Gdy umierały wszyscy oglądali telewizję

Gdy wydawała się, że problemy finansowe ją przerosły postanowiła je zakończyć śmiercią. Nie mogła jednak odjeść sama, zostawiając chorą córkę. Za bardzo ją kochała. Gdy jedna miała umrzeć, musiała umrzeć i druga. Nie przewidziała, że jej ukochane dziecko będzie umierać samotnie przez tydzień od jej śmierci.

– To jest straszny dramat – mówi jedna z mieszkanek bloku przy ulicy Szafirowej w Katowicach. – Zginęły obie. Słyszałam, że  pani Bożena miała jakieś problemy finansowe i nie mogła spłacić długów. Zaciągała je na leczenie córkę, która chorowała na porażenie mózgowe. Chyba z tym wszystkim po prostu nie dawało już sobie rady.

Na osiedlu tragedia jest cały czas komentowana.

 – Czy to już nadeszły czasy, że niepełnosprawnym należy odbierać życie? – pyta energiczny 50-latek.

Nie dawała się losowi

55-letnia Bożena W. mieszkała z 31-letnią, niepełnosprawna córką, Magdaleną, na osiedlu Spółdzielni Mieszkaniowej „Sadyba” w Katowicach.

– Nie słyszałam nigdy, aby skarżyła się na swoją dolę – stwierdza sąsiadka kobiety. –  Na pewno nie narzekała więcej niż inni. Wydawało się, że nie daje się losowi. Pielęgnowała swą ukochaną córkę, doglądała jej cały czas. Dbała aby Magda zawsze  ładnie wyglądała, starannie czesała jej długie włosy, ubierała ją bardzo schludnie. A dziecko, choć 31-letnie, i niepełnosprawne, uśmiechało się do niej. Odwzajemniała matce miłość. To straszne, ale gdy one umierały, to wszyscy wokół oglądali telewizję.

Pod koniec maja, któryś z sąsiadów widział, jak Bożena wychodziła na dwór z  córką: – Może szły na spacer, do sklepu razem a może do kościoła?

Spotykano je regularnie i zawsze razem.  Ale od tamtego czasu nie widziano żadnej z nich.

– Akurat przyszły upały i na klatce schodowej zaczęło nagle dziwnie śmierdzieć – opowiada jeden z mieszkańców budynku.

Śmierdziało coraz bardziej i stwierdzono, że ten niepokojący zapach dobiegał wprost z mieszkania 55-letniej Bożeny W. Pukano i dzwoniono do drzwi. Ale nikt nie odpowiadał, nikt nie otwierał.

– W końcu powiadomiliśmy policję. – mówi sąsiad.

Policjantom też nikt nie otworzył drzwi. Nikt nie reagował na dzwonek i pukania do drzwi.  Zatem policja wezwała na pomoc straż pożarną.

– Strażacy postawili drabinę przystawną i przez okno zobaczyli, czy jest ktoś w środku – mówi kapitan Adam Kryla, rzecznik prasowy Komendy Straży Pożarnej w Katowicach. – Ujrzeli w mieszkaniu leżącą młodą kobietę i wtedy zapadła decyzja o wywarzeniu drzwi. Drugą kobietę znaleziono wiszącą w łazience.

Wszystkie okna były zamknięta i fetor wokół był trudny do wytrzymania.

List pożegnalny

 

– O tym, że kobieta mogła popełnić samobójstwo, a wcześniej uśmierciła swoją córkę jakaś substancją, może świadczyć list, który pozostawiła po sobie na stole – mówi Danuta Dobosz, zastępca Prokuratora Rejonowego Katowice-Zachód.  – W liście opisała swoją sytuacje i wyjaśnia, że córkę zabiera z sobą.

Wszystko wydaje się zatem oczywiste. Mimo to dochodzenie trwa nadal.

– Wszczęliśmy śledztwo w kierunku usiłowania zabójstwa córki przez matkę i popełnienie przez matkę samobójstwa przez powieszenie – dodaje prokurator. – I na tym etapie śledztwa przyjmujemy jakby dwie wersje wydarzeń.

Jedna –  mniej prawdopodobna –  zakłada, że matka zginęła pierwsza. Bożena W. bardzo kochała swą córkę, co też potwierdzają przesłuchiwani w tej sprawie świadkowie.

– I trudno przypuszczać, by po swej samobójczej śmierci chciała niepełnosprawną córkę pozostawić samą sobie. – dodaje prokurator.

Druga wersja, bardziej prawdopodobna, dotyczy sytuacji, w której matka najprawdopodobniej otruła czymś swą córkę. A potem dopiero popełniła samobójstwo.

– Podczas wstępnych obdukcji ciał stwierdzono również, że córka mogła jeszcze żyć, i to przez kilka dni, podczas gdy jej matka zmarła znacznie wcześniej.

Jak się przypuszcza, czas zgonu obu kobiet mógł dzielić nawet okres ponad tygodnia.

Gdy odnaleziono ciało Bożeny W., znajdowało się już w znacznym stanie rozkładu.

– Sekcja zwłok nie wykazała, aby do śmierci obu kobiet mogły przyczynić się osoby trzecie. Czekamy jeszcze na wyniki badań toksykologicznych i histopatologicznych ciała Magdaleny W. Mają wykazać, co przyczyniło się do jej śmierci i w jaki sposób zmarła.- wyjaśnia prokurator.

Pozostawione same sobie

 

Jeden z dzienników, po tragedii,  zamieścił  rzekoma wypowiedź prezesa spółdzielni mieszkaniowej „Sadyba”, że kobieta pracowała przed laty jako sprzątaczka i do pracy przyprowadzała zawsze swą córkę. Gdyż  były z sobą bardzo związane. Bożeny W. miała być bardzo skromną i niesamowicie uczciwą kobieta. Płaciła czynsz zawsze  w  terminie. Nigdy nie zalegała z płatnościami, które sięgały 700 złotych miesięcznie. Prezes spółdzielni miał nawet zapytać panią Bożenę, czy nie chce wymienić okien. Ale miała odpowiedzieć, że ją nie stać na taką wymianę. I wtedy producent wymienił okna na swój koszt.

Budynki mieszkalne spółdzielni „Sadyba” wyglądają  nowocześnie. Siedziba zarządu spółdzielni znajduje się przy tej samej ulicy, przy której doszło do tragedii.

Gdy pytam prezesa o wypowiedź dla ogólnopolskiego dziennika,  nie chce jej potwierdzić.

– Nikt ze mną nie rozmawiał – oświadcza Stefan Legawiec, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Sadyba” w Katowicach. – Nie będę się wypowiadał na temat tego nieszczęścia. To straszna ludzka tragedia, która wstrząsnęła nie tylko mną, ale wszystkimi tutaj. I tylko tyle mam w tym temacie do powiedzenia.- ucina rozmowę.

Prawdopodobnie do tragedii doprowadziły problem finansowe Bożeny W. Kobieta  otrzymywała zasiłek pielęgnacyjny na córkę. Do tego miała 31-latka miała rzekomo pobierać rentę po ojcu, jakieś 1600 złotych, i z tego obie żyły

Czy można było wesprzeć finansowo Bożenę W. i jej schorowaną na porażenie mózgowe córkę, aby zdesperowana kobieta nie zdecydowała się na ostateczność?

– Bożena W. nie korzystała z żadnej formy wsparcia w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej oraz nie ubiegała się o żadną pomoc w tym zakresie – informują mnie w biurze prasowym Urzędu Miasta w Katowicach. – Nie wnioskowała również o żadnego rodzaju dofinansowania ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a także nie zgłaszała żadnych potrzeb w obszarze wsparcia specjalistyczną opieką niepełnosprawnej córki Magdaleny W. Z uwagi na brak sygnałów ze strony środowiska, co do konieczności objęcia pomocą rodziny, Bożena W. nie była objęte opieką i wsparciem pracownika socjalnego. Otrzymywała jedynie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach świadczenie pielęgnacyjne z tytułu rezygnacji z zatrudnienia w związku z opieką nad niepełnosprawną córką w wysokości 1477 zł oraz zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 153 zł przyznane na czas nieokreślony. Bożena W. miała opłacane składki na ubezpieczenie zdrowotne oraz społeczne z tytułu pobieranego świadczenia pielęgnacyjnego. Świadczenia te są świadczeniami obligatoryjnymi przyznawanymi na podstawie ustawy o świadczeniach rodzinnych. Świadczenie pielęgnacyjne oraz zasiłek pielęgnacyjny przyznaje się niezależnie od kryterium dochodowego oraz sytuacji rodzinnej na podstawie znacznego stopnia niepełnosprawności ustalonego przez Zespół do spraw Orzekania o Niepełnosprawności. Przedmiotowa ustawa nie obliguje organu prowadzącego postępowanie o przyznanie wyżej wymienionych świadczeń do przeprowadzenia wywiadu środowiskowego przez pracownika socjalnego. Z uwagi na to, że wyżej wskazane świadczenia były przyznane bezterminowo, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej nie miał kontaktu z rodziną oraz wiedzy na temat istniejących problemów, a zatem nie miał podstawy do podjęcia działań interwencyjnych w tej sprawie.

Jak widać urzędnicy znaleźli dla siebie alibi. Rozgrzeszyli się. Nie pytam, gdzie byli sąsiedzi, krewni, znajomi. To już nic nie zmieni. Teraz możemy zrobić tylko jedno. Popatrzymy co dzieje się z naszymi sąsiadami, krewnymi – bliskimi i tymi, których nie widujemy zbyt często. Popatrzymy jak żyją, porozmawiajmy z nimi. Bądźmy zainteresowani a nie ciekawscy. Pomóżmy wreszcie, zorganizujmy innych do pomocy. Okażmy wrażliwość i szacunek. Zróbmy to aby śmierć pani Bożeny i jej córki Magdaleny nie pozostała jedynie wydarzeniem prasowym. Oby nie było więcej takich tragedii za ścianą.

Roman Roessler

1 komentarz do Gdy umierały wszyscy oglądali telewizję

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*