WYZNANIE ZZA GROBU

Policjanci ze Śląska nadal usiłują  rozwikłać zagadkę sprzed wielu lat. Na początku 1994 roku zniknęła matka i czwórka jej dzieci. Wkrótce  po tym samobójstwo popełnił  jej mąż. Przed śmiercią mężczyzna dokonał  nagrania na magnetofonie, z którego wynikało, że to on odebrał życie pozostałym członkom rodziny. Ich ciał nie odnaleziono do dziś.

Był 31 stycznia 1994 roku, w województwie katowickim rozpoczynały się ferie zimowe. 6-letni Arkadiusz i 4-letnia Ilona – dwójka najstarszych dzieci 38-letniego wówczas Ryszarda i 34-letniej Barbary Wolanych, pozostała w domu.

– Wolanych nie było stać, aby wysłać dzieci na ferie – stwierdza  Cezary Golik, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chorzowie. – Żyli skromnie, pobierali zasiłek socjalny.

Oprócz Arkadiusza i Ilony, małżeństwo Wolanych miało jeszcze 2-letniego Sebastiana i roczną Andżelikę. Arkadiusz był synem Barbary z jej poprzedniego małżeństwa z Januszem Wyżgołem, który zginął w 1989 roku, wyskakując z okna, i został pochowany na cmentarzu przy ul. Drzymały w Chorzowie. Ta nekropolia w tej historii odegra znaczącą rolę.

Na bakier z prawem

 – W nowym małżeństwie Barbary Wolany różnie bywało – dodaje prokurator.

Oboje z mężem nie stronili od alkoholu: – Wolanej czasami nawet przez kilka dni pod rząd nie bywało w domu.

Ta niezbyt wysokiego wzrostu kobieta, o kręconych, farbowanych na jasno włosach, miała ciężki charakter. Bywała agresywna. Wysoki, barczysty, dobrze zbudowany mężczyzna z wąsem, jakim był Ryszard Wolany, nie różnił się specjalnie charakterem od swej małżonki. Jego twarz przysłaniały zawsze przyciemnione okulary, w grubych, brązowych oprawkach. Miał za sobą kilka wyroków za kradzieże. Nieraz odsiadywał karę w zakładzie karnym. Z Barbarą mieli  ponoć dokonywać wspólnych kradzieży.

– Ale Wolany równocześnie potrafił być czuły i opiekuńczy dla dzieci – stwierdza prokurator. – Nawet dla Arkadiusza, co przyznawali potem przesłuchiwani w sprawie świadkowie.

Po ostatnim wyroku Wolany wyszedł z zakładu karnego w czerwcu 1993 roku.

– Zaledwie pół roku przed tą tragedią – przypomina Golik. – I pomimo przestępczego życiorysu szybko jednak, jak na owe czasy, znalazł pracę. Został portierem w chorzowskim „Prodrynie”.

Wolanowie mieszkali w Chorzowie, w dwupokojowym mieszkaniu na drugim piętrze, w trzypiętrowej starej kamienicy przy ul. Katowickiej 75.

– Coś tam o nich wtedy słyszałam. – ledwo przypomina sobie dziś Wolanych 70-letnia Barbara, mieszkająca nadal w kamienicy graniczącej z numerem 75, przy tej samej ulicy: – Ten chłop miał chyba popełnić samobójstwo, a żonę i dzieci przed tym zamordował? Coś tak wtedy mówili o nich, ale kto to tam wie, jak było naprawdę. Tyle lat przecież minęło od tamtego czasu!

Dziś nikt już pod numerem 75 przy ul. Katowickiej nie przypomina sobie Wolanych.

Za to niewyjaśniona do końca ich historia wraca co jakiś czas jak bumerang.

W tym roku ktoś z dalekich krewnych Wolanych wniósł sprawę do chorzowskiego sądu o uznanie Barbary Wolanej i jej dzieci za zmarłych.

– Rozprawa ma się odbyć na początku 2019 roku. Jako prokuratura jesteśmy nią żywo zainteresowani. – deklaruje Cezary Golik.

Dlaczego zniknęli

 – Również policjanci z Archiwum X tutejszej komendy chcą sprawę Wolanych rozwiązać wreszcie do samego końca – informuje Sebastian Imiołczyk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie.

Dlaczego zniknięcie Barbary Wolany i jej dzieci owiane jest nadal tajemnicą? Czy kobieta i jej dzieci zostały zamordowane przez jej męża? A może zbrodni dopuścił się jednak ktoś inny? Być może przebywają gdzieś za granicą? – pytań bez odpowiedzi jest w tej sprawie wiele.

– Nasi policjanci trafili ostatnio na informację, iż Barbara Wolany mogła w tamtym czasie wyjechać za granicę, z jakimś tajemniczym Krzyśkiem – sugeruje Imiołczyk. – W 1994 roku bez większego problemu można już było opuścić przecież granice kraju, na przykład wyjechać do Niemiec. Prawdopodobnie Wolany mogli mieć w Niemczech jakąś dalszą rodzinę.

Z drugiej strony rzecznik chorzowskiej policji przyznaje, że jednak trudno byłoby Wolanym zmienić tam swą tożsamość.

– Tym bardziej, że figurują ciągle na europejskiej liście osób zaginionych.

Na pytania w sprawie Wolanych nie uzyskano do dziś definitywnej odpowiedzi.

Barbara Wolany po raz ostatni była widziana właśnie w pierwszym tygodniu zimowych ferii 1994 roku.

– We wtorek, 8 lutego. – Golik sięga do prokuratorskich akt, które leżą u niego na biurku. – Kobieta odwiedziła przychodnię stomatologiczną.

Następnego dnia, w środę 9 lutego, Ryszard Wolany upoważnił niespodziewanie swą matkę do odbioru odszkodowania w „Prodrynie”, gdyby mu się coś złego wydarzyło w pracy. Nie wywołało to specjalnego zdziwienia w firmie, przedsiębiorstwie, które zajmowało się produkcją chemiczną. Nie zdziwiła się również siostra Ryszarda Wolanego, gdy jeszcze tego samego dnia dowiedziała się od swego brata, że jego żona Barbara wyjechała gdzieś z dziećmi, i z jakimś Krzyśkiem. Siostra Wolanego zdołała już poznać szwagierkę i wiedziała, czego  można się było po niej spodziewać.

12 lutego Wolany pojawił się w pracy nieco podchmielony i według niektórych zaczął wygadywać różne bzdury. A to, że właśnie zabił swoją żonę i dzieci, i że wszystkich potem gdzieś zakopał. Nikt mu oczywiście nie uwierzył, choćby ze względu na stan, w jakim się wówczas znajdował. Kochał przecież swoje dzieci, o czym wszyscy w pracy dobrze wiedzieli. Nawet mu współczuli, że żona znowu doprowadziła go do takiego stanu, iż wygaduje takie bzdury. Szczególnie, gdy dodał jeszcze, że właściwie to ich nawet nie zakopał, bo otruli się w domu gazem. Jednym słowem biadolono w portierni nad stanem zdrowia psychicznego Wolanego.

Jeszcze tego samego dnia, po wyjściu z pracy Wolany pojawił się w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej i zabrał stamtąd przysługujące rodzinie zasiłek społeczny i bony żywnościowe. Nie okazywał przy tym żadnego zdenerwowania, a rozpytywany przy okazji, dlaczego jak zawsze nie pojawiła się w MOPS jego małżonka, odpowiedział, że wybrała się właśnie z dziećmi na ferie zimowe do Zwardonia. Potem mężczyzna skierował swoje kroki do mieszkania matki. Tam  oświadczył, ku ogromnemu zdziwieniu kobiety, że już nigdy więcej nie zobaczy swej synowej i wnuków. Nie uwierzyła mu, sądząc, że Ryszard wylewa w ten sposób swoje żale na Barbarę.

– Już nigdy więcej nikt nie widział nikogo żywego z rodziny Ryszarda Wolanego – dodaje prokurator.

Testament na kasecie

 Po paru dniach zaniepokojone brakiem informacji od Grzegorza Wolanego jego  matka i siostra, postanowiły udać się do jego mieszkania w Chorzowie. Dzwoniły i pukały do drzwi. Jednak nikt im nie otworzył. Miały przy sobie zapasowe klucze, więc weszły do środka.

– To było w niedzielę, 20 lutego 1994 roku – przypomina prokurator Golik. – Na podłodze kuchni rozłożona była kołdra, a wokół niej było wszędzie mnóstwo krwi.

Na kołdrze leżały zakrwawione zwłoki Ryszarda Wolanego. Po mieszkaniu walały się porozrzucane wszędzie puste butelki po tanich winach, a na kuchennym kredensie widniała kartka. Na niej charakterem pisma Wolanego, co potem sprawdzono, było napisane, iż wszystko, co Wolany ma do powiedzenia, znajduje się na taśmie magnetofonowej, którą pozostawia po sobie.

– Mieli w domu magnetofon, leżał w pokoju na stole.

Policjanci odtworzyli i zabezpieczyli krótki zapis ostatnich słów Wolanego, znajdujący się na nagraniu: „Najdroższa mamo, kiedy będziesz słuchała tej taśmy, mnie już wśród żywych nie będzie, ponieważ stało się to, czego najbardziej się obawiałem, kiedy zawsze mówiłem, że prędzej  czy później, jeżeli ona będzie tak postępować, do tego dojdzie. Dziewiątego zeszła z tego świata wraz z dziećmi, a ja dzisiaj, to jest w niedzielę. Gdy będziesz słuchała tej taśmy, mnie już wśród żywych nie będzie, bo tylko jedna może być kara za to, co się stało. Nie opłakujcie mnie, bo nie ma sensu. Takich jak ja się nie opłakuje. Oni leżą gdzieś na cmentarzu, tutaj gdzie Janusz, ale gdzie, tylko ja wiem i Pan Bóg. Cóż więcej mogę powiedzieć. Stało się, bo stać się musiało”.

Jak wykazało śledztwo w sprawie śmierci Wolanego, zadał on sobie cios nożem w szyję i przeciął tętnicę. Bez wątpienia 13 lutego popełnił samobójstwo i wykluczono w tym udziału osób trzecich.

– W mieszkaniu nie było śladów jakiejkolwiek walki i zabójstwa – przyznaje chorzowska prokuratura, i śledztwo nie potwierdziło, aby Wolany mógł w mieszkaniu zamordować żonę i dzieci.

– Chyba, że czymś ich zadusił.

Ale i taki fakt trudno było potwierdzić ówczesnym śledczym, więc nadal trwały bezskuteczne poszukiwania żywej kobiety i jej dzieci. Albo ich ciał.

Rozpoczęto przeszukiwanie całego Chorzowa. W ostateczności skoncentrowano się na poszukiwaniu ciał, gdyż to sugerowało nagranie. Poszukiwania były wielowątkowe i szły w różnych kierunkach, równolegle.

Z jednego z zakładów w Gliwicach ściągnięto nawet do poszukiwań georadar – przypomina prokurator. – Sprawdzano węzły ciepłownicze i kanalizację, oczyszczalnie ścieków Klimzowiec, piwnice, pokopalniane zwałowiska węglowe. Wszystkie pobliskie tereny zalesione. Przeszukiwano wykopy w budującej się wówczas Trasie Średnicowej, czy aby tam Wolany nie ukrył ciał dzieci i żony. Rozpytywano taksówkarzy.

Zadawano sobie także pytanie, czy Wolany nie mógł w jakiś inny sposób pozbyć się zwłok. Na przykład dotrzeć do jakiejś substancji żrącej i jej użyć, rozpuszczając w niej ciała. Ale śledztwo prowadzone w tym kierunku spełzło na niczym.

Śledztwo na cmentarzu

 W czasie rozległego policyjnego śledztwa, okazało się także, iż jedna z pacjentek, z okien szpitala znajdującego się naprzeciwko cmentarza przy ulicy Drzymały widziała jakiegoś wałęsającego się po nekropolii jegomościa. Nie mogła go bliżej opisać, ale dodawała, że na pewno było to w czasie, w którym zniknęła Barbary Wolany wraz ze swymi dzieci. Wprawdzie różne osoby mogły się wówczas kręcić po terenie cmentarza, jednak nie zlekceważono tego śladu. Nie zbagatelizowano go tym bardziej, iż od jednego ze złomiarzy funkcjonariusze otrzymali w tym czasie informację, iż po 10 lutego 1994 roku skradziono mu wózek, którym woził zawsze złom.

Z mieszkania Wolanych na Katowickiej do cmentarza przy ul. Drzymały było zaledwie kilkaset metrów, więc teoretycznie Wolany mógł przewieźć nocą zwłoki na cmentarz. Nawet ze dwa razy mógł obrócić wózkiem. Tym bardziej  wzięto taki fakt pod uwagę, że w swym pośmiertnym nagraniu Wolany rzeczywiście wskazywał wyraźnie na grób pierwszego męża Barbary, Janusza.

– Mówił o grobie Wyżgoła – dodaje prokurator. – Ale policja dodatkowych ciał w tym grobie nie odnalazła.

Rzecznik prasowy chorzowskiej policji potwierdza, że policjanci z Archiwum X posiadają aktualne dane dotyczące wspomnianego grobu Janusza Wyżgoła.

– Po 25 latach mogiła z kamiennym nagrobkiem została zlikwidowana – przypomina Imiołczyk. – Było to przed 20 października 2011 roku, gdyż w tym dniu pochowano na tym miejscu już inną osobę. I po rozbiórce grobu Wyżgoła chorzowscy policjanci z Archiwum X otrzymali informacje potwierdzające, iż nie znaleziono tam dodatkowych ludzkich szczątków. 

Prokurator dodaje, że w tamtym czasie dodatkowo rozpytywano również grabarzy na cmentarzu.

– I oni wykluczyli wtedy, aby w tamtych dniach lutego 1994 roku ktoś rozkopywał jakieś świeżo usypane groby po dopiero co zakończonych pochówkach.

Bez ich wiedzy nie było to możliwe nawet nocą: – Rozpoznaliby od razu taką nie swoją robotę.

Grabarze zaprzeczali, aby w tamtym czasie naruszono jakieś groby i grobowce na tym cmentarzu, próbując ukryć w ten sposób zwłoki.

Tajemnica na wieki?

 Zgoła inne zdania o sprawie Wolanych ma Józef Kogut, prezes Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przemocy, w 1994 roku komendant policji w Chorzowie.

– Z ówczesnym prokuratorem byliśmy wtedy służbowo u proboszcza, który zresztą zginął potem w wypadku samochodowym – wspomina Kogut. – Chcieliśmy uzyskać zgodę na skontrolowanie świeżych grobów i na zajrzenie do niektórych grobowców. Szczególnie do tych, których otwarcie nie stanowiło dla nikogo żadnego problemu, a takich grobowców znajdowało się wtedy na tym cmentarzu sporo. Ale proboszcz kategorycznie się temu sprzeciwił, mówiąc, że to profanacja i świętokradztwo. I nawet nie wyraził zgody na użycie urządzenia termowizyjnego. O ile termowizja przy normalnych grobach nie ma sensu, ze względu na bliskość pochówków, przy grobowcach taka kontrola, moim zdaniem, byłaby wtedy celowa.

Odnośnie grobów z tamtego okresu wypowiada się jeszcze prokurator Golik: – Należałoby najpierw określić, który grób uznalibyśmy wtedy za świeżo usypany – dodaje. – Czy grób usypany do miesiąca, do dwóch, a może do trzech miesięcy? Oprócz grobowców, trzeba by było wtedy rozkopać chyba z pół cmentarza.

Wszystko warto było uczynić, aby dojść do prawdy – sądzi Kogut, który nie ma najmniejszej wątpliwości, że szczątki Barbary Wolany i jej dzieci nadal spoczywają gdzieś na tym cmentarzu, w jakimś grobowcu.

– I tylko dzięki zapiekłości ówczesnego proboszcza nie zdołaliśmy tego udowodnić. I dzisiejsze ewentualne dalsze poszukiwania, rzeczywiście nie mają już sensu.

Nad celowością użycia na cmentarzu urządzenia do wykrywania ludzkich szczątków zastanawia się również rzecznik prasowy chorzowskiej policji: – Może to być mało efektywne, i może nawet zafałszowywać wynik.

Czy pośmiertna wskazówka Wolanego odnośnie zakopanych zwłok jest fałszywa? A może jednak rację ma Józef Kogut.

Wolany w nagraniu mówił też, aby jego matka zabrała z mieszkania to, co uważa za słuszne. I aby mieszkanie zostawiła jakiemuś Mietkowi.

– Ale mieszkanie było komunalne, więc tajemniczy Mietek nic do niego już nie miał – wyjaśnia prokurator.

Wolany nie chciał żadnego pogrzebu, i dodawał na koniec w swym nagraniu, by jego matka zrobiła wszystko tak, aby było dobrze. Co przez to rozumiał? Tego też nie wiemy.

Nadal nie można zamknąć sprawy zaginięcia Barbary Wolany i czwórki jej dzieci.

– W latach 90. ubiegłego wieku nie badaliśmy jeszcze śladów DNA – dodaje prokurator. – Dziś dysponujemy już takimi śladami, właśnie od dalekich krewnych Wolanych.

I jeżeli pojawiają się w Chorzowie jakieś nieznane ludzkie szczątki, co się  zdarza, to chorzowscy prokuratorzy sprawdzają, czy to nie jest Barbara Wolany i jej dzieci. Wierzą, że w końcu pojawi się wreszcie jakiś dodatkowy świadek w tej sprawie, który wiele wyjaśni.

– Przedawnienie ścigania o zabójstwo Barbary Wolany i jej dzieci mija 22 lutego 2024 roku. Czasu więc jest jeszcze trochę – dodaje Cezary Golik.

Podobnego zdania są policjanci z chorzowskiego Archiwum X: – Może taki świadek przeczyta ten artykuł i ruszy go sumienie.

Roman Roessler

  

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*