MODLISZKA Z NOŻEM

Była pielęgniarką, a zarazem okrutną kobietą. Gdy popiła, to atakowała nożem mężczyzn. Trafiła za to za kraty. Chciała zabijać i w końcu jej się to udało. Zabiła tego, który ją przygarnął, dał dach nad głową.

 – Miała  rzadki dar zjednywania sobie mężczyzn, różnych zresztą – mówią o 43-letniej Magdalenie G. policjanci w Legnicy. – Najczęściej zabierała się za samotnych, z mieszkaniem. Lubiła takich. Jak już się zadomowiła, to wybuchały awantury i dochodziło do rękoczynów.

Życie z awanturnicą

 Pierwszego, do którego się wprowadziła, o mało nie poszatkowała na drobne kawałki. Ale wykaraskał się, przeżył, a ona uciekła. Gdy ją poszukiwano, poznała następnego i ukryła się w jego mieszkaniu. Ale również ta znajomość zakończyła się fatalnie, bo znowu sięgnęła po nóż. Mężczyzna ledwo uszedł z życiem. W końcu schwytali ją policjanci, i za dwóch pociętych w Legnicy mężczyzn, trafiła na rok za kraty.

Gdy w grudniu 2018 roku 43-latka wyszła z więzienia, nie miała gdzie mieszkać. Krążyła więc przez kilka dni po okolicy, ale nikt jej nie chciał przygarnąć. Znajomi obawiali się przyjąć pod swój dach taką awanturnicę.

Znalazł się jednak ktoś, kto ją ugościł we własnym mieszkaniu. Był to Stanisław H. przyjaciel z dawnych lat. Miał do niej słabość. Był znacznie młodszy od niej. A przy tym samotny. Znali się jeszcze z czasów, gdy Magdalena G. pracowała w legnickim szpitalu.

No i zagnieździła się, u niego w mieszkaniu. Tak, jak to miała w zwyczaju.

– Wcześniej u Staszka było spokojnie, ale kiedy pojawiła się tam ta baba, awanturom nie było końca – mówią sąsiedzi z kamienicy przy ulicy Reymonta w Legnicy. Awantury i bijatyki stawały się codziennością. Do mieszkania spokojnego dotychczas Stanisława H. przychodzili różni ludzie. Szczególnie znajomi Magdaleny H. Sprowadzała ich i bawiła się z nimi. Gospodarz był mniej rozrywkowy.

– W związku z przebytą wcześniej operacją nogi miał problemy z poruszaniem się – przypomina Lidia Tkaczyszyn, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

19 stycznia 2019 roku chciał swej partnerce zrobić przyjemność i zaprosił kolegów. Jak przybyli, tak pili. Był alkohol. Ale impreza nie trwała długo. Koledzy szybko poszli, a Magdalena wpadła w szał i zaczęła dokuczać Stanisławowi.

– Ty gnoju! – wrzeszczała na swego partnera. – Bo z tobą jest zawsze tak samo. Tylko straszysz wszystkich znajomych tym swym kalectwem!

 Czekała aż umrze

 Wyrzucała mu, że nie ma  z nim zabawy i żadnej przyjemności. A, że na stole leżał nóż kuchenny, chwyciła za jego rękojeść.

– Ugodziła nim mężczyznę – przypomina prokurator. – Dźgała go wielokrotnie. Zadała sześć ciosów. W klatkę piersiową, po stronie lewej oraz w lewe ramię. Były to rany kłute i cięte. Uszkodziła również narządy wewnętrzne, w tym serce mężczyzny.

Ze względu na problemy z poruszaniem się, Stanisław nie miał jak bronić się przed atakami. Magdalena z nożem w ręce skakała wokół swej ofiary. A potem, przez dwie kolejne godziny Stanisław H. konał w swoim mieszkaniu, podczas gdy jego lokatorka dzwoniła do znajomych, i załatwiała swe sprawy. Nie wspomniała nikomu, co zaszło w mieszkaniu Stanisława. Jedynie czekała, aż mężczyzna umrze. Czas mijał, lecz on nadal żył, i nawet się ruszał. Wtedy dopiero zadzwoniła do jego matki.

– Twój syn jest ranny, przyjedź sobie do niego  – poinformowała beznamiętnie.

Matka Stanisława H. poznała kiedyś Magdalenę G., ale nie była zachwycona tą kobietą. Więc w kilkanaście minut po telefonie pojawiła się w kamiennicy na  ulicy Reymonta. W tym czasie Magdalena G. nadal załatwiała przez komórkę swoje biznesy.

– Co mu zrobiłaś?! – krzyczała zrozpaczona matka, widząc swego, zwijającego się z bólu, krwawiącego syna. Natychmiast wezwała pogotowie.

– Ty suko! – ryknęła jeszcze na 43-latkę, a ta jedynie roześmiała się kobiecie prosto w twarz.

– Jak powiesz policji prawdę, to cię zabiję – zagroziła starszej kobiecie Magdalena G. – Powiesz, co ci każę – rozkazała. Matka Stanisława H. miała powiedzieć policji, że jej syna przywiózł w takim stanie ktoś do domu. Ale matka  Stanisława nie przestraszyła się Magdaleny G. i gdy przyjechała policja, opowiedziała funkcjonariuszom całą prawdę.

– To ona zrobiła – powtarzała i wskazywała na 43-latkę. – To ona go tak urządziła.

– Działała z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia swego partnera, i zamiar ten w końcu zrealizowała – podkreślają w prokuraturze, bowiem pomimo przeprowadzonej w szpitalu operacji, Stanisław H. zmarł, a Magdalena G. nadal nie przyznawała się do winy.

– To nie ja! – stwierdziła  przesłuchiwana i odmówiła składania jakichkolwiek wyjaśnień.

– Działała w warunkach recydywy – przypominał prokurator.

 Jak z tego widać, gdy 3 grudnia 2018 roku opuściła zakład karny, nie za długo cieszyła się wolnością. Za zabójstwo grozi jej 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocie. Ponadto za zmuszanie starszej pani do fałszywych zeznań, może otrzymać dodatkowo 5 lat.

Roman Roessler

Imię i inicjały ofiary zostały zmienione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*