TRZEBA ZABIĆ TĘ MIŁOŚĆ

 

W przeddzień Wszystkich Świętych były rzecznik Legii Warszawa zadźgał swoją o 20 lat młodszą żonę.  Imponował jej wszystkim. Przede wszystkim klasą i kasą oraz światem, którego wcześniej nie znała. Oczarował ją bez reszty. Bardzo długo nie dostrzegała, jakim jest naprawdę człowiekiem. Gdy nastąpiło otrzeźwienie było już za późno. Nie mógł zgodzić się aby odeszła od niego do innego. Wybrał rozwiązanie ostateczne.

Niepołomice nieopodal Krakowa, osiedle Jazy. W przeddzień Wszystkich Świętych 2017 roku w jednym z domków wielorodzinnych przy ul. Zabierzowskiej rozegrał się dramat. Około godziny 10. 50-letni Paweł W. wyciągnął z kuchennej szuflady nóż i zadał nim kilkanaście ciosów swojej o 20 lat młodszej żonie, Pauli.

Gdy upewnił się, że kobieta nie żyje, usiadł i sięgnął za telefon.

– Zabiłem żonę – oświadczył monotonnym głosem, informując policję gdzie mają przyjechać. Nie uciekał. Spokojnie czekał na funkcjonariuszy. Obok niego, na podłodze, z poderżniętym gardłem leżało ciało jego żony.

– Miało kilkanaście ran kłutych i ciętych – mówi prokurator Janusz Hnatko, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie. – Paweł W. usłyszał dwa zarzuty. Zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i znęcania się nad żoną. Częściowo tylko przyznał się do winy, zaprzeczając, jakoby kiedykolwiek znęcał się nad żoną.

Podczas zatrzymania Paweł. W. nie znajdował się pod wpływem alkoholu ani środków odurzających.

Starsza z córek obu małżonków, 9-letnia Agnieszka była w  tym czasie w szkole. Na miejscu zdarzenia policjanci zastali młodszą, 7-miesięczną Gosię.

W mieszkaniu, które wynajmowało małżeństwo, zabezpieczono dodatkowo kilka kuchennych noży.

– Ze względu na trwające śledztwo, a przede wszystkim dla dobra obu dziewczynek, nie udzielamy w tej sprawie dalszych informacji – dodaje rzecznik krakowskiej prokuratury.

Zauroczył dwudziestolatkę

Paweł W. jest warszawianinem. Jego ojciec był pułkownikiem Komendy Głównej Straży Pożarnej. Jako współwłaściciel firmy Poż-System, wykorzystując zapewne dawne powiązania ojca, oferował w latach 90. ubiegłego wieku usługi państwowej straży pożarnej. Współpraca zakończyła się jednak fiaskiem, a jego oskarżono o wyłudzeniem od straży pożarnej blisko 600 tysięcy złotych.  Sprawa trafiła do sądu.

Sędzia Piotr Bojarczuk, rzecznik prasowy X Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Warszawie twierdzi dziś, że z posiadanych akt postępowania nie wynika, kiedy dokładnie zostało wydane postanowienie o wszczęciu śledztwa przeciw Pawłowi W. w sprawie wyłudzenia 600 tysięcy złotych.

– Ale można przyjąć, iż była to druga połowa lat 90 ubiegłego wieku.

Nie ma też informacji, że Paweł W. był tymczasowo aresztowany w tej sprawie. Gdy sprawa  trafiła do sądu nie miał już firmy.

Wtedy rozpoczął pracę w ówczesnym piśmie „Nasza Legia”. Nikt dziś nie wie, jak to się stało, że znalazł się w tym tygodniku. I szło mu tam dobrze.  Był nawet uważany za najlepszego dziennikarza tego pisma. W nagrodę, w 2005 roku, został rzecznikiem prasowym warszawskiego klubu. Miał doskonałe układy w „ultrasami” Legii. Sprowadzał do klubu nowych sponsorów. I zaimponował tym ówczesnemu właścicielowi ITI Mariuszowi Walterowi, który zastanawiał się nawet, czy z tak rzutkiego rzecznika nie uczynić przypadkiem prezesa klubu.

W trakcie swych licznych wojaży z Legią, Paweł W.  poznał  20-letnią wtedy Paulę z Orawy.

Oczarował dziewczynę, która prowadziła zakład fryzjerski w Jabłonce. Imponował wszystkim. Przede wszystkim klasą i kasą. Imponował jej również ludźmi, którzy go otaczali, zupełnie innym światem, niż ten, który znała Paula. Zachłysnęła się szybko Pawłem i jego otoczeniem. Poznawała nowych ludzi, których znała jedynie z telewizji i prasy. Oszałamiały ją krajowe i zagraniczne wojaże, w których zaczęła uczestniczyć. Paweł mocno zawrócił jej w głowie.

Matce i jej licznemu rodzeństwu wydawało się, że dla Pauli przyszły lepsze czasy. I nawet zdawało się, że pasowali do siebie, pomimo różnicy wieku.

– Opowiadała o nim w sposób, jakby to był jakiś fantastyczny, cudowny, piękny mężczyzna – mówiła w „Uwadze TVN” serdeczna przyjaciółka Pauli, Sylwia Ciszewska, z którą Paula utrzymywała stałe kontakty.

Był wtedy Paweł W. w trakcie rozwodu z pierwszą żoną. Czy poinformował o tym fakcie Paulę, że był już raz żonaty? Czy Paula wiedziała, iż jej przyszły małżonek był na bakier z prawem?

 Ucieczka rzecznika

Wtedy niespodziewanie przestał być rzecznikiem prasowym Legii. Zaskoczył tym nawet klub.  Gdy zniknął w lipcu 2008 roku, klub podawał najpierw, że jego rzecznik jest na urlopie. Potem dopiero zaczęto przebąkiwać, że może odsiaduje wyrok? Za jakieś sprawki, o których nikt w Legii  mógł nie wiedzieć.

Dziś biuro prasowe Legii Warszawa nie jest chętne do wspomnień.

– Pan Paweł zakończył współpracę z klubem wiele la temu, nie będziemy komentować tej sytuacji – stwierdza Izabela Kruk, obecna rzecznik prasowa Legii.

Czy Paweł W. poszedł za kraty, gdy zniknął z klubu?

– Skazany odbywał karę 3 lata pozbawienia wolności w okresie od stycznia 2008 roku do kwietnia 2009 roku, kiedy to, decyzją Sądu Apelacyjnego, został warunkowo, przedterminowo zwolniony – stwierdza sędzia Bojarczuk.

Skoro Sąd Apelacyjny przedterminowo zwolnił  Pawła W. od odsiedzenia reszty wyroku w sprawie wyłudzenia blisko 600 tysięcy złotych, to musiał otrzymać kuratora. I co miesiąc kurator musiał się z nim spotykać, dzięki czemu Paweł W. spełniać mógł warunki zwolnienia.

Czy tak było w istocie? Tego nikt dokładnie dziś nie wie.

Wyższy rangą oficer Służby Więziennej, który prosi o anonimowość, po dokładnym sprawdzeniu historii odsiadki Pawła W., stwierdził zupełnie coś nowego: – Paweł W. nie odbywał kary pozbawienia wolności w latach 2008 – 2009!

O przestępczej przeszłości Pawła W. milczy dziś Prokuratura Okręgowa w Krakowie, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa Pauli, i zdaje się, nie jest zainteresowana jego przeszłością: – Nie jesteśmy w stanie udzielić żadnej odpowiedzi w tym temacie – dodaje jej rzecznik prasowy. Czy Paweł W. wyjeżdżając na południe kraju, uciekał przed dozorem kuratora, łamiąc w ten sposób warunki przedterminowego zwolnienia? Jeżeli tak było, to powinien być poszukiwany.

Popadał w długi

Wiadomo, że  wyjechała z nim także Paula. Trudno było ustalić miejsca  zamieszkania pary. Wynajmowali mieszkania, często je zmieniali. Paula, zakochana w Pawle, sporadycznie kontaktowała się wtedy z matką i swym rodzeństwem.

– Jest dobrze – mówiła, nie przyznając się do narastających kłopotów.

Gdy po raz pierwszy zaszła z Pawłem w ciążę, pobrali się. Było to  w 2009 roku, i w dniu ślubu były również chrzciny.

Ich sytuacja majątkowa jednak nie uległa zmianie. Nadal było ciężko i malały zapasy pieniężne. On za to grał na zakładach bukmacherskich, żeby zarobić. Jak się potem okazało, grał od dawna. W różnych miejscach, u różnych ludzi, zaciągał również długi. Pożyczał, i nie zwracał pieniędzy.

Wtedy po raz pierwszy Paula przyznała się przed rodziną, że mają kłopoty finansowe i że w ich pożyciu zaczyna coś szwankować: – Ale, to chwilowe, jedynie… – usprawiedliwiał się.

Paweł W. zaczął częściej sięgać po alkohol. Sięgał również za używki.

– Był hazardzistą i alkoholikiem – dodaje Sylwia Ciszewska. – Nie stronił od narkotyków, ale Paula ciągle liczyła, że się zmieni.

Wtedy trafił do redakcji „Tygodnika Podhalańskiego” w Zakopanem . Zapewne pomógł mu w tym fakt, że był kiedyś dziennikarzem „Naszej Legii”.

– Najpierw współpracował, a potem pracował w redakcji – usłyszałem. – Był sprawny w pisaniu.

Jego teksty sportowe zaczęły się pojawiać regularnie w tygodniku popularnym na Podhalu. Niektóre długie, i również fachowe. Pisywał najczęściej o hokeju. W podhalańskim tygodniku nie publikuje się byle czego, i nie tak łatwo dostać się na jego łamy. Jemu się udało. Przez dwa lata pracował jako dziennikarz sportowy. Publikował tam od 2010  do 2012 roku. Okazało się, że przy okazji zbierania materiałów do tekstów zaciągał pożyczki u prezesów podhalańskich klubów, o których pisywał. I ich nie zwracał. Gdy wyszło to na jaw został zwolniony  z redakcji dyscyplinarnie.

„Tygodnik Podhalański” również napisał o zbrodni dokonanej  przez Pawła W. w Niepołomicach. Jego koledzy z redakcji byli zdruzgotani, gdy dowiedzieli się, że Paweł zamordował Paulę.

O rok starszy od Pauli, jej brat, Piotr ujawnił na łamach tygodnika, że w październiku 2016 roku Paweł W. trafił jednak za kratki. Uratowała go z opresji Paula. Wstawiła się za nim. Napisała stosowne oświadczenie, w którym podała, że urodziła im się już druga córeczka, i potrzebuje pomocy męża w domu. W styczniu 2017 roku Paweł W. odzyskał wolność.

Za co siedział? Czy odsiadywał wyrok za ucieczkę przed kuratorem, z wyroku z 2008 roku, o którym wspominał sędzia Bojarczuk? Czy był to jeszcze jakiś inny wyrok?

Na ten temat Prokuratura Okręgowa w Krakowie też milczy.

Paweł W. miał również narobić sporo kłopotów finansowych swojemu szwagrowi.  Za namową Pawła W. Piotr podpisał umowę z siecią telekomunikacyjną. Podpisał ją, aby szwagier mógł korzystać w telefonu. Paweł W. miał płacić rachunki, ale tego nie robił. I dług wobec firmy telekomunikacyjnej urósł w końcu do 5 tysięcy złotych.

Poznała innego

Gdy Paweł z Paulą zamieszkali w końcu w Niepołomicach, znowu wynajmując mieszkanie, on nie zmieniał trybu życia. Nadal grywał w zakładach bukmacherskich i nawet namawiał do tego znajomych Pauli, a także swego szwagra. Przegrywał. I znowu pożyczali pieniądze. Pił coraz więcej, i coraz bardziej awanturował się ze swą małżonką.

Mieszkańcy z ulicy Zabierzowskiej w Niepołomicach, przy której wynajmowali mieszkanie, mieli o rodzinie Pawła W. jak najlepsze zdanie.

– To było takie fajne małżeństwo – mówili zaraz po zabójstwie, gdy rozniosło się po okolicy, do jakiej tragedii tutaj doszło.

Pod wynajmowanym przez małżonków mieszkaniu w domu jednorodzinnym pojawiły wtedy się znicze oraz kwiaty.

Brat Pauli mówił, że Paula nigdy się nie skarżyła na swego męża, że ją bije.

– Przyznała mi się kiedyś, że kogoś poznała, o wiele młodszego, i że jest z nim szczęśliwa – twierdziła Sylwia Ciszewska, która najpierw ucieszyła się, że Paula wreszcie zmieni swoje życie, a potem zaraz się zmartwiła, zdawała sobie bowiem sprawę, że gdy Paweł się o tym dowie, może jej przyjaciółkę skrzywdzić.

Paula poinformowała w końcu Pawła, że ma dość awantur, tego wszystkiego, a pozew o rozwód jest w toku.

Paweł nie przyjmował jednak tego faktu do wiadomością. Nie chciał rozwodu. Nie chciał, aby jego dzieci wychowywał ktoś obcy.

Paula była jednak zdecydowana i termin pierwszej sprawy rozwodowej miał przypaść na tydzień po Wszystkich Świętych.

Paweł W.  drwił z  żony, że sobie bez niego nie  poradzi, gdy on odejdzie, a ona zostanie sama. I rzeczywiście, zniknął na kilka dni z domu.

Miał się jednak pojawić w przeddzień Wszystkich Świętych, aby ją przeprosić. Łudził się jeszcze, że małżeństwo da się uratować. Doszło wówczas do ich ostatniej, burzliwej rozmowy. Policjanci nieoficjalnie podają, że Paula miała mu oświadczyć, iż nie jest ojcem 7-miesięcznej Gosi. Wpadł wtedy w furię.

Pogrzeb Pauli odbył się w Woli Batorskiej, sąsiadującej z Niepołomicami. Jego uczestnicy kwestowali potem na rzecz obu córek zamordowanej, którymi zaopiekowała się matka Pauli.

Pawłowi W. grozi dożywocie.

Roman Roessler

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*