ZGUBNE PRZYPADKI KOSZYKARZA

W reprezentacji Polski zadebiutował w 1999 roku. Choć grywał w niej nieregularnie, to w 2006 roku przyczynił się walnie do awansu polskiej reprezentacji do finału Mistrzostw Europy w 2007 roku/ fot. Facebook

W marcu tego roku do Prokuratury Rejonowej w Żorach zgłosiła się była żona znanego śląskiego biznesmena z oskarżeniami kierowanymi pod adresem byłego reprezentanta Polski w koszykówce, 43-letniego dziś Kordiana K. Kobieta zarzuca mu, że najpierw  rozkochał w sobie, a potem wyłudził 796 tys. złotych i rzucił. Tych pieniędzy nie odzyskała do dziś.

– Sprawa w toku – informuje prokurator Paweł Zdunek z Prokuratury Rejonowej w Żorach, prowadzący dochodzenie. – Prowadzimy ją pod kątem oszustwa, jakiego mógł się dopuścić Kordian K. Policja przesłuchuje świadków i weryfikuje oskarżenie.

Kroniki sportowe odnotowują, że Kordian K. był wychowankiem MKKS Rybnik i grał w wielu polskich klubach oraz za granicą m.in. we francuskim Gravelines oraz w klubach czeskich. Był graczem Prostejovej i NH Ostrava. W reprezentacji Polski zadebiutował w 1999 roku. Choć grywał w niej nieregularnie, to w 2006 roku przyczynił się walnie do awansu polskiej reprezentacji do finału Mistrzostw Europy w 2007 r. Był drużynowym wicemistrzem Polski i Francji, brązowym medalistą mistrzostw Polski i Czech, zdobywcą Pucharu Francji, Finalistą Pucharów Polski, Francji i Czech. Wielokrotnie uczestniczył w Pucharze Koracia oraz w FIBA EuroCup Challange. Można by długo jeszcze wymieniać jego osiągnięcia sportowe. Jednym słowem, był Kordian K. wybitnym koszykarzem, co nie uchroniło go jednak od problemów z prawem.

Skradziony samochód

W 1999 roku Kordian K. postanowił sprowadzić na lawecie z Niemiec audi 8A. Kupił je za 13 tysięcy marek, tyle przynajmniej było wypisane na fakturze, którą przedstawił celnikom. A że Polska nie była jeszcze wówczas członkiem Unii Europejskiej, auto musiało przejść przez graniczne cło. Wyceniali go celnicy oraz rzeczoznawca. Samochód nie był kompletny. Nie miał drzwi, bagażnika i reflektorów. Jednak po gruntownym remoncie został w końcu wyceniony na 330 tysięcy zł. I w ostateczności od tej właśnie kwoty zapłacono składki w PZU.

Kordian K. miał jednak pecha. Ledwo wyjechał nowo wyremontowanym samochodem na ulicę, skradziono mu pojazd. Zgłosił więc kradzież do PZU. Ale PZU odmówił koszykarzowi wypłaty odszkodowania za zaginięcie auta, którego zresztą policja nigdy potem nie odnalazła.

W katowickim oddziale firmy ubezpieczeniowej reprezentant kraju usłyszał: – W sprawie tej kradzieży podejrzewamy jakiś przekręt.

Kordian K. odwołał się do sądu. I tu spotkała go niemiła niespodzianka. Podczas procesu wmieszał się w sprawę urząd celny, informując wymiar sprawiedliwości, iż na przejściu granicznym dokonano w sprawie audi 8A oszustwa: – Przy odprawie dokonano poświadczenia nieprawdy, zaniżając wartość pojazdu.

Koszykarz zdenerwował się, bo miał na ten temat inne zdanie. Na co z kolei pojawił się w sądzie handlarz z Niemiec, od którego Kordian K. kupował ów samochód i jako dowód przedstawił fakturę na 84 tysiące marek, pod którą wyraźnie widnieć miał podpis Kordiana K.

Kordian K. twierdził, że takiego dokumentu nigdy w życiu nie podpisywał i miał w związku z tym  nadzieję, że sąd rozpatrzy sprawę na jego  korzyść,

Potem wyjeżdżał na zgrupowania kadry, na obozy sportowe i na mecze. Czas płynął, a jego w domu nie było. Poczty więc nie mógł odbierać i sprawdzać. A w niej były ponaglenia do zapłaty i w konsekwencji komornicze wezwanie. Bowiem w oparciu o niemiecką fakturę sąd wydał jednak decyzję, na mocy której celnicy żądali od Kordiana K. zaległego cła, a urząd skarbowy niezapłaconych podatków.

Po powrocie z obozów i zagranicznych wojaży, gdy koszykarz zajrzał do komornika, ten mu wyjaśnił:

– Pańskie protesty nic tu nie dadzą, zaległości trzeba zapłacić.

W tym również dodatkową kwotę, za komorniczą usługę i odsetki. Zapłacił więc Kordian K. ponad 100 tysięcy złotych. Ale to jeszcze nie był koniec jego kłopotów. Prokuratura zarzuciła sportowcowi w tej sprawie fałszerstwo i przedstawiła mu opinię rzeczoznawcy, która to potwierdzała autentyczność podpisu koszykarza na niemieckiej fakturze kupna przez niego audi 8A.

– To nie mój podpis! – bronił się rozpaczliwie raz jeszcze Kordian K.

Musiał być jednak w tej obronie dość przekonujący, gdyż w ostateczności prokuratura poszła na rękę koszykarzowi i pozwoliła mu skorzystać z opinii drugiego rzeczoznawcy, grafologa z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ten wydał o fakturze korzystną dla koszykarza decyzję: – Podpis na niej nie należy do Kordiana K.

W tej sytuacji prokuratura zażądała trzeciej opinii, która tylko potwierdziła, iż podpis pod fakturą rzeczywiście nie należy do koszykarza. Prokuratur zakończył sprawę i zdawało się, że 6-letnia batalia sportowca o były już samochód wreszcie dobiegła końca. I odzyska on od ubezpieczyciela odszkodowanie, a od urzędu celnego niesłusznie naliczone cło i podatek.

Nic takiego jednak nie nastąpiło.

Kordian K. zapomniał, że na odwołanie od tamtych niesłusznych decyzji odnośnie odszkodowania i cła miał zaledwie dwa tygodnie od zamknięcia sprawy przez prokuraturę. Zatem jego odwołania od tamtych decyzji sąd nie przyjął, gdyż była złożona grubo po terminie. Fakt ten wprowadził Kordiana K. w takie rozgoryczenie, że chciał pisać do marszałka Sejmu i rozważał nawet rezygnację z obywatelstwa.

Ostatecznie jednak pozostał w kraju.

Jego syn Marcus

Kiedy ważyły się jeszcze losy podpisu pod niemiecką fakturą i sprawa była w prokuraturze, to Kordian K. wyjechał na jeden z meczów na Łotwę.

Jak wspominała na portalu rybnik.com.pl Łotyszka Liga K., poznała Kordiana K., gdy przebywał na sportowym zgrupowaniu.

– Byłam wtedy recepcjonistką w hotelu.

Związali się z sobą na dobre w 2008 roku. On ciągle jeździł po Europie, ona nadal pracowała w hotelu i zaledwie na parę dni odwiedziła Kordiana K. w Rybniku. W końcu, w 2010 roku zdecydowała, że się zwolni z pracy, aby częściej przebywać ze swym partnerem. Będąc jednak ciągle osobą bezrobotną, musiała regularnie wracać na Łotwę i zgłaszać się w tamtejszym urzędzie pracy. Rok później zdobyła pracę, dzięki której mogła odwiedzać koszykarza. Gdy na początku 2012 roku zaszła z Kordianem K. w ciążę, chciała wreszcie uregulować i ustabilizować związek z byłym już koszykarzem.

– Błagałam nawet o to swego partnera.

Efektów tych próśb jednak nie było.

Syna Markusa urodziła pod koniec 2012 roku na Łotwie. Wtedy Kordian K. zaczął ich odwiedzać w kraju nadbałtyckim. Nie sprzeciwiała się temu, jak mówiła. Z jego strony jednak o małżeństwie nadal nie było mowy, co podkreślała Liga K. I związek zaczął się z wolna chylić ku upadkowi. Przyznawała również, że Kordian K. mimo to zaczął się wtedy coraz bardziej interesować swym synem i nadal chciał z nią utrzymywać kontakty. Przestała wtedy wyrażać na to zgodę.

W końcu poznała kogoś innego.

– Wtedy Kordian K. zaczął grozić, że zabierze syna do Polski.

Jak wspominała Liga K., w październiku 2014 roku były koszykarz porwał Markusa. Wysyłała Kordianowi K. sms-y. Nie odpowiadał na nie. Sprawę oddała do łotewskiego sądu. I nadal próbowała się kontaktować z rybniczaninem. W końcu dochodziło do spotkań w sprawie syna, ale zawsze, jak wspominała, kończyły się awanturami. Nadal, jak twierdziła, ciągle nie mogła się widywać z Markusem. Według kobiety, Kordian K. i jego bliscy próbują wykreślić Marcusa z jej życia.

W końcu Sąd na Łotwie odebrał prawa rodzicielskie Kordianowi K., a Sąd Rejonowy w Rybniku wydał decyzję przychylną byłemu koszykarzowi. Wtedy włączył się w sprawę Sąd Okręgowy w Gliwicach, który w lutym 2016 roku, w trybie Konwencji Haskiej nakazał, aby w przeciągu 4 dni Markus wrócił do swej matki.

Kordian K. nie oddał jednak syna, argumentując, że to dla dobra dziecka. I przedstawił stosowną dokumentację, podpisaną przez wielu specjalistów. Widniały podpisy konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, lekarza ze specjalistycznej praktyki lekarskiej w Mikołowie oraz doktora z gabinetu usług psychologicznych w Sosnowcu. Była również w dokumentacji opinia psychologa Lwa Starowicza. Oceniano, że były koszykarz ma bardzo dobre kontakty ze swym synem, i że Markus bardzo potrzebuje kontaktu ze swym ojcem. Dodawano w opiniach, że Markusa mają wiązać z ojcem mocne więzy emocjonalne. Ale nim jeszcze Kordian K. zdołał porwać z Łotwy Marcusa, podobne opinie o kontaktach ze swym synem – tyle że na korzyść Ligi K. –  wydała strona łotewska.

W marcu 2016 roku przed Sądem Rejonowym w Rybniku doszło do podpisania ugody pomiędzy Ligą K. a Kordianem K. dotyczącej ich syna, wówczas 3-letniego już Marcusa. Decyzją sądu Marcus trafił pod opiekę matki, ale jego ojciec miał prawo sprowadzać go do siebie co dwa miesiące na okres 10 dni. W czasie rozprawy obecni byli biegli. Po podpisaniu ugody sąd chciał jeszcze wysłuchać dodatkowo opinii biegłego psychologa. Liga K. udała się wtedy do pokoju, w którym przebywał jej syn, zabrała go i nic nikomu nie mówiąc, razem z Marcusem opuścili budynek sądu. Pod sąd podjechać miał jakiś samochód i zabrał Łotyszkę i jej syna. Kordian K. mówił o porwaniu swego dziecka.

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gliwicach Tomasz Pawlik przyznawał, iż Liga K. rzeczywiście bez wiedzy sądu opuściła z dzieckiem budynek sądu: – Ale nie ma tu jednak mowy o uprowadzeniu, gdyż orzeczenie gliwickiego sądu okręgowego w trybie Konwencji Haskiej zostało jednak spełnione i syn wrócił do matki.

Kordian K. odgrażał się, że nie zostawi tak tej sprawy.

 Rozkochał i porzucił

Koszykarz miał poznać  żonę znanego śląskiego biznesmena w 2015 roku, to znaczy, jeszcze w czasie, w którym toczył batalię o Marcusa.

W marcu tego roku kobieta złożyła doniesienie na Kordiana K., zarzuciła mu, że ją oszukał na kwotę 796 tysięcy złotych.

– Chciał, abyśmy się kryli z naszymi uczuciami – zeznawała na policji. – Mówił, że na tym etapie jego życia nasze uczucia mogą mu jedynie zaszkodzić

W tym też czasie żona znanego śląskiego biznesmena była ze swym mężem już w separacji. Kordian K. miał być potem nawet świadkiem w sądzie na ich rozprawie rozwodowej. I miał mówić kobiecie, że się z nią ożeni.

– Uwierzyłam mu.

W marcu zeznała w prokuraturze, że uczucia byłego koszykarza w stosunku do niej miały wzrosnąć, gdy dowiedział się od niej, iż po rozwodzie i podziale majątku zyska od  byłego już męża znaczną kwotę pieniędzy. Nie podejrzewała wtedy jednak Kordiana K. o jakieś oszustwo.

– Zdominował mnie wtedy emocjonalnie i rozkochał w sobie.

Kordian K. nie informował jednak szczegółowo byłej żony śląskiego biznesmena o swej sytuacji z synem.

– Powiedział, że ma spore kłopoty finansową i potrzebuje pieniędzy. I musi na dodatek wyjechać z kraju. Mówił o 100 tysiącach złotych, żeby mu pożyczyć. I pożyczyłam mu 90 tysięcy.

Gdy już nie chciała pożyczać więcej pieniędzy byłemu koszykarzowi, brał ją na litość, dodawała kobieta w prokuraturze.

– Płaciła pracownikom firmy, którą rozkręcał – przypomina prokurator Zdunek.

– Regulowała rachunki za jego telewizję kablową, za leasing samochodów i za jego kartę kredytową.

Kobieta dała mu również pieniądze na wykup złotego łańcuszka z lombardu, który miał należeć do jego zmarłego ojca, a który Kordian K. zastawił.

Imał się wszystkich metod, byle tylko uzyskać od kobiety jakieś sumy.

– Raz chciał nawet 30 tysięcy złotych na spłatę swej pożyczki na lichwiarski procent, bo inaczej go zastrzelą – dodaje prokurator. – Tak również miał zaszantażować kobietę. Kiedy w październiku ubiegłego roku miała mu powiedzieć, że już nie da ani grosza, miał z nią zerwać.

Kordian K. bronił się, że kobieta ta oskarża go, bo się rozstali. A pieniądze sama mu pożyczyła. Nikt jej do tego nie zmuszał. A teraz oskarża go o oszustwo. A poza tym, odda jej przecież wszystko.

– Podpisałem notarialne zobowiązanie, że pieniądze zwrócę do końca 2019 roku – mówił.

– To prawda, miał podpisać taki notarialny weksel – informuje Zdunek. – Mówi nawet o tym sama kobieta i przesłuchiwani świadkowie. Nie zmienia to jednak faktu, iż nadal podejrzewany jest o oszustwo i po zakończeniu śledztwa w tej sprawie podejmę stosowną decyzję.

Roman Roessler

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*