CZEKAM NA NIEGO KAŻDEJ NOCY

22-letni Mateusz Bogacki ze Starych Świerczyn pod Brodnicą uważany jest za zaginionego od 11 sierpnia, gdy wyszedł z domu swojej koleżanki mieszkającej przy brodnickiej ulicy Przykop. Widziany miał być jednak jeszcze następnego dnia w jednej z restauracji typu kebab. Znalezienia mężczyzny nie ułatwia jego najbliższa rodzina.

Z bratem Mateusza, Dawidem kontaktowaliśmy się kilka dni po zaginięciu mężczyzny. Zgodnie z jego relacją, Mateusz Bogacki miał wychodzić z domu w Starych Świerczynach około godziny 9 w niedzielę 11 sierpnia. Następnie taksówką lub autobusem miał pojechać do swojej partnerki do Brodnicy. Dawid prosił, aby nie pisać, że Mateusz pojechał do partnerki, bo kobieta ma jeszcze na razie męża.  Jak mówi brat zaginionego, około godziny 12, 22-latek miał wychodzić od niej zdenerwowany. Z kolei o 12.27 Mateusz miał dzwonić do swojej babci z prośbą o pozostawienie obiadu. Jeszcze później miał kontaktować się telefonicznie ze swoim kolegą, informując go, że pociął sobie ręce i nogi i leci mu krew. Jak dodaje Dawid, 12 sierpnia, między 11.00 a 12.00  jego brat miał być widziany z Ukraińcami w barze przy ulicy Lidzbarskiej w Brodnicy. Zgodnie z relacją brata, Mateusz miał 13 sierpnia wyjechać do pracy do Francji. W domu jednak zostawił ubrania, a dokumenty tożsamości miały wypaść mu w aucie jego cioci. Co ciekawe, Mateusz miał wiedzieć o pozostawieniu tych dokumentów, ale nie zamierzał po nie wracać.

Sprzeczna relacja

Większości z podanych przez brata informacji zaprzecza koleżanka Mateusza, u której był 11 sierpnia. Mówi, że ona i Mateusz nie byli parą. Wskazuje, że jest mężatką i ma dwójkę dzieci, jej mąż pracuje za granicą. Mateusz był świadkiem na ich ślubie, jest chrzestnym ich syna. Z kolei jego brata Dawida zna, ponieważ jego żona wiozła ich na ślub. Reszty rodziny Mateusza nie zna.

Ewelina poddaje w wątpliwość wiedzę Dawida o tym, co 11 sierpnia robił Mateusz. Podkreśla, że bracia nie mieszkali razem. W Starych Świerczynach Mateusz mieszkał wraz z babcią, a także z ciocią i wujkiem. Zaginiony 22-latek miał kiepski kontakt z bratem Dawidem i z matką, z którą od dawna nie mieszkał. Kobieta nadużywa alkoholu. Trójkę swoich pozostałych dzieci także nie wychowuje, są w rodzinie zastępczej. Właśnie z uwagi na słaby kontakt braci, wątpliwe jest, aby  bracia rozmawiali o planach wyjazdu za granicę Mateusza.

W rozmowie z „Reporterem” Ewelina mówi o tym, co wie o ostatnim dniu, gdy Mateusz kontaktował się z bliskimi. Do niej mężczyzna przyjechał taksówką około 9.40. Nie pamięta, o której wyszedł, ale wie, że o  11.13 pisał, czy może jeszcze wrócić. Podkreśla, że między nimi nie doszło do żadnej kłótni, a oni nawet nie mieliby się o co kłócić. Spotkanie minęło zupełnie zwyczajnie. Zaznacza, że często ją odwiedzał, ale nie byli żadną parą.

– Miałam mu drzwi zamykać? – pyta. Nic nie wie o tym, aby Mateusz miał w najbliższym czasie wyjeżdżać za granicę. Nie wierzy także w to, aby mógł sobie zrobić krzywdę.

– Do dzisiaj wierzę, że nic sobie nie zrobił – mówi i dodaje, że uważa, iż mężczyzna żyje. Przyznaje, że zdarzyło mu się palić marihuanę. Z tego dnia w zasadzie nic więcej nie wie.

Widziałeś Mateusza?

Są jednak fakty, które mogą być zasadnicze dla sprawy. Po Brodnicy chodzi mężczyzna w ubraniach zaginionego Mateusza. Jest to jego brat Dawid, który w dodatku w nocy puka w okna domu Eweliny, wystylizowany na zaginionego. Dawid mówi, że chce w ten sposób wraz z policjantami zmylić społeczeństwo. Brodnicka policja jednak nic o takim rzekomym wsparciu nie wie.

Ponadto Dawid mówił Ewelinie o liście napisanym przez Mateusza rzekomo do niej. Gdy poprosiła o niego, aby policja mogła sprawdzić, czy jest to pismo Mateusza, Dawid przestał o nim wspominać.

Z kolei innego dnia przychodził do Eweliny i mówił, żeby się nie martwiła, bo to nie jest jej wina.

Prawdziwość relacji Dawida można poddać w wątpliwość, tym bardziej, że nawet idąc wcześniej do więzienia, wymyślał policjantom, że ma nowotwór mózgu. Od kilku minionych już lat, wciąż żyje.

Zachowanie brata zaginionego może być efektem spożywania narkotyków, choroby psychicznej lub wybujałej wyobraźni, ale pewne jest jedno – utrudnia śledztwo i wzbudza podejrzenia.

Także zachowanie matki zaginionego jest co najmniej dziwne.

– Zadzwoniłam do matki Mateusza, czy pomoże w poszukiwaniach, to zostałam zbluzgana – twierdzi Ewelina. Zdarzało się, że matka zaginionego 22-latka wydzwaniała do młodej kobiety pod wpływem alkoholu. Wtedy także ją wyzywała od najgorszych.

Szuka fundacja i policja

Po otrzymaniu zgłoszenia o zaginięciu 13 sierpnia, brodniccy policjanci sprawdzają nagrania, rozmawiają ze współpracownikami Mateusza, pracodawcą. Kontaktowali się także z właścicielem baru przy ulicy Lidzbarskiej oraz z pracownikiem, który 12 sierpnia miał obsługiwać Mateusza. Barmanka nie zauważyła żadnych śladów po samookaleczaniu. Warto dodać, że znała wcześniej Mateusza, bo często przychodził do tego baru. Pamiętała nawet, że tego dnia płacił gotówką.

Poszukiwania zorganizowane przez Fundację Na Tropie

O prowadzonych czynnościach policja nie informuje już i Eweliny. Gdy poprosiła o przeszukanie łąk, policjant powiedział, że nie powinna im mówić, co mają robić.

Jednak „Reportera”  policja poinformowała, o swoich działaniach:

– Zabezpieczone nagrania z monitoringu nie wniosły nic do sprawy, nie ustalono, w którym kierunku oddalił się Mateusz – informuje nas Agnieszka Łukaszewska, oficer prasowy z Komendy Powiatowej Policji w Brodnicy. – Żadna z osób, która miała z nim kontakt, nie potwierdziła, aby Mateusz miał myśli czy skłonności samobójcze. Sprawdzany jest również ten wątek wyjazdu Mateusza do innego kraju. W dalszym ciągu prowadzimy czynności poszukiwacze, są to również czynności niejawne, o których pisać nie mogę – dodaje.

Poszukiwania Mateusza prowadziła także Fundacja Na Tropie. W akcji zorganizowanej przez Fundację brał udział także brat zaginionego Mateusz, niestety był pijany. W poszukiwaniach uczestniczyła także jego matka, wolontariusze Fundacji, policjanci, strażacy i mieszkańcy miasta. Poszukiwania rozpoczęli od ulicy Lidzbarskiej, przy której znajduje się bar, w którym Mateusz miał być widziany już po swoim zaginięciu. W poszukiwaniach nie brała udziału Ewelina, która nie miała z kim zostawić dzieci. Wciąż jednak martwi się o Mateusza. Każdej nocy ma włączone światło, na wypadek gdyby wrócił. Pisze do wróżek z prośbą o pomoc i  informacje o zaginionym koledze.

Czekam na niego  przy lampce nocnej. Mateusz nie wraca jednak od ponad dwóch miesięcy – dodaje ze smutkiem Ewelina.

Telefon Mateusza od czasu zaginięcia jest nieaktywny. Ostatnie logowanie telefonu zaginionego 22-latka było w dniu zaginięcia.

Osoby, które mają wiedzę o zaginionym, proszone są o kontakt z policją lub Fundacją Na Tropie – 502 226 215, 46 862 15 82, fundacja@natropie@org.

Karina Knorps

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*