KOSZMAR W KOLEJOWEJ SORTOWNI

Kilkadziesiąt godzin spędziła mieszkanka Chełmży w dawnej sortowni PKP w tym mieście. Była przywiązywana do znajdujących się tam sprzętów, została pobita i zgwałcona. ej oprawcy grozi nawet dożywocie.

Chełmża to kilkunastotysięczna miejscowość w pobliżu Torunia. Stacja kolejowa znajduje się nieco na obrzeżach miasta. Nadal przyjeżdżają tu pociągi, ale mniej niż kiedyś, więc i budynków nie potrzeba tylu, co dawniej. Dlatego w okolicach dworca znajduje się kilka kolejowych pustostanów z charakterystycznej czerwonej cegły. Jak mówi kolej, są zabezpieczone przed postronnymi osobami, bo są kłódki i zabite dechami okna i drzwi. Ale to nie jest przeszkoda, żeby się tam dostać. Wystarczy średniej jakości łom.

Aniołem nie jest

Jednym z pustostanów jest budynek dawnej sortowni pocztowej, do którego kobieta trafiła w piątek 7 czerwca tego roku.

– Znalazła się tam z własnej woli – uchyla nieco szczegółów ze śledztwa Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy toruńskiej Prokuratury Okręgowej.

Dlaczego tak się stało? Pewnie dlatego, że kobieta miała skłonności do przebywania w nieco szemranym towarzystwie.

– Ona nie jest aniołem. Zabrano jej dzieci, lubi wypić, ale to nie jest jeszcze powód, żeby kogoś katować – komentują mieszkańcy Chełmży.

W pewnym momencie na drodze życia tej mieszkanki Chełmży pojawił się 31-letni Adrian K., który siedem i pół roku przesiedział w więzieniu za śmiertelne pobicie mężczyzny. Wyszedł na wolność trzy lata temu.

– Jak twierdzi mój klient, łączyła ich typowa relacja, jakie są pomiędzy kobietą i mężczyzną – powiedział po posiedzeniu w sprawie aresztu tymczasowego dla Adriana K. jego obrońca, Mariusz Lewandowski.

 Uciekła oprawcy

I te normalne – jak twierdzi Adrian K. – relacje doprowadziły do tego, że w sobotę 8 czerwca, po wielu godzinach przetrzymywania, kobiecie udało się uciec z pustostanu przez piwnicę. Na szczęście, kiedy pojawiła się na ulicy, ktoś ją szybko zauważył i wezwał pogotowie, bo słaniała się na nogach i miała świeże rany na głowie.

Kobieta została przewieziona do szpitala, a lekarze od razu wezwali policję. Jej stan był poważny. W pewnym momencie zagrażał nawet jej życiu. Oprócz obrażeń głowy miała też wewnętrzne, między innymi uszkodzone nerki.

– Policjanci przesłuchali w tej sprawie świadków i wykonali oględziny w miejscu jej przetrzymywania. Funkcjonariusze rozpoczęli również poszukiwania osoby, którą kobieta wskazała jako sprawcę. Mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy w niedzielę rano w mieszkaniu jednego z członków rodziny – mówi Wojciech Chrostowski z toruńskiej policji.

Jeszcze w niedzielę Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, polecił Prokuraturze Krajowej objąć nadzorem śledztwo w tej sprawie.

– Prokurator generalny polecił, by po ujęciu sprawcy rozważyć przedstawienie mu zarzutu obejmującego między innymi gwałt ze szczególnym okrucieństwem i pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem. A jeżeli ustalenia dowodowe na to pozwolą, rozpatrzeć także zarzut usiłowania zabójstwa w zamiarze ewentualnym – poinformował wtedy Jan Kanthak, rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości.

Milczenie bestii

W poniedziałek przed południem śledztwo w sprawie przetrzymywania, pobicia i zgwałcenia kobiety w Chełmży przejęła Prokuratura Okręgowa w Toruniu. Śledczy też od razu wystąpili do sądu z wnioskiem o szczegółowe jej przesłuchanie, ponieważ tylko on w tej sytuacji może to zrobić. Spowodowane to jest procedurami dotyczącymi postępowania z ofiarami gwałtów. Mogą one zeznawać tylko raz, żeby nie pogłębiać ich traumy. I muszą to zrobić sędziowie, a do prokuratury trafia jedynie protokół z takiej czynności.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem 31-latkowi postawiono kilka zarzutów. Najpoważniejszy, to usiłowanie zabójstwa kobiety. I tylko za to grozi mu nawet dożywocie. Kolejne dotyczą zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem,  pozbawienia wolności ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania poważnych obrażeń ciała.

– Podejrzany nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Wysłano też do sądu wniosek o jego tymczasowe aresztowanie, ponieważ grozi mu wysoka kara i nie ma stałego miejsca zameldowania – mówi Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu, który stwierdził też, iż kobieta była niejako torturowana między innymi przy pomocy zapalniczki i długopisu.

Następnego dnia sąd w Toruniu przychylił się do wniosku prokuratury i tymczasowo aresztował Adriana K. na trzy miesiące. Również w czasie aresztowego posiedzenia w sądzie podejrzany, tak samo jak podczas przesłuchania w prokuraturze, nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Może do czasu procesu zmieni zdanie.

Waldemar Piórkowski

Fot. 2 Adrian K. jest doskonale znany polc

Fot. Policji

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*