Wolałabym nie mieć daru jasnowidzenia

Z jasnowidzką Mają Danilewicz rozmawia Janusz Szostak

Czy pamiętasz moment, gdy zorientowałaś się, że masz dar jasnowidzenia? Czy było to dla Ciebie zaskoczeniem? Czy od razu wiedziałaś, jak to wykorzystywać choćby do szukania zaginionych ludzi?

Od dziecka wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak. Widziałam różne obrazy, sytuacje, paru osobom uratowałam życie. Ale to się robiło jakby samo. Ojciec mój trzy razy uniknął śmierci tylko dlatego, że nie puściłam go do pracy, bo wiedziałam, że jutro go już nie zobaczę. Nikt w rodzinie nie zwracał na moje słowa i wizje uwagi. Ja sama też nie wiedziałam, że tak to działa. W trakcie pojawiło się jasnosłyszenie i zdolności bioenergoterapeutyczne oraz energia reiki. Reiki to uzdrawiająca energia, która płynie zawsze tam, gdzie jest potrzebna i oddziałuje na wszystkich poziomach ciała człowieka całościowo, zarówno na ciało i duszę. Działa ona zresztą nie tylko na biorcę, wzmacnia również osobę, która ją przekazuje. Stąd też szybko się regeneruję. Moja mama zawsze mówiła, że mam ręce gorące jak żelazka.

Czy pamiętasz pierwszą sprawę, którą udało Ci się rozwiązać dzięki jasnowidzeniu?

Szukanie zaginionych pojawiło się przez przypadek. Mojej znajomej zaginęła siostra, która była w trakcie leczenia depresji. W czasie naszej rozmowy pojawiły się obrazy, gdzie może ona być. Opisałam dokładnie to miejsce i tam też ją znaleźli. Kobieta nie żyła. Później to już jakoś samo poszło to poszukiwanie zaginionych i tak trwa do dzisiaj.

O sprawach, którymi się zajmujesz, zwykle nie jest głośno. Jesteś osobą, która nie pokazuje się w ogóle w mediach, unikasz rozgłosu. Mało kto wie, jak wyglądasz, gdyż nie zgadzasz się na publikację swoich zdjęć. Nie szukasz popularności, na czym zwykle zależy jasnowidzom. Z czego to wynika?

Nie mam parcia na popularność, to bardzo przeszkadza, gdy każdy wskazuje na ciebie palcem i szepce do drugiej osoby: „Widzisz, to ona”. Czy nie lepiej spokojnie sobie żyć? Dlatego nie dziwię się artystom oraz znanym osobom, a także zwykłym ludziom, że tak bardzo cenią sobie prywatność i też tego się trzymam. Popularność kosztuje, a mnie na to nie stać. Co do spraw, którymi się zajmuję, to mam ich bardzo wiele rozwiązanych, o których się ani nie pisze, ani nie mówi. Nie lubię się chwalić, nie opisuję też dokładnie, co widziałam i gdzie. Moim zdaniem o rozwiązaniu spraw mają wiedzieć tylko osoby zainteresowane w sprawie, osób postronnych w to nie mieszajmy. To nie są fajne sprawy, to trauma zarówno dla mnie, jak i rodzin zaginionych, które akurat w tym czasie potrzebują jakiejś nadziei, rozmowy, wsparcia i trzeba im to zapewnić, trzeba wysłuchać, a w trakcie stworzyć portret psychologiczny osoby zaginionej. Mnie bardzo dużo daje rozmowa z rodzinami, które się do mnie zgłaszają. Dzięki temu mogę więcej zobaczyć. Nie jestem podatna na sugestię innych osób, mam swój ogląd sprawy, nad którą pracuję.

Nie brakuje ludzi, którzy nie wierzą w skuteczność jasnowidzów. Często osoby obdarzone darem jasnowidzenia uważane są za oszustów i hochsztaplerów, który żerują na ludzkich tragediach. Jak myślisz, z czego to wynika?

Ja nie mam z tym problemów, a wiesz dlaczego? Gdyż nic nie robię na siłę, jeśli kogoś nie widzę, to od razu to mówię i nie podejmuję się szukania i wskazania. Ludzie myślą, że jasnowidz dostaje zdjęcie lub jakąś rzecz, siada na stołku i puszcza sobie film na ścianie, i widzi przebieg wydarzeń. Ale tak to nie działa, często to ciężka, mozolna praca. Jasnowidz jest tylko człowiekiem i również może się mylić, zwłaszcza, jeśli się pokrzyżują wizje dwóch osób. W zasadzie ten kto nie wierzy jasnowidzącym i tak kiedyś będzie musiał skorzystać z naszej pomocy, życie jest nieprzewidywalne. Oczywiście, że nie brakuje takich pseudojasnowidzów, powstają jakieś grupy, co chwila jakieś medium robi wielkie zamieszanie wokół spraw, nic do nich nie wnosząc, tylko zamęt. Szukają na zasadzie: albo poszedł tędy, albo jest tutaj, albo go tutaj nie ma, a powinien być. Nie wiem, jak te grupy działają, ale jak to czasem czytam, to aż mnie trzepie z nerwów i oczom nie wierzę, jakie niektórzy mają wizje. Czasem przebijają Lema. Zdarzają się też oszuści, którzy myślą, że jak wyrysują mapkę i dadzą rodzinie, i skasują za to pieniądze, to interes będzie się kręcił, a może akurat trafią. Znam paru takich i obserwuję, jakie później mają problemy. Prawdziwy jasnowidz powinien być bardzo dyskretny i obiektywny, taka jest nasza etyka. W trakcie poszukiwań osoby zaginionej, ludzie powierzają mi informacje, których nigdy nie wykorzystałam na forum publicznym ani na żadnym innym. To jest właśnie to zaufanie, które ja daję potrzebującym pomocy oraz wiarę w to, że nic nigdzie nie będzie publikowane ani w żaden sposób wykorzystane.

Czego potrzebujesz, aby powstała wizja? Czy wystarczy samo zdjęcie, czy też tak jak Krzysztof Jackowski musisz mieć jakiś przedmiot należący do zaginionej osoby?

Pana Jackowskiego bardzo szanuję, ale każdy z nas ma swoje metody pracy, nie ma na świecie dwóch takich samych osób. Chociaż mam ochotę niekiedy spróbować takiej metody, ale coś mnie od niej odpycha. Do wizji potrzebne jest mi zdjęcie, niekoniecznie wysłane do mnie drogą pocztową, ale przekazane przez rodzinę drogą mailową. Zawsze proszę o wyraźne zdjęcie twarzy, na której widzę całe życie każdego człowieka, nie tylko tego zaginionego. Czoło i oczy są skarbnicą wiedzy o człowieku, to takie mapy naszego życia. Twarz pokazuje zaś wszelkie choroby i przejścia w życiu. Trzeba to wszystko tylko zobaczyć. Ja to widzę, a inni nie. Dla mnie bardzo ważna jest rozmowa z rodziną, ponieważ podczas rozmowy pojawiają się obrazy, sceny, postacie, które coś wnoszą w sprawę zaginięcia.

Ja widzę oczami zaginionych drogę, którą szli i co po drodze widzieli, oraz miejsca, gdzie mogą być. Muszę tutaj zaznaczyć, że najgorzej szuka się osób, które są pod wpływem alkoholu, środków odurzających i osób starszych, zwłaszcza tych z demencją. Oni nie wiedzą, gdzie są. Pokazują różne rzeczy, swoje myśli, sytuacje które już były lub te jeszcze nie załatwione, nie pokazują drogi, którą idą na ostatni swój spacer.

Zajmujesz się wyłącznie szukaniem zaginionych, czy też ludzie zgłaszają się do Ciebie z innymi problemami: choćby pytając o numery w lotto czy szczęście w miłości?

Ja codziennie na maila otrzymuję zapytania i prośby o pomoc w rozwiązywaniu różnych problemów, zwłaszcza w miłości. Ludzie proszą o wskazówki, co dalej. Pytającymi są zazwyczaj młode osoby, czasem niepełnoletnie, które mają problemy czy rówieśnik je kocha, czy nie kocha, czy może kocha ich koleżankę i takie tam. Dla nich to bardzo ważne, ponieważ z tego tytułu jest wiele samobójstw i zabójstw. Ale nikomu nie przetłumaczysz tak, jakby ktoś chciał, rzeczywistość jest jednak inna.

Jak sądzisz, czemu ludzie pytają Cię o rady?

Po to, aby uspokoić się psychicznie i z zupełnie innej strony popatrzeć na swoje życie. Potrafię rozmawiać z ludźmi i dawać im nadzieję na lepsze czasy. A tak naprawdę ja kocham ludzi i rozmawiam z każdym, i o wszystkim, nie ma tematu tabu. Jestem normalną kobietą, która je, śpi, sprząta, gotuje, robi zakupy. Ale podobno mam w sobie jakieś ciepło, które działa magicznie na ludzi, to są opinie osób, które pytały mnie o rady życiowe. O numery w lotto na razie nikt nie pytał. Ale ludzie naprawdę mają różne problemy, które czasem urastają w ich oczach do wielkich dramatów, a później okazuje się, że są to tylko małe piki, na które jest rada, tylko że tę radę ktoś musi im dać.

Czego dotyczyło najbardziej nietypowe zlecenie?

Wszystkie są nietypowe, ponieważ ludzie oczekują cudu. Ginie wiele rzeczy; ciągniki, auta, rowery, obrączki ślubne, krawaty, klucze od sejfu, każdy czegoś szuka. Ale nietypowe są dla mnie te, które dotyczą szukania kotów, nie wiem dlaczego, ale ja bardzo nie lubię kotów i nawet rozmowa o nich potrafi zepsuć mi cały dzień. Zaznaczam, że nie posiadam też szklanej kuli, ale może jakbym ją miała, to i koty jakoś bym tolerowała. Ale wątpię.

Czy są sprawy, których nie jesteś w stanie ruszyć z miejsca. Z czego to wynika?

Nie wszyscy chcą, aby ich szukać. Nie wiem, z czego to wynika. Wiele rzeczy jest niezbadanych i niepojętych dla naszego umysłu, ale według mojej zasady, wszystko w życiu dzieje się po coś. Patrzę na ich zdjęcia, rozmawiam z rodziną i nic – beton, nie przekujesz się. Ale po wielu latach poszukiwań doszłam do wniosku, że oni nie wiedzą, że nie żyją. To coś jakby zapadli w śpiączkę i nie mogą się wybudzić ani powiedzieć słowa, czy pokazać miejsca, gdzie ich szukać. Tacy zawieszeni pomiędzy światami. Takie osoby nigdy się nie znajdą, gdzieś tam są. To jest tak, jakby ktoś im zgasił nagle światło i zostawił gdzieś na drodze ich życia, nie dając nawet malutkiej latarki. Może za karę? Przykre.

Czy rodziny i policja szukają z Tobą kontaktu? Czy też to ty wychodzisz z inicjatywą?

Tak, szukają ze mną kontaktu i bardzo często pomagam wszystkim, jeśli tylko potrafię z zaginionymi nawiązać kontakt. Czasem sama szukam kontaktu, ponieważ zaginieni męczą mnie. Lubią się, jak ja to mówię, przyssać do mnie i proszą o przekazanie informacji, gdzie ich szukać. Często przychodzą do mnie w snach, ulubiona ich godzina to 5 rano, muszę wtedy się postarać, odtworzyć sen i wszystkie obrazy, które przekazali. Ale zaznaczam, są one bardzo uszczuplone, czyli sceny, które widzieli.

Czy policja dziękuje Ci za pomoc, czy też stara się umniejszyć Twoją rolę?

Zawsze dziękują. Przekazuję informacje, co zobaczyłam, co usłyszałam, odpowiadam na zadane pytania później jeszcze dokładam pojawiające się obrazy. Dyskrecja jest niezmiernie ważna przy tym i to się ceni obopólnie. Reszta to ich praca, każdy z nas robi swoje. Policja prowadzi swoje czynności, nurek szuka w wodzie, psy tropią po śladach i zapachu, detektyw pracuje po swojemu. Tutaj nie chodzi o umniejszanie czyjejkolwiek roli, tylko o znalezienie zaginionej osoby. Tak powinna w zasadzie wyglądać współpraca pomiędzy jasnowidzem a osobami współpracującymi. To moje marzenie.

Dokumentujesz rozwiązane sprawy? Dużo ich było?

Robię notatki, szukam na mapie, analizuję w głowie, zastanawiając się czasem, jak ten nasz mózg jest skonstruowany, że potrafi pomieścić aż tyle wszelkiego rodzaju informacji. To jak wielka biblioteka i czytelnia razem wzięte. Każda sprawa zostaje rozwiązana, tak czy inaczej. Bardzo dużo spraw rozwiązałam, nie tylko u nas w Polsce, ale także pomogłam policji na całym świecie. Mam jeszcze do rozwiązania parę spraw, ale nie ma tak zwanego trupa, miejsca albo winnych, a poszlaki i gdybanie to żaden dowód.

Ponoć zdarza się, że niektórzy kradną Twoje wizje?

Kradli wcześniej z bloga i handlowali nimi, sprzedając rodzinom informacje zaczerpnięte z mojego bloga. W chwili obecnej już nie publikuję żadnych moich wizji i opisów z dokładnością do milimetra.

Są też takie osoby, które chcą, abym pomogła im szukać, nie są jednak rodziną. Przedstawiają się jako znajomi, koledzy, koleżanki, ciotki, siostry, bracia. Wtedy proszę o kontakt z najbliższą rodziną i prośby się kończą. Widzę też, że pseudojasnowidze korzystają z moich wcześniejszych analiz, dzwonią do rodziny i udają, że mają wiedzę, a może się uda podpytać Maję, co dalej i jak ja to widzę. Pamiętajmy, że w Internecie każdy może być tym, kim chce być. Bardziej ogarnięci nawet zakładają konta pocztowe, używając na czas zapytań nazwisk i imion zbliżonych do osoby zaginionej, aby tylko uszczknąć trochę informacji. Do dzisiaj dwie osoby podszywają się pod moje analizy. To jest wstrętne. Bo wizje, które zostały opublikowane na moim blogu, to tylko cząstkowe ich fragmenty, resztę dopisują sobie sami na zasadzie: trafię lub nie. Ja znam ciąg dalszy – oni zaś go nie znają i na tym polega moja przewaga.

Którą sprawę zapamiętałaś najbardziej?

Najbardziej zapamiętałam sprawę zaginięcia Jakuba Kazały. Przyszedł do mnie w nocy we śnie i dokładnie powiedział, gdzie jest. Był ubrany na biało, był taki piękny, uśmiechnięty, spokojny. Nawet mi powiedział, że mam ładną córkę. Pokazał mi dom i powiedział, że tam musi iść. Za tym domem znaleziono Jakuba.

Rozwiązanie sprawy zapewne przynosi Ci ulgę.

Wszystkie sprawy zaginięć, i nie tylko, to dramaty rodzinne a także moja praca i wysiłek, który w nią wkładam. Są sprawy bardziej lub mniej przejrzyste. Jedno tylko muszę docenić, że jeśli już znajdzie się poszukiwany, to odczuwam coś w rodzaju ulgi psychicznej. Wiem, kiedy zaginiony się odnajdzie, albowiem w tym dniu zawsze przechodzi po mojej lewej stronie coś w rodzaju ciemnej postaci. Są to zazwyczaj samobójcy. Wtedy wiem, że już się ktoś odnalazł. Proszę też rodziny, z którymi utrzymuję kontakt w sprawie poszukiwań, aby dały mi znać, że zaginiony został znaleziony i aby pytali, co jeszcze chcą wiedzieć. Ja widzę tylko do dnia pogrzebu, później już nic nie zobaczę i nawet nie chcę.

Miałam też taki przypadek – znaleziono chłopaka w wodzie – rodzina powiadomiła mnie o tym fakcie, nikt nie wiedział o tym publicznie, tylko małe grono osób. Dowiedziałam się, że został skremowany i kiedy będzie pogrzeb. Przyszedł do mnie i cały czas mi mówił o jakimś misiu, żeby nie zapomnieć o misiu, dwa dni mnie tak męczył. Zadzwoniłam do jego rodziców i opowiadam o tym. Okazało się, że był to jego ulubiony brelok, który przynosił mu szczęście i miał go przy kluczach. Rodzice podziękowali i włożyli do grobu tego misia. Od tej pory już mnie nie nachodził, przeszło w momencie.

Czy jest sprawa, która uważasz za swoją największą porażkę?

Nie ma w życiu porażek, są tylko niezałatwione sprawy. Mam sprawy niewyjaśnione, które od czasu do czasu do mnie wracają i zaginieni wręcz się domagają, i osaczają moje myśli, aby ich odnaleźć, wskazać miejsce. Wtedy bardzo mnie meczą, ale czasem coś konkretnego podpowiedzą i wtedy przekazuję to prowadzącym sprawę, a nuż może to być tak zwane brakujące ogniwo. Nie monitoruję już tego później. Czekam tylko na telefon i wiadomość, czy znalazła się dana osoba lub nie.

Uważam, że Twoja wizja na temat zaginięcia Iwony Wieczorek jest najbliższą tego, co naprawdę się wydarzyło. Jak myślisz, czy kiedykolwiek ta sprawa doczeka się rozwiązania?

Spodziewałam się tego pytania. Uważam, że ta sprawa nigdy nie zostanie wyjaśniona, chociaż miałam cichą nadzieję, że chociaż w tym „miejscu” coś się znajdzie. Ale zawsze może się zdarzyć, że ktoś, kto coś wie, coś sypnie, aby siebie wybronić z czegoś. Ale nie ma i nie będzie ciała. Nawet najdrobniejszego kawałeczka kostki. W sprawie Iwony fantastycznie działa „efekt wyparcia”. Iwona musiała mieć jakąś ksywkę i dlatego sprawca bądź sprawcy nie będą jej postrzegać jako tej pięknej dziewczyny – Iwony Wieczorek, tylko jako np. Iwkę, Iwcię, Blondi. To tylko moje przykłady, nie wiem, jak do Iwony mówili znajomi. Wtedy mniej boli i sumienie czyste. Tak to właśnie działa.

Czy są sprawy, które kończą się happy endem? Szukasz ciała, a znajdujesz żywą osobę?

A pewnie, że są. Ale te są jeszcze bardziej męczące niż zwykłe zaginięcia. Bo wytwarzasz obrazy, szukasz tych obrazów, szukasz miejsca, pytasz dlaczego, patrzysz się na zdjęcie i nic – beton, czyli osoba żyje. Ale dlaczego jest nieobecna? Czasem w grę wchodzą używki i inne rzeczy, oczy mówią, że żyje. Ale gdzie jest? Kiedy już wróci do domu cała i zdrowa, jest ulga. Jednak takich osób jakoś nie chce się szukać, tak jak tych, w których oczach widzę śmierć. Wtedy to się szuka na zasadzie wykluczania miejsc, czyli jest to inny rodzaj poszukiwań.

Ile osób miesięcznie zgłasza się do Ciebie o pomoc?

Nie prowadzę statystyk, każdemu staram się jakoś pomóc, jeśli czas mi na to pozwala. Czasem sama rozmowa daje ludziom więcej niż worek złota. Wdzięczność ludzka jest dla mnie ważniejsza niż wszystko inne. Widać tak mam mieć w tym wcieleniu, dobro wraca.

Krzysztof Jackowski powiedział mi, że czasami brakuje mu trupa. Czy Tobie też to się zdarza?

Ależ oczywiście, że się zdarza. Ktoś prosi o wizję dla zaginionego. Po popatrzeniu na zdjęcie, po rozmowie z rodziną zaczynam pracować. Głowa boli, zwoje się przepalają, oczy czerwone, a trupa nie ma, a ten potencjalny trup dobrze się bawi w towarzystwie znajomych, bo miał taki kaprys. Po jakimś czasie wraca do rodziny, matka rzuca mu się na szyję i dziękuje, że dziecko wróciło do domu, a matka straciła połowę zdrowia. Drugi rodzaj. Wszystko się zgadza, zaginiony tam powinien być, tak mi pokazuje, ale go tam już nie ma. Został widocznie przeniesiony w inne miejsce i dalej szukam obrazów i czekam aż mi coś powie lub pokaże. Już go niby mam i wskazuje inne miejsce i znowu brak. Szukałam kiedyś osoby, która została przeniesiona aż trzy razy, za czwartym razem znalazła się przez zupełny przypadek, ktoś przechodził na skróty i wszedł na trupa.

Zarabiasz na jasnowidzeniu? To Twój zawód czy hobby?

Nie zarabiam na jasnowidzeniu, nie jest to ani mój zawód, ani zwłaszcza moje hobby. Z zawodu jestem zupełnie kimś innym. Wierz mi, nie chciałabym tego daru jasnowidzenia po raz kolejny dostać w prezencie.

Czy każdy może być jasnowidzem, czy jest to dar tylko dla wybranych?

Jasnowidzenie to jest dar dla wybranych. Pytasz, czy każdy może być? Jak się ktoś uprze i uwierzy, że nim jest, to będzie tak, jak z marnym lekarzem – albo trafi w leczenie i postawi odpowiednią diagnozę, albo będzie domniemywał, przepisze jakieś leki i wdroży leczenie, ewentualnie dopyta kolegę, co sądzi o jego diagnozie i już będzie miał odpowiedź. Mój dziadek był różdżkarzem, miał dar – szukał źródeł wody pod wykopanie studni, jemu różdżka wskazywała zawsze odpowiednie miejsce. Mnie różdżka nie wskaże wody nawet na środku Wisły. Wynika z tego, że nie każdy może być różdżkarzem – trzeba więc mieć ten dar.

 Kto i jak może się z Tobą kontaktować?

Każdy może się ze mną skontaktować przez Facebooka oraz przez maila: jesienna3@gmail.com Proszę też, aby osoby, które chcą się ze mną skontaktować, zostawiły swój numer telefonu. Ja oddzwonię, gdyż nie zawsze jestem dostępna.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*