WODA CZĘSTO WYGRYWA Z LUDŹMI

Z nurkiem  Radosławem  Jurkowskim rozmawia Janusz Szostak

 

Jest Pan płetwonurkiem zawodowym, byłym żołnierzem, prowadzi Pan szkolenia dla płetwonurków oraz klub płetwonurków 5 Fal w Krakowie.  Czym jeszcze zajmuje się Pan na co dzień?

Biorąc pod uwagę mój bagaż doświadczeń i umiejętności na co dzień pracuję na wysokościach, nurkuję i pracuję pod wodą. Wykonuję analizy dna za pomocą sonaru pływając motorówką, we współpracy z Katedrą Geodezji AGH pomagam w tworzeniu map batymetrycznych akwenów, biorę czynny udział w poszukiwaniach osób zaginionych. Najczęściej na terenie Małopolski. Oprócz tego szkole nurków, dla potrzeb Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Krakowie, i jako czynny instruktor nurkowania opiekuję się grupą płetwonurków poszukiwaczy WOPR.

Skąd wzięła się u Pana pasja do nurkowania?

Ona była we mnie zawsze, od lat dziecięcych, kiedy to w czarno-białym kineskopie małego telewizora Neptun oglądałem „300 tysięcy mil podwodnej żeglugi” oraz wszelkie inne programy związane z życiem podwodnym, zatopionymi pamiątkami i budowlami oraz statkami pełnych skarbów. Takie było dziecięce wyobrażenie i fascynacja podwodnym światem. Wtedy bardzo zapragnąłem być nurkiem.

Jest Pan byłym żołnierzem, brał Pan udział w misjach na Bałkanach  i w Afganistanie. Na co dzień był Pan blisko śmierci.  

W działaniach bojowych żołnierzy pełniących misje pokojowe zagrożenia tego typu sytuacjami jest wpisane w codzienny tok służby. Nie możemy pominąć faktu, że żołnierza w Wojsku Polskim szkoli się do walki w sprawie Rzeczpospolitej Polskiej i  uczy się go aby zgodnie z literą prawa „Służyć wiernie Rzeczpospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic, stać na straży konstytucji (… ) krwi własnej ani życia nie szczędzić (…)”, to cytat z roty przysięgi wojskowej. Więc każda misja wojskowa to dla żołnierza realne narażenie na śmierć lub utratę zdrowia.

Czy, można zapomnieć o tym co się widziało i w czym brało udział na wojnie?

Częstokroć staramy się nie pamiętać sytuacji złych i rozpamiętywać te dobre, ale każde wspomnienie rezyduje w nas, żołnierzach, do końca życia i wiele wspomnień pozostaje tylko w naszej pamięci

Nurkowanie pozwala oderwać się od złych wspomnień i szarej rzeczywistości?

Nurkowanie jest dla mnie, ale i dla moich przyjaciół, formą relaksu, wyciszenia, chwilowego wybycia do innego świata. Na pewno pomaga oderwać się od rzeczywistości i jest pewnego rodzaju zagłębieniem się w inny wymiar czasu i rzeczywistości. Można rzec, przestrzeni kosmosu, ale na zatopionych ziemi w otchłaniach.

Nurkuje Pan dla pieniędzy czy dla przyjemności, a może da się to pogodzić ze sobą?

Od wielu lat nurkuję dla przyjemności i ciekawości. Praca jako nurek zawodowy daje możliwość zarobkowania, ale nie możemy zapominać, że prace podwodne są niczym innym jak budową  czy montażem.  Tak samo jak na lądzie, z tą jednak różnicą, że stosujemy sprzęt do nurkowania i wszelkie czynności wykonujemy na głębokości, w wodzie. Najczęściej pracujemy sami połączeni jedynie kabloliną i kamerą z ekipą na powierzchni wody. 

Jakie cechy powinien mieć dobry nurek?

Dobry nurek powinien być odpowiedzialny, rozsądny, bardzo dobrze wyszkolony – z naciskiem na bardzo dobrze, pomysłowy oraz cierpliwy. Na wszelkich innych nurków „roztrzepańców” czy nonszalanckich wobec zasad, woda ma swoje zwyczaje i zawsze wygrywa udowadniając, iż należy mieć przed nią respekt. Niejednokrotnie pozostawiając nurka na zawsze w swoim świecie.

Od pewnego czasu angażuje się Pan w poszukiwania osób zaginionych. To nie jest popularna działalność wśród polskich nurków. Jak to się stało ze zainteresował się Pan tą działalnością?

Ludzie potrzebują pomocy, a ja jestem cały czas w głębi duszy żołnierzem, a co za tym idzie czuję wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy i obrony. Stąd mój odzew na propozycję przystąpienia do poszukiwaczy osób zaginionych oraz zaangażowanie sprzętowe i osobiste. Chcę wykorzystywać swoje doświadczenie i umiejętności dla celów wyższych.

 Wiem, że za sprawą Mai Danielewicz brał Pan między innymi udział w poszukiwaniach Piotra Kijanki, którego ciała poszukiwano między innymi w  Wiśle. Jednak bez skutku.  Doświadczenia innych takich akcji poszukiwawczych wskazują, że trudno jest odnaleźć ciała w rzekach, zwłaszcza w Wiśle. Czy obecne środki techniczne ułatwiają poszukiwania?

Jak na razie nie udało się odnaleźć Piotra Kijanki. Ja osobiście nadal mówię o żywym człowieku, bo zaginął i nie znaleziono go ani martwego ani żywego. Tak naprawdę bez środków technicznych i doświadczonych nurków poszukiwaczy nie ma mowy o skutecznym odnalezieniu ciała czy obiektu. Wszelkie formy oznaczania miejsca spoczynku obiektu są bardzo istotne i spajając wszystkie dane wypracowuje się metodę poszukiwawczą. Chaos i brak planu oraz niewłaściwy sprzęt, a do tego nurek amator, niejednokrotnie mogą doprowadzić do tragedii a niżeli dać sukces w poszukiwaniach. Wisła jest na co dzień spokojną rzeką w korycie Krakowa. Oczywiście gdy wzbiera woda, to pokazuje swoje groźne oblicze, ale nie jest typem rzeki rwącej, jak rzeki górskie na co dzień. Przejrzystość wody waha się od 10 centymetrów do metra. Niejednokrotnie, wykonując wszelkiego rodzaju prace podwodne w Wiśle, określamy z kolegami warunki widoczności jako „gnojówka” – 10-20 centymetrów i „Egipt”, to od około 30 centymetrów w górę, gdy jestem w stanie widzieć choć swoją rękę w wodzie.

Niekiedy jest sprzęt, ale brakuje ludzi, którzy radziliby sobie z jego obsługą. Tak moim zdaniem było w czasie głośnych poszukiwań Ewy Tylman. Tam była tak sytuacja, że  4 grudnia 2015 roku strażacy – poszukujący sonarem ciała Ewy Tylman – zarejestrowali znajdujące się w rzece zwłoki. Jednak nie potrafili odczytać zapisu sonogramu. Zrobił to dopiero w maju 2016 roku Maciej Rokus, odczytał on zawartość sonogramu, na którym było widoczne ciało prawdopodobnie kobiety, podobnej do Ewy Tylman. Ale gdy Rokus to odczytał ciała już tam nie było. Zastanawia mnie, dlaczego straż pożarna posługuje się sprzętem, którego nie potrafi obsłużyć?

Proszę o to zapytać w MSWiA oraz pion szkolenia Komendy Głównej Straży Pożarnej. Każdy strażak przechodzi odpowiedni proces szkolenia i dopiero po pozytywnym zaliczeniu takich szkoleń wyznacza się go na stanowisko do pełnienia służby w takim zakresie. A Maciek zna się na sonarze, to im odczytał. Jakby zwrócili się do mnie też bym im to odczytał. I myślę, że każdy kto pływa z sonarem też by to zrobił. To nie jest jakiś wyczyn nadludzki. Wymaga obycia z sonarem, przeczytania instrukcji albo odbyciu odpowiedniego szkolenia w tym zakresie. Oczywiście na sonarze nie będzie możliwości określenia rodzaju ciała: mężczyzny czy kobiety, wieku osoby czy rysów twarzy. Zwykle jest to obraz anomalii dna i jedynie z zarysu możemy wnioskować prawdopodobieństwo. Jednakże, równie dobrze może to być pień drzewa o zbliżonym układzie gałęzi do sylwetki człowieka lub nawet zwał kamieni pokryty piaskiem. To że obiekty „wędrują” w rzece jest pewne, bo woda nie jest stabilna i całkowicie różni się od wody w jeziorze, gdzie nie ma praktycznie żadnego ruchu. Zmiany stanu wysokości wody, a co za tym idzie i siły nurtu sprawiają, że obiekty mogą się przemieszczać i niestety, ale niejednokrotnie ulegają przy tym zdekompletowaniu. Nie będę opisywać szczegółów i rozprawiać się nad zasadami zjawiska. To skomplikowany temat.

W ubiegłym roku doradzał Pan Fundacji na Tropie, która kieruje, w sprawie poszukiwań Dominiki Paćkowskiej, nastolatki z Płocka, która prawdopodobnie utonęła w Wiśle. Niestety nie udało się odnaleźć Dominiki. Niemniej wiosną chcemy wrócić do jej poszukiwań. Włączy się Pan do tej akcji?

Jeśli zostanę zaangażowany do ekipy poszukiwawczej, to jestem do dyspozycji i w gotowości pomóc.

Szukał Pan ostatnio kogoś zaginionego?

Owszem, sprawdzałem kilka miejsc w krakowskiej Wiśle poniżej stopnia Dąbie w sprawie Marcina M i przy okazji Piotra Kijanki. Niestety miejsca wskazane okazały się puste.

Jak mogą do Pana trafić osoby, które chciałyby skorzystać z Pana pomocy przy poszukiwaniach?

Najlepiej do mnie trafić przez Maję Danilewicz, ale też na Facebooku i przez stronę klubu płetwonurków 5 Fal Kraków. Można również odnaleźć mnie przez krakowski WOPR.

Dziękuję za rozmowę.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*