Pies z krwi i kości

Boom na kryminalne powieści trwa. Dotyczy to zarówno polskich autorów, magicznie mnożących się na rynku wydawniczym, jak i obcojęzycznych tytułów, zalewających półki księgarni. Pośród tej wielości literackich propozycji warto wyróżnić książkę inną, odmienną od fabularnych historii kreowanych na planie zbrodni, której wyjaśnienie dokonuje się na naszych oczach.

Dominującym lejtmotywem „Bezpańskiego. Ballady o byłym gliniarzu” Jakuba Ćwieka i Adama Bigaja jest spojrzenie na świat policyjnej służby od środka, oczami samego, prawdziwego z krwi i kości policjanta. W tym przypadku, jakże wyjątkowym dla poczytnego autora powieści głównie obracających się wokół motywów fantastyki, w sposób niespotykany, daleki od dotychczasowych dokonań, pisarz oddał głos policyjnej braci, sobie zostawiając jedynie rolę inicjatora i odbiorcy snutej opowieści. Dzięki takiemu zabiegowi Jakuba Ćwieka czytelnicy otrzymali sporą dawkę prawdziwego obrazu policyjnej służby. Obecność pisarza w tym projekcie sprowadza się do postawy dla niego nietypowej, bo niepozwalającej na snucie fikcyjnej narracji, lecz zamkniętej w przestrzeni cudzej historii.

To historia jednego gliniarza, Adama Bigaja. Psa, jak z dumą pozwala mówić o sobie, dodając gorzko i tytułowo, bezpańskiego. A nie byle jaki to pies. Gdyby w tej przenośni szukać także rodowodu, pewnie nie znajdziemy odpowiednich certyfikatów i świadectw. Są one bowiem ukryte w zawodowej ścieżce Bigaja, obejmującej 35 lat służby, przede wszystkim w pionie kryminalnym. To gliniarz z krwi i kości, ps. „Księciunio”, w latach 90. kierownik sekcji zabójstw na wrocławskim Starym Mieście, a później wieloletni naczelnik wydziału kryminalnego na Rakowcu. Jak mało kto predysponowany do przedstawienia rzeczywistego obrazu roboty kryminalnych. To mięsista, pełna realizmu, chwilami brutalna, bardzo często gorzka, ale nader szczera narracja. A przy tym wyjątkowo prawdziwa na poziomie językowym, za co jestem wdzięczny Jakubowi Ćwiekowi, że nie poddał opowieści Bigaja nadmiernej pracy literackiej. Dzięki temu „Bezpański” w każdym wymiarze – językowym, narracyjnym, tematycznym – emanuje, jakże rzadką na rynku wydawniczym, autentyczną otwartością opowiadanej historii.

Ćwiek pozwala nam zobaczyć służbę kryminalnego taką, jaka jest naprawdę, w żaden sposób nie odbierając szansy na poznanie emocjonalnej strony narratora. Ta u Bigaja jest nawet lejtmotywem całej książki, co dobitnie pokazuje „Prolog”, niejako ustawiając i „Księciunia”, i czytelnika w odpowiednim miejscu przedstawionej historii. To wyraz najwyższej szczerości ich wspólnej książki, bolesny, bo dotykający spraw polityki i etyki, hołdowania nie zasadom i wartościom, lecz ludziom i fałszywym ideom. Nie zdradzając więcej, powiem tylko: kto wie, czy to nie jest jej największa wartość. Oczywiście poza jej warstwą opisową, oddającą wszystkie barwy i smaki kryminalnej roboty. Prawdziwie bezpański pies – a co to znaczy tak naprawdę, każdy czytelnik będzie mógł sobie odpowiedzieć po przeczytaniu książki.

W przypadku Ćwieka i Bigaja, wydawcy przywołują chwytliwe hasło, mówiące o prawdziwości świata przestępstw i zbrodni bez cenzury. I nie jest to chwyt reklamowy, ale prawdziwa wartość tych policyjnych opowieści. Adam Bigaj może snuć swoją opowieść na kartach książki swobodnie, bo podległość służbowa już go nie dotyczy.  Tym bardziej życiorys i książka warte poznania!

Leszek Koźmiński

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*