NIE DORÓSŁ DO ROLI OJCA

 Kuba najpierw namawiał Patrycję do usunięcia ciąży, a gdy się nie zgodziła, wyciągnął ją na odludzie i udusił. Dziewczyna nie miała nawet 15 lat, on dopiero co skończył 18.

 Dziecko w dziesiątym tygodniu jest już całkiem duże.

– Widzieliśmy jak ruszało rączkami – mówiła w sądzie matka Patrycji. Gdy zorientowała się, że z córką coś się dzieje, wzięła małą na poważną rozmowę, a potem zaprowadziła ją do lekarza. Po badaniu USG nie było wątpliwości, że Patrycja jest w ciąży. Było dużo płaczu, ale dziewczyna przyznała się, że ojcem dziecka jest kolega z osiedla, Kuba.

Wcześniej sprawa toczyła się tylko między młodymi – Patrycją G. lat 14 i Jakubem W. lat 18. Dzieciaki ledwie co liznęły życia, a już zostały przez to życie wystawione na ciężką próbę. Tragicznie ją oblały.

To nie ich kłopot

Na wiadomość, że Patrycja zaszła w ciążę, Kuba najpierw nie chciał jej znać, przestał się spotykać, udawał głupiego. Potem odbyła się wojna na sms-y. On namawiał dziewczynę, żeby ciążę usunęła, ona uparcie mówiła nie.

Gdy o wszystkim dowiedzieli się dorośli, sprawy nabrały przyśpieszenia. Niestety rodzice Kuby najpierw uważali, że to nie jest ich „kłopot”. Matka chłopaka gotowa była nawet przyznać, że zakochał się on w Patrycji, ale w ciąży to ona jest z kim innym. Kiedy rodzice Patrycji przyszli na rozmowę, najpierw napotkali zamknięte drzwi, choć długo stali pod domofonem. Poważne rozmowy między państwem G. i państwem K. ostatecznie się odbyły i miało być już dobrze… ale nie było.

W sobotę 12 lipca 2008 roku dzieciaki spotkały się po raz pierwszy od dłuższego czasu. Rodzice uznali, że „narzeczeni” powinni się sami dogadać, jakoś ułożyć wzajemne relacje, pomyśleć co dalej, w końcu przecież oboje chodzili jeszcze do szkoły. Matka Patrycji miała złe przeczucia, nie chciała ich puszczać samych, ale matka Kuby uspokoiła ją, zapewniając, że o określonej godzinie sama przyprowadzi „synową” pod drzwi.

Tak się jednak nie stało.

 – Miała być za pół godziny, nie była. Czekałam godzinę, nie było jej. Potem dostałam sms-a, że wróci za kolejne pół godziny, bo rozmawia z matką Kuby. Po jedenastej nadal jej nie było. Ubrałam się i poszłam jej szukać  – relacjonowała potem Babara G. Razem z matką Kuby prawie do północy bezskutecznie biegały po Kętrzynie, szukając nastolatków. Były nawet dość blisko chaszczy, wysokich traw i podobnych zarośli na obrzeżach osiedla na końcu ulicy Batorego, gdzie, jak się potem okazało, doszło do zbrodni.

Zgwałcił i zabił

Jakub W. najwyraźniej nie miał zamiaru dogadywać się z Patrycją i przyjmować narzuconej mu przez los roli. Za to jeszcze raz postanowił ją wykorzystać. Okoliczności ich ostatniej „miłości” były tak drastyczne, że gdy doszło do procesu, Sąd Okręgowy w Olsztynie utajnił sprawę na czas wyjaśnień Jakuba W.

– Odbyłem z nią stosunek, płakała. Później dusiłem ją łokciem. Walczyła, ale byłem silniejszy. Kiedy przestała się ruszać i posiniała, dopiero przestałem. Po tym deszczówką zmyłem moje ślady z niej, ocknęła się, to ją jeszcze raz łokciem przydusiłem – mówił bezpośrednio po zatrzymaniu przez policję. Zwłoki 14-latki, na wpół rozebrane, znalazł następnego dnia przypadkowy mężczyzna. Pewne ślady wskazywały, że sprawca próbował spalić ciało, ale tej nocy padało.

– Kiedy rano mąż podjechał pod blok z policją, wiedziałam, że stało się najgorsze  – mówiła w sądzie matka Patrycji.

Było oczywiste, kto może być sprawcą, ale Jakub W. zniknął. Policji prędko udało się ustalić, że tej samej nocy chłopak pojawił się na odbywającej się na działkach „osiemnastce” jakiegoś kolegi. Wszyscy byli podpici, ktoś wszakże zauważył, że Kuba wrzucał coś do ogniska. Potem okazało się, że był to telefon komórkowy Patrycji i łańcuszek zerwany z jej szyi. Gdy doszło do procesu, znajomi dorzucili zresztą sporo szczegółów świadczących o tym, że Jakub W. miał już wcześniej zabójcze zamiary. Mówił na przykład, że „chyba zamorduje Patrycję”. Dowiadywał się też, gdzie mógłby zdobyć pistolet. Nie uwierzyli mu.

Byłbym złym ojcem

Tragicznej nocy Kuba pokręcił się trochę przy ogniu, przespał się w domku, zaś rano – kiedy nie tylko rodzice, lecz i policja wszczęła poszukiwania – postanowił uciekać. Stopem dojechał z Kętrzyna do Sorkwit. Tam go namierzył pastor z kętrzyńskiej parafii ewangelickiej, do której chłopak należał. Pastor osobiście pojechał po niego i przywiózł do Kętrzyna, oddając prosto w ręce policji. Zeznając w sądzie, pastor był właściwie jedyną osobą broniącą oskarżonego 18-latka.  Mówił, że Jakub W. nie był akceptowany w szkole, wagarował, uciekał z domu.

– W głębi duszy wiedziałem jednak, że jest dobrym, pracowitym chłopcem. Chciałbym pokazać go także z tej drugiej strony – przekonywał pastor, przyznając jednak, że jako duszpasterz poniósł w sprawie Kuby porażkę. Rodzice zabójcy do porażki się nie przyznawali, milczeli, korzystając w sądzie z prawa do odmowy zeznań. Od rodziców Patrycji nawet na sądowym korytarzu starali się trzymać jak najdalej.

Ich syn, dzieciak który zgłupiał, stając wobec pierwszej w życiu męskiej decyzji, w ostatnim słowie uderzył się w piersi.

– W więzieniu zrozumiałem, co zrobiłem. Zrobiłem to, bo nie dorosłem do roli ojca. Bałem się, że będę złym ojcem, tyle się słyszy o tym, że dzieci są maltretowane czy porzucane.

W kwietniu 2009 Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał Jakuba W. za zabójstwo, ale także za seks z osobą poniżej 15 roku życia i zbezczeszczenie zwłok, na łączną karę 25 lat więzienia z zastrzeżeniem, że o przedterminowe, warunkowe zwolnienie może się on starać dopiero po odbyciu 23 lat kary.

Charakterystyczne, że nim jeszcze wyczerpały się wszystkie możliwości odwoławcze od wyroku, Jakub W. zaczął słać do prezydenta wnioski o ułaskawienie.

Stanisław Brzozowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*