Czy dramat Iwony Wieczorek rozegrał się pod domem?

Publikujemy  fragment książki Janusza Szostaka „Co stało się z Iwoną Wieczorek”, która ukaże się 28 listopada 2018 roku nakładem wydawnictwa Harde.

(…) Marek Siewert – analityk z Komendy Głównej Policji,  analizując sprawę zniknięcia Iwony Wieczorek – stwierdził: „Nadal uwzględniać należy zaistnienie takiego zdarzenia bezpośrednio w sąsiedztwie domu”. Moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobna hipoteza. Gdyż pod domem na nastolatkę mógł czekać jej morderca. Osoba, którą znała, i której się nie obawiała. Mało prawdopodobne jest, aby porywaczem i zabójcą Iwony Wieczorek była przypadkowa osoba. Także atak na nadmorskim bulwarze, a nawet  w alejkach parkowych, wydaje się być nierealny.

Przypomnijmy, że Piotr Kinda, ojczym Iwony zeznał, że obudził się około 4. i usłyszał przez otwarte okno głos Adrii S. Pomyślał, że rozmawia ona z Iwoną i razem wracają do jej domu, gdzie miały nocować.

Tak to wspomina Iwona Kinda w rozmowie ze mną: – Wtedy było strasznie ciepło. My mieliśmy w sypialni otwarte okno. Gdzieś tam około godziny 3:00-4:00 słychać było jakieś głosy. Piotr zawsze wstawał w tym czasie i usłyszał głos Adrii: „Iwona, Iwona, Iwona…”. Pomyślał, że znowu się kłócą. Ja wtedy mocno spałam, bo miałam ciężki dzień i musiałam rano iść do pracy. I ja, tak na wpół w letargu, przytaknęłam mu, że  się  pewnie kłócą i Iwona zaraz przyjdzie do domu. Odwróciłam się na bok i śpię dalej. Rano patrzę, Iwony nie ma. Zauważyłam też, że nie ma moich nowych butów. Ona zabrała mi buty; takie nowe szpilki miałam. Byłam wtedy wkurzona na nią, od razu wzięłam telefon i zadzwoniłam, bo zezłościłam się o te buty. Wie pan, jak to jest, to jest normalne. Ale wówczas Iwona miała już wyłączony telefon. Ona rozmawiała z tą koleżanką pod blokiem, ale myśmy myśleli, że one są na osiedlu we dwie. Później się okazało, że to była rozmowa telefoniczna Adrii z Iwoną. 

Rozmawiając o godzinie 3.36 dziewczyny ustaliły, że Adria wystawi rzeczy Iwony na balkon, żeby mogła je stamtąd zabrać. Adria mieszkała na parterze. Dziewczyny kłóciły się jeszcze chwilę, gdy Adria była już pod klatką schodową swojego bloku. W czasie tej rozmowy Iwona zarzucała jej, że zostawiła ją samą w Sopocie. Z analiz  billingów dziewczyn wynika, że ostatnia rozmowa oraz ostatnie sms-y między nimi miały miejsce o 3.42 – 3.43. O 4.00 Adria wysłała jeszcze koleżance sms-a z potwierdzeniem, że rzeczy są na balkonie. Ale ten sms nie dotarł już do Iwony. Wcześniej jednak uprzedzała, że rozładowuje jej się telefon, więc koleżanka nie była zdziwiona, że kontakt się urwał.

Zapewne tę rozmowę telefoniczną słyszał Piotr Kinda. Ale czy Iwona nie mogła dotrzeć pod swój dom?

W aktach sprawy znajdują się zeznania Mai Ż., która mówi o tym, że jej znajoma z pracy opowiadała, iż brat jej męża rzekomo widział, jak tej nocy ktoś siłą wciągał Iwonę Wieczorek do samochodu czarnego koloru:

„W nocy, kiedy zaginęła Iwona Wieczorek, jej szwagra, który mieszka na tym samym osiedlu, miał obudzić pisk opon samochodu (…) miał wstać z łóżka i widzieć z balkonu, czy też z tarasu mieszkania, jak  Iwona Wieczorek jest siłą wciągana do samochodu koloru czarnego, marki nie podał (…)  Zapytałam ją, czy zgłosił to policji. A ona odburknęła <Policja jest od tego, by szukać> i dodała, że Iwona Wieczorek sobie na to zasłużyła, gdyż jej szwagier często ją widział, jak siedziała na chodniku w krótkiej sukience i piła z chłopakami alkohol. On mieszka na tym samym osiedlu, co Iwona Wieczorek”. – zeznała Maja Ż., dodając: „Z tego, co mi powiedziała znajoma, jej szwagier miał już być przesłuchany w tej sprawie. Ale on nic nie powiedział, ponieważ Iwona nie szanowała się, ubierając tak, że jej prawie było tyłek widać. Ona takich słów użyła, mówiąc o tym (…)”.

Policja rzeczywiście przesłuchała mężczyznę, który miał rzekomo widzieć uprowadzenie nastolatki. Zeznał on, że mieszka w tym samym bloku, co Adria S.  a Iwona mieszkała w bloku obok: „Często je razem widywałem. Pamiętam nawet ten dzień, jak wychodziły na imprezę razem, ładnie ubrane, szły pod rękę chodnikiem w stronę Biedronki. Nie pamiętam dokładnie godziny, ale tej nocy Iwona zaginęła. O tym jednak dowiedziałem się dopiero kilka dni później z plakatów na osiedlu i z mediów. Ja o tej sprawie jednak nic więcej nie wiem. Wdziałem tylko, jak Iwona z Adrią często imprezowały między blokami. Nie widziałem, aby ktoś ją wciągał do samochodu. Gdybym widział, jak ktoś porywa Iwonę Wieczorek, to powiadomiłbym natychmiast policję. Pamiętam tylko, jak Adria stała pod blokiem i płakała, to było wtedy, jak już wszyscy szukali tej Iwony. Wokół niej było kilka osób. Iwona była spokojną dziewczyną, całe to towarzystwo było pod wpływem Adrii”. – stwierdził, odżegnując się od opowieści znajomej swojej szwagierki: „Nic nie wiadomo mi o tym, jak Iwona zginęła, nic nie wdziałem, by wsiadała do jakiegoś ciemnego auta, czy też została do niego wciągnięta. Nie mam pojęcia, jak zaginęła” – zastrzegał sąsiad nastolatki. –  „Wykluczone, bym widział, jak ktoś ją porywa. Na pewno powiedziałbym o tym i zgłosił się na policję. To tak, jakby mi dziecko porwali. Z całą pewnością  zgłosiłbym się na policję”.

Czy mężczyzna mówi prawdę, czy też – w obawie o swoje bezpieczeństwo – nie chciał powiedzieć policji, co widział nad ranem 17 lipca 2010 roku?

Pytań i wątpliwości przybywa wraz z lekturą akt, poznawaniem materiału dowodowego i następnymi rozmówcami.

Kolejnym świadkiem, który twierdził, że widział Iwonę Wieczorek, jest sąsiad mieszkania, gdzie w niedzielę 18 lipca 2010 roku – zatem dzień po zaginięciu – miała odbywać się impreza. Jest to lokal często wynajmowany studentom:

 – Początkowo było spokojnie. Po 22. na balkon wyszła grupka osób. Zachowywali się bardzo głośno, sąsiadka zaczęła ich uspokajać. Wyjrzałem i zobaczyłem na balkonie młodą kobietę oraz dwóch mężczyzn. Gdy w telewizji zobaczyłem jej zdjęcia, od razu byłem pewny, że wtedy na balkonie widziałem właśnie Iwonę Wieczorek. Jestem pewny, że na balkonie padło imię Iwona. Miała chyba jakąś sukienkę, a na szyi łańcuszek albo korale – relacjonuje świadek. Słyszał też rozmowę młodych ludzi. Kobieta miała powiedzieć: – Jedziemy do Berlina – na co jeden z mężczyzn zapytał: – A, co na to mama?

– Mam wyrozumiałą mamę – odpowiedziała rzekomo dziewczyna.

Świadek poszedł to wtedy zgłosić dzielnicowemu, ale go nie zastał.

Potem sprawa przycichła i pomyślał, że dziewczyna odnalazła się. Dopiero później w telewizji znowu usłyszał o poszukiwaniach i ponownie udał się na policję. Ludzie, których wtedy widział, mieszkali tam około 5-6 dni. Później już ich nie spotkał.

Jeden z policjantów zajmujących się tą sprawą wspomina z kolei zdarzenie ze stycznia 2012 roku: – Kolega zapytał mnie: A ty nie myślałeś, że ona wróciła do domu?

To było zaraz po sprawie matki Madzi z Sosnowca, która opowiadała, że rzekomo dziecko jej ukradli, a sama je zabiła.

– I co, jak wróciła? – staram się rozwinąć temat. – Coś tam się mogło stać, czy ponownie wyszła z domu?

O to czy  Iwona mogła tego ranka  wrócić do domu i wyjść z niego, pytam Iwonę Kindę.

– Nie ma możliwości, żeby ona wtedy po cichu weszła do domu. Ten zamek w mieszkaniu był taki, że byłby hałas – stwierdza mama Iwony.

– Ponadto mieliście psa, szczekałby zapewne?

– Nadal go mamy, to jest york. Nazywa się „Kika” i ma już 13 lat. Bardzo tęskniła za Iwoną, ona z nią spała, bardzo to przeżyła.

– Policja sprawdzała także panią i pani rodzinę – dopytuję.

– W tej sprawie byłam jedną z głównych podejrzanych, zresztą cała moja rodzina była przesłuchiwana. Ludzie gadali takie rzeczy, że niby ją trzymam w piwnicy i temu podobne. Wówczas moim mężem był Piotr Kinda, żyliśmy razem ponad 20 lat, ale niestety ta sytuacja go przerosła.

– Po raz kolejny wyszła Pani  za mąż, zmieniała pani nazwisko. Jednak w mediach i w tej książce używa pani nazwisk byłego męża. Dlaczego?

– Pod tym nazwiskiem występowałam w sprawie zaginięcia Iwony i nie chcę teraz mieszać ludziom w głowach. Poza tym chce chronić moich bliskich od szumu medialnego związanego z tą sprawa.

– Zapytam wprost, czy pani były mąż mógł cokolwiek zrobić Iwonie?

– On nie mógł nic jej zrobić, on bał się nawet myszy czy pająka. Jeśli pan czytał akta, to wie pan doskonale, że ja bardzo prosiłam, żeby oni sprawdzili  każdego członka mojej rodziny, w tym Piotra. Chciałam, żeby sprawa była jasna. Chciałam wiedzieć, czy on się mógł przyczynić do tego. – zastrzega Kinda.

– Nie wiemy naprawdę, czy Iwona wróciła do domu, czy choćby tylko pod dom. I co się tam ewentualnie stało. Za dużo jest tych pytań, a poszczególne wersje nie są eliminowane – stwierdza tajemniczo mój policyjny rozmówca (…).

Janusz Szostak

Jest to fragment książki „Co stało się z Iwoną Wieczorek”, która ukaże się 28 listopada 2018 roku.  KSIĄŻKA TU JUŻ TERAZ DO KUPIENIA

2 komentarzy do Czy dramat Iwony Wieczorek rozegrał się pod domem?

  1. „Gdzieś tam około godziny 3:00-4:00 słychać było jakieś głosy. Piotr zawsze wstawał w tym czasie i usłyszał głos Adrii: „Iwona, Iwona, Iwona…”. Pomyślał, że znowu się kłócą”.

    i w tym samym akapicie:

    „Ona rozmawiała z tą koleżanką pod blokiem, ale myśmy myśleli, że one są na osiedlu we dwie. Później się okazało, że to była rozmowa telefoniczna Adrii z Iwoną”.

    Rozmawiała przez zestaw głośnomówiący?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*