Świadkami były kamery

Takich tragicznych czterech miesięcy, jak te w końcówce ubiegłego roku, dawno w Toruniu nie było. W tym czasie doszło w centrum miasta do 3 brutalnych zabójstw. Dwie ofiary to bezdomni. Mimo że fragmenty dramatów rejestrowały kamery monitoringu, nie wszyscy podejrzani zostali zatrzymani.

12 września ubiegłego roku około godziny 3 nad ranem, z krzaków na skwerze pomiędzy Wałami gen. Sikorskiego a Muzeum Etnograficznym, czyli w centrum Torunia, wyskoczył mężczyzna. Jego odzież płonęła. Na szczęście ktoś akurat tamtędy przechodził. Świadkom udało się zdusić ogień i wezwać pomoc.

 

Postać z monitoringu

Ubranie paliło się na 50-latku, a w krzakach, z których wybiegł mężczyzna, często latem nocowali bezdomni. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, zanim stracił przytomność, miał powiedzieć, że ktoś go czymś oblał, a potem podpalił. 50-latek zmarł w szpitalu.

Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest w kierunku zabójstwa tego mężczyzny dodaje prokurator Judyta Głowacka.

Po miesiącu postępowania śledczy ujawnili mediom zapis z miejskiego monitoringu, na którym widać postać idącą chodnikiem w pobliżu krzaków, gdzie nocował 50-latek.

 Zależy nam na kontakcie z osobą, której sylwetka została zarejestrowana na zaprezentowanym nagraniu z monitoringu tak tłumaczył przekazanie zapisu z kamery mediom do publikacji Wojciech Chrostowski z toruńskiej policji –  Osoba ta może mieć informacje mogące okazać się istotne dla wyjaśnienia okoliczności sprawy. Policjanci proszą też o kontakt osoby mogące pomóc w ustaleniu personaliów człowieka widocznego na filmie.

Z naszych informacji wynika jednak, że prowadzący śledztwo nie byli do końca szczerzy z dziennikarzami, wyjaśniając im powody upublicznienia zapisu z monitoringu. Postać na filmie to nie jest świadek zdarzenia. To prawdopodobny zabójca, ponieważ dalej widać na monitoringu, jak ta osoba wchodzi w krzaki, wychodzi z nich, a po chwili z tego samego miejsca wybiega płonąca postać. Tego fragmentu nagrania dziennikarzom już nie pokazano.

Ten zabieg śledczych, liczących na to, że szybciej ktoś może wskaże świadka zdarzenia niż podejrzanego o zabójstwo, niczego jednak nie przyniósł. Do dziś nie wiadomo, kto zamordował 50-latka i jaki był motyw tej zbrodni.

Podejrzany nie pamięta

Kamery monitoringu zarejestrowały również fragmenty dramatu, który rozegrał się 29 listopada przy ulicy Małe Garbary na toruńskiej starówce. Na filmie widać, jak około godziny 2 w nocy do bramy budynku sąsiadującego z I Liceum Ogólnokształcącym wchodzi jakiś człowiek, najprawdopodobniej bezdomny. Około 20 minut później za tymi samymi drzwiami znika inny mężczyzna. Po chwili brama gwałtownie otwiera się ponownie. Wyrzucony z niej bezdomny pada na bruk. Później pochylają się nad nim przypadkowi przechodnie i wzywają pogotowie. Karetka odwozi człowieka do szpitala, gdzie mężczyzna nad ranem umiera.

Wyniki jego sekcji zwłok wskazały złamania w obrębie twarzoczaszki, liczne złamania lewostronne żeber i stłuczenia narządów jamy brzusznej mówi prokurator Judyta Głowacka z prowadzącej w tej sprawie dochodzenie Prokuratury Rejonowej Toruń CentrumZachód – Okoliczności sprawy wskazują na to, że sprawca bił i kopał pokrzywdzonego, a później wypchnął z klatki schodowej. Podejrzany o to zabójstwo został zatrzymany tego samego dnia w tej kamienicy, bo jest jej mieszkańcem.

Na miejscu zdarzenia przeprowadzono oględziny i zabezpieczono dowody. Jednym z najważniejszych są ślady krwi pobitego znalezione na odzieży podejrzanego i różnych przedmiotach znajdujących się w jego domu.

Zatrzymany mieszkaniec kamienicy na wniosek prokuratury trafił na trzy miesiące do aresztu. Przesłuchującym go śledczym wyjaśnień udzielał bardzo oszczędnie. Nie wiadomo, dlaczego skatował bezdomnego. Nie przyznał się do winy, zasłaniając się lukami w pamięci. Rzeczywiście mógł mieć z tym problemy – w tragiczną noc wrócił do domu z mocno zakrapianej imprezy.

Do tej pory nie był karany. Teraz usłyszał zarzut umyślnego spowodowania poważnych obrażeń ciała, czym nieumyślnie doprowadził do śmierci. Grozi mu za to od pięciu do dwudziestu pięciu lat więzienia, albo nawet dożywocie.

Zaginione narkotyki

Kilkanaście ran zadanych ostrym narzędziem naliczył biegły przeprowadzający sekcję zwłok 39-letniej Tatiany W. z Torunia. Przed śmiercią w połowie grudnia ubiegłego roku była torturowana. Mimo że ulica Czarlińskiego, na której mieszkała Tatiana W., znajduje się blisko centrum Torunia i niedaleko Szosy Chełmińskiej, mającej już niedługo otrzymać nowoczesny wygląd, to nadal miejsce to ma wiele wspólnego z przedwojennym przedmieściem, gdzie raczej nie mieszkali bogaci torunianie. A i teraz przed domkami pamiętającymi wojenną zawieruchę o porządek również nie wszyscy dbają jak trzeba.

Przed drzwiami do domu Tatiany również zauważyć można było w połowie grudnia ubiegłego roku jakieś stare meble i sprzęty zostawione w nieładzie chyba ładnych kilka tygodni wcześniej.

Tatiana W. mieszkała w domku przy Czarlińskiego od niedawna, dlatego sąsiedzi nie mogą o niej wiele powiedzieć. Pojawiają się jednak negatywne opinie. Choćby o tym, że z hukiem wyrzucono ją z pracy. Z takimi ocenami kobiety nie może pogodzić się jej rodzina.
To chęć pomocy innym tym razem zakończyła się dla Tatiany tragicznie – mówi jej siostra.

Chodzi jej między innymi o to, że najpierw przygarnęła pod swój dach niepełnosprawnego kuzyna Daniela, a potem poznała Magdalenę K. Kiedy ta zaczęła mieć kłopoty, zaoferowała jej, że również ona i jej znajomy, 31-letni Arkadiusz K. mogą zamieszkać na Czarlińskiego. W nocy z 9 na 10 grudnia ubiegłego roku policyjne patrole zaglądały na Czarlińskiego dwa razy. Powodem były awantury pomiędzy Arkadiuszem K. i jego konkubiną. Po pewnym czasie dołączył do nich też 30-letni Dawid P., znajomy Arkadiusza. Kłócono się ponoć o dwa kilogramy narkotyków, które miał ukryć na Czarlińskiego Arkadiusz K., ale one zniknęły w niejasnych okolicznościach.

Policyjne wizyty spowodowały, że Arkadiusz K. jego konkubina i znajomy wyszli z domu Tatiany W. Z ustaleń śledczych wynika, że wrócili nad ranem, kiedy Tatiana W. i jej niepełnosprawny kuzyn spali. Mieli nóż, linki i siekierę. Daniela obezwładnili, a Tatianę obudzili i zaczęli torturować.

Daniel słyszał, jak katują Tatianę. Nie mógł nawet krzyczeć, bo w ustach miał skarpetę. W pewnym momencie ktoś złapał go za nogi i zaczął ciągnąć. Więzy się poluzowały i wtedy udało mu się wyrwać i wyskoczyć przez okno. Daniel pobiegł na stację benzynową. Stamtąd wezwano policję.

Kiedy pierwszy patrol dotarł na Czarlińskiego, znalazł na strychu zwłoki Tatiany W. zawinięte w dywan. Po kolejnych czterech godzinach policja zatrzymała 31-letniego Arkadiusza K., jego znajomego i 41-letnią Magdalenę K. Jeden z mężczyzn był już karany za włamanie, kradzież, podrobienie dokumentów oraz wyłudzenie. Drugi także odpowiadał wcześniej za kradzież, wyłudzenie, pobicie oraz groźby karalne.

 To był brutalny mord – mówi siostra Tatiany –  Ona miała usta rozcięte, nos rozerwany, uszy rozerwane, gardło poderżnięte. Okradziono ją. Wyrwano kolczyki. Nie mogąc zdjąć pierścionków, obcięto jej palce.

Podejrzanym postawiono zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. I w tym zakresie mogę potwierdzić, że był to brutalny mord – dodaje Judyta Głowacka, szefowa toruńskiej Prokuratury Rejonowej CentrumZachód.

Jedna z wersji mówi, że zbrodnia miała charakter rabunkowy. Napastnicy chcieli zabrać kobiecie pieniądze, które miała dostać jako odszkodowanie za straty związane z rozbudową pobliskiej ulicy. Natomiast według rodziny zamordowanej, powodem zbrodni było niesłuszne oskarżenie Tatiany W. o kradzież dwóch kilogramów narkotyków, które zniknęły z Czarlińskiego.

Prokuratura nie chce na tym etapie śledztwa mówić o ewentualnych motywach tej zbrodni. Potwierdza jednak że na miejscu zbrodni znaleziono substancje, które mogą być środkami odurzającymi. Arkadiusz K. i jego znajomy zostali tymczasowo aresztowani. Rodzina Tatiany pyta, dlaczego za kraty nie trafiła też Magdalena K. Ma ona dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

 Według naszych ustaleń, kobieta nie brała bezpośredniego udziału w zbrodni. Złożyła obszerne wyjaśnienia, które przyczyniły się do ustalenia okoliczności zbrodni mówi Judyta Głowacka, szefowa toruńskiej Prokuratury Rejonowej Centrum Zachód – Nie ma więc obawy utrudniania postępowania z jej strony, co mogłoby być przesłanką do wniosku o tymczasowe aresztowanie. Maksymalna kara za przestępstwa, które jej zarzucono, wynosi 5 lat. To też za mało, aby starać się o areszt.

Waldemar Piórkowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*