Matka zgwałciła córkę

Dwunastoletnia Ola przeżyła traumę. Do końca życia będzie musiała zmagać się ze świadomością, że jej własna matka próbowała ją zabić. Czy przebaczy chorej kobiecie? Gwałt, rany na ciele i duszy. Zdrowa psychicznie matka nigdy nie zrobiłaby czegoś podobnego dziecku, które nosiła pod sercem.

Ola urodziła się w Wielkiej Brytanii, gdzie jej rodzice wyjechali za pracą. Do Polski wrócili kilka lat temu. Wynajęli mieszkanie w Zamościu na spokojnym, monitorowanym osiedlu. Matka nie pracowała, jedynym żywicielem rodziny był nadal wyjeżdżający na Wyspy ojciec.

W tym czasie Ola zostawała wyłącznie pod opieką mamy. Chodziła do 6 klasy.

– To cicha, skromna i wydawało się, że samotna dziewczynka. Nie miała bliskich koleżanek, raczej była wyalienowana. Z nauką nie szło jej najlepiej – mówi nauczyciel ze szkoły, do której chodziła Ola. Chodziła. Bo czy po tym, co się stało 11 marca, wróci co szkoły? Wątpliwe, czy w ogóle pozostanie w Zamościu.

Z nożem do dziecka

Niedziela 11 marca, ulica Szymona Szymonowica w Zamościu. Wczesne popołudnie. Podczas gdy mieszkańcy wracają z niedzielnych nabożeństw, na pierwszym piętrze jednego z bloków rozgrywa się dramat matki i córki. Czy 12-letnia Ola przeczuwa, że z jej 35-letnią mamą dzieje się coś złego? Czy widziała już ją w takim stanie? W amoku, furii, psychozie? Czy jej mama miała wcześniej urojenia? Póki co te pytania muszą pozostać bez odpowiedzi. Jedno jest pewne, Ola musiała obawiać się mamy. Już poprzedniego dnia zachowanie kobiety mogło ją zaniepokoić. Dlaczego jej mama nie chciała wpuścić do domu babci? Kobieta pukała, stukała do drzwi, bez skutku. W końcu zrezygnowana odeszła. Na wycieraczce zostawiła siatkę z zakupami. Nazajutrz doszło do eskalacji negatywnych, chorych emocji.

Ile to trwało? Nie wiadomo. Wszystko wskazuje na to, że dziewczynka uciekała przed matką. Zamknęła się w łazience. Właśnie tam w ociekającej krwią wannie leżała, gdy służby ratunkowe i policja zjawiły się w domu.

Była w samej bieliźnie. Na całym ciele miała rany cięte i kłute, najwięcej na tułowiu i kończynach. Gdyby nie szybka pomoc, pewnie by się wykrwawiła. Nie potrafiła wydobyć z siebie ani słowa. Była trupio blada, w oczach miała przerażenie. Kurczowo zaciskała ręcznik, który miał ją osłonić przed ciosami.

Nawet policjantom, przyzwyczajonym do ludzkich dramatów, trudno było zapanować nad emocjami. Stan okaleczonej 12-latki był ciężki, miała obrażenia narządów wewnętrznych. Karetka zabrała ją na oddział intensywnej terapii szpitala „papieskiego” w Zamościu. Dziewczynka przeszła operację. Lekarze wprowadzili ją w stan śpiączki farmakologicznej. Dwa dni później została przewieziona do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Choć została wypisana ze szpitala, jej stan psychiczny nie nadaje się do tego, aby przeprowadzić z nią czynności procesowe. Nie wiadomo, czy w ogóle zostanie przesłuchana. Lekarze stwierdzili u niej zespół stresu pourazowego. Dziewczynka przebywa pod opieką ojca i dziadków.

A matka? To ona zadzwoniła na policję. Nie wspominała o dziecku, ale jej wywód był irracjonalny, a to wzbudziło czujność dyżurnego policji. Na miejsce wysłał patrol. Kobieta od razu znalazła się w kręgu podejrzeń. Nikogo innego nie było w domu, poza tym drzwi były zamknięte od wewnątrz. Matka Oli trafiła do Szpitala Psychiatrycznego w Radecznicy, gdzie przebywała ponad tydzień.

Prokuratura Okręgowa w Zamościu wszczęła śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa. Po tygodniu ustalenia śledczych okazały się jeszcze bardziej przerażające.

Gwałt i 12 ciosów

19 marca, gdy stan 35-latki poprawił się, została doprowadzona do prokuratury. Tam usłyszała dwa zarzuty.

– Usiłowanie zabójstwa córki, poprzez zadanie jej 12 ciosów nożem kuchennym to jeden z dwóch zarzutów. Drugi dotyczy tego, że używając przemocy, poprzez przytrzymywanie, doprowadziła dziecko do obcowania płciowego. Podejrzana nie przyznała się do zarzucanych jej czynów, złożyła krótkie wyjaśnienia – tłumaczy prokurator Bartosz Wójcik, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Śledczy, ze względu na dobro dziecka, są bardzo oszczędni w słowach.

Sąd na wniosek prokuratury zastosował trzymiesięczny areszt wobec matki. Istnieje bowiem zagrożenie, że mogłaby popełnić zbrodnię ponownie. Wiadomo, że w przeszłości leczyła się psychiatrycznie. Kobieta trafiła na Oddział Psychiatrii Sądowej Aresztu Śledczego w Krakowie, gdzie jest badana przez biegłych psychiatrów. Mają oni za zadanie ustalić, czy była poczytalna. Na podstawie opinii biegłych sąd zdecyduje co dalej, czy należy skierować ją na obserwację psychiatryczną do szpitala. Jeżeli okaże się, że jest chora psychicznie, to będzie leczona przymusowo.

Równolegle trwa postępowanie dowodowe. Policja pod nadzorem prokuratury przesłuchuje świadków. Dowody w postaci przedmiotów z miejsca zdarzenia, np. odzieży, na której znajdują się ślady biologiczne, zostaną sprawdzone przez biegłych.

Aneta Urbanowicz

Imię dziewczynki zostało zmienione

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*