Gdzie tu równość wobec prawa?

W 2015 roku w „Reporterze” nagłośniliśmy sprawę wykorzystywania seksualnego nieletnich na Pomorzu przez Krystiana W. pseudonim „Krystek”, oraz związanych z nim mężczyzn. Mieliśmy ogromną zasługę w przekonaniu śledczych do przeprowadzenia na poważnie dużego policyjnego śledztwa w tej sprawie, które udowodniło, że mamy do czynienia z największą aferą pedofilską w historii Polski.

To śledztwo wykazało, że przez lata wykorzystywano seksualnie nastoletnie dziewczynki, część z nich odurzano przedtem tabletkami gwałtu, a później szantażowano nagrywanymi w trakcie stosunków filmikami i niektóre ofiary nakłaniano do prostytuowania się dla „bogatych panów”. Policyjne śledztwo zakończyło się wiosną 2018 roku. Na ławie oskarżonych – poza oskarżonym o seksualne wykorzystanie 33 nastolatek Krystianem W. – zasiądzie też czwórka innych mężczyzn, m.in. oskarżony o pięć przestępstw seksualnych Marcin T., biznesmen, który stworzył w Sopocie sieć ekskluzywnych dyskotek.

Teraz osoby te i ich prawnicy występują przeciwko nam za ujawnienie prawdy o tej aferze.

Sprawa ciągnie się od 2015 roku. Przypomnijmy, że sędzia Łukasz Wilkowski z Sądu Okręgowego w Płocku już kilka dni po wpłynięciu pozwu od firmy założonej przez Marcina T. wydał decyzję o zakazaniu nam pisania prawdy o „sprawie Krystka”. Nie prosił nas o żadne wyjaśnienia, zrobił to za naszymi plecami. To był czas, gdy inne media prawie w ogóle nie interesowały się tą sprawą (lato 2015 r.), nie wnikały w jej głąb, nikt jeszcze nie był aresztowany, nie miał zarzutów, więc istniało ryzyko, że uciszając nas, uciszy się całą aferę. Sędzia Wilkowski kazał nam także usunąć niektóre nasze artykuły z Internetu.

Kilka miesięcy później  Sąd Apelacyjny w Łodzi zdjął z nas zakaz pisania prawdy o sprawie „Krystka”, przyznając, że wydano go bezprawnie, a potem odsunął Wilkowskiego od sprawy.

Ruszyła rozprawa w Płocku z innym sędzią w roli głównej. I spotkało nas kolejne niemiłe zaskoczenie, gdyż sędzia Joanna Szatkowska zgodziła się na przesłuchanie powodów i związanych z nimi świadków w Sopocie, czyli tam, gdzie było im wygodniej. Zrobiła to wbrew naszym protestom. Nie zwracała uwagi, że będziemy musieli dojeżdżać setki kilometrów, a niektórzy z nich będą mogli dotrzeć na swoje przesłuchanie nawet spacerkiem. To oczywiste odstępstwo od zasady właściwości miejscowej procesu, która nakazuje prowadzić go przed tym sądem, do którego przypisany jest pozwany, czyli w tym przypadku redakcja „Reportera” zarejestrowana w Płocku. Pozwali nas ludzie majętni, których stać na dojazd do Płocka. Zwykle  obowiązuje zasada – kto pozywa, ten jeździ. Ale sędzia zrobiła z jakichś względów ukłon w stronę bohaterów afery pedofilskiej.

Rozprawa w Sopocie, która obyła się w marcu 2018 roku, była w naszej ocenie kuriozalna. Podczas składania zeznań Marcin T. wielokrotnie obrażał Mikołaja Podolskiego, a sąd mu nie przerywał, pozwalając mu na odbieganie od tematu i wyliczanie inwektyw pod adresem Podolskiego. Sąd uznał też, że Marcin T. nie musi odpowiadać na pytania o seks z dziećmi, przyjmując do wiadomości jego tłumaczenia, które według nas były absurdalne. To nie jedyne naszym zdaniem uchybienia, ale nie o nich chcemy dziś pisać.

Między innymi ze względu na liczne kłamstwa w marcowych przesłuchaniach Podolski powołał swoich świadków: dwie pokrzywdzone dziewczyny, prezydenta Sopotu oraz Joannę Tutghushyan – matkę dziewczynki, która po spotkaniu z „Krystkiem” popełniła samobójstwo (przed śmiercią powiedziała, że została zgwałcona). Mikołaj Podolski wniósł o przesłuchanie ich w Gdańsku, podając następujące powody: wszystkie te osoby związane są z Trójmiastem, za ich przesłuchaniem tam przemawia więc ekonomika procesowa, przyjazd do Płocka komunikacją publiczną byłby dla nich bardzo kłopotliwy, a prawie żadna z nich nie ma samochodu. Wszak sąd zastosował już podobny tryb dla świadków powołanych przez stronę przeciwną (zeznawały w Sopocie).

Sąd Okręgowy w Płocku co prawda wysłał niedawno wezwania na przesłuchanie dla całej czwórki, ale mają się one odbyć… w Płocku! Wychodzi więc na to, że spółka – powołana przez Marcina T., oskarżonego o przestępstwa seksualne na dzieciach,  – która wytoczyła nam proces (a nie my im), sama sobie wybiera, gdzie mają zostać przesłuchani jej przedstawiciele. Natomiast osoby uznane przez śledczych za ofiary przestępstw seksualnych mają jechać przez prawie pół Polski na zeznania w tej samej sprawie. A, żeby było jeszcze śmieszniej, sędzia Szatkowska – jakby na złość – wyznaczyła przesłuchanie na godzinę 10:00, 20 listopada. Żeby dotrzeć tam komunikacją publiczną na tę godzinę, trzeba wyjechać o godzinie 22.55 poprzedniego dnia. Nie ma żadnego późniejszego połączenia kolejowego ani autobusowego, żeby tam zdążyć. Mimo to sąd wyznaczył takie miejsce i taką godzinę.

Można odnieść wrażenie, że sąd faworyzuje bohaterów największej w historii III RP afery pedofilskiej? Przecież zasada równości wobec prawa nie nakazuje traktować lepiej osób oskarżonych o wykorzystywanie seksualne dzieci od ofiar tego typu przestępstw. Dlaczego zatem, sędzia się tego dopuszcza?

Redakcja Magazynu Reporter

Powyższy felieton jest subiektywną oceną wydarzeń dokonaną przez autorów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*