ZGWAŁCIŁ PASIERBICĘ, ZABIŁ PRZYSZŁEGO ZIĘCIA

fot policja

Młody mężczyzna został zamordowany przez swojego przyszłego teścia – recydywistę, a później zakopany w centrum miasta. Motywem zbrodni była patologiczna zazdrość recydywisty o pasierbicę, którą wcześniej zgwałcił. Ponoć nie mógł znieść myśli, że wyjdzie ona za mąż.

– Żeby tak postąpić, to się w głowie nie mieści – mówi wstrząśnięta  pani Agata z Rodzinnych Ogródków Działkowych „Jedność” w Siemianowicach Śląskich przy ul. Bohaterów Westerplatte. Wtórują jej inni. Każdy wie tu swoje o tym zabójstwie. Wiedzą,  że ofiara i jej morderca, to praktycznie jedna rodzina.

– Zamordował, bo poszło o kobietę. Świat schodzi na psy,  skoro dochodzi do czegoś takiego.

– Żeby w centrum tak zadźgać człowieka.

Mieszkańcy Siemianowic Śląskich zastanawiają się nad motywami tej zbrodni. Dlaczego? Miasto jest rozplotkowane, bo poza oficjalnymi informacjami, policja i prokuratura niewiele informacji podają do mediów.

– Dla dobra dalszego śledztwa – słyszę w siemianowickiej prokuraturze.

Zakopany żywcem?

W sobotę 1 czerwca 2019 roku, w godzinach wieczornych na nieużytkach w centrum miasta ujawniono zwłoki mężczyzny, które były całkowicie zakopane” – brzmiał oficjalnie policyjny komunikat.

Stosunkowo szybko ustalono tożsamość ofiary. Był nim 28-letni mieszkaniec Siemianowic Śląskich. Również szybko ustalono sprawcę. Był nim 55-letni Marek Gieracz.

I rozpoczęły się plotki. Szybkie ujawnienie ofiary i sprawcy, niemal tego samego wieczora, mogły świadczyć o tym, iż o zbrodni tej musiał wiedzieć ktoś trzeci. Kto doniósł? I nawet wskazał miejsce zakopanych zwłok. A może i uczestniczył w tej zbrodni?

– No, bo skąd policja miałaby od razu wiedzieć, w jakich zaroślach, na nieużytkach, w samym centrum miasta, szukać całkowicie zakopanego ciała? – zastanawia się kolejny z mieszkańców.

– Zwłoki mężczyzny nosiły ślady wskazujące na udział w zdarzeniu osób trzecich – tyle jedynie dodawała wtedy policja. Zabezpieczono ciało 28-latka. Wykonano jego sekcję. Już z wstępnych ich oględzin wynikało, że doszło do zabójstwa. Ciało miało liczne obrażenia. Między innymi głowy.

Policja uzyskała również informację, gdzie mieszka zabójca. Choć służby mundurowe nie chcą zdradzić, od kogo tak szybko otrzymano tę wiadomość.

– Przecież wszyscy o tym wiedzą, to tam… –  pan Antoni wskazuje ręką w kierunku na centrum. – Przecież mieszkali nawet obok siebie. Ten zamordowany i zabójca. Jeden po jednej stronie, a drugi po przeciwnej stronie tej samej ulicy, dobrze się znali.

I pan Antoni dodaje jeszcze:  – Ten, co go zabił, to miał najpierw zgwałcić swoją pasierbicę. A ten 28-latek miał stanąć w jej obronie. No i się doczekał. Grobu!

Pan Antoni nie ma wątpliwości, że ta sprawa, to efekt jakiejś suto zakrapianej alkoholowej libacji.

– Ciekawe, czy żył jeszcze, gdy go zakopywano? Czy zakopywał go już martwego – zastanawia się mój rozmówca.

Policjanci nadal milczeli w tej sprawie, choć przyznawali:  – Jeszcze tego samego dnia, po popełnionej zbrodni, Gieracz opuścił swoje mieszkanie. I zaczął się ukrywać.

Wymykał się pościgowi

Wersji przyjmowanych przez śledczych było kilka. Ale nie ujawniono ich prasie.

– Nie ma kciuka u prawej dłoni – podawano jedynie o Gieraczu, aby w razie czego mógł go ktoś szybko rozpoznać.

 Mieszkańcy wiedzieli jednak swoje: – Na pewno wiele osób jest zamieszanych w tak straszliwą zbrodnię…

Do poszukiwania Gieracza zaangażowano 5 psów tropiących i wykorzystano nawet drona. O wsparcie proszono wszystkie jednostki śląskiej policji. W tym również straż pożarną w całym województwie. Jednym słowem ścigano osobnika bardzo niebezpiecznego, którego należało się raczej bać, niż udzielać mu jakiejkolwiek pomocy i schronienia. Przeglądano również wszystkie monitoringi. Zarówno miejskie, jak i te prywatne. Bez skutku.

Gieracz wymykał się pościgowi. Po czterech dniach poszukiwań w końcu wydano za nim list gończy. Informowano, że jest bardzo niebezpieczny: „może nawet posiadać przy sobie niebezpieczne narzędzie. Był już wcześniej notowany za poważne przestępstwa i odbywał kary więzienia (…)”.

Zwłoki niedoszłego zięcia zakopał płytko w ziemi
Fot. Policja

7 czerwca 2019 roku jeden z funkcjonariuszy siemianowickiej „dochodzeniówki” zrobił wielkie oczy. Jadąc do pracy autobusem ul. Bohaterów Westerplatte, w Bytkowie, dzielnicy Siemianowic Śląskich, zaskoczony ujrzał przez szyby spacerującego beztrosko poszukiwanego listem gończym. Nie miał wątpliwości, że to on. Bowiem charakterystyczny rysopis zabójcy zapamiętał dobrze i dokładnie. Przez telefon komórkowy natychmiast poinformował więc kolegów z wydziału kryminalnego.

– Niemal od razu przyjechał na miejsce patrol operacyjny – mówiła podinspektor Aleksandra Nowara, rzecznik prasowy śląskiej policji. Gieracza zatrzymano w Bytkowie o 7.45. Niedaleko blaszanych garaży. Był kompletnie zaskoczony, kiedy funkcjonariusze z bronią u boku wyskoczyli z wozów operacyjnych, okrążając poszukiwanego. Zaskoczeni byli również przechodnie.

– Nie stawiał żadnego oporu, poddał się od razu – komentowała zatrzymanie Nowara. – I został obezwładniony. Podczas przeszukania znaleziono również u niego składany nóż.

Przeprowadzono potem eksperyment procesowy z jego udziałem. Ze zdjęć policyjnych wynika, że ofiarę, chyba jeszcze żywą, zawlókł w krzaki. I tam dopiero zabił. W trakcie eksperymentu procesowego uderzał trzymanym dużym młotem, który został uwieczniony na policyjnej fotografii. Jak  widać, nie używał składanego noża, który zawsze nosił przy sobie. I wyglądało to na egzekucję 28-latka. Na policyjnych zdjęciach widać również, jak zakłada powróz na głowę manekina, który imitował ciało 28-latka. Potem zapewne wlókł ciało. Aż do wcześniej przygotowanego i wykopanego przez siebie dość wielkiego zagłębienia. Wrzucił tam zwłoki 28-latka i zakopał.

Zabójcy grozi nawet dożywocie.

Roman Roessler 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*