FATALNY STRZAŁ

Władysław Jemielity zmarł w wyniku rany postrzałowej / fot Tajny Detektyw

Ktoś krzyknął: – Gotowe! Komendy na pewno nie wydał instruktor, który prowadził z uczniami zajęcia na strzelnicy. Dziewczyna nacisnęła spust karabinu. Trafiony kulą w głowę nauczyciel wychowania fizycznego Władysław Jemielity, zmarł 24 godziny później  w szpitalu, w wyniku odniesionych obrażeń.

Uczennica, która go postrzeliła, została aresztowana pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci. W czasie śledztwa pojawiło się podejrzenie, że nie był to nieszczęśliwy wypadek, lecz zabójstwo z zemsty.

Wątpliwości odnośnie wydarzeń, które rozegrały się 23 czerwca 1931 roku na strzelnicy miejskiej w Łomży, nigdy do końca nie wyjaśniono.

Z innych Rotszyldów

18-letnia Rachela Rotszyldówna była córką przedsiębiorcy asenizacyjnego, który w związku z rozbudową w latach 30. sieci sanitarnej w Łomży, prosperował znakomicie. Dziewczyna uczęszczała do prywatnego gimnazjum im. dr Szymona Goldlusta (żydowskiej szkoły koedukacyjnej, powstałej ok. roku 1915). Czesne było wysokie, ale dla bogatego biznesmena opłacenie nauki córki nie stanowiło problemu.

Łomżyńscy Rotszyldowie nie mieli nic wspólnego ze znanym na całym świecie rodem bankierów, noszących to samo nazwisko. Aczkolwiek Rachela czasami chwaliła się, że pochodzi właśnie z „tych” Rotszyldów i pewnego dnia odziedziczy ich bajeczną fortunę.

Urodziwa, pełna temperamentu dziewczyna była bardzo lubiana, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli gimnazjum. Nauka szła jej nieźle, aczkolwiek w szóstej klasie zaczęła się opuszczać z matematyki i łaciny. Z tej ostatniej groziła jej ocena niedostateczna na koniec roku szkolnego.

Nie martwiła się tym zbytnio. Swoją przyszłość widziała bowiem w sporcie. Świetnie biegała i skakała w dal, jednak nie miała zamiaru pójść w ślady Stanisławy Walasiewiczówny. Ze wszystkich dyscyplin najbardziej pasjonowała się strzelectwem. Na zajęciach ze strzelania, prowadzonych przez nauczyciela wf Władysława Jemielitego, prawie zawsze zostawiała daleko w tyle koleżanki i kolegów. Jemielity, sam wyborny strzelec, wypowiadał się z dużym uznaniem o  umiejętnościach młodej podopiecznej. Wróżył jej wielką karierę sportową. Uważał, że jeśli dziewczyna poprawi koncentrację i powściągnie nadmiar emocji, ma szansę na sukcesy nawet w  zawodach rangi międzynarodowej.

W 20-leciu międzywojennym mieszkańcy Łomży narodowości żydowskiej przywiązywali dużą wagę do sportu. Makabi Łomża była jedną z trzech liczących się w mieście drużyn piłki nożnej. Przy gimnazjum dr Goldlusta działał od 1924 r. Żydowski Uczniowski Klub Sportowy. Dziewczęta uprawiały gimnastykę, lekkoatletykę i siatkówkę w Żeńskim Klubie Sportowym „Ewa”.

Wszystkie do niego wzdychały

Jemielity był wymagającym nauczycielem, ale sprawiedliwym i rozumiejącym młodzież. Nade wszystko cenił uczciwość. Wiele potrafił wybaczyć, ale brzydził się kłamstwem. Dla uczniów, którzy próbowali go oszukać, nie miał litości.

Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o postawie wojskowego, niewątpliwie podobał się kobietom. Wzdychały do niego prawie wszystkie gimnazjalistki. Jemielity miał jednak kochającą żonę i dwoje dzieci, toteż dziewczęta mogły o romansie z przystojnym profesorem co najwyżej pomarzyć przed snem.

Wśród uczennic, które skrycie podkochiwały się w panu od wf. była Rachela Rotszyldówna. Jej oblicze płoniło się rumieńcem, ilekroć Jemielity chwalił jej umiejętności strzeleckie lub gdy przystanął obok, albo dłużej na nią popatrzył. Oczywiście, musiała sobie zdawać sprawę, że to tylko fantazje. Mężczyzna nie czuł do niej nic więcej, oprócz zwykłej sympatii nauczyciela do uczennicy. Nie cierpiała katuszy. Przypuszczała, że za rok, gdy skończy naukę w gimnazjum, będzie się śmiała z tego zakochania.

Marzenia o randce z zabójczo przystojnym nauczycielem zabierały jej jednak tyle czasu, że do reszty zaniedbała naukę. Nie poprawiła stopni z zagrożonych przedmiotów. W rezultacie profesor Dawid Sass z przykrością wystawił Racheli na koniec roku szkolnego ocenę niedostateczną z łaciny.

Łacinnik był człowiekiem starej daty. Cenił wszechstronne wykształcenie i uważał, że uczeń, który słabo zna język Juliusza Cezara, nie będzie też m.in. dobrym sportowcem. Dlatego zabronił Rotszyldównie startu w najbliższych zawodach strzeleckich. Dla dziewczyny był to dramat.

W tym przypadku nie chodziło bowiem o zwykłą rywalizację na strzelnicy. W czerwcu 1931 roku uczniowie łomżyńskich szkół gimnazjalnych mieli uczestniczyć w zawodach strzeleckich o Państwową Odznakę Sportową. Wyróżnienie to zostało ledwie kilka miesięcy wcześniej ustanowione rozporządzeniem Rady Ministrów. Dla młodzieży stanowiło wielki prestiż i przedmiot pożądania. Każdy chciał się pochwalić posiadaniem odznaki, chociaż wcale nie było łatwo ją zdobyć.

Nikomu bardziej niż Racheli nie należała się ta nagroda. Miała już brązową odznakę, a teraz marzyła o tej najcenniejszej, czyli złotej. Była pewna, że ją zdobędzie. Niestety, wszystko wzięło w łeb przez jakieś głupie łacińskie deklinacje, które tak się jej w życiu przydadzą, jak umarłemu kadzidło.

Próbowała „zmiękczyć” profesora Sassa. Tłumaczyła, jak ważny jest dla niej start w zawodach. Na próżno jednak. Nauczyciel pozostał nieugięty.

– Mogła panna wcześniej pomyśleć o konsekwencjach. Teraz już za późno – powiedział.

Była zrozpaczona. Nie spała po nocach, chudła. Zastanawiała się, czy nie poprosić ojca, żeby w jakiś delikatny sposób wpłynął na Sassa. Po namyśle postanowiła zwrócić się o pomoc do profesora Jemielitego. Nikt lepiej od niego nie wiedział, czym jest dla niej  strzelanie. I chyba trochę ją lubił. Nauczyciel wf. rzeczywiście okazał zrozumienie. Poradził, żeby przyszła na strzelnicę w dniu zawodów. Ale trochę później niż inni.

– Może uda mi się przekonać profesora, ale żeby było jasne: niczego nie obiecuję – zastrzegł.

Trójka za celny strzał

Zawody wyznaczono na 23 czerwca 1931 roku. W rywalizacji uczestniczyła ponad setka dziewcząt i chłopców z gimnazjum im. dr Goldlusta. Młodzieży towarzyszyło w charakterze opiekunów i instruktorów dwóch nauczycieli: Jemielity i Sass.

Ciepły, słoneczny dzień ściągnął na strzelnicę Miejskiego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego wielu kibiców. Masowo wypoczywano też na pobliskich łąkach nad Narwią. Młodzież strzelała do tarczy z karabinów małokalibrowych typu flobert, na ostre naboje. Rywalizacja była bardzo emocjonująca, jednakże zawodnicy, jak przystało na uczniów renomowanego gimnazjum, zachowywali się  godnie zarówno w obliczu radości z udanych strzałów, jak i smutku, gdy spudłowali.

Pod koniec zawodów na strzelnicę przyszła Rotszyldówna. Na widok dziewczyny profesor Sass zmarszczył brwi i przypomniał jej, że ma zakaz strzelania. Może natomiast kibicować. Uczennica spojrzała błagalnie na Jemielitego. Nauczyciel wf. uśmiechnął się, wziął łacinnika pod ramię i gdy odeszli kawałek, coś mu zaczął tłumaczyć. Sass początkowo kręcił energicznie głową, potem jednak przestał protestować.

– Widzę, że wszyscy tutaj chcą, żeby Rotszyldówna wzięła udział w zawodach – powiedział. – No cóż, nec Hercules contra plures… Możesz panna strzelać. A co więcej, ustaliliśmy z profesorem Jemielitym, że jak trafisz 95 punktów na 100 możliwych, postawię ci trójkę z łaciny. Dla porządku zapytam: zgadzasz się?

W przypadku Racheli, tak dobry wynik był łatwy do osiągnięcia. Uszczęśliwiona, energicznie przytaknęła i zaczęła się przygotowywać do oddania strzałów.

Stop, oszustwo!

Miała strzelać w pozycji leżącej z odległości 25 metrów. Już się przymierzyła, gdy Jemielity kazał jej opuścić karabin i natychmiast zejść ze stanowiska strzeleckiego. Był blady z gniewu. Krzyczał do Rotszyldówny, że nadużyła jego zaufania i poniesie karę.

W ostatniej chwili przed naciśnięciem spustu przez dziewczynę, spojrzał na tarczę, do której mierzyła i zobaczył, że jest ona podziurawiona w kilku miejscach. Przebite blisko środka tarczy dziurki gwarantowały Racheli powodzenie w jej zabiegach o zdobycie Państwowej Oznaki Sportowej i zapewniały trójkę z łaciny. I tak by się stało, gdyby nauczyciel nie zauważył oszustwa.

Rotszyldówna zapewniała, że jest niewinna. Przecież dobrze strzela i poradziłaby sobie bez kantów. To musiał zrobić ktoś inny. Albo dla kawału, albo ze złośliwości. Być może winowajca chciał ją skompromitować. Podziurawił tarczę, wiedząc, że oszustwo się wyda, a podejrzenie padnie na Rachelę.

Przez kilka minut ważyły się jej losy. Jemielity chyba naprawdę bardzo ją lubił, bo dawszy upust wzburzeniu, udobruchał się i postanowił dać dziewczynie jeszcze jedną szansę. W miejsce poznaczonej tarczy, nakleił nową.

– Ale teraz już bez fałszu – powiedział i kazał jej strzelać.

Opłakane skutki zabawy w wojsko

W czasie oddawania przez uczniów strzałów, opiekun powinien zejść do rowu strzeleckiego i z tego miejsca obserwować poczynania podopiecznych. W rowie znajdowała się tego dnia woda, więc Jemielity jedynie odchodził kilka metrów od tarczy. Na tyle jednak daleko, żeby nie dosięgła go zbłąkana kula.

Rotszyldówna po raz drugi zajęła stanowisko strzeleckie, sprawiając wrażenie rozkojarzonej i niezupełnie jeszcze uspokojonej posądzeniem o oszustwo. Prawie nie złożyła się do strzału. Gdy padła komenda do strzału, pośpiesznie pociągnęła za cyngiel. Zamiast w tarczę, trafiła w profesora Jemielitego, który znalazł się na linii strzału. Kula ugodziła nauczyciela w tył czaszki. Wezwano karetkę pogotowia, która przewiozła go do szpitala św. Ducha. Niestety, lekarze nie zdołali mu pomóc. Po upływie doby Władysław Jemielity zmarł w wyniku rany postrzałowej. Przybyła na strzelnicę policja aresztowała Rotszyldównę. Na drugi dzień dziewczyna została zwolniona, ponieważ uznano, że doszło do tragicznego wypadku z bronią, a wina uczennicy była nieumyślna.

Rachela Rotszyldówna odpowiadała przed Sądem Okręgowym w Łomży za zabójstwo popełnione w chwili wielkiego wzruszenia/ fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Tragiczna śmierć lubianego pedagoga głęboko wstrząsnęła mieszkańcami spokojnego miasta nad Narwią. Żal i smutek mieszały się z oburzeniem. Suchej nitki nie zostawiano na organizatorach zawodów strzeleckich. Prasa, pisząc o „opłakanych skutkach zabawy dziewcząt w wojsko”, krytykowała pomysł nauczycieli, żeby o stopniu z łaciny decydowały osiągnięcia na strzelnicy. Uczennica przystępując do rywalizacji, była w ogromnym stresie. Nie ma się zatem co dziwić, że w krytycznym momencie zawiodły ją nerwy. Przecież to prawie dziecko jeszcze.

Żeby cię diabli wzięli!

W trakcie śledztwa wypłynęły nowe okoliczności. Policja doszła do wniosku, że Jemielity zginął nie w wyniku nieszczęśliwego wypadku, ale został zastrzelony przez uczennicę z zemsty.

Dziewczyna była silnie podenerwowana nie tylko uzależnieniem pozytywnej oceny z łaciny od wyniku strzelania. Dodatkowy stres – może jeszcze większy – wywołało posądzenie jej przez Jemielitego o podziurawienie tarczy. Mogła strzelić do nauczyciela w odwecie za słuszne bądź niesłuszne oskarżenie.

Zarzut oszustwa oznaczał dla niej nie tylko blamaż sportowy, ale także dwójkę z łaciny i kompromitację towarzyską. Niewątpliwie, nie bez znaczenia był tu fakt, iż popadła w konflikt z profesorem, który miał o niej do tej pory jak najlepsze zdanie i którego bardzo lubiła i szanowała. Wzajemna sympatia mogła być dla Rotszyldówny dodatkowym impulsem do oddania strzału. Zależało jej na dobrych  relacjach z nauczycielem i nie mogła się pogodzić z tym, że nagle, być może bezpowrotnie je utraciła.

Z zeznań złożonych przez uczniów gimnazjum im. dr Goldlusta, wynikało, że gdy Jemielity kazał jej oddać karabin i opuścić stanowisko strzeleckie, była na niego wściekła. Kilka osób słyszało, jak rozżalona rzuciła półgłosem pod jego adresem: – Żeby cię diabli wzięli!

Chwilę później nauczyciel padł od jej kuli.

Kto wydał komendę?

Nie udało się wyjaśnić wszystkich wątpliwości. Uczniowie mogli strzelać dopiero po pozwoleniu udzielonym przez instruktora, który wypowiadał komendę „Gotowe”. Zarówno Rotszyldówna, jak i kilkadziesiąt osób obserwujących ją przed strzałem słyszało te słowa. Komendy z całą pewnością nie wydał jednak Jemielity, który znajdował się na linii strzału. Nie ustalono, kto zawołał, czym pośrednio przyczynił się do tragedii.

Policja przeanalizowała przebieg zawodów. Do awantury z Rotszyldówną doszło, gdy rywalizacja już się w zasadzie zakończyła. Wszyscy byli zmęczeni i chcieli jak najszybciej wracać do domu. Brzemienne w skutki słowa mogły paść z ust ucznia, zniecierpliwionego przedłużającymi się zawodami. Nie można też wykluczyć, że krzyknął dla żartu któryś z kibiców lub jedna z osób wypoczywających w pobliżu strzelnicy.

Rachela Rotszyldówna odpowiadała przed Sądem Okręgowym w Łomży za zabójstwo popełnione w chwili wielkiego wzruszenia. Została skazana na 6 miesięcy więzienia. Na mocy amnestii darowano jej karę. Z wyrokiem nie zgodziła się wdowa po Władysławie Jemielitym. W jej imieniu prokurator wniósł apelację. Do drugiej rozprawy nie doszło. Na wniosek obrońcy oskarżonej, mecenasa Etingera (zdobędzie sławę jako jeden z adwokatów Rity Gorgonowej) i prokuratora Madaja, postępowanie sądowe zostało umorzone.

Mariusz Gadomski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*