Wyrzucili Marię z szóstego piętra

Zabili we dwóch. Kilka lat później, gdy czekali na wolności na wyrok sądu, popełnili, już osobno, kolejne zbrodnie. Nowy film Quentina Tarantino? Niestety, tym razem to nasza polska rzeczywistość. Miejsce akcji: Lublin. W rolach głównych: „Cypis” i „Łezka”.

Lubelską dzielnicą Tatary rządzi przemoc i bezczelność. Nieopodal komisariatu policji straszą wymalowane sprayem na murach takie napisy, jak „CHwDP” i „J…ć psy”. Niedawno grupa chuliganów starła się z policjantami, interweniującymi w sprawie mężczyzny, który rzucał w blok butelkami po piwie.

Na Tatarach mieszkają też oczywiście spokojni ludzie, nie mający nic wspólnego z kryminalistami i patologią, ale zdecydowanie nie jest to dla nich dobre miejsce do życia.

43-letnia Maria M. mieszkała w bloku przy ulicy Montażowej. Pracowała i opiekowała się schorowanymi rodzicami. 6 marca 2010 roku powiedziała matce, że chce pójść do znajomych i odebrać od nich drobną pożyczkę pieniężną. Chyba jednak był to pretekst, żeby mogła wyjść z domu w sobotnie popołudnie.

Znajomi mieszkali w sąsiednim bloku na ostatnim, szóstym piętrze. Tego dnia trwała u nich alkoholowa libacja. Przy stole oprócz gospodarzy siedziało kilkoro gości, m.in. 38-letni Piotr C. pseudonim „Cypis”, jego żona Anna (28 lat, pracownica jednego z lubelskich żłobków) oraz 18-letni wówczas Łukasz P. pseudonim „Łezka”.  Wszyscy byli w wyśmienitych humorach.

Towarzystwo z radością powitało kolejnego gościa. Gospodarze zaprosili Marię M. do zajęcia miejsca przy stole i polali jej wódki.

– Ja tylko na chwilę certowała się kobieta. Niemniej po kilku kieliszkach rozluźniła się i przestało jej się spieszyć do domu.

Wyrzucona z szóstego piętra

W pewnym momencie chciała „przybić żółwika” – czyli stuknąć się pięścią w pięść z Anną C. Tamta z niewiadomych przyczyn nie zgodziła się na taką poufałość.

– Nie zadaję się z byle kim – rzuciła lekceważącym tonem. Maria M. nic nie odpowiedziała, tylko wzruszyła ramionami. Anna C., która oczekiwała przeprosin, poczuła się urażona. Natychmiast dała temu wyraz.

– Pokażcie jej, kto tu rządzi! – krzyknęła do mężczyzn. Za żoną ujął się Piotr C. Zareagował również Łukasz P. We dwóch chwycili Marię M. pod ramiona i zmusili, żeby wstała od stołu. Pozostali uczestnicy spotkania myśleli, że „Cypis” i „Łezka” chcą wyrzucić kobietę z mieszkania, oni jednak skierowali się z nią w innym kierunku – na balkon. Tam przez chwilę trwała szarpanina. Maria M. krzyczała i próbowała się wyrwać mężczyznom, ci jednak nie pozwalali jej się uwolnić.

Scenę na balkonie widziało kilku mieszkańców bloku. W pewnym momencie zaparło im dech z wrażenia. Piotr C. i Łukasz P. przechylili Marię M. przez balustradę i wyrzucili z balkonu. Po sekundzie rozległ się głuchy huk, gdy kobieta spadła z wysokości 18 metrów na betonową wylewkę.

Wezwano karetkę pogotowia, ale Marii M. nie można już było pomóc. Na skutek upadku z szóstego piętra, kobieta doznała złamania podstawy czaszki, pęknięcia wątroby i śledziony oraz wielu innych skomplikowanych obrażeń, i poniosła śmierć na miejscu.

Policja była w bloku na Montażowej kilka minut po tragicznym zdarzeniu. Zatrzymano wszystkich uczestników libacji w mieszkaniu na ostatnim piętrze. Nikt z tego towarzystwa nie był trzeźwy. Troje z nich trafiło następnie decyzją sądu do aresztu: Piotrowi C. Prokuratura Okręgowa postawiła zarzut zabójstwa Marii M. Łukaszowi P. pomocy w zabójstwie, natomiast 28-letniej Annie C. zarzut podżegania do zbrodni. Po trwającym kilkanaście miesięcy śledztwie sprawa trafiła do sądu.

Prawnicze przepychanki

Bestialskie zabójstwo Marii M. zbulwersowało opinię publiczną. Czegoś tak szokującego, jak wypchnięcie kobiety z balkonu na szóstym piętrze tylko za to, że poróżniła się słownie z uczestniczką biesiady, jeszcze w Lublinie nie było. Ludzie mieli nadzieję, że sprawcy zostaną surowo potraktowani przez sąd – zarówno bezpośredni mordercy, jak i kobieta, która ich do tego zagrzewała.

Surowa kara za bestialskie zabójstwo, to w potocznym rozumieniu dożywocie lub przynajmniej 25 lat pozbawienia wolności. Takie wyroki za wypchnięcie kobiety z balkonu jednak nie zapadły. W 2012 roku Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Piotra C. na 12 lat więzienia, a jego żonę i  Łukasza P. na kary po 4 lata pozbawienia wolności. Jako okoliczność łagodzącą potraktowano przyznanie się oskarżonych do winy.

Prokuratura odwołała się od wyroku orzeczonego wobec Piotra C., uznając go za zbyt łagodny. Odwołał się również obrońca Łukasza P., który uważał, że cztery lata dla nigdy wcześniej niekaranego osiemnastolatka, który wyraził żal i skruchę, oraz przeprosił rodzinę ofiary, to za dużo. W wyniku apelacji wyroki zostały uchylone. W obu przypadkach nowe postępowanie zaczęło się przeciągać.

Dopiero po blisko 4 latach sąd ponownie skierował na wokandę sprawę Piotra C. W drugim procesie, wiosną 2016 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie skazał „Cypisa” ostatecznie na 15 lat więzienia.

Perspektywa dłuższej o trzy lata odsiadki z pewnością go nie ucieszyła. Na otarcie łez do czasu uprawomocnienia się orzeczenia mógł – taka była decyzja sądu – przebywać na wolności.

W ślimaczym tempie toczyła się także sprawa „Łezki”. W 2016 roku  sąd złagodził mu karę do dwóch lat. I tak samo jak „Cypis”, do uprawomocnienia się wyroku (miało to nastąpić w marcu 2016 r.) Łukasz P. cieszył się wolnością.

W jednym i drugim przypadku skazani nie docenili wielkoduszności sądu. Przebywając na wolności, dopuścili się nowych zbrodni.

Bo remont się przedłużał

Piotr C. już dawno temu rozstał się z żoną. Wiosną 2016 roku, czekając na uprawomocnienie się wyroku za zabójstwo Marii M., mieszkał z konkubiną Małgorzatą B. i jej 15-letnim synem. Mieszkanie przy ulicy Prusa w Lublinie wymagało remontu.

Przed odbyciem kary więzienia „Cypis” postanowił się tym zająć. Wynajął do prac remontowych znajomego, niejakiego Dariusza H. pseudonim „Dyzio”, który cieszył się w pewnych kręgach opinią „złotej rączki”. Znany był również z tego, że nie wylewał za kołnierz.

Zakres prac powierzonych mu przez Piotra C. nie należał do szczególnie skomplikowanych i czasochłonnych. Taki fachman jak „Dyzio” powinien uporać się z remontem w dwa tygodnie. Szło mu jednak bardzo wolno. „Cypis”  często bowiem urządzał w mieszkaniu libacje alkoholowe. Uczestniczył w nich Dariusz H. Na drugi dzień nie nadawał się do pracy. Miał takiego kaca, że nie mógł utrzymać w ręku pędzla i za skarby świata nie chciał stać na drabinie.

Początkowo Piotrowi C. taka sytuacja nie przeszkadzała, bo chyba bardziej zależało mu na towarzystwie do picia niż na pomalowanych ścianach. Później jednak, w miarę jak zbliżał się termin uprawomocnienia się wyroku i co za tym idzie, konieczność zgłoszenia się do zakładu karnego, coraz bardziej złościł się na „Dyzia”. Denerwowała go jego obecność w domu, ponieważ Dariusz H. z nimi pomieszkiwał. Miał do niego pretensję, chociaż sam odrywał go od pracy, gdy chciał się z nim napić.

Po pijanemu znęcał się również nad konkubiną i jej synem. Miał maczetę i bił nią Małgorzatę B., używając tępej strony. Starała się mu nie sprzeciwiać. Piotr C. przed odsiadką był bardzo zestresowany i byle co wyprowadzało go z równowagi.

20 czerwca 2016 roku obaj mężczyźni znowu popili. Dariusz H. zmożony alkoholem usnął na materacu. Po kilku godzinach Piotr C. znalazł go w kałuży moczu. Rozwścieczony próbował go zmusić, żeby posprzątał po sobie. Jednak pijany do nieprzytomności mężczyzna nie reagował, więc „Cypis” zaczął go okładać pięściami. Konkubina powstrzymywała go, mówiąc, że narobi sobie przez to nowych kłopotów, ale konkubent ignorował jej ostrzeżenia. Krzyczał, że „Dyzio” tak okropnie śmierdzi, że nie może tego wytrzymać, i wciąż go bił.  W pewnym momencie zauważył, że Dariusz H. nie rusza się i nie reaguje na szarpanie.

– On chyba zdechł – powiedział wystraszony do konkubiny. Jednak Małgorzata B. wyczuła, że „Dyzio” oddycha. Kazała „Cypisowi” uspokoić się. Potem oboje wyszli z mieszkania. Kiedy wrócili, Dariusz H. nie dawał już najmniejszych oznak życia. Piotr C. namówił konkubinę do przyznania się do pobicia. Poradził jej, żeby zeznawała, że pijany „Dyzio” ją zaatakował, a ona się broniła.

– Musisz wziąć wszystko na siebie, bo inaczej będę odpowiadał za drugą „głowę”. Przecież wiesz, że za kilka dni mam wyrok w sprawie wrzucenia przez balkon kobiety. Niepotrzebne mi kolejne kłopoty – przekonywał ją.

Jednak śledczy szybko odkryli prawdę. Przyczyną zgonu Dariusza H. były liczne obrażenia powstałe w wyniku pobicia. Z całą pewnością tak dynamicznych uderzeń, jakie stwierdzono na ciele mężczyzny, nie mogła zadać kobieta o sile i posturze Małgorzaty B. To nie była obrona przed atakiem.

Piotr C. odpowiadał za zabójstwo, a jego konkubina za nieudzielenie pomocy mężczyźnie, który znajdował się w położeniu grożącym niebezpieczeństwem utraty życia. Sąd Okręgowy skazał „Cypisa” na 14 lat więzienia, natomiast Małgorzatę B. na karę 1 roku więzienia w zawieszeniu na okres 3 lat oraz grzywnę.

Sprawa Piotra C. trafiła do apelacji na wniosek prokuratury. Kilka miesięcy temu Sąd Apelacyjny w Lublinie orzekł wobec mężczyzny karę 25 lat pozbawienia wolności. Gdyby „Cypis” miał odsiedzieć obie zasądzone kary, spędziłby za kratami 40 lat. Jednak w polskim prawie nie stosuje się sumowania wyroków.

 „Łezka” nie był gorszy

Mogłoby się wydawać, że drugi skazany za zabójstwo Marii M. wyciągnie wnioski ze swojego postępowania i rozpocznie inne życie. Niestety, Łukasz P. nic wykorzystał drugiej szansy, jaką otrzymał od sądu, który złagodził mu karę i zgodził się, żeby do uprawomocnienia się wyroku „Łezka” przebywał na wolności.

Na początku 2016 roku Łukasz P. zamieszkał w Świdniku u byłego konkubenta jego zmarłej ciotki, który opiekował się pozostawionym przez nią mieszkaniem. Miał do niego pretensję za doprowadzenie lokalu do ruiny. Początkowo mieszkali we dwóch, potem dołączyło jeszcze kilku kolegów.

W marcu wszyscy musieli się wynieść. Okazało się, że Tomasz M. nie płacił czynszu, mimo iż sublokatorzy co miesiąc zrzucali się na komorne. Jednak Tomasz M. bez ich wiedzy przepuszczał pieniądze. Koledzy byli na niego wściekli. Nie mogli mu darować, że ich oszukiwał. Najbardziej urażony był Łukasz P.

– Jesteś dla mnie zerem. Nienawidzę, jak kumpel kumpla rżnie na kasę powiedział mu w oczy.

21 marca 2016 roku – w dniu uprawomocnienia się wyroku „Łezki” – Łukasz P. i Tomasz M. przyjechali do Lublina, żeby rozejrzeć się za nową stancją. Nic z tego nie wyszło. Spotkali paru znajomych, kupili spirytus i poszli pić „pod chmurkę” obok garaży przy ulicy Weteranów.

Okazało się, że Tomasz M. ma mocno „przechlapane” również u Krzysztofa Ż. Ten 31-letni nigdzie niepracujący kucharz niedawno wyszedł z zakładu karnego. Gdy odzyskał wolność, dowiedział się, że Tomasz M., z którym przez pewien czas siedział w więzieniu, oczerniał go przed kumplami. Miał opowiadać o nim „brzydkie rzeczy”, dotyczące m.in. jego sfery osobistej.

Krzysztof Ż. postanowił się z nim policzyć. Dotąd jednak nie było okazji. Teraz wreszcie go dorwał, a alkohol dodał mu animuszu.

Zaczął go obrzucać wyzwiskami i popychać. Chciał go uderzyć, ale pozostali mężczyźni nie dopuścili do bójki. Wszyscy byli pijani. Gdyby ktoś wezwał policję, noc spędziliby na komisariacie. Niemal każdy z nich miał coś „za uszami”, więc taka przygoda mogłaby się dla nich skończyć dłuższym pobytem za kratami.

Potem zostało ich tylko trzech: Tomasz M., Krzysztof Ż. i Łukasz P. Dokupili alkoholu w sklepie „07” i postanowili odwiedzić kolegę mieszkającego w bloku na ul. Sowińskiego. Przed klatką schodową Krzysztof Ż. znowu zaczął się kłócić z Tomaszem M. Tamten wciąż się odszczekiwał, więc 31-latek uderzył go pięścią w twarz. Po chwili poprawił drugim ciosem.

– Należało ci się powiedział „Łezka”, który wcześniej nie wtrącał się do sprzeczki. Teraz razem z Krzysztofem Ż. zaczął kopać 44-latka. Bili go tak długo, dopóki Tomasz M. nie stracił przytomności. Leżał zakrwawiony na zmarzniętej ziemi, ale koledzy nie zatroszczyli się o niego lecz uciekli.

Karetkę pogotowia wezwali przechodnie. Tomasz M. trafił  na oddział ratunkowy jednego z lubelskich szpitali. Miał ciężkie obrażenia głowy i narządów wewnętrznych. Mimo iż lekarze dwukrotnie go operowali, mężczyzna po kilku godzinach zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Policjanci z IV Komisariatu w Lublinie wytypowali podejrzanych. Następnego dnia zatrzymano Krzysztofa Ż. i Łukasza P. Prokuratura Rejonowa w Lublinie postawiła im zarzuty pobicia ze skutkiem śmiertelnym Tomasza M. Obaj decyzją sądu trafili do aresztu tymczasowego.

Za śmiertelne pobicie groziły im kary do 10 lat pozbawienia wolności. Jednak Sąd Okręgowy w Lublinie, który rozpatrywał tę sprawę, był ponownie wyrozumiały dla Łukasza P. Uznano, że większą odpowiedzialność za pozbawienie życia Tomasza M. ponosi Krzysztof Ż.

Wyroki zapadły 6 marca 2017 roku. Były kucharz został skazany na 8 lat więzienia, natomiast „Łezka” na 4,5. Ponieważ na poczet kary zaliczono mu pobyt w areszcie, wyjdzie na wolność za niecały rok. Czy wykorzysta trzecią szansę?

Mariusz Gadomski

fot. KWP Lublin

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*