Jak policja policjanta zgnoiła

 W jeden dzień z doświadczonego policjanta zrobiono przestępcę. Zatrzymano go za posiadanie narkotyków, które narkotykami nie były. Kompletnie rozbity trafił na wiele tygodni do szpitala psychiatrycznego. Mimo że sąd uznał, iż działania wobec niego były bezzasadne, nie wrócił już do służby.

Przeszukano między innymi jego dom i garaż, gdzie jednak niczego zakazanego nie znaleziono.

– Trudno zapomnieć 23 października 2015 roku – wspomina Joanna Plaza, żona 47-letniego Marcina Plazy. – Myślałam, że dostanę zawału, gdy ich zobaczyłam – dodaje. Rozmawiamy w ich domu w Borowej Wsi, w pobliżu Rudy Śląskiej. Mąż pani Joanny był aspirantem sztabowym wydziału kryminalno-dochodzeniowego V Komisariatu w Rudzie Śląskiej. Dziś jest na emeryturze.

– Zaczęło się z początkiem lipca 2015 roku – wspomina Joanna Plaza Roboty miał w bród. Jak zwykle na komisariacie. To był jeden z najbardziej doświadczonych policjantów w jednostce, prowadził od 30 do 35 spraw miesięcznie. A zdarzało się, że bywało tego więcej.

Metody komendanta

 

W komisariacie mianowano wtedy nowego komendanta. Zajrzał raz komendant do pokoju Plazy, w którym aspirant sztabowy siedział ze swym kolegą. Kazał im pokazać wszystkie sprawy, które obydwaj prowadzili. Interesował się szczególnie sprawami Plazy.

– Wybierałem się na trzytygodniowy urlop z rodziną, dokończyłem najważniejsze sprawy i przedłożyłem je komendantowi – opowiada były już policjant. Ledwo Plaza rozpoczął urlop, to komendant wezwał go do siebie.

– Czeka cię robota – usłyszał od komendanta. Przełożony nie kazał mu jednak przerywać urlopu. Mówił, że aspirant sztabowy musi dokończyć jedną sprawę, a potem zaraz jeszcze drugą.

– Na wyniki czekają prokuratorzy – zaskoczył tym Plazę, który wszystkie najważniejsze sprawy zdał jeszcze przed urlopem, w ustalonych z prokuratorami terminach. Pozostałe mieli w zastępstwie objąć jego koledzy, tak jak to bywa w zwyczaju w komisariacie, gdy ktoś z załogi idzie na urlop.

Plaza nie był w policji nowicjuszem. Przepracował w niej nienagannie 25 lat i wiedział, co to obowiązek, i co oznacza służba. Skoro jednak komendant kazał, to nie dyskutował. Pomimo urlopu, po pięć godzin dziennie przebywał w robocie.

– Aż w końcu nie wytrzymałem!

Zbuntował się po tygodniu. Obiecał żonie, 5-letniemu wówczas synowi Adamowi, i 20-letniej córce Natalii, że gdzieś wspólnie pojadą.

Komendant nie oponował już wtedy, ale zapamiętał…

Po urlopie Plaza zorientował się, że jego spraw nikomu nie przydzielono.

– Terminy goniły, komendant wzywał mnie i zaczął się czepiać.

Plaza powiedział żonie, że chyba komendant chce go się pozbyć z jednostki.

– Wiele razy mówiłam, żeby dał sobie spokój, że ma swoje lata przepracowane i może odejść – dodaje Joanna Ale on nie słuchał.

Plaza sprawdzał, czy w trakcie urlopu prokuratorzy pytali o prowadzone przez niego sprawy. Co sugerował komendant. Ale okazało się to nieprawdą. Prokuratorzy pytali jedynie, kiedy sierżant sztabowy wraca z urlopu.

– Wiedziałem więc, że coś się wokół mnie dzieje.

– Chodził cały czas jak struty – dodaje żona – Powtarzał tylko, że coś na niego mają.

Gdzieś w połowie października 2015 roku komendant znowu pojawił się u niego w pokoju. Zapytał, jak sprawy, i ile czasu potrzebuje, by je zakończyć.

– Dwa tygodnie, tak mu odpowiedziałem.

Po tygodniu komendant zjawił się ponownie. Tym razem w obecności kierownika wydziału kryminalno dochodzeniowego komisariatu. Tym razem to kierownik pytał, ile potrzebuje czasu na zakończenie prowadzonego postępowania. W kolejny czwartek komendant zapytał, czy to wszystko, co leży biurku, należy do Plazy.

– Odpowiedziałem, że tak. Na co on stwierdził, że mam wyjść do domu i zjawić się dopiero dnia następnego, rano. Klucze od pokoju mam pozostawić na biurku.

Komendant zakomunikował to samo koledze Plazy z pokoju.

– Mąż wyglądał, jakby mu lat przybyło – wspomina jego małżonka – Był blady na twarzy i myślałam, że będę musiała wzywać karetkę. Całą noc nie spał.

Policyjna prowokacja

 

Następnego dnia Plaza zameldował się na komisariacie o 8.00 i czekał na ławce w korytarzu. Jego kolegi nie było w pracy.

– O godzinie 12.00 pojawił się komendant i otworzył drzwi naszego pokoju – opowiada Plaza – Wszedłem za nim. Od razu sięgnął do szuflady mego biurka i wyciągnął stamtąd zielony susz w woreczku. Zapytał, co to takiego. Nie miałem pojęcia. Pierwszy raz to widziałem na oczy. Oznajmił, że trzeba zrobić przeszukanie, i że jestem zatrzymany za posiadanie narkotyków.

Komendant powołał specjalną komisję do zbadania sprawy. Swego zastępcę, kierownika wydziału dochodzeniowo- kryminalnego i sekretarkę. Przeszukano pokój Plazy.

– Nic więcej nie znaleziono. Jednak komendant powiadomił pion kontroli w policji oraz wydział spraw wewnętrznych komendy w Katowicach.

Oświadczono, że przeszukają dom Plazów przy pomocy przewodnika wraz z policyjnym psem od wykrywania narkotyków.

– Myślałem, że nie przeżyję tego – wspomina policjant.

Komendant chciał jeszcze Plazę skuć w kajdanki, ale przybyły oficer z Katowic orzekł, że nie ma takiej potrzeby.

Było grubo po godzinie 18, gdy pod dom Plazów w Borowej Wsi podjechało pięć radiowozów na sygnale i wyszło z nich piętnastu funkcjonariuszy.

– Byłam wtedy z córką przed domem – opowiada Joanna – Zobaczyłam komendanta, za nim męża. Szedł, jak na skazanie. Komendant oznajmił, że będzie przeszukanie domu, bo znaleziono u męża narkotyki i w związku z tym zostaje zatrzymany. Musiałam zamknąć naszego owczarka, bo również przyjechał pies policyjny.

Nie wszyscy policjanci weszli do domu: – Ci, co u nas bywali, odmówili – dodaje Joanna – Komendant wydał rozkaz, więc przyjechali. I tylko tyle. I słowa dotrzymali.

Żona Plazy nie chciała na to patrzeć, chciała wyjść na zewnątrz.

– Za to zimną krew zachowała córka – opowiada kobieta – Nie wychodź, powiedziała, trzeba patrzeć policjantom na ręce. Pilnuj na dole, ja ich przypilnuję na górze. Pilnowały obydwie. Zrobiono kipisz. Przeszukano cały dom, również garaż i pomieszczenia gospodarcze. Nie pominięto żadnego zakamarka. I nic nie znaleziono. Pies policyjny nie znalazł narkotyków w domu Plazów.

– Za to sąsiedzi mieli ubaw – dodaje Joanna.

Po przeszukaniu komendant oświadczył Joannie, żeby na męża nie czekała, bowiem zostaje zatrzymany.

– O co, w tym wszystkim chodzi? – zapytała Joanna Jak chciał się pan pozbyć męża, to mógł to przecież zrobić w inny sposób.

Wtedy komendant szybko opuścił dom Plazów.

W policyjnym laboratorium zbadano susz: Nie były to narkotyki – dodaje Plaza – I do dziś nie wiem, co to było w tym woreczku.

Mimo to Plaza nie wrócił do domu. Rodzina była w szoku, najbardziej zatrzymanie ojca przeżywał 5-letni wtedy Adam. Nie wiedział, co się dzieje z tatą.

Po powrocie do domu Marcin Plaza trafił do szpitala psychiatrycznego w Rybniku. Spędził miesiąc na oddziale zamkniętym, przyjmując regularnie leki.

– Pojawił się wtedy w szpitalu ktoś z policji, by odebrać mężowi legitymację służbową – mówi żona policjanta Mąż był zdruzgotany, że straci również emeryturę

Plaza usłyszał, że prowadzone jest przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne.

Przeszukanie bezzasadne

 

Joanna chciała się spotkać z komendantem, porozmawiać co dalej, i co zrobili z jej mężem. Ale komendant nie miał dla niej czasu: – Unikał spotkania… W końcu złożyłam zażalenie do komendy wojewódzkiej. Dowiedziałam się, że było wszystko zgodnie z przepisami.

Po miesiącu pobytu w szpitalu Plaza wrócił w domu, a Joanna złożyła do prokuratury zażalenie na działanie policji w jej domu. Sprawa o sygn. akt VI Kp 225/15 trafiła do Sądu Rejonowego w Rudzie Śląskiej. 19 maja 2016 r. sąd wydał wyrok, w którym uznał przeszukanie w domu państwa Plazów za niezasadne. I tym samym za nielegalne. Miało napiętnować Plazę nie tylko w oczach policjantów, ale również rodziny i sąsiadów.

Rodzina Plazów przesłała decyzję sądu do Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

– Powiedzieli, że prześlą do jednostki właściwej, czyli do Komendy Miejskiej Policji w Rudzie Śląskiej – dodaje Joanna.

W komendzie w Rudzie Śląskiej nie chcą się wypowiadać na temat Plazy. Wielu dobrze ją pamięta.

– Jak się chce kogoś upierdolić, zawsze się znajdzie sposób – usłyszałem.

Oficer prasowy komendy aspirant Arkadiusz Ciozak przyznaje, że do rudzkiej komendy zwrócił się adwokat o dobrowolną wpłatę zadośćuczynienia na rzecz Plazów.

– Rodzina otrzymała odpowiedź – dodaje Ciozak, nie precyzując jednak, jakiej treści.

Państwo Plaza nadal czekają na zadośćuczynienie.

– Komendantowi był potrzebny etat i postanowił się mnie pozbyć – podkreśla Marcin Plaza.

Komendant komisariatu jest na zasłużonej (?) emeryturze.

Roman Roessler

 Fot. Roman Roessler

 

 

 

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*