Poprzeczka ustawiona wysoko

 

Powieści kryminalne  Wojciecha Chmielarza  mają już stałe miejsce na czytelniczych półkach. Począwszy od „Podpalacza” pisarz ujął odbiorców swoich powieści przede wszystkim mocnymi i wyrazistymi postaciami swoich bohaterów, na czele oczywiście ze wspomnianym komisarzem Mortką. Ta wyrazistość wykreowanych postaci przebija przede wszystkim w ich realizmie psychologicznym i emocjonalnym. Nie mniej ważną kwestią ich charakterów i książkowych przygód jest ciągłe wikłanie się w sytuacje etycznie nieobojętne, wymagające podejmowania wyborów nie zawsze oczywistych i z pewnością niekoniecznie prostych.

Najnowsze „Cienie”, wbrew swojemu tytułowi, nie tylko, że nie kładą się cieniem na dotychczasowych dokonaniach literackich autora „Przejęcia”, to z pewnością emitują własne, mocno wyeksponowane, światło, potwierdzające mistrzostwo kryminalnego rzemiosła pisarskiego. Recenzowana powieść otwiera wydawniczy rok 2018 zdecydowanie i zachwycająco, jak żadna inna poprzednia nowość ubiegłych lat. Poprzeczka, jaką ustawia Wojciech Chmielarz swoim kolegom po fachu, jest wyniesiona bardzo wysoko. Po tej powieści rynek polskiej literackiej zbrodni, jeśli chce zachować swoją najwyższą jakość, będzie musiał wyglądać inaczej.

Począwszy od bohaterów. Zaskakującym może wydawać się fakt, iż tym razem pisarz narracyjną opowieść skoncentrował w pierwszej kolejności na swoich policyjnych postaciach. Mamy więc komisarza Mortkę, mamy też jego najlepszego kolegę, Kochana, uwikłanego jeszcze silniej w sytuację poza prawem. Już nie chodzi o pobicie żony. Jest mocniej, wystarczą do tego trzy pierwsze karty powieściowe. Kochan zostaje oskarżony o zabójstwo. Więcej nie zdradzę, jeśli idzie o fabułę, by nie psuć naprawdę udanej zabawy. Mamy naczelnika Wydziału Zwalczania Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej podinspektora Andrzejewskiego. Mamy komisarza Grudę. No i wreszcie kobiecy bohater w mundurze, aspirant Suchocka. Kto wie czy dla dość sporej grupy czytelników postać tak samo ważna i interesująca jak Mortka. Wymieniając tylko tych książkowych kryminalnych, już zapełniamy arcyciekawą scenę ludzkich charakterów i interakcji. Zaskakująco świeży to obraz i przekonujący swoim autentyzmem. Nie tylko psychologicznym i emocjonalnym, ale i zawodowym, czysto profesjonalnym wizerunkiem. Wizerunkiem policjanta, który u Chmielarza zawsze ma ludzką twarz, co oznacza, że posiada wady i zalety, jego czyny kładą się i blaskiem, i cieniem. A te ostatnie są w recenzowanej książce najważniejsze. Oznaczać mogą także cienie na idei sprawiedliwości i dobra, która w założeniu ukrywa się w policyjnej robocie i jej celach.

W „Cieniach” autor poszedł i dalej, i głębiej, dotykając etycznych granic policyjnych czynów na samej ich krawędzi. Dawno żaden z polskich twórców kryminałów nie dotarł tak ciekawie i tak przejmująco na skraj dylematów, które każdego człowieka stawiają przed otchłanią ostatecznych pytań, a co dopiero tzw. stróżów prawa.

Recenzowaną powieść czyta się wyśmienicie dla samej czystej przyjemności lektury. Z jednej strony tej literackiej, ukształtowanej w bardzo przemyślanej i wypracowanej przestrzeni języka. Cechuje go świeżość, dojrzałość i dbałość o autentyzm oraz delikatną plastyczność. Poszczególne sceny są dzięki temu dopracowane i żywe, układając się w dopracowany obraz rzeczywistości na poziomie osób, miejsc i momentów czasowych. Czas i przestrzeń przepływają podczas lektury płynnie, z wyczuwalną modulacją napięcia. To właśnie ta druga strona delektowania się recenzowaną powieścią.

Leszek Koźmiński

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*