OPRAWCA PROSTYTUTEK Z „GIERKÓWKI”

Najpierw jeździł i obserwował prostytutki przy drodze. Wybierał te, które mu odpowiadały. Potem je bił, maltretował i gwałcił. Jedną z nich, 19-letnią Bułgarkę zabił.

 31-letni Konrad J. miał niewielką firmę dostawczą w województwie mazowieckim. I w siedzibie firmy mieszkał. Miał też dwa samochody dostawcze: iveco i skodę. Z zamówionym towarem często jeździł na Śląsk. Podróżował popularną „gierkówką”, drogą łaczącą Warszawę ze Śląskiem.

Nieodłącznym elementem tej trasy są prostytutki. Szczególnie na śląskim odcinku drogi. Stoją zazwyczaj nieopodal lasów lub wokół mniejszych zagajników. Tam, gdzie łatwo się ukryć i za pieniądze uprawiać seks: w samochodzie lub na zewnątrz. Dziewczyny noszą wyzywające stroje, podkreślające każdy atrybut ciała. Aby zachęcić kierowców do wdepnięcia w hamulec.

Żądza zbrodni

Gdy 31-latek przystawał, najpierw obserwował  kobiety pracujące  przy drodze. Wnikliwie przyglądał się przyszłym ofiarom, którą z nich wybrać. W myślach planował, co zrobi, jak i kiedy uderzy. Rozpoznawał już wszystkie prostytutki. Znał je z widzenia: Polki, Bułgarki, Ukrainki. Stały bez obstawy. Nie wiedziały, że są obserwowane przez niebezpiecznego psychopatę.

– Niejeden tędy przejeżdża, zatrzyma się, popatrzy i pojedzie. Nie wszyscy przecież korzystają – tłumaczy Oksana z Kijowa. –  Są tacy, którzy z daleka robią tylko fotki, a potem odjeżdżają.

Konrad J. często przyglądał się dziewczynom. Zawsze, gdy przejeżdżał tam z towarem. I coraz bardziej nachodziła go ochota. Nie tylko na seks. Coś go jednak zwykle powstrzymywało.

Był 22 maja 2017 roku, gdy kolejny raz zatrzymał się przy trasie w okolicy wiejskiej drogi w kierunku Danielowa, gdzieś pomiędzy Piotrkowem Trybunalskim a Radomskiem. Czuł, że chyba tym razem się nie powstrzyma.

Tego dnia stała tam tylko jedna prostytutka. 19-letnia Jordanka P. Dotychczas jej nie widział.

– Może jest nowa? – zastanawiał się w myślach.

 W każdym razie zaintrygowała go i podnieciła swą szczupłą sylwetką i kusą spódniczką. Jednym słowem, spodobała mu się, zapragnął jej. Podjechał do niej bliżej swoim iveco. Najpierw nawet nie spojrzała w jego stronę. Więc się odezwał: – Za ile? – zapytał obcesowo, gdy opuścił boczną szybę w samochodzie. Coś go wtedy wzięło, i czuł, że już nie ma dla niego odwrotu.

Coś mu pokazała palcami, na migi. Zorientował się, że ma do czynienia z Bułgarką.

– Wsiadaj! – rozkazał. Co ona zrozumiała, i na co się zgodziła.

I od razu ruszyli polnym traktem w kierunku Danielowa. Do tej wsi były z tego miejsca jeszcze ze dwa kilometry i sporo zagajników w pobliżu.  Rozglądał się, szukał odpowiedniego miejsca. Ona też rozglądała się wokół za ustronnym, leśnym zakamarkiem. Przejechali może z kilkaset metrów, gdy Konrad znalazł po lewej stronie drogi odpowiedni, zalesiony skrawek. Wokół nie było żywego ducha. Nieco wjechał samochodem w gąszcz.

– Wysiadaj! – rzekł rozkazującym tonem do Bułgarki.

Spoglądał na nią zachłannie. Podniecał go widok bardzo młodej kobiety. Wtedy znowu coś złego w niego wstąpiło. Zaatakował od razu, gdy dziewczyna była odwrócona do niego. Uderzył ją z całą mocą. 19-latka przewróciła się na leśną ściółkę, po czym rzucił się na nią. Katował  przerażoną dziewczynę. Próbowała się bronić, krzyczała, ale zatykał jej usta. Nikt nie słyszał wołania o pomoc  maltretowanej kobiety. A on nie zaprzestawał bić. Potem zdarł z niej  skąpe ubranie i zaczął gwałcić.  Jordanka w końcu opadła z sił, i nawet przestała się bronić.  Ale on nie ustępował i niewyżyty, nadal ją gwałcił. Pastwił się nad swoją ofiarą.

W końcu ochłonął, ale kobieta nie dawała już oznak życia. Wstał z niej i poszedł do swojego samochodu, gdy w nim usiadł, to uspokoił się nieco. Bez emocji  raz jeszcze spojrzał na leżącą bez ruchu Bułgarkę. Podszedł do niej, i wtedy był już pewien, że nie żyje. Znalazł w aucie resztki kabla i trochę drutu. Związał kobiecie ręce i nogi. Przyniósł  z samochodu szpadel i wykopał w pobliżu dół. Rozejrzał się jeszcze, ale w pobliżu nikogo nie było. Więc zsunął do dołu ciało 19-latki. Zasypał je, rozejrzał się wokół raz jeszcze i odjechał.

Był pewny, że mu się udało.

– Na razie trudno powiedzieć, czym pozbawił życia swoją ofiarę – mówi prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. – Została przez niego wielokrotnie zgwałcona. Zabrał jej jeszcze torebkę, biżuterię oraz telefon komórkowy, które miała przy sobie.

Polował na dziewczyny

 Przez ponad dwa i pół miesiąca nadal jeździł z towarem na Śląsk. Tam i z powrotem. I wciąż obserwował prostytutki. Planował kolejny atak.

11 sierpnia 2017 roku zatrzymał się na obrzeżach Piotrkowa Trybunalskiego obok stojącej tam prostytutki. Tym razem była to Polka, 26 -letnia Krystyna K. Też mu się spodobała. Zaproponował, aby wsiadła do samochodu.

– Pojedźmy gdzieś w ustronne miejsce. Zapłacę ci dobrze – obiecał.

Kobieta nie oponowała. Wiadomo przecież, po co stała przy tej drodze.

Pojechali niezbyt daleko. Konrad zatrzymał auto nieopodal Lasku Belzackiego. I od razu rzucił się na 26-latkę. Z kabiny auta wyciągnął ją na zewnątrz  i powalił  na ziemię. Był w szale. A ona myślała, że to taka gra wstępna. Ale szybko się zorientowała, że to nie są miłosne igraszki.

 – Przestań! Zostaw mnie! – krzyczała, lecz napastnik nie przestawał. Nawet go to podniecało.

– Jak mi nie dasz, to cię zabiję! – wrzeszczał, a agresja w nim  wzrastała.

Był już przygotowany na spełnienie złowieszczej obietnicy. Nawet miał ze sobą sznur. Rzucił  kobietą o trawę i ją skrępował. Wołała o pomoc, lecz nikt jej nie słyszał.

– Uspokój się, bo stracisz życie! – raz jeszcze zagroził i jakby dla potwierdzenia tych słów mocno ją uderzył. To ją uspokoiło, i w końcu mu się poddała.

– Dotkliwie ją zbił i również wielokrotnie zgwałcił – informuje prokurator Ozimek. – Również zabrał jej telefon komórkowy oraz pieniądze. A także drobne przedmioty, które miała przy sobie. Kobieta jednak miała szczęście. Ktoś go spłoszył i w końcu uszła z życiem.

Tym razem Konrad J. czekał już do jesieni. Nikt go nie ścigał. Nikt nadal o nim nie wiedział. Napadnięta na obrzeżach Piotrkowa Trybunalskiego prostytutka milczała ze strachu.

Kolejny raz uderzył w rejonie Dąbrowy Górniczej w województwie śląskim. Ofiarą była kolejna prostytutka. Tym razem wybrał  25-letnią Mariolę B. Zobaczył ją 30 października 2017 roku. Również stała sama przy drodze. Podjechał pewny siebie z gotowym planem w głowie.

– Za ile? – zapytał.

– A co masz? – odpowiedziała pytaniem, i wsiadła do jego samochodu, tym razem do dostawczej skody.

Ledwie odjechali kawałek, zagroził przerażonej sytuacją kobiecie: – Zamorduję cię, jeżeli mi nie dasz, i nie zrobisz tego, co zechcę.

Po czym skrępował 25-latkę i pobił. Wielokrotnie ją też zgwałcił. A gdy odzyskiwała przytomność, nachylał się nad nią za każdym razem, i cedził: – Jeżeli choć słowo piśniesz, to dopadnę cię i zginiesz!

Kobieta przestraszyła się nie na żarty. Przysięgała na wszystkie świętości, że nic nikomu nie powie. Wiedział, że będzie miał spokój. Zabrał jej wszystkie rzeczy z torebki. Pieniądze i komórkę również. Po czym uciekł.

Mariola, tak jak obiecała, nic nikomu nie powiedziała. Tymczasem Konrad  grasował nadal wzdłuż „gierkówki”.

Zablokowana ucieczka

Po dwóch miesiącach, po świętach bożonarodzeniowych, tuż przed sylwestrem 2018 roku, znów ruszył dostawczą skodą na łowy. 29 grudnia 2017 roku pogoda mu sprzyjała. Kilkanaście kilometrów przed Częstochową, tuż przed Wikłowem, spostrzegł przy zjeździe w boczną dróżkę samotnie spacerującą młodą kobietę, drobnej budowy ciała, w dość wyzywającym jak na te porę roku stroju. Był pewien, że to prostytutka. Nie pomylił się, gdy do niej podjechał.

– Chcesz? – łamaną polszczyzną zapytała Penka Ch., 26-letnia Bułgarka.

Konrad J. zgodził się od razu.

– Wtedy wsiadła do jego samochodu, uzgodnili cenę i rodzaj usługi, i pojechali kilkadziesiąt metrów dalej, w głąb lasu – przypomina prokurator Ozimek.

31-latek rozejrzał się, jak to zwykle w takich sytuacjach, czy nikt go nie obserwuje. Ale nie dojrzał nikogo w leśnych zaroślach.

Był przygotowany do kolejnej zbrodni.

– Miał przy sobie kabel oraz kajdanki, które gdzieś zdobył – przypomina prokurator.

Przewrócił Bułgarkę  na zmarzniętą leśną ściółkę. Przerażoną atakiem okładał tak długo, aż przestała się bronić. Wtedy zerwał z niej ubranie i zaczął gwałcić. Krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. A on gwałcił, nie zwracając uwagi na jej coraz słabszy opór. A gdy już się zaspokoił, wrzucił, niczym worek, kobietę do bagażnika skody, krępując jej nogi i ręce kablem. Dodatkowo skuł ją jeszcze kajdankami.

Nie wiadomo, jaki los spotkałby 26-letnią Bułgarkę, gdyby nie jej koleżanka.

Nadjechała właśnie z przeciwnej strony leśnej dróżki. Przyjechała ze znajomymi samochodem. Dostawcza skoda Konrada została w ten sposób przyblokowana. Nie mógł jej nawet wycofać. Spostrzegłszy więc w oddali zbliżające się sylwetki, wyskoczył ze swego pojazdu i uciekł.

Koleżanka Bułgarki i osoby jej towarzyszące oswobodziły Penkę Ch.

Ale już nie dopadli zbiega, który jednak pozostawił samochód na miejscu.

– Nie uciekł daleko – przypomina rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. – Jeszcze tego samego dnia został zatrzymany przez policjantów. Przeszukano jego mieszkanie i pomieszczenia, z których korzystał. To w nich odnaleziono telefony komórkowe, torebki, biżuterię oraz inne przedmioty, które, jak się później okazało, należały do kobiet świadczących usługi seksualne przy drodze.

Najpierw Konrad J. przyznał się do zarzucanych mu czynów.

– Ciało 19-letniej Bułgarki było zakopane płytko w ziemi – podają w prokuraturze.

Prokuratura nie ujawnia, w jaki sposób natrafiono na zwłoki 19-latki, gdyż w końcowym etapie śledztwa Konrad J. zmienił zeznania.

– Nie zabiłem tej Bułgarki –  oznajmił śledczym.

– W wydanej opinii biegli lekarze psychiatrzy stwierdzili, że w chwili dokonania zarzucanych mu czynów był poczytalny – mówi prokurator. – Natomiast na podstawie opinii biegłych psychologów stwierdzono, że oskarżony spełnia psychologiczne kryteria seryjnego sprawcy działającego z motywacji seksualnej.

Konrad J. nie był w przeszłości karany. Nie wiadomo jednak, czy nie dokonał innych napadów na kobiety i innych nieujawnionych dotychczas zbrodni.

– Tego również nie można wykluczyć – informują w prokuraturze.

4 lipca 2019 roku do częstochowskiego sądu skierowano akt oskarżenia przeciwko Konradowi J.

– Przestępstwo zabójstwa, popełnione w związku z dokonaniem zgwałcenia, jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 12 do 15 lat, karą 25 lat pozbawienia wolności albo karą dożywotniego pozbawienia wolności – przypomina prokurator Ozimek. – Przestępstwo zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 5 do 15 lat.

Roman Roessler

Imiona oraz inicjały nazwisk kobiet zostały zmienione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*