SPRAWA EWY TYLMAN: Coraz więcej wątpliwości

Kolejna rozprawa w sprawie śmierci Ewy Tylman odbyła się przy nikłym zainteresowaniu mediów i publiczności. Chyba nie ma co się dziwić, opinia publiczna jest już zmęczona tematem, a kto dokładnie śledził proces już dawno ma wyrobione zdanie.

Dziennikarze na rozprawie byli bardziej zajęci śledzeniem i komentowaniem bulwersującej zbrodni w Cerkwicy Starej pod Jarocinem, gdzie młody człowiek zabił rodziców swojej byłej dziewczyny, ranił dwie kobiety, w tym swoją była dziewczynę, która była w 9 miesiącu ciąży.

Sprawa Adama Z. analizowana przez ostatnie miesiące zeszła na drugi plan. Szkoda, ponieważ na sali rozpraw omawiano ważne kwestie.

Rozprawa rozpoczął prawie dwugodzinny pokaz kompilacji nagrań z monitoringu zabezpieczonego przez policję. Zobaczyliśmy nagrania, z klubu na alei Marcinkowskiego, Pijalni Wódki i Piwa oraz nagrań z przemarszu pary między klubami aż do hotelu Ibis w pobliżu mostu św. Rocha. Wiele z tych nagrań zobaczyliśmy po raz pierwszy. Jednak nie wniosły niczego nowego do sprawy. W klubach widzieliśmy bawiących się młodych ludzi. Adam pił drinki z kilkoma kobietami, potem je obcałowywał, przytul.

Nie jest tak jak twierdzi prokuratura, że był skoncentrowany tylko na osobie Ewy Tylman. Analizując nagrania widać, że o wiele więcej czasu poświęcał blondynce w długich włosach. Faktem jest jednak, że często przytulał Ewę, widać to na przykład na pierwszy raz pokazanym nagraniu z windy w galerii handlowej.

Dobrej jakości nagrania z ulicy Wrocławskiej tuż po godzinie 2 w nocy pokazują, że oboje byli bardzo pijani, zataczali się, w pewnym momencie oboje przewrócili się. Adam pomagał wstać dziewczynie. Widać, że był w lepszej formie niż koleżanka. O godzinie 3. parę rejestruje kamera na placu Bernardyńskim, oboje idą w stronę mostu św. Rocha. Tam ostatni raz zauważają ich kamery na hotelu Ibis. To kluczowy moment.

Jednak na nagraniach nie widać rzekomej kłótni, ucieczki dziewczyny w głąb skweru Łukaszewicza, zejścia nad rzekę, ani wepchnięcia dziewczyny do wody. Monitoring potwierdza tylko trasę pary w pobliże mostu. Potem widzimy jak Adam mija hotel sam, a następnie oglądamy go na zdjęciach dobrej jakości z kamer stacji benzynowej. Było już po godzinie 4., oskarżony rozmawiał przez telefon, chodził dość pewnym krokiem, nie widać by był pijany. Prokuratura chce w ten sposób wykazać, że Adam wcale nie był tak pijany jak pokazują to nagrania z ulicy Wrocławskiej. Tyle tylko, że od tamtej chwili minęły ponad dwie godziny. To dużo, dodajmy do tego, że oskarżony cały czas przebywał na świeżym powietrzu, była listopadowa chłodna noc, w takich warunkach można wytrzeźwieć błyskawicznie. Mamy do czynienia z młodym człowiekiem, którego organizm regeneruje się szybciej. Sugestie płynące ze strony prokuratury, że oskarżony udawał bardziej pijanego niż był rzeczywiście uważam za nietrafione. Gdyby Adam Z. planował zbrodnię i przed kamerami grał pijanego, to na pewno samo morderstwo wykonałby bardziej finezyjnie, bez śladu, bez podejrzeń skierowanych w jego stronę.

W pokazanych w sądzie nagraniach jest jednak coś innego bardzo ważnego. To słowo kompilacja. Na rozprawie przesłuchiwani byli policjanci, którzy opracowywali nagrania. Zeznali, że było ich mnóstwo, pochodziły z wielu kamer. Oni je jedynie przeglądali i pisali raporty co na nich widać. Ostatecznego wyboru dokonała prokuratura.

Przedstawione nagrania ustawione są pod akt oskarżenia mówiący, że Adam Z. przyprowadził dziewczynę nad Wartę, zepchnął ze skarpy i wrócił do domu sam. Rodzi się pytanie, czy na pewno nie ma innych nagrań, na których widać Adama z Ewą? Pytanie jest o tyle uzasadnione, że brat pokrzywdzonej twierdzi, że wraz dyrektorem hotelu Ibis oglądał film, na którym widać jak para wchodzi na most św. Rocha. Nagranie nie zostało dołączone do akt, a nawet więcej, gdzieś przepadło. Jest ono ważne, gdyż wyklucza wersję o ucieczce dziewczyny w głąb skweru. Ojciec Ewy Tylman twierdzi, że nagranie zostało odrzucone ponieważ wskazuje na inną wersję wydarzeń niż założyła prokuratura. Tymczasem oskarżyciel twierdzi, że takiego nagrania nie było. Chyba zbyt dużo niejasności pojawiło się w tej kwestii.

Dziwnie brzmiały również wyjaśnienia przesłuchiwanych policjantów. W sądzie na dużym ekranie zobaczyliśmy kilkuminutowy film z kamery na hotelu Ibis, na którym nic nie widać. Jednak policjanci podobno pracowali na lepszym sprzęcie i coś tam zauważyli. Wnioski spisali, ale do akt nie dołączyli oczyszczonego i poprawionego filmu. Trochę to słaby dowód, szczególnie przy dzisiejszej technice wiemy, jak dużo można wyciągnąć z obróbki komputerowej. To była kolejna rozprawa, na której pojawiło kilka nieścisłości w akcie oskarżenia. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z procesem poszlakowym widać, że wersja wydarzeń przyjęta przez prokuraturę nie jest spójna.

Przemysław Graf

Fot. Przemysław Graf

 

2 komentarzy do SPRAWA EWY TYLMAN: Coraz więcej wątpliwości

  1. Ten proces to jakaś farsa. Adam Z. nie miał motywu by zabić Ewę. Zaangażowanie Rutkowskiego, oraz fakt, że jego człowiek nakłonił Karolinę K. na złożenie fałszywych zeznań wskazujących na morderstwo Ewy przez Adama wskazują, że sprawa ma drugie dno oraz że Adam Z. nie zamordował Ewy. Miał ją jedynie komuś dostarczyć. Ten ktoś jest chroniony przez prokuraturę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*