WSPÓŁCZESNA BROŃ BYŁYCH GANGSTERÓW

 

W latach dziewięćdziesiątych gangsterzy w całej Polsce walczyli ze sobą na ulicy. Pobicia, porwania, zabójstwa – tak wyglądała ich codzienność i jedyne metody na rozwiązanie wszystkich problemów, błahych i poważnych. Im bliżej jednak dnia dzisiejszego, tym częściej w grę wchodzą inne środki. Te najbardziej formalne to tak zwany „mały” świadek koronny, nazywany też „sześćdziesiątką” od artykułu 60 Kodeksu karnego i właściwy, choć wcale nieczęsto wykorzystywany, „duży” świadek koronny. Bardziej dostępnym dla każdego, a więc i dla byłych czy obecnych gangsterów narzędziem, jest natomiast po prostu Internet, ale i prywatne akty oskarżenia o zniesławienie.

Instytucję „małego” świadka koronnego uregulowano w artykule 60 § 3 Kodeksu karnego. Zakłada ona, że sąd stosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, a może nawet warunkowo zawiesić jej wykonanie wobec sprawcy przestępstwa, który przy jego popełnieniu współdziałał z innymi osobami, jeśli ujawni on informacje o tych osobach i istotnych okolicznościach popełnienia przestępstwa.

Patologie koronnych

Co to oznacza w praktyce? Tyle, że gangster decydujący się na współpracę z prokuraturą, który z jakiegoś powodu nie może zostać „dużym” koronnym (bo na przykład jego wiedza nie jest aż tak szeroka, albo zakładał i kierował grupą przestępczą, popełnił lub nakłaniał kogoś do popełnienia zabójstwa, co całkowicie go dyskwalifikuje), otrzyma niższy wyrok w swojej sprawie. Co jednak ciekawe, w ostatnim czasie okazuje się, że ta całkowita dyskwalifikacja z „dużego” koronnego nie jest już taka oczywista. Dla przykładu świadek koronny Paweł A. ps. „Egon”, związany z pseudokibicami, po latach został skazany za kierowanie grupą przestępczą. Pomimo tego statusu nie utraci, bo zdaniem prokuratury uzyskał go w sprawie innego gangu niż ten, za którego prowadzenie usłyszał wyrok.

Z „sześćdziesiątki” korzysta się regularnie w wielu postępowaniach prowadzonych przeciwko zorganizowanym grupom przestępczym. Na wyraźnie mniejszą skalę wykorzystuje się w tym samym celu „dużego” świadka koronnego. W latach 2015-2016 nie zaprzysiężono bowiem żadnego takiego świadka, a w roku 2017 status uzyskał tylko jeden. Sytuacja zaczęła się odwracać rok później – w 2018 roku świadkami koronnymi zostały cztery osoby. Daleko temu do rekordu z 2001 roku, kiedy „koronę” przyznano ponad dwudziestu przestępcom.

Zeznania skruszonych gangsterów, czemu nie da się zaprzeczyć, pomagają skazać na wieloletnie kary pozbawienia wolności ich dawnych kompanów. Niestety zdarza się, że współpracujący z prokuraturą przestępcy sami nie są święci i wcale nie zrezygnowali ze złej drogi. Wystarczy podać tu jeden, potwierdzony przykład, który zakończył się skazaniem świadka koronnego na siedem i pół roku za kratkami – Marek B. ps. „Rudy” z łódzkiej „ośmiornicy”. Już jako koronny, pod nazwiskiem zmienionym na Ryszard K., dokonał szeregu oszustw na miliony złotych. Ścigała go policja z Warszawy, a funkcjonariusze odpowiadający za ochronę „Rudego” dowiedzieli się o tym dopiero, kiedy ten został zatrzymany.

Tymczasem niemal od roku w areszcie śledczym przebywa najbardziej znany w Polsce świadek koronny – Jarosław S. ps. „Masa”, między innymi z zarzutami wyłudzenia kredytów i odszkodowań komunikacyjnych, wręczenia łapówek czy paserstwa. Podobno w swojej sprawie zaczął współpracować z prokuraturą, ale ta, choć dzięki temu zatrzymuje kolejne osoby, zakłada, że „Masa” może w ten sposób dążyć do opuszczenia aresztu, a z drugiej strony umniejszać swoją rolę w przestępstwach.

Dość jasne jest, że osoby, przeciwko którym zeznają „mali” i „duzi” świadkowie koronni, chcą podważyć wiarygodność informacji przekazywanych przez nich prokuratorom. Niekiedy okazuje się, że rewelacje te faktycznie mogą nie być wiarygodne i można wręcz mówić o pomówieniu przez skruszonego przestępcę. Tak miało być w przypadku rapera występującego pod pseudonimem Bonus RPK, którego skazano na pięć i pół roku pozbawienia wolności za rzekomy handel narkotykami. Wyrok oparto na zeznaniach „sześćdziesiątek” – zabrakło natomiast materiałów z bilingów czy podsłuchów.

– Mały świadek koronny to jest dzisiejsza patologia. Ci ludzie boją się wsypywać swoich kolegów, więc na celownik biorą sobie po prostu ludzi niewinnych – stwierdził w marcu poseł Piotr „LiroyMarzec, podczas sejmowej konferencji prasowej na temat projektu ustawy o zmianach w instytucji „małego” świadka koronnego. Uniknięcie takich sytuacji teoretycznie powinno być łatwiejsze przy okazji „dużych” koronnych. Muszą się oni zmierzyć z jeszcze dokładniejszym sprawdzeniem ich wiedzy.

– Nie ma szans, aby ktoś niepewny został świadkiem koronnym. Sama weryfikacja pierwszych zeznań jest bardzo dokładna, trwa nawet kilka miesięcy. Weryfikowane są dosłownie wszystkie informacje – wyjaśnił Dariusz, świadek koronny od prawie dziewiętnastu lat. To, co dzieje się później, już podczas trwania wielu programów ochrony, to niestety zupełnie inna kwestia. Tam zdarza się powrót na drogę przestępstwa, konfabulacje czy inne sytuacje, które podważają wiarygodność instytucji. Być może lepszym sposobem jest ten stosowany we Włoszech, gdzie świadek koronny ma na złożenie zeznań sześć miesięcy. Dzięki temu nie powinien kłamać czy ubarwiać historii. Pytanie tylko, czy będąc gangsterem przez pół życia, można je opowiedzieć w pół roku?

Internetowe konflikty

Sieci społecznościowe to miejsce, w których można dziś zrobić niemal wszystko. Skontaktować się z kimś, kupić, sprzedać, przeczytać wiadomości, znaleźć pracę. Można też wejść z kimś w otwarty, publiczny konflikt. A byłym gangsterom zdarza się do raczej częściej, niż rzadziej. Obecnych w Internecie jest ich sporo, szczególnie tych ze struktur dawnej „grupy pruszkowskiej”, ale nie tylko. Świadek koronny Jarosław S. ps. „Masa” (z oczywistych względów jego aktywność jest teraz zawieszona – przyp. aut.), były świadek koronny Roman O. ps. „Sproket”,  były szef podgrup narkotykowych Jarosław M. ps. „Chińczyk”, były ochroniarz „Masy” – Mariusz Sz. ps. „Szlachet”, a spoza „Pruszkowa” – na przykład Mirosław D., nazywany „Miśkiem z Nadarzyna”. Każdy z nich ma swój punkt widzenia i swoją wersję wydarzeń z lat dziewięćdziesiątych.

Jeśli nie mogą wypracować wspólnego frontu, a konflikt narasta, kończy się niejednokrotnie na sali sądowej. Powód? Pomówienie.

Prywatne akty oskarżenia o zniesławienie, w których jedną ze stron jest były gangster, wpływają do sądów regularnie. Jarosław S. ps. „Masa” otrzymał nawet kiedyś taki od boksera Andrzeja Gołoty, który rzekomo miał poddać w 1999 roku walkę z Michaelem Grantem. Byłoby to korzystne dla obstawiającego taki wynik Andrzeja K. ps. „Pershing”, jednego z liderów grupy „pruszkowskiej”. „Masa” proces przegrał. Sam natomiast też wcielił się w rolę oskarżyciela prywatnego w sprawie przeciwko swojemu byłemu ochroniarzowi, Mariuszowi Sz. ps. „Szlachet”. Poszło o to, że „Szlachet” w jednym z wywiadów miał pomówić Jarosława S. Sąd nie dopatrzył się jednak w materiale dowodowym, aby Mariusz Sz. dopuścił się przestępstwa. Jednak oskarżonymi bywają również dziennikarze.

Dla przykładu Roman O. „Sproket” miał wystąpić do sądu między innymi przeciwko „Masie”, Monice B. nazywanej „Słowikową” (byłej żonie Andrzeja Z. ps. „Słowik” z grupy „pruszkowskiej”) i Arturowi Górskiemu, współautorowi książek z serii „Masa o polskiej mafii”.

Wystąpił z oskarżeniem również przeciwko autorowi tego artykułu. Zarzut zniesławienia w tym przypadku dotyczy informacji przedstawionych w dwóch odcinkach nieistniejącego już programu internetowego „Mafia to nie tylko Pruszków”.

Pierwsze spotkanie na sali sądowej już za nami – mamy dążyć do ugody. Jaki będzie finał tej sprawy – czas pokaże.

Proces sądowy wytoczył Januszowi Szostakowi i Gabrieli Jatkowskiej z „Reportera” niejaki Dariusz O. „Osa”. Był on związany między innymi z gangiem Henryka N.  „Dziada”.  Gangster zarzucił dziennikarzom, że naruszyli jego dobre imię, twierdząc, że jest przestępcą, chociaż w dorobku ma kilka wyroków. 

Niektórzy, jak widać zapominają, że  na złą sławę zapracowali sami.

Patryk Szulc

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*