Owoc zatrutego drzewa

Gdyby rozpisać ankietę na sędziego-symbol wymiaru sprawiedliwości III RP, byłby on moim zdecydowanym faworytem. To między innymi dzięki takim ludziom magdalenkowy układ przez tyle lat miał się bardzo dobrze. I to właśnie działalność takich sędziów dowodzi, że gruntowna reforma sądownictwa jest koniecznością.

Kto zasłużył sobie na to miano? Niektórzy być może wskazaliby na sędziego Wojciecha Małka, który uniewinnił Stanisława Kociołka od zarzutu przyczynienia się do masakry robotników na Wybrzeżu w 1970 r. Faworytem innych byłby zapewne Igor Tuleya przypisujący kierownictwu CBA stalinowskie metody działania. A może byłby to Wojciech Łączewski, który wspomniane kierownictwo skazał na karę więzienia, albo nazwany przez media sędzią na telefon były prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszard Milewski? Nie. Moim faworytem w tej ankiecie byłby sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie, Paweł Rysiński.

Rysiński był tym sędzią, który w procesie lustracyjnym Lecha Wałęsy stwierdził, iż złożył on prawdziwe oświadczenie lustracyjne, że nie był tajnym współpracownikiem służb PRL. W uzasadnieniu zaś powiedział: „… poza trzeciorzędnymi, budzącymi najzupełniej w tej sytuacji zasadnicze wątpliwości dokumentami nie ma – oprócz wypisu z rejestru byłej SB – jakiegokolwiek dowodu, który potwierdzałby fakt współpracy Lecha Wałęsy jako tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek” z byłą SB”. Sędzia odrzucił wniosek rzecznika interesu publicznego, by przesłuchać świadków, którzy znali treść dokumentów znajdujących się w teczce TW „Bolka”.

Z przychylnością sędziego Rysińskiego spotkali się także bohaterowie jednej z największych afer III RP, a mianowicie afery FOZZ. Sąd apelacyjny skrócił im kary więzienia i znacząco zmniejszył grzywny, zaś Paweł Rysiński skupił się na krytyce sądu pierwszej instancji, konkretnie zaś sędziego Andrzeja Kryże.

W 2007 roku Rysiński wypuścił z aresztu Mirosława G., słynnego kardiochirurga „o rękach pianisty”, oskarżonego m.in. o spowodowanie śmierci pacjenta. Sąd apelacyjny, któremu przewodził, ustanowił kaucję 350 tysięcy zł, zaś sędzia stwierdził, że: „…prokuratura nie wykazała dużego prawdopodobieństwa, że doktor Mirosław G. dopuścił się umyślnego zabójstwa pacjenta”.

Najgłośniej jednak o sędzim Rysińskim zrobiło się w 2012 roku, kiedy uwolnił on od zarzutów korupcyjnych byłą poseł Beatę Sawicką oraz burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego. Cała Polska widziała, jak Sawicka wzięła łapówkę, widział to również sąd pierwszej instancji, skazując ją na trzy lata więzienia. Sąd Apelacyjny uniewinnił jednak Sawicką, gdyż doszedł do wniosku, że działania CBA wobec obwinionej były niezgodne z prawem. Rysiński wysnuł wtedy opowieść o niewystępującej w polskim prawie zasadzie „owoców z zatrutego drzewa”. Polegała ona na nieuwzględnieniu dowodów zebranych w nielegalny sposób. To wszystko w sytuacji, gdy CBA miało zgodę na podsłuchy, a poprzednie sądy potwierdziły prawidłowość czynności operacyjnych.

Niedawno rzecznik Sądu Apelacyjnego w Warszawie poinformował, że z dniem 1 kwietnia sędzia Paweł Rysiński przejdzie w stan spoczynku. Mam nadzieję, iż nie będzie to prima aprilis.

Radosław Rzepka

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*