NIKOLA WYBRAŁA ŚMIERĆ

Tak długo uporczywie nękali i znieważali 15-latkę, aż ta wyskoczyła z balkonu na piątym piętrze budynku w Bytomiu. Zginęła  na miejscu. Czy ktoś nakłonił ją do odebrania sobie życia? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy.

Był bardzo ciepły czerwcowy wieczór 2017 roku. Nagle furkot lecącego z góry ciała przeszył powietrze, po czym rozległo się głuche uderzenie o chodnik. Natychmiast na balkonach pojawili się  mieszkańcy centrum Szombierek, dzielnicy Bytomia. Obok 10-piętrowego budynku leżało zakrwawione ciało 15-letniej  Nikoli W. Dziewczyna nie ruszała się, nie dawała oznak życia. Pod blok podbiegali przypadkowi przechodnie, wybiegli mieszkańcy. Wezwano pogotowie. Pomimo reanimacji, dziewczynka zmarła. To tragiczne wydarzenie wstrząsnęło Szombierkami.

Nękana i znieważana

 – Dlaczego wyskoczyła? – zadawano sobie pytania. – A może ktoś zepchnął tą małą?

Na początku śledztwa te same pytania postawiła sobie bytomska prokuratura. Nic nie wskazywało jednak na udział w tym dramacie osób trzecich. 15-latka była uczennicą jednego z bytomskich gimnazjów. Rozpytywano uczniów tej szkoły, jej dyrektorkę oraz nauczycieli. W szkole mieli o Nikoli W. dobrą opinię.

– Może nie należała do najlepszych uczennic, ale przechodziła do następnej klasy bez większych problemów – usłyszał o gimnazjalistce prokurator. – Z natury była otwarta, zawsze uśmiechnięta, i zawsze z odwagą wyrażała swoje poglądy.

Dyrektor szkoły zadawała sobie pytania, o przyczyny tak dramatycznego kroku. Pytali również nauczyciele oraz koledzy i koleżanki. Ci ostatni mieli na ten temat jednak więcej do powiedzenia. Okazało się, że pewne sprawy w gimnazjum wymknęły się spod kontroli.

Oprócz prokuratury do akcji wkroczył Wydział III Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Bytomiu, który 18 stycznia 2018 roku wszczął z urzędu postępowanie, celem ustalenia, czy inni uczniowie wobec nieżyjącej 15-latki: „dopuścili się czynów karalnych przez to, że w okresie od 2016 r. do 2017 r. w Bytomiu działając wspólnie i w porozumieniu, uporczywie nękali i znieważali małoletnią również z uwagi na jej przynależność rasową, co wzbudziło w niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia i istotnie naruszyło jej prywatność”.

– W klasie dokuczało się dziewczynom – przyznawał jeden z uczniów tego gimnazjum. – Ale nie było to specjalnie – dodawał. – Jedynie tak dla żartów.

Młodzież jednak przesadziła. Wobec Nikoli padały różne nieprzyjemne  określenia: „Cygan”, Czarnuch” „Bambus”, „Arab” „Murzyn”, „Zamachowiec”. – Masz wyjechać do Afryki! – wołano za 15-latką. Padały również inne, bardziej obraźliwe określenia.

Gimnazjalistka różnie na nie reagowała.

– Najczęściej uśmiechem – powtarzali koledzy. – Miała spory dystans do siebie. Potrafiła się z siebie nawet śmiać – dodawali.

Czy jednak jej byli  koledzy mówią o niej całą prawdę?

Okazało się, że Nikola W. miała czasami lekceważyć takie określenia, ale bywało, że miała już tego wszystkiego serdecznie dość.

– Nie chcę, byście się tak do mnie więcej zwracali! – krzyczała wtedy ze złością, ale nikt jej nie słuchał. Gdy to nie skutkowało, i ktoś ją nadal dręczył psychicznie, nie była dłużna. I też obrażała innych, sprowokowana do takiej reakcji, której sama nigdy nie akceptowała. Takie odpowiedzi nigdy nie leżały w jej naturze.

– Odczep się, mogę być, kim chcę – odpowiadała swym młodym prześladowcom również i w ten sposób.

Towarzystwo z bramy

 Zdarzało się jednak, że płakała coraz więcej i częściej. Płakała w domu, w swoim pokoju, w obecności matki i płakała również u swej najserdeczniejszej przyjaciółki.

Jak podają sądowe dokumenty, matka Nikoli interesowała się córką. I dbała o nią i jej wychowanie. Gdy 15-latka pierwszy raz poskarżyła się matce na rówieśników z klasy, że ją prześladują, ta natychmiast zareagowała, ale córka prosiła:  – Nie interweniuj mamo, sama sobie z tym poradzę.

Odważna i ambitna 15-latka nie chciała zapewne, aby po interwencji matki w szkole, jeszcze bardziej śmiano się z niej na szkolnych korytarzach. Ale matka zaryzykowała i opowiedziała o wszystkim wychowawcy. I ten krok wtedy wydawał się rozsądny, bo od tego momentu na jakiś czas stosunek klasy do Nikoli jakby się zmienił.

– Nie zamierzaliśmy jej nigdy dręczyć – powtarzali uczniowie najbardziej oskarżani o prześladowanie 15-latki. – Traktowaliśmy dogryzanie, jak zabawę, nic więcej.

Ale chyba ta zmiana w klasie nie była do końca szczera, skoro 15-latka zaczęła poszukiwać przyjaciół poza szkoły.

W aktach sądowych czytamy: „Na początku marca 2017 r. w pobliskiej bramie zaczęła się spotykać z towarzystwem w wieku od 15 do 20 lat”.

– To prawda – dodają mieszkańcy. – Pito w tej bramie, palono papierosy, zażywano narkotyki wiedzieli o tym wszyscy wokół.

Wiedziała o tym również matka Nikoli, i to wtedy zaczęła szczególnie kontrolować córkę. Rozmawiała z nią, dyscyplinowała, tłumaczyła. Badała nawet alkomatem, czy aby nie pije. Spokojna dotychczas, uczynna i grzeczna nastolatka zdecydowała się na towarzystwo spoza klasy, z bramy. I tam zaczęła teraz spędzać czas wolny od nauki. Zakochała się nawet w jednym z chłopców. Matka prosiła, błagała. Nie skutkowało. Trudno było przecież zamknąć 15-latkę w domu, i ograniczać jej w ten sposób wolność, tym bardziej, że codziennie, regularnie, uczęszczała do szkoły. Nikola powoli zaczęła wymykać się matce spod kontroli.

Z akt sprawy wynika, że również i w tej bramie nie spotkała przyjaciół. Poznała tam wprawdzie chłopaka. Umieściła nawet na udach tatuaż z jego inicjałami.

– Odejdź, nie podobasz mi się – odparł jej w końcu, nie odwzajemniając gimnazjalistce uczuć, gdy na niego naciskała. Załamała się wtedy. Nie skarżyła się jednak nikomu. Rozpaczała w skrytości i w marcu 2017 roku pocięła się nawet na udzie, chcąc w ten sposób usunąć inicjał chłopaka. A potem na portalu społecznościowym napisała o nim: „Nie chcę o Tobie pamiętać choć kocham Cię całym sercem”.

 – W kwietniu 2017 roku pokłóciła się z matką i po raz pierwszy chciała wyskoczyć przez okno, ale potem wyobraziła sobie, jak jej mama z tego powodu płacze – słowa jej jedynej serdecznej przyjaciółki mogą świadczyć, że młoda psychika gimnazjalistki miała już dość życia, nawet tych nowych „przyjaciół”.

Z dokumentacji wynika także, że w maju 2017 roku chłopcy z klasy nadal jej dokuczali, a z uwagi na trudności emocjonalne Nikola  została od 5 maja 2017 roku objęta pomocą psychologiczno-pedagogiczną.

W końcu w jej sprawie zorganizowano w gimnazjum zebranie dla rodziców i przeprowadzono w klasie lekcję wychowawczą, na której rówieśnicy przyznali się oficjalnie, że dokuczali 15-latce.

– Ale nie robiliśmy tego celowo – powtarzano w kółko, jak jakąś mantrę. Przeprosili więc ją oficjalnie, a Nikola te przeprosiny przyjęła. I zdawało się, że wreszcie zapanował w klasie rzeczywisty spokój, i wszystko wróciło do normy.

– Nikola przestała się skarżyć – powiedziała potem jedna z nauczycielek. – Po tej lekcji wychowawczej zdawała się być pogodzona ze wszystkimi i sprawiała wrażenie zadowolonej. Po tym były nawet organizowane dwie wycieczki, na których nic nie wskazywało, że pomiędzy nią a resztą uczniów mógł istnieć kiedyś jakiś zatarg.

Ale coś było nadal nie tak.

Samobójstwo wymuszone?

– Jakbym chciała sobie zrobić coś złego, to najpierw załagodziłabym wszystkie konflikty w domu, i ostatni dzień spędziła razem z mamą. – słowa te wypowiedziane niespodziewanie, usłyszała w maju 2017 roku jedna ze szkolnych koleżanek Nikoli, która jednak nie poinformowała nikogo o tym fakcie, biorąc wtedy słowa koleżanki za mało poważne.

– Do poniedziałku! – Nikola żegnała się w piątek 9 czerwca 2017 roku z resztą klasy. Mówiła jeszcze, że w wakacje ma zamiar pojechać na Festiwal Kolorów.

W ciągu niespełna dwóch kolejnych dni musiało się jednak wydarzyć coś złego, bowiem 11 czerwca 2017 roku, gdy Nikola wróciła do domu o 20.06, była wyraźnie zmieniona, a jej matka podenerwowana z powodu tak późnego powrotu córki do domu.

 – Piłaś alkohol? – zapytała, ale córka zaprzeczyła. Matka powtarzała potem w prokuraturze, że jej córka miała wtedy dziwny wyraz twarzy. Poprosiła ją nawet, aby oddała swój telefon komórkowy; chciała sprawdzić, z kim 15-latka mogła ostatnio rozmawiać, i co mogło spowodować tak nagłą zmianę nastroju. Ale córka odmówiła oddania komórki.

– Psycholog powiedział przecież, że moja komórka, to moja prywatna sprawa – argumentowała matce.

Gdy wchodziła do swego pokoju, oddała jednak telefon.

– Była wystraszona, miała wielkie źrenice – zeznawała matka, a potem Nikola W. usiadła na tapczanie, zrywając w milczeniu z paznokci tipsy. Zrywała je najpierw wolno, a potem coraz szybciej.

– Przecież ci pomogę, powiedz coś wreszcie – rzekła matka i ruszyła w kierunku córki, ale ona nadal milczała, ciągle porządkując paznokcie.

– Dzisiaj nic ci nie powiem, gdzie byłam, i co robiłam! – odezwała się wreszcie, po czym wstała i obok matki przeszła do drugiego pokoju, do pokoju, w którym znajdował się balkon. I wtedy matka odwróciła się i usłyszała dochodzący huk. Był krótki, tubalny. Córki nie było w pokoju, ani na balkonie, na który przed chwilką wyszła. Matka podbiegła i wychyliła się z piątego piętra.

 „Analiza chemiczno-toksykologiczna wykluczyła, by w ostatnim okresie życia Nikola W. zażywała i w chwili zgonu pozostawała pod działaniem środków odurzających, substancji psychotropowych, w tym substancji psychoaktywnych występujących w tzw. dopalaczach oraz leków objętych zastosowanym postępowaniem analitycznym” – można przeczytać w opinii biegłego sądowego.

– Ojcem dziewczynki był chyba jakiś Bułgar, albo Rumun –  plotkowali mieszkańcy osiedla. – Miała nieco inny odcień skóry, to prawda.

 – Ale jednak Europejczyk – zauważali inni.

Z akt sprawy nie wynika, by w samobójstwo 15-latki mógł być zamieszany ktoś z jej towarzystwa z bramy.

Po zbadaniu całości sprawy, Sąd Rejonowy w Bytomiu Wydział III Rodzinny i Nieletnich wydał 28 marca 2019 roku postanowienie, w którym uznał jednak, iż: „Zebrany materiał dowodowy nie daje podstaw do przypisania nieletnim świadomego, uporczywego nękania pokrzywdzonej ani znieważania pokrzywdzonej na tle rasowym, a zatem i podstaw do dalszego prowadzenia postępowania. Zaznaczyć jednak należy, że wydanie orzeczenia tej treści nie jest tożsame z przyjęciem, że nieletni postępowali właściwie. Wręcz przeciwnie, nieletni używali określeń uznawanych za niestosowne nawet w żartach. Swoim zachowaniem dali wyraz braku ogłady towarzyskiej i na przyszłość powinni zmienić swój sposób odnoszenia do innych osób, wcześniej zastanawiając się, czy przez przyjęty sposób żartowania lub rozmowy nie sprawią komuś przykrości lub, że mogą zostać źle zrozumiani, stosując określone zwroty (…)”.

Sprawę więc umorzono.

– I  nadal nie wiadomo, z jakiego powodu odebrała sobie życie  – dodaje jeden z sąsiadów. – Czy ktoś się do tego nie przyczynił. 

Roman Roessler 

Imię gimnazjalistki i inicjały jej nazwiska zostały zmienione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*