ADASIU, GDZIE JESTEŚ?

 Ewa Krzyszpin z Bojanowa koło Rawicza ma dziś 48 lat. Ostatnie 8 lat żyje i czeka na jedną informację. O odnalezieniu jej syna. Od ośmiu lat nie ma żadnej wiadomości o losie syna.

Pierwsze dziecko pani Ewy na świat przyszło w 1986 roku. Urodziła córeczkę Magdalenę. Rok później jej rodzina znów się powiększyła o Adasia, a trzy lata później urodził się Przemek. A po latach, bo w 1998 roku, urodziłam Emilkę – uśmiecha się dumna z dwudziestolatki.

– Wychowywałam dzieci, chodziłam do pracy. Nigdy w szkole nie musiałam się wstydzić za swoje pociechy. Chłopcy byli grzeczni, samodzielnie odrabiali lekcje. „Jak dobrze, że nie wyrośli na żadnych bandziorów, tylko są tacy pomocni” – cieszyła się moja mama, widząc chłopców, jak sprzątali w domu. Praca dosłownie paliła się im w rękach – wspomina.

Synowie dorastali, pokończyli szkoły. Adam znalazł dziewczynę – Natalię (dziś 30 lat).

 – Pewnego dnia powiedzieli mi, że planują wyjechać – opowiada mieszkanka Bojanowa w Wielkopolsce.

Praca w Szkocji

 – Wyjedziemy do Szkocji, do Natalki rodziców – powiedział pewnego dnia Adam do swojej mamy. Rodzice jego dziewczyny załatwili im tam pracę, mieli pomóc z mieszkaniem. Pani Ewa nie wahała się za długo, aby wyrazić zgodę. Syn był odpowiedzialny nigdy nie palił, stronił od alkoholu, nie pojawiał się w złym towarzystwie. Młodzi obiecywali sobie, że zarobią pieniądze na budowę domu i wrócą do kraju.

W czerwcu 2009 roku polecieli do Aberdeen w Szkocji. Miejscowość ta położona jest nad Morzem Północnym, które łączy się z oceanem. Mimo że Adama nie było w domu i rodzina bardzo tęskniła za sobą, to dość często rozmawiali z sobą przez Internet.

– Kiedy przyjedziecie? Muszę cię uściskać – dopytywała go matka ze łzami w oczach.

W październiku 2009 roku Adam postanowił odwiedzić rodzinne strony. Spędził trzy tygodnie w domu.

– Mamo, będę miał do Ciebie prośbę – powiedział. – Czy pomożesz mi wybrać pierścionek zaręczynowy dla Natalki? – zapytał. Chętnie się zgodziła. Wybrali się razem do jubilera.

Adam po powrocie do Szkocji, drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia poprosił o rękę swoją ukochaną. Natalka zgodziła się od razu. Wszystko nagrali na kamerę, a film wysłali do Polski, do rodziny.

Noworoczne wędkowanie

 W styczniu, po weekendzie świąteczno-noworocznym, Adam wraz z Natalią wrócił do pracy. On pracował w lokalnej masarni, a ona w supermarkecie. Była niedziela, 10 stycznia 2010 roku. Adam zawiózł dziewczynę do pracy, po czym postanowił wybrać się na ryby. Miał o godzinie 10.00 zjawić się w domu swoich przyszłych teściów, jednak się tam nie pojawił. Jego telefon milczał jak zaklęty.

– „Pojechałem z kolegą w miejsce, gdzie zawsze łowił ryby” – powiedział mi tato Natalki. A tam nie było mojego syna, chociaż niedaleko stał zaparkowany jego samochód. Komórka nadal milczała – relacjonuje mieszkanka Bojanowa.

Ojciec Natalki obszedł cały teren. Nigdzie nie było Adama, więc zadzwonił po policję. A ta założyła, że musiała porwać go fala. Zorganizowali akcję poszukiwawczą. Była straż przybrzeżna, helikopter. Nie dało to żadnego rezultatu.

W miejscu, gdzie Adam zawsze stał z wędką, leżały batoniki i chipsy. Wszystko było suche, więc raczej nie jest możliwe, że woda mogła go porwać. Tak uważają też rodzice Natalki i ona sama.

Nasza redakcja skontaktowała się z Polakami mieszkającymi w tamtejszych okolicach, którzy są pasjonatami wędkowania. Wszyscy zgodnie twierdzą, że pojawiające się tam fale nie są  duże, i  niemożliwe jest to, aby porwały człowieka, a na brzegu pozostawiły suche przekąski.

Matka chłopaka nie czekała biernie kilkaset kilometrów od domu. Trzy dni później wylądowała w Szkocji. Razem z rodzicami Natalki i ich znajomymi chodzili szukać syna, wieszali plakaty, rozmawiali z policjantami.

– On musi się odnaleźć – płakała pani Ewa.

Chłopak ze statystyki

 Przyglądając się relacji bliskich Adama, może się wydawać, że jego zaginięcie dla tamtejszych służb było tylko jedną z wielu teczką akt.

– W tym czasie, kiedy tam byłam, czyli przez dwa tygodnie, na policję w Szkocji sami zgłosili się inni Polacy. 10 stycznia byli na rybach w tym samym miejscu, co Adam. Widzieli jego samochód, ale jego już nie. Zaniepokoiła ich za to inna sytuacja. Zauważyli czarnego opla, który odjeżdżał z miejsca, gdzie stało auto mojego syna. Mimo naszego ogromnego zaangażowania i nieprzespanych nocy, nie znaleziono żadnego tropu – mówi mama Adama.

Decyduję się zadać pani Ewie trudne pytanie. Szybko je ucina. – To niemożliwe, aby Adam uciekł, czy chciał się przed kimś ukryć. Dopiero co dostał w pracy awans, cały czas mówił o ślubie, planował dalsze życie i zapowiedział, że odwiedzi mnie w marcu.

W takim razie, co się stało?

– Niech pani spojrzy, jasnowidz – powiedziała Natalka, gdy panie przeglądały Internet i dodawały ogłoszenia o poszukiwaniach.  Matka chłopaka zadzwoniła do jasnowidza. Trzy razy podawał różne wersje. Raz mówił, że syn niedługo zostanie uwolniony, później, że jest przetrzymywany w domku kempingowym, a już następnym razem, że nie żyje. Nic z tego się nie potwierdziło.

– Dał nam tylko nadzieję, a teraz nie chce odebrać komórki, ani odpisać na e-mail – złościła się Natalka. Mimo to rodzina do dziś sprawdza każdy trop.

Powody zaginięć

Rocznie policja przyjmuje prawie 20 tysięcy zgłoszeń zaginięć Polaków na obczyźnie. Jakie są ich powody?

 „Czasami osoby wyjeżdżające nie znają języka, nie wiedzą, gdzie zwrócić się po pomoc, bywają też oszukiwane przez nieuczciwych pośredników, w sporadycznych przypadkach padają ofiarami handlu ludźmi i są zmuszane do niewolniczej pracy” – czytamy na stronie fundacji Itaka. Ten ostatni wątek ostatnio zdominował czołówki gazet, gdy policjanci z Polski i Wielkiej Brytanii zatrzymali szefów obozów pracy, gdzie nasi rodacy pracowali za jedzenie czy kilka groszy. Zabierane były im dokumenty, paszporty…

– Kto wyjeżdżał początkowo za granicę? Cwaniacy – twierdzi jeden z oficerów policji, który zgodził się na nieformalną rozmowę z nami W Polsce byli notowani za kradzieże, paserstwo. Nie chcieli się trudzić ciężką pracą. Za granicą dostawali czyste karty, mamili Polaków dobrymi zarobkami, mieszkaniami. A w rzeczywistości wciągali ludzi w problemy. Kobiety zmuszali do prostytucji, a mężczyzn wykorzystywali niemalże jak więźniów – opowiada. – W mojej ocenie tu także mogło dojść do takiej sytuacji. Zaginięcie, utrata pamięci czy samobójstwo rozwiązuje się samo w ciągu 8 lat. Nagle odnajduje się jakiś brodacz mówiący po polsku, ale nie pamiętający swojego nazwiska. Ktoś znajduje w lesie ciało. Tu nic takiego się nie wydarzyło. To gdzie jest ten chłopak? – zastanawia się. – Osobiście uważam, że w takich przypadkach jak ten, najprawdopodobniej doszło do porwania i pobrania organów na handel. Adam był dorosłym, ale młodym człowiekiem. Był zdrowy, nie palił i nie pił. Handlarze organów wiedzą, że nikt nie kupi płuc palacza ani wątroby alkoholika. Jest to brutalne, ale niestety prawdziwe – rozkłada ręce nasz rozmówca, który zażądał anonimowości.

Willi Dorociński

 Fot  Willi Dorociński

1 komentarz do ADASIU, GDZIE JESTEŚ?

  1. Atak mogła przeprowadzić osoba będąca w kontakcie z dziewczyną bliskim niechciała ślubu konkurenci Adama żyli z nią w wolnym związku mogła to być grupa towarzyska kilka osób tu nieczęsto bierze się śluby ,były ataki na chcących wziąść ślub chcą mieć partnerów na tym samym poziomie.Atak mogła przeprowadzić grupa wyznaniowa chcała go dla innej kobiety którą znał jej bracia lub przyjaciele zemsta za zdrade ,jak bierzesz ślub to zdradzasz osobę z którą byłeś wcześniej, nie są to katolicy gdzie wybierasz sobie kogoś na stałe.Atak może od morza przeprawadzić ryba duża lub ogromna orka lub dwie orki bierze człowieka za pingwina które wysiadują grzeją się na brzegu lub zwierzę, bez obrazy przy złej przejrzystości wody wysuwa się na brzeg i wciąga do wody ,są zdjęcia takich przypadków widziałem na you tube zaatakowały dużego chłopaka rozebranego do spodenek filmowała matka przypadkowo ,niewiedziała co nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*