ODDZIAŁ NAZBYT OTWARTY

Rysopis zaginionego: wiek z wyglądu 20-25 lat, wzrost 175cm, szczupłej budowy ciała, włosy krótkie koloru ciemny blond, twarz owalna, uszy lekko odstające, uzębienie pełne, zęby duże, szczęka wysunięta do przodu. Brak znaków szczególnych. W dniu zaginięcia ubrany był w białą koszulkę z krótkim rękawem, spodenki sportowe koloru niebieskiego z białymi lampasami. Osoby posiadające jakiekolwiek informacje mogące przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu zaginionego, proszone są o kontakt z Komisariatem Policji Wrocław Psie Pole tel. 71 340-44-33, 71 340 45 25 lub Fundacja Na Tropie - 502 226 215 oraz kuzynką zaginionego: 728 896 708.

25-letni Artur Kuczera zaginął trzy miesiące temu w Dolnośląskim Centrum Zdrowia Psychicznego we Wrocławiu. Mężczyzna cierpi na schizofrenię paranoidalną. Pacjent rzekomo uciekł ze szpitala, mimo to personel nie powiadomił o tym od razu jego rodziny. Nie ma też żadnego dowodu, że Artur opuścił teren tej placówki.

W tej  sprawie o pomoc do Fundacji Na Tropie zwróciła się Iwona Uchrońska – Sioła, kuzynka Artura Kuczery, która od wielu tygodni nie ustaje w poszukiwaniach krewnego. Pani Iwona napisała do Fundacji: „18.08.2019 roku, o godzinie 19.05 z Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego ul Wybrzeża J. Conrada – Korzeniowskiego we Wrocławiu uciekł mój kuzyn Artur Kuczera. Miał wykręcić rękę pielęgniarce wychodzącej z oddziału. O jego ucieczce dowiedziałam się sama, dzwoniąc na oddział. Pielęgniarka zapewniała mnie dwa razy, że pacjent został wypisany ze szpitala. Po moim trzecim telefonie potwierdziła moje obawy, że kuzyn uciekł (…)”.

Jak wyjaśnia Iwona Uchrońska – Sioła,  jej kuzyn  miał myśli samobójcze:

–  Zagrażał sobie i innym. Uciekł ze  szpitala bez dokumentów, pieniędzy.  Nie miał przy sobie lekarstw.

Czy opuścił szpital?

Czy rzeczywiście Artur opuścił teren szpitala? Co do tego są jednak uzasadnione zastrzeżenia.

– Powiedzieli mi, że szpital był przeszukiwany, ale  jego teren to dość duży obszar i wątpię, aby go dokładnie sprawdzano – wyraża swoje wątpliwości Iwona Uchrońska – Sioła. – Dla mnie kluczowe jest stwierdzenie, że „samowolnie” opuścił szpital. Przecież chory pacjent może zrobić krzywdę sobie i otoczeniu. Dlaczego nie podjęto odpowiednich środków? Dla mnie od początku kwestia jego ucieczki była co najmniej dziwna. Jak mogli nie dogonić kogoś, kto był w klapkach – dwóch sanitariuszy i pielęgniarka? – pani Iwona zadaje pytanie, na które zapewne będzie musiała odpowiedzieć prokuratura. Gdyż trafiło tam zawiadomienie o możliwości  popełnienia przestępstwa polegającego na niedopełnieniu należytych obowiązków przez personel medyczny Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego wobec pacjenta Artura Kuczery, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Być może Artur w ogóle nie opuścił terenu szpitala, lub zrobił to po kilku dniach od opuszczenia swojego oddziału. Gdyby mężczyzna wyszedł na ulicę, to zapewne ten fakt zarejestrowałaby jedna z wielu zamontowanych tam kamer monitoringu. Ale nic takiego nie nastąpiło. 

– Naprzeciwko szpitala jest więzienie,  które posiada monitoring i na  ulicy też są kamery. Jednak żadna z nich nie uchwyciła Artura – zauważa pani Iwona. –  Mają nagranie, jak wybiega z budynku szpitala, ale nie z jego terenu, nie z ulicy. Na  jedenaście kamer jest tylko jedno ujęcie z Arturem. Szpital rzekomo przeszukiwali, ale nie od razu. Od początku zastanawiam się, czy on ten szpital w ogóle opuścił?

Czy jest wykluczone, że Artur  lub jego ciało może znajdować się na terenie szpitala? Nie można odrzucić takiej wersji. Tym bardziej, że nie ma najmniejszego dowodu, że 18 sierpnia pacjent wyszedł na ulicę. Teren, jaki zajmuje Dolnośląskie Centrum Zdrowia Psychicznego, jest ogromny i znajduje się na nim wiele obiektów i zakamarków, w których bez trudu można się ukryć. Według moich informacji, zarówno budynki szpitala, jak i należąca do niego działka były przeszukane dość pobieżnie przez policję. Niestety wolontariusze Fundacji Na Tropie nie mieli zgody na przeszukanie terenu wokół  Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego. Być może natrafiliby na ślady Artura.

Niewykluczone, że mężczyzna opuścił teren szpitala kilka dni później, co mogły zarejestrować uliczne kamery. Jednak ich zapisów nigdy nie sprawdzono. Ograniczono się do odtworzenia nagrań z 18 sierpnia, pomijając kolejne dni.

Błędne informacje

Jak twierdzi pani Iwona, lekarz dyżurujący, zgłaszając zawiadomienie o ucieczce jej kuzyna, wprowadził w błąd dyżurnego policji, mówiąc, że pacjent samodzielnie opuścił szpital i był leczony na alkoholizm.

– Artur choruje na schizofrenię paranoidalną, miewał stany lękowe. Do szpitala sam się zgłaszał, ponieważ szukał tam pomocy. Nie pił alkoholu – zastrzega Iwona Uchrońska – Sioła. – Personel szpitala wprowadził w błąd policję, podając informacje, że oddalił się pacjent uzależniony od alkoholu. Pielęgniarka poinformowała mnie, że kuzyn został wypisany ze szpitala w niedzielę 18 sierpnia około godziny 19.00. Ja  dopiero 20 sierpnia złożyłam oficjalne zawiadomienie o jego zaginięciu, bo wcześniej mnie o tym nie poinformowano.

– Pielęgniarka, z którą rozmawiałam, była bardzo zdenerwowana, lekarz dyżurujący również. Nie chcieli mi udzielać żadnych informacji –  wyjaśnia krewna zaginionego pacjenta.

Do Fundacji zaczęły napływać informacje, że Artur był widywany w Osieku, Jelczu-Laskowice, Brzegu a nawet Warszawie. Wszystkie te informacje zostały sprawdzone, ale nie potwierdziły się.

Artur z bratem mieszkają sami, nie mają rodziców. Za sobą mają natomiast traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, które odbiły się na ich życiu i były zapewne przyczyną choroby Artura.  Od lat bracia żyją w fatalnych warunkach.

Fundacja szuka tropu

Jako pierwsza poszukiwania w terenie podjęła Fundacja Na Tropie, stało się to zaraz po tym, gdy o pomoc zgłosiła się do niej  Iwona Uchrońska – Sioła.

– Fundacja na Tropie organizowała poszukiwania Artura dwukrotnie. Do działań włączyła się policja wrocławska oraz z  Oławy, a także policja wodna, były psy tropiące, oraz wolontariusze i rodzina zaginionego – relacjonuje Anna Koruba, koordynator wolontariatu Fundacji Na Tropie i bezpośrednia organizatorka tych poszukiwań. –  14 września przeszukane zostały przez policję budynki wokół szpitala, jak i sam szpital. My sprawdzaliśmy  tereny na północ od szpitala, wzdłuż Odry: koczowiska bezdomnych, pustostany, parki oraz stołówki prowadzone przez księży. Niestety bez rezultatu. W trakcie tych poszukiwań znaleźliśmy zwłoki 60-letniego, prawdopodobnie bezdomnego mężczyzny – dodaje Anna Koruba.

Nie mając punktu zaczepienia, drugie poszukiwania zostały zorganizowane przez Fundację w oparciu o wizję dwóch niezależnych jasnowidzów: – Ich  wizje wzajemnie się potwierdziły. Według nich Artur niestety nie żyje, a jego ciało znajduje się w wodzie – stwierdza Anna Koruba.

Oto fragment jednej z tych wizji przygotowanej przez Aureliana Łasowskiego: „Artur nie żyje! Już ze zdjęcia odebrałem przekaz, że nie żyje. Nad wodą … tam gdzie woda spada .. jakby ścinała się woda – spływ rzeki blisko jakiegoś miejsca o znaczeniu kulturowym i historycznym. Widać most z dwoma wieżami… opodal i widok może odnosić się do tego spływ… droga… ścieżka… coś remontowanego… jakieś prace blisko tego miejsca. On próbował się ratować… wygląda jakby świadomie skoczył i porwał go nurt porą wieczorową. Śmierć nocną porą… on się ratował! Świadomość życia dotarła w momencie śmierci. Nie był sobą! Choroba psychiczna i problemy tejże natury dały wyraz tego dnia. Spotkał jakichś po drodze, ale oni już wtedy go odebrali jako niepoczytalnego (…)”.

Na podstawie między innymi tej wizji wytyczono miejsca, gdzie rzekomo przebywał tuż przed samą śmiercią Artur. Wolontariusze Fundacji na Tropie wraz z policją i psem tropiącym sprawdzili ten teren.

– Były to okolice mostu w odległości pięciu kilometrów od szpitala. Pies jednak nie podjął tropu. Zakładając, że Artur rzeczywiście utonął w tym rejonie, w najbliższych dniach mamy zamiar sprawdzić dalszy brzeg Odry, czyli miejsce, gdzie ciało mogło być zniesione przez nurt –  relacjonuje Anna Koruba. – Fundacja Na Tropie nadal będzie  zajmować się tą sprawą – dodaje.

Dzięki determinacji rodziny i Fundacji sprawę zaginięcia Artura udało się nagłośnić w mediach. O Arturze mówiono w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, jego zaginięciu poświęcono też reportaż w programie „Alarm” TVP, pisały o nim lokalne i ogólnopolskie gazety, oraz portale internetowe.

W czasie przygotowywania tego reportażu zwróciłem się z kilkoma pytaniami do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Póki co odpowiedziano mi bardzo wymijająco: „Informuję, że udzielenie informacji w trybie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji nie jest możliwe. Gdyż kwestie dostępu do akt prowadzonych postępowań regulują przepisy kodeksu postępowania karnego, które wyłączają w tym zakresie uregulowania ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nadmieniam także, iż informacje dotyczące sprawy PR2 Ds.46.2019 Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Krzyki Zachód. W stosownym trybie zostaną Panu udzielone przez Rzecznika Prasowego tutejszej Prokuratury Okręgowej (…)”.

Jednak do momentu przesłania tego wydania „Reportera” do druku nie otrzymałem obiecanej odpowiedzi. Nadal też nie wiemy, co stało się z Arturem Kuczerą.

Janusz Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*