowi. Była romantyczką. Chciała zostać nauczycielką, mieć rodzinę, wychowywać  dzieci.

Adam postanowił ją zdobyć. On także podobał się Ilonie. Zaczęli się więc spotykać. Ale Adam nie stronił również od innych kobiet. Spotykał się z nimi. O co miała do niego ciągłe pretensje Ilona. I przez te pretensje ich znajomość stale się rwała. Ale dziewczyna miała słabość do Adama Ł. Sytuacja taka ciągnęła się przez cztery  lata. W tym czasie dziewczyna zdała maturę i zapisała się na studium nauczycielskie. On też zastanawiał się, jakie wybierze studia. Ilona miała wtedy 19 lat. Adam coraz bardziej nalegał na seks, ale Ilona się wzbraniała.

Ilona Miszczyńska pierwsza ofiara Adama

Gdy jednak po kolejnym rozstaniu spotkali się latem 1991 roku, spędzili razem noc. Potem dziewczyna poszła do ginekologa. Lekarz stwierdził, że to już czwarty miesiąc. Postanowiła o wszystkim powiadomić Adama Ł. Może się zmieni? Wydorośleje wreszcie? Chciała mieć przecież rodzinę. W końcu miałaby przystojnego męża. Razem jakoś poradzą.

– Wyszła 16 listopada 1991 roku i już jej więcej w domu nie zobaczyliśmy – powiedzą potem rodzice Ilony.

Adam Ł. nigdy nie przyznał się, że spotkanie z Iloną M. miało kiedykolwiek miejsce.

Przysięgły milczenie

16 listopada 1991 roku Katarzyna W. z Klucz, zatrudniona kiedyś jako woźna w szkole, udała się wieczorem wraz ze swą koleżanką na poszukiwanie zagubionych przez nią kluczy do mieszkania. Koleżanka dokładnie nie zapamiętała, w którym miejscu mogła je zgubić. Miały ze sobą latarkę i po kilkunastu minutach poszukiwań odnalazły klucze. Chciały już wracać, gdy z oddali nadjechały dwa samochody.

– Podjechały szybko i gwałtownie się zatrzymały – po latach opowiadała Katarzyna W. policji. – Zatrzymały się przy studzience odpływowej. I wtedy wyskoczyło z nich dwóch młodzieńców, każdy ze swojego wozu. Na wszelki wypadek uskoczyłyśmy za drzewo.

Nikt kobiet nie widział. Było ciemno, ale w oddali świeciły się latarnie. Zobaczyły w ich blasku, jak jeden z mężczyzn podszedł do studzienki odpływowej. Uchylił w niej kratę, i rozejrzał się jeszcze. Sprawdził, czy nikogo nie ma w pobliżu. Po czym podszedł do bagażnika, nachylił się nad nim i go otworzył, rozejrzał kolejny raz. Wtedy ten z drugiego samochodu podszedł bliżej, pomóc koledze. Potem wyciągnęli razem coś długiego z bagażnika. Kobiety poznały, że były to ludzkie nogi, czyjeś ciało.

– I wrzucili to ciało do studzienki. Wtedy rozpoznałam tego pierwszego. Był to Adam Ł. Poznałam go ze szkoły, w której się uczył, a gdzie ja byłam woźną.

Rozpoznała również drugiego chłopaka. Obie kobiety były przerażone sytuacją. Kiedy mężczyźni odjechali, koleżanka Katarzyny W. oznajmiła, że za żadne skarby świata nie mogą nikomu powiedzieć, co widziały. Gdyż bała się o życie swoje i rodziny.

– Jak się dowiedzą, cośmy widziały, to nas zabiją!

Przysięgły więc sobie, że będą milczały.

Nic na niego nie mieli

 Tymczasem rodzice Ilony M. poszukiwali swej córki. Zawsze wracała do domu. Co stało się tym razem? – zadawali sobie pytanie. Byli w różnych miejscach, również u znajomych. Pytali przypadkowo napotkanych, ale nikt Ilony nie widział. Nigdzie jej nie było. W czasie poszukiwań ojciec Ilony M. zobaczył koło jednej ze studzienek ściekowych otwartą kratkę i pracowników oczyszczalni nad nią pochylonych. Coś sobie pokazywali. Podszedł bliżej. Pracował kiedyś w straży przemysłowej, znał ludzi z oczyszczalni ścieków, chciał pomóc.

Osłupiałem, kiedy się do nich zbliżyłem.

Ze studzienki wyciągano ciało kobiety. Twarz córki poznał od razu. Policja rozpoczęła poszukiwania. W pięciotysięcznych Kluczach o zbrodni stało się głośno. O zabójstwie informowały media. Rodzice Ilony M. rozpaczali, a Katarzyna W. wraz ze swą koleżanką milczały.

Policja przesłuchiwała wszystkich kolegów i znajomych Ilony. Wszystkich, którzy odwiedzali 19-latkę w jej domu. Wśród podejrzanych znalazł się również Adam Ł. Poddano go badaniom na wariograf, czyli tzw. wykrywaczu kłamstw. Zdawał się być podejrzanym. Jednak zgodził się na wykrywacz. Po badaniach policjanci potwierdzili, że może mieć jakiś związek ze śmiercią dziewczyny, ale żadnych konkretnych dowodów przeciwko niemu nie mieli.

W 1992 roku śledztwo w sprawie zabójstwa Ilony M. umorzono, a Katarzyna W. z koleżanką nadal milczały.

Żona kontra kochanka

 Nie było wiadomo, czy był to efekt przesłuchania wykrywaczem kłamstw, w każdym razie rodzina Ł. postanowiła wraz ze swym synem wyprowadzić się na Śląsk. Adam Ł. zdecydował, że będzie studiował na Wydziale Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Podobnie jak w Kluczach, podobał się również koleżankom na uczelni. Dawało mu to sporo satysfakcji. O Ilonie M. chyba  zapomniał.

Na wydziale spotkał o sześć lat młodszą Alicję C. Była rzecz jasna bardzo  ładna. Miała rodziców na stanowiskach, co również przypadło do gustu młodemu mężczyźnie. Rodzice Adama Ł. właśnie się rozwodzili i jego matka wyjeżdżała na stałe do USA.

Adam pobrał się z Alicją C. w 2000 roku, gdy ona miała 26 lat. Zamieszkali w Chorzowie przy ul. Opolskiej, w mieszkaniu dziadków Alicji. Żyli ciągle we dwójkę, bez dzieci. Dzięki znajomościom rodziców swej żony Adam Ł. otrzymał pracę w Urzędzie Miejskim w Świętochłowicach, w wydziale kryzysowym.

O zbrodni w Kluczach już wszyscy zapomnieli, a obydwie kobiety, które wdziały morderców nadal milczały.

Adam Ł. nie zmieniał jednak  swego postępowania i nadal nie stronił od przypadkowo poznanych kobiet, i ciągle je uwodził. W Urzędzie Miejskim w Świętochłowicach w oko wpadła mu Anna W., młoda psycholog. Odbywała właśnie staż. Spotkali się raz, drugi. I tak wybuchło pomiędzy nimi żarliwe i gwałtowne uczucie. Zaczęli się spotykać poza pracą coraz częściej. Niemal codziennie. Trudno było powiedzieć, czy Alicja coś wtedy podejrzewała. Sprawa wyszła na jaw, gdy nieostrożny i pewny już siebie Adam Ł. został przez żonę nakryty, kiedy na Gadu-Gadu, wieczorem wymieniali z Anną W. intymne wyznania. Ich treść była dla Alicji jednoznaczna. Nie miała już najmniejszych wątpliwości, że w siódmym roku małżeństwa jest zdradzana przez swego męża. Adam  najpierw szedł w zaparte, że to wszystko nie tak, jak myśli jego żona. Ale ona była już zdecydowana i złożyła do sądu pozew o rozwód. Adam nie chciał rozwodu. Namówił nawet swą kochankę, Annę W., aby skłamała w sądzie, że nic osobistego z Adamem Ł. jej nie łączy, jedynie stosunki na polu zawodowym.

Ale sąd nie dał wiary i w końcu doszło do rozwodu. I to z winy Adama Ł. Wtedy mężczyzna przeniósł się do Świętochłowic, do swej kochanki. Kontakt ze swą byłą już żoną jednak utrzymywał. Sądzić należy, że na tym mogło jednak bardziej zależeć Alicji. Gdyż po rozwodzie na rozwiązanie czekały jeszcze sprawy majątkowe. I chyba niezbyt dobrze zdawał sobie z tego sprawę Adam Ł., gdyż sądził, że Alicji zależało jeszcze na tym, aby się z nim spotykać towarzysko. O niczym nie mówił swej kochance.

Morderca z magistratu

Alicja otrząsnęła się tymczasem z uczucia, jakim przez siedem lat darzyła swego byłego już męża.

Z kolei o przyszłość kochanka zaczęła pytać Anna W., u której Adam Ł. zamieszkiwał: – Co będzie dalej z nami? – zadała mu raz takie pytanie.

– Wszystko wyjaśni się 21 października – usłyszała od swego kochanka.

Alicja miała wszystko, aby czuć się spełnioną. Jej świat skupiał się wokół ukochanego męża.

22 października 2007 roku Alicja miała egzamin związany z biznesem, którym się zajmowała, a w dwa dni później miała wyjeżdżać na Antypody. Na trzy tygodnie do Australii i Nowej Zelandii.

– Wyszła na spotkanie 21 listopada, około 17.00 – zeznają potem  jej rodzice. – Nigdy już powróciła do domu.

Córka nie chciała denerwować rodziców, w jakim celu wychodzi z domu, bowiem nie przepadali oni za Adamem Ł. i zawsze podejrzewali go o coś złego. Na pożegnanie dodała, że idzie na spotkanie z przyjaciółmi. Miała wreszcie rozmówić się z byłym małżonkiem, co się komu z ich wspólnego majątku należy. Pozew o podział miała złożyć przed sądem jeszcze przed wyjazdem na Antypody. Spotkanie wyznaczyli w mieszkaniu przy ul. Opolskiej. Oboje mieli do niego klucze. O tym, że tam byli, zaświadczali później sąsiedzi. Taksówkarz również potwierdził, że podwoził taką kobietę pod wskazany adres w Chorzowie.

Ze wspólnego majątku Adamowi Ł. miało przypaść w podziale jedynie 7 tysięcy złotych. Wpadł zapewne w furię, gdy dowiedział się, że to nie spotkanie towarzyskie, a omówienie podziału majątku.

Gdy Anna następnego dnia nie wróciła do domu, jej rodzice zaczęli poszukiwania i zgłosili sprawę na policji. Ich córka zawsze kontaktowała się z nimi telefonicznie, i to nawet kilka razy dziennie. Należała do rozsądnych kobiet. Miała poza tym egzamin, a potem zaraz wyjazd.

Rodzice Alicji od razu pomyśleli o Adamie, że to on może stać za zniknięciem ich córki. Ojciec Alicji stwierdził też, że z konta córki wypłacono właśnie 5 razy po 1000 złotych, a Adam mógł znać PIN do karty swej byłej żony. Po rozwodzie Alicja C. nie pomyślała, aby zmienić PIN.

Policjanci znali adres Anny W. w Świętochłowicach, gdzie przebywał jej kochanek, i 27 listopada 2007 roku zaskoczyli Adama Ł. w jej mieszkaniu. Była rewizja, sprawdzono również jego portfel. Znajdowały się w nim pieniądze. I na dodatek jeden z wydruków bankomatu na kwotę 1000 złotych, pobrane z konta Alicji. Adam Ł. był  zszokowany i zaskoczony wizytą policjantów. Jednak szybko wyrwał wydruk bankomatu z ręki funkcjonariusza, wsadził go sobie błyskawicznie do ust i połknął.

– Gdzie Alicja C.? – pytali policjanci, po czym  zabrali mężczyznę na komendę.

Rozpoczęto śledztwo. Jeszcze kilka razy zamykano Adama na 48 godzin, Ł. Ale za każdym razem wypuszczano go z powodu braku dowodów. Atmosfera w domu Anny W. stawała się coraz bardziej nerwowa. Gdy jej kochanek wracał z aresztu, dochodziło do sprzeczek i awantur. Anna W. stała się ofiarą swej miłości, a mogła przecież wieść spokojne życie.

 W końcu Adam Ł. nie wytrzymał i pewnej nocy przyznał się kochance, że zabił Ilonę w Kluczach i teraz Alicję. A jej zwłoki wsadził do walizki i gdzieś ją zakopał, a mieszkanie przy ulicy Opolskiej dokładnie potem wyczyścił. Przypomniała sobie Anna W., iż rzeczywiście zabrał jej z domu dużą walizkę, gdy wychodził na owo spotkanie w Chorzowie. A po powrocie ją spalił. Powiedział jeszcze kochance, żeby nikomu o spaleniu walizki nie wspominała. Anna W. osłupiała, i obiecała, że o niczym nikomu nie powie. Poza tym miał na nią haka. Składała przecież fałszywe zeznania w sądzie.

Kobieta zaczęła bać się Adama Ł. Anna W. powiedziała później policji, że otrzymała nawet „od kogoś” anonim, że jak zdradzi tajemnicę Adama Ł., to zginie.  Milczała więc, a śledztwo w sprawie zniknięcia Alicji nadal trwało.

Nielojalny kumpel

Przeszukano opla astrę Adama Ł. Przeglądano jego komputer, sprawdzano logowania telefonu komórkowego. I choć nadal konkretnego dowodu przeciwko niemu nie znaleziono, przymknięto go na trzy miesiące. Poznał w areszcie jednego z więźniów, który miał właśnie opuścić areszt. Adam Ł. przekazał mu wiadomość, gdzie trzyma ukrytą kartę z bankomatu i pieniądze po Alicji C. Ten jego kolega  po wyjściu z aresztu miał wypłacił dla Adama Ł. resztę pieniędzy.

A potem się rozliczymy – przyrzekł mu Adam Ł.

Adam Ł. nie miał zaufania do swej kochanki i wolał poprosić o przysługę kogoś innego. Tymczasem kolega nie był lojalny i po wyjściu z aresztu zaraz poinformował o wszystkim policję. Sprawa, choć poszlakowa, jakby nabrała w tym momencie tempa. W piwnicy należącej do kochanki Adama Ł. – pod rurami ciepłowniczymi – znaleziono wciśnięty w mur worek foliowy. Na worku znajdowały się ślady DNA Adama Ł., a w nim zwinięte pieniądze z nominałami wypłaconymi z konta Alicji C. oraz resztą kilku tysięcy złotych pobranych z jej konta. Była też karta bankomatowa Alicji, bez żadnych na niej śladów odcisków palców. Dowód więc znaczny, choć nie ostateczny. Zabrano się za Annę W. Zatrzymano ją w kwietniu 2009 roku na 48 godzin. Od razu wyśpiewała wszystko. I choć ciała Alicji  ciągle nie znaleziono, sprawa wydawała się już oczywista.

Ale Adam Ł. nie przyznawał się do zabójstwa swej byłej żony. Proces przeciwko niemu w sprawie tej zbrodni ruszył przed obliczem katowickiego sądu okręgowego w 2010 roku. Na ławę oskarżonych trafiła również za fałszywe zeznania i mataczenie Anna W. W efekcie otrzymała pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. W oparciu o zeznania Anny W. ruszyło również śledztwo w sprawie zamordowania w 1991 roku Ilony M. z Klucz. Sprawa nabrała więc ponownie medialnego rozgłosu.

Jak się okazało, dodatkowo w tej sprawie pomógł również przypadek. Zmarła bowiem jedna z kobiet, które zza drzewa w 1991 roku obserwowały wieczorem, jak Adam Ł. wraz z kolegą wrzucają zwłoki do studzienki ściekowej. Tą zmarłą była znajoma Katarzyny W., którą przez lata gryzło sumienie, ale milczała. I nagle przestało ją obowiązywać dane koleżance słowo. Mogła więc o wszystkim opowiedzieć i mając już 68 lat zgłosiła się do prokuratury. I tak proces przeciwko Adamowi Ł. mógł po 19 latach od dokonanej zbrodni ruszyć wreszcie pełną parą przed obliczem Sądu Okręgowego w Krakowie. W krakowskim sądzie w 2011 roku Katarzyna W. wszystko potwierdziła, a „Gazecie Krakowskie wyznała, że zna też drugiego mężczyznę.

– Na co dzień go widuję.

I choć to dziwny zbieg okoliczności, to Katarzyna W. wkrótce po tym zmarła i nie zdążyła już wyjawić organom ścigania, kim był ów tajemniczy blondyn, który pomagał Adamowi Ł. wrzucać zwłoki do studzienki ściekowej w Kluczach.

Nie przyznał się

Za zabójstwo Alicji C. Sąd Okręgowy w Katowicach skazał 1 marca 2011 roku 40-letniego już wówczas Adama Ł. na 25 lat pozbawienia wolności. Jednak on nie przyznawał się do winy. Na rozprawę w Katowicach ze Stanów Zjednoczonych przybyła jego matka. Nie wierzyła temu, co usłyszała.

 Z kolei za zabójstwo Ilony M., 20 grudnia 2013 roku Sąd Okręgowy w Krakowie skazał Adama Ł. również na 25 lat więzienia. Udowodniono przed sądem, że bił Ilonę M. po głowie, okropnie kalecząc jej twarz, a potem zadusił dziewczynę szalem. Tak jak przed obliczem katowickiego sądu, również i w tym przypadku nie przyznał się do winy.

Obie apelacje podtrzymały wyroki. Jednak 12 lutego 2018 roku obrońca skazanego wystąpił do Sądu Okręgowego w Krakowie o orzeczenie kary łącznej na zasadzie pełnej absorpcji w wymiarze 25 lat pozbawienia wolności dla swego klienta za obydwa czyny. Prokuratura w swym odwołaniu żądała dożywocia. W uzasadnieniu adwokata, na korzyść Adama Ł. miało przemawiać jego obecne zachowanie w Zakładzie Karnym w Strzelcach Opolskich, gdzie przez cały czas odsiaduje wyrok: przestrzega porządku i jest spokojny, był nawet kilkadziesiąt razy nagradzany. A tylko raz karany za posiadanie ukrytego noża. Jest zatrudniony odpłatnie, jest pracowity, dokładny i rzetelny. Wykazuje dużą kulturę osobistą i resocjalizacja poprzez pracę przebiega u niego wzorowo. Ukończył nawet program readaptacji społecznej, przeciwdziałaniu agresji „Otwórz pieść, podaj dłoń”.

Ale nadal nie przyznaje się do obydwu czynów i jest wobec nich bezkrytyczny. I fakt ten zdecydował, że 30 sierpnia 2018 roku Sąd Okręgowy w Krakowie zgodził się z sugestią prokuratury i odrzucił wniosek obrony. Adama Ł. za obie zbrodnie skazano na łączną karę dożywocia. Ale to jeszcze nie koniec sprawy. Wyrok ten nie jest prawomocny, a  sprawa zabójstwa Ilony M. sprzed 27 lat ciągnie się jakby nadal. Znowu apelację wniosła obrona.

Zwłok Alicji nadal nie odnaleziono.

Roman Roessler

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*