DZIEWIĘĆ LAT ZA ZBRODNIĘ W MYŚLACH

Z Brunonem Kwietniem, skazanym za usiłowanie podżegania do zamachu na sejm, rozmawia Janusz Szostak

 

Czuje się Pan terrorystą, czy raczej ofiarą rzeczywistości wykreowanej przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego?

Zdecydowanie to drugie, stałem się kozłem ofiarnym służb specjalnych. Gdyż nie popełniłem żadnego czynu zabronionego a znajduję się tu gdzie się spotykam, czyli w zakładzie karnym.

Jak zatem doszło do powstania grupy „terrorystycznej”, w której działaniach Pan uczestniczył?

Zaczęło się od głupich żartów. Było to tak, że z dwoma znajomymi rozmawiałem na temat sytuacji politycznej w kraju. Zażartowałem sobie, żeby najlepiej z tą hołotą na Wiejskiej skończyć wysadzając Sejm.

Siedzi Pan za słowa? Ale przecież chyba   każdy z nas mówił  lub słyszał wypowiedzi innych: „tych wszystkich polityków to tylko wysadzić w powietrze”.  

Albo niech na nich meteoryt spadnie na Wiejską.

Właśnie, i nikt za to, oprócz Pana nie trafił za karty. A gdyby tak posłuchać co sami polityce mówią o swoich adwersarzach, to wyczerpuje to cały zasób gróźb karalnych. I nikomu nie postawiono z tego tytułu zarzutów.

To prawda, ale politycy z zasady są bezkarni. Gdyby podlegali tym samym prawom, to Hanna Gronkiewicz -Waltz, już dawno siedziałaby w areszcie. Tymczasem cieszy się wolnością i kpi z prawa. A w moim przypadku potrzebny był kozioł ofiarny, i ja  byłem najlepszym kandydatem na niego.

Po co komu taki kozioł ofiarny?

W tym czasie był już gotowy projekt ustawy o służbach specjalnych, która zmniejszała ich kompetencje śledcze oraz zmniejszała liczbę pracowników służb. I to była ustawa, która w momencie, gdy ja zostałem aresztowany, została wycofana z sejmu. Jest to bardzo silny motyw.

Chodziło o to, aby pokazać, że służby są potrzebne, i istnieją realne zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, czego Pan miał być dowodem?

Tak, operacja, którą ze mną przeprowadzili, miała wykazać, że oni są potrzebni państwu polskiemu. Zobaczcie, w Polsce istnieje zagrożenie terrorystyczne, a my wykryliśmy właśnie niebezpiecznego zamachowca, który chciał wysadzi sejmu wraz z prezydentem, premierem i wszystkimi politykami! Dla nich byłem dobrym kandydatem na kozła ofiarnego z tego względu, ze interesowałem się materiałami wybuchowymi, zresztą studia robiłem też w tym kierunku na Politechnice Warszawskiej. Interesowałem się też militariami, miałem też dość radykalne poglądy polityczne, co nie było znacznie. No i robiłem wykłady z materiałów wybuchowych dla studentów zainteresowanych tą dziedziną nauki. Przy czym w tym okresie, kiedy organizowałem te wykłady, było one całkowicie legalne.

Teraz już nie są, dlaczego?

Od 2012 roku, za rządów Donalda Tuska weszły zmiany, które wprowadziły kary za szkolenia z wykorzystania materiałów wybuchowych. Można to robić jedynie po otrzymaniu stosownej zgody, wcześniej takich obostrzeń nie było.

Nie wiem, czy słyszał Pan o takiej teorii, że był Pan potrzebny rządom PO/PSL, jako przeciwwaga do tragedii smoleńskiej.  Chcieli pokazać, że na nich też się robi zamachy.

O tym nie słyszałem. Ale na jakimś forum internetowym wyczytałem kiedyś, że to ja mogłem dokonać zamachu smoleńskiego. Nawet nie chce mi się tego komentować.

Nie kryje Pan  fascynacji materiałami wybuchowymi, stracił Pan z tego powodu palce.

Miałem wypadek z materiałami wybuchowi w wieku 15 lat. Ta moja pasja była jedną z przesłanek, że przygotowywałem zamach terrorystyczny.

Miał Pan zarzut kierowania grupą terrorystyczną?

Chcieli mi dołożyć, ale się nie udało z dwóch powodów. Gdyż wyraźnie polecenia wydawał w tej grupie jeden z funkcjonariuszy ABW. Ponadto inni funkcjonariusze ABW potwierdzili to w sądzie. Ja oczywiście wtedy nie widziałem,  że to jest agent. Myślałem, że to jest grupa spiskowców. Było ich pięciu agentów i ja. Tych agentów przyprowadził do mnie Maciej M., informator ABW. Na stronie organizacji Krew i Honor była informacja, ze ten człowiek jest  prowokatorem, podszywającym sie pod nich. Niestety, nie sprawdziłem go, i do dziś tego mocno żałuję. Gdyż to on sprowadził do mnie tych agentów, jako domniemanych spiskowców.

Czy oni nie powinni być oskarżeni?

Powinni, złożyliśmy pozew na agentów ABW za podżegani do wysadzenia ambasady Izraela, pomnika martyrologii żydowskiej, podżegania do wysadzenia sejmu i dokonania zamachu na Hannę Gronkiewicz-Waltz. Do tego wszystkie oni mnie namawiali, bezskutecznie. Jednak to ja jestem w celi a oni chodzą wolni. W konstytucji jest co prawda zapisane, że wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, ale to jak widać teoria. Jeśli oni podżegali do zamachu, jeśli uczestniczyli w tym wszystkim, to powinni także  wziąć odpowiedzialność za przestępstwo. Niestety żyjemy w państwie, w którym agentom wolno wszystko.

Twierdzi Pan, że to agenci namawiali Pana do zamachów, jaka była pańska reakcja na to?

Na początku z pewną dozą ostrożności podchodziłem do nich. Bardziej byłem zainteresowany, czy mam do czynienia z agentami czy spiskowcami, niż samym zamachem. Gdybym wiedział kim są, to bym w ogóle z nimi nie dyskutował. Nie miałem zbyt wiele przesłanek aby ich odpowiednio ocenić.

W jakiej sytuacji oni się pojawili?

Najpierw Maciej M. przyprowadził głównego z nich, potem ten przyszedł z pozostałymi. Ale za wiele o nich nie mogę mówić, bo to jest część niejawna, i grozi mi 8 lat za samo mówienie o tym.

Może Pan powiedzieć, jak wyglądało to wasze spiskowanie?

Oni przyszli w 2012 roku, mieliśmy kilka spotkań, były dwa wykłady i organizowane na ich zamówienie ćwiczenia wybuchowe. Co prawda mówiłem, że to jest nielegalne i nie mam pozwolenia na to, ale oni bardzo nalegali. Nawet sąd zwrócił im uwagę, że nie powinni mnie do tego do nakłaniać. Zrobiłem te ćwiczenia wybuchowe. Wykonaliśmy ładunki wybuchowe z materiałów ogólnie dostępnych w handlu.

Czy to były te wybuchy pokazywane potem w stacjach telewizyjnych?

Nie, tamte działy sie 15 lat temu. Wtedy robiłem drugi kierunek na Politechnice Warszawskiej, z materiałów wysoko energetycznych, czyli z materiałów wybuchowe i paliw rakietowych. Prowadziłem we własnym zakresie eksperymenty. I to te eksperymenty pokazywano telewizji. Jednak to nie miało nic wspólnego z planami zamachu na sejm.

Potem pojawiły się pomysły zamachów?

Tak, najpierw mówili o zamachu na ambasadę Izraela.

A zamach na sejm?

Jak wspomniałem, zaczęło się od żartu z mojej strony. Po jakimś czasie przyszedł do mnie Maciej M. i powiedział, że jest z organizacji Krew i Honor i jest zainteresowany tego rodzaju pomysłem. Zaczęliśmy dyskutować na ten temat, i jakoś się w to wkręciłem. Ten sam człowiek rok wcześniej wysłał do mnie maila, że jest zainteresowany moimi badaniami na temat sensorów do wykrywania materiałów wybuchowych. Napisał, że chce konsultacji w tej dziedzinie. Jednak Maciej M. nie przyznał sie w sądzie, że znał mnie rok wcześniej. Zatem zdaniem sądu, to ja podjąłem działania związane z przeprowadzeniem zamachu, niż pojawił się Maciej M. Te spotkania  z nim były nagrywane przez ABW, jednak nie było zgody sądu na takie działania operacyjne, więc nagrania nie mogły być dowodami w sądzie. A sąd agentom zawsze uwierzy, nawet jeśli ewidentnie kłamią.   Natomiast ja nie mogłem podeprzeć się w sądzie żadnymi dowodami. Więc ja tu jestem podwójnie pokrzywdzonym.

Jakimi dowodami dysponował sąd, że Pana skazał?

Maciej M. zataił w sądzie nasze pierwsze spotkanie. Ale przyznał, że ja go rozpoznałem. Skoro go rozpoznałem, to musiałem go widzieć wcześniej. To oczywiste. Oprócz niego był drugi świadek, który mnie obciążał, to Artur K. z Kozienic – mały świadek koronny. Był moim kolegą, znałem go do 6 lat, to był kolekcjoner broni, i też interesował się materiałami wybuchowymi, Znaleźli u niego 13 sztuk broni i 1300 sztuk amunicji, materiały wybuchowe trotyl, zapalniki i dostał jedynie 3 lata w zawieszeniu na 5 lat.

U Pan nic nie znaleźli i dostał Pan 9 lat do odsiadki, niczym za morderstwo.

U mnie nie znaleźli jedynie granat ćwiczebny i lufę od karabinu i jeden pocisk. Ale Artur K. obciążał innych, w tym mnie oraz swojego kolegę, kolekcjonera Marcina K., który został zatrzymany za posiadanie 17 sztuk broni.  I co ciekawe  agenci, jak trafili do Marcina K. powiedzieli, że to ja go obciążyłem, a nie Artur K. Zrobili tak, aby go napuścić na mnie, i  to im się udało.  Artur K, obciążył też kolekcjonera militariów z Grójca, Krzysztofa S. ze Skarżyska Kamiennej oraz swojego kolegę z Kozienic Macieja S., u niego znaleźli ćwierć tony trotylu, dwie sztuki broni. Maciej S. też wysadził dwie ambony myśliwskie w Puszczy Kozienickiej. Ten Artur K, mały świadek koronny, też brał w tym udział i żadnych konsekwencji z tego powodu nie poniósł. Nie postawiono mu też żadnego zarzutu z tytułu posiadanie 13 sztuk broni. Bo donosił na innych. Za to, że obciążył mnie i innych swoich kolegów zyskał wolność. Ale okazał się kanalią. Ja też byłem namawiany, może nie bezpośrednio przez służby specjalne, ale przez adwokatów, aby iść na jakąś formę współpracy. Ale powiedziałem, że z kurwami nie współpracuję. Bo z kim się zadajesz, takim się stajesz. Tak im odpowiedziałem.

Czy miał Pan szansę, w czasie rozprawy, spojrzeć w oczy, agentom ABW, którzy Pana w to wkręcili?

Nie mogłem, gdyż zeznawali za parawanem. Jedynie ich słyszałem. Zapytałem tego ich szefa: „Dlaczego ja siedzę w więzieniu, a Pan ze mną  tam nie jest?”. Nic nie odpowiedział na to pytanie.

Mówi Pan, że to Maciej M. i Artur K. z Kozienic obciążyli  Pana fałszywymi zeznaniami.  Pojawiła się jednak informacja, że doniosła na  Pana żona.

Dobrze, że Pan o to zapytał, bo nie miałem jeszcze okazji tego sprostować. Mamy proces przeciwko Faktowi, który podał tę, nieprawdziwą informację. To jest obrzydliwe kłamstwo.

Żona i dzieci odwiedzają Pana?

Tak. Bardzo mi ich żal, że muszą radzić sobie beze mnie.  Moje dzieci są wieku dorastania, to są ich najlepsze lata, i nie mogę brać udziału w ich wychowaniu.

Był Pan brany pod uwagę, jako zabójca swojej teściowej. Okoliczności jej śmierci są bardzo tajemnicze.

To prawda, ona zginęła pod koniec 2011 roku, i do dziś się nic nie wyjaśniło. W momencie zdawania jej śmierci musiała bardzo cierpieć, to było okrutne. Ale na pewno nie ja jestem zabójcą, i nie postawiono mi takich zarzutów. Są poszlaki, które wskazują, że służby specjalne mogły mieć coś wspólnego z tą śmiercią. Nie mogę jednak za dużo mówić, bo cały czas jest prowadzone śledztwo.  

Myśli Pan, że mogą to jeszcze wyciągnąć przeciwko Panu?

Tak, oni mnie tym trzymają w szachu. Nie mogę wykluczyć, że w jakimś momencie, niczym Filip z konopi, pojawi się jakiś agent albo świadek koronny i zezna, że wdział, jak mordowałem własną teściową. I jak się przed tym bronić? Ale ja miałem z  nią bardzo dobre relacje. Jaki miałbym mieć motyw zbrodni? Powiedziałem pułkownikowi ABW, że powinni mi dać alibi na okoliczność zabójstwa teściowej, bo już wówczas byłem pod ich ścisłą obserwacją. Gdybym ja to zrobił, to złapaliby mnie za rękę.

Próbowano Pana też wkręcić w śmierć Katarzyny Z. oskórowanej  studentki z Krakowa.

To jest właśnie sposób działania służb specjalnych, aby na wszelkie sposoby gnoić tego, kto nie jest po ich stronie. Nie wiem czemu akurat mnie przesłuchiwano na tę okoliczność. Osób, które znały tego człowieka było naprawdę dużo.

Nie chce Pan o tym mówić?

Nie, bo to jest obrzydliwe, jak można człowieka obedrzeć ze skóry?! I do tego usiłowano mnie w to wkręcić.

Na czym był oparty akt oskarżenia w sprawie zamachu na sejm, jakie były dowody?

Znaleźli lufę, granat ćwiczebny i jedną sztukę amunicji, która gdzieś tam się zabłąka. Swoje zrobiły zeznania t świadków koronnych, Macieja M. oraz agentów ABW. Dwóch moich studentów zeznało, że ich zapytałem, czy nie byliby zainteresowani w uczestnictwem w realizacji takiego pomysłu. W efekcie skazano mnie za usiłowanie podżegania.

Namawianie kogoś do czegoś, i to nieskuteczne, cóż to za zarzut?

A jednak, w pierwszej instancji dostałem za to 13 lat.  Mimo że nigdy nie byłem wcześniej karny. Za komuny dostałbym maksymalnie 5 lat. Sąd Apelacyjny zamienił mi wyrok na  9 lat. Teraz moi adwokaci składają kasacje do Sądu Najwyższego. Jeśli to nic nie da będę pisać do Strasburga. Chyba, że mnie wcześniej zamordują.

Czuje się Pan zagrożony?

W tej chwili nie, ale wszystko jest możliwe. Może zdarzyć się taka sytuacja. W każdym razie ja na pewno nie mam zamiaru popełnić samobójstwa. Mam dla kogo żyć.

Rozprawa w znacznej części była niejawna. Jak pan myśli dlaczego?

Pewnie ze względu na fakt, że ta prowokacja nie udała się Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Gdyby było inaczej, to zapewne transmitowaliby proces na bieżąco. A szkoda, że media nie mogły tego obserwować, gdyż było wiele nieprawidłowości w czasie procesu, w sądzie pierwszej instancji. Na przykład, gdy adwokat zwrócił uwag na rozbieżność w zeznaniach świadka Macieja M., to on nie wiedział co ma powiedzieć. Milczał. Wówczas z własnej inicjatywy sędzia zaczęła mu dyktować co ma mówić. To jest nielegalne uzgadnianie zeznań. W tej sytuacji mój adwokat zaprotestował i poprosił, aby w protokole odnotować to, że pani sędzia podpowiada świadkowi, jak ma zeznawać. Co jest nielegalne, za uzgadnianie zeznań grożą 3 lata więzienia. Zostało to odnotowane. Jednak  po miesiącu adwokat poszedł sprawdzić akta sądowe, czy ta informacja znajduje się w nich, i okazało się, że to zniknęło z akt. Gdybym ja uzgadniał z jakimś świadkiem zeznania, to bym dostał 3 lata. Była też taka sytuacja związana ze świadkiem Tomaszem Ł. Ja go poznałem na forum internetowym. Po moim zatrzymaniu służby zaczęły mu wmawiać, że ja na forum internetowym zamieszczałem informacje, że chcę wysadzić sejm, i szukam osób chętnych do tego. On jednak temu konsekwentnie zaprzeczał. Wtedy pani sędzia przestała notować.  Gdy aplikantka z kancelarii mojego adwokat poprosiła, aby jednak zaprotokołować te zeznania, wówczas sędzia odebrała jej glos. A potem podała ją do rady adwokackiej, że zachowywała się w sposób skandaliczny, naruszający godność zawodu adwokata i temu podobne. A ona tylko rzetelnie wykonywała swoje obowiązki. Inna sytuacja: jeden ze świadków Karol S. był wzywany do sądu 6 razy! Tylko dlatego, że nie zeznawał tak jak tego po nim oczekiwano.  Był przesłuchiwany od 9.30 do 18. a niekiedy do 20. Był wprost maltretowany psychicznie. Sędzia miała kilkadziesiąt pytań, i powtarzała je od nowa. Bo nie dostała takich odpowiedzi, jakich sobie życzyła. Więc wracała co chwila do tych samych pytań i straszyła go odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań. Oczywiście podniesionym głosem. On był tak rozdygotany, że cztery razy płakał. Dorosły mężczyzna, na rozprawie sądowej. To było gorsze niż moje przesłuchania przez ABW. Także świadek Sylwester K.  był potraktowany  w podobny sposób. Wzywano go  do sądu dwa razy, gdyż także mnie nie obciążał. On w czasie składania zeznań aż się trząsł ze zdenerwowania. To nie jedyne takie przypadki podczas mojego procesu.  Było ich wiele. Jeden ze świadków w tej profesor L. który zeznawał na mają korzyść, został przez sędzinę uznany za niepoczytalnego, gdyż bierze leki na prostatę.

To może jednak zmiany w sądownictwie, jakie proponuje rząd  są potrzebne? 

Tak, ale bez stosowania odpowiedzialności zbiorowej, bo sędziowie też są różni. Każdy przypadek powinien być zbadany indywidualnie.

Kupił Pan tego skota czy cokolwiek? Czy podjęliście jakieś działania, rozpoznania, zbieranie pieniędzy, za co to kupić?

Gadanie tylko było. Co do pieniędzy, to ci podstawieni  agenci ABW mieli mieć sponsora, który sfinansuje zakupy. Jednak nie było kupionego materiału wybuchowego ani skota.

Jak planowano, niepostrzeżenie podjechać transporterem opancerzonym  na ulicę Wiejską w Warszawie?

Miał być przewieziony na lawecie, przykryty plandeka z logo firmy, która budowała metra. Wyglądałby jak jakaś maszyna budowlana. Potem wszystko byłoby w rękach kierowcy samobójcy, który zdecydowałby się tym skotem wjechać do sejmu i go wysadzić. Ale takiego nie było, i ja się też nie zgłosiłem do odegrania tej roli. Mimo to sąd uznał, że było bardzo blisko realizacji zamachu.

Czy był jakiś już określony termin tej akcji?

Agenci ABW chcieli aby do eksplozji doszło podczas posiedzenia Sejmu z udziałem prezydenta, premiera i ministrów, czyli w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu. Ale debata też jest rozłożona na kilka posiedzeń. Poza tym mieliśmy się zastanowić po 11 listopada, czy w ogóle do tego zamachu ma dojść. Ale ja zostałem aresztowany 9 listopada. Jednak już wcześniej wycofałem się z tego spisku. Gdyż napisałem w mailu do tego głównego z nich, że się definitywnie wycofuję z „remontu”. „Remont”, to był nasz kryptonim zamachu na sejm.

Była jakaś odpowiedź z jego strony?

Tylko tyle, żebym się nie martwił. To było na kilka dni przed aresztowaniem.  Oni wtedy wystraszyli się, że przez moją rezygnację szlag trafi ich misterną prowokację. Nie mogli dłużej czekać i mnie aresztowali. Zamach był planowany ewidentnie na zamówienie ABW. Niestety nie mam materiału dowodowego, żeby to potwierdzić, gdyż spora część nagrań – zwłaszcza tych początkowych – nie została dopuszczona jako dowód w sprawie. Dlaczego ja ma cierpieć z tego powodu ze prokuratura i ABW nie zabezpieczyły dowodów? To jest tak, że ja muszę udowadniać swoją niewinność, a nie prokuratora moją winę.

W Pan  przypadku sąd, miał co prawda pewne zastrzeżenia do pracy ABW, ale nie snuł opowieści o „owocach pochodzących z zatrutego drzewa”, co było podstawą do uniewinnienia w apelacji oskarżonej o korupcję Beaty Sawickiej. Ten przypadek jest nieco podobny do pańskiej sprawy. W obu miały miejsce prowokacje służb.  Tyle, że Sawicka wziął łapówkę i jest wolna. Pan nie zrobił nic i siedzi.

Sawicka była przedstawicielem władzy, politykiem a ci, jak już mówiłem, są bezkarni. Ja nawet nie miałem zarzutu usiłowania zamachu, a jedynie usiłowanie podżegania do niego. I dostałem za to 13 lat w pierwszej instancji. To ma być przestroga dla innych. Aby nie ważyli  się podnieść ręki na władzę. Bo, jak mówił Cyrankiewicz, ręka podniesiona na władzę zostanie odrąbana.

 To raczej ci agenci podnosili ręce na władzę, a  nie Pan.

Według sądu, to ja byłem winny. Gdyż zeznania agentów, nawet jeśli kłamią, są dla sądów święte. Według prawa nie wolno namawiać  do przestępstwa, bo to jest przestępstwem. A oni mnie namawiali, zatem powinni ponieść za to odpowiedzialność. Ja tymczasem piąty rok jestem za kratami.

Za co by Pan siebie skazał? Czuje się Pan zupełnie niewinny?

Całkiem może nie. Czuję się winnym, że w to wszystko wdepnąłem. Moja wina jest taka, jak ktoś napisał w Internecie, że  popełniłem w myślach zbrodnię. Ale chyba nie powinno się za to siedzieć.

Jak tu się Pan odnajduje?

Daje radę, na szczęście zwykle jestem w celi z osobami zrównoważonymi psychicznie. Nie jest tak tragicznie, aczkolwiek staram się teraz o szkołę, a tu takiej nie ma.

Jest Pan wykształconym człowiekiem, i chce Pan skończyć więzienną zawodówkę, po co?  

Ponieważ wyrok skazujący sprawił, że straciłem prawo do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego, gdyż wymagana jest niekaralność. Ale przecież po wyjściu z więzienia coś muszę robić. Chciałem uczyć się obróbki skrawania. Jednak  odmówiono mi tego ze względów bezpieczeństwa. W tej sytuacji będę próbował uczyć się informatyki, ale to mnie nie pociąga zbytnio.

Czekają Pana jeszcze 4 lata więzienia. Będzie Pan starał się o warunkowe zwolnienie?

Tak, oczywiście, ale ze względu na skalę zarzutów i podejście służby więziennej, to wątpię czy mam na to szanse.

 Czy obecny sejm, oczywiście w myślach, wysadziłby Pan w powietrze?

To nie jest dobre pytanie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*