UTOPIONE WRAZ Z MARZENIAMI

Klaudia i Patrycja miały przed sobą jeszcze całe życie. Nie zrealizują jednak już nigdy żadnego ze swoich planów, gdyż obie zostały utopione w jeziorze. Oskarżeni o ich zabójstwo mężczyźni wzajemnie obarczają się winą o tę zbrodnię.

Był 4 sierpnia 2016 roku, nieco po godzinie 2 w nocy. Centrum Barcina, ośmiotysięcznego miasteczka położonego kilkanaście kilometrów od Inowrocławia. Zdezorientowany mężczyzna wystukuje na komórce numer 997. Wcześniej przez ponad godzinę myślał, czy to będzie najlepsze rozwiązanie. Doszedł jednak do wniosku, że nie ma innego wyjścia.

– Chciałbym zgłosić zaginięcie córki.

– Ile córka ma lat?

– 15. Ktoś chciał za nią okup. Dzwonił z jej telefonu. Nie mogę się już tam dodzwonić.

Ciała w jeziorze

Okup za Klaudię miał wynosić 10 tysięcy złotych. Rzekomy porywacz twierdził, że jeśli nie dostanie tej kwoty, to gimnazjalistka wróci do domu martwa. Myślał, że pozostanie anonimowy. Problem w tym, że dzień wcześniej był razem z dziewczyną u jej ojca, od którego właśnie zażądał okupu. Żadnych pieniędzy nie dostał, a śledczy nie mieli większego problemu z ustaleniem jego tożsamości. W sprawę zostają zaangażowani kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy i Centralne Biuro Śledcze Policji.

Docierają do 21-letniego Macieja K. „Cesarza”, lokalnego rzezimieszka, mającego już na koncie kary za niszczenie mienia i kradzieże. Najpierw trwają przesłuchania i obnażanie jego kłamstw, a wieczorem przeczesywanie zarośli w miejscowości Chałupska, niedaleko Jeziora Wiecanowskiego. To aż 30 kilometrów od Barcina, ale sprawa rzekomego porwania miała swój finał właśnie w tym miejscu.

Maciej wskazuje na miejsce przy brzegu, a wkrótce potem z wody zostają wyłowione zwłoki dwóch młodych kobiet. Były w ubraniach. Pierwszą jest Klaudia, a druga to Patrycja, 23-latka. Jej rodzice nie żyli już od jakiegoś czasu, a ona miała problemy z używkami. Niedawno wróciła z odwyku. Mieszkały w jednej kamienicy. Obie chciały wyrwać się z Barcina. Miały nadzieje na lepsze życie. Obie o nim marzyły. Były sąsiadkami i dobrymi koleżankami, mimo że dzieliła je spora różnica wieku.

Sąsiedzka więź łączyła również Maciej K. z kolejnym zatrzymanym w tej sprawie Sławomirem G. , „Dziadkiem”. To 45-letni mężczyzna, w przeszłości karany za rozboje, kradzieże i wykorzystanie seksualne nieletniej. W Internecie można znaleźć jego zdjęcia, na których z uczuciem przytula swoją córeczkę, jakby była jego najcenniejszym skarbem w życiu. Rok wcześniej żalił się, że matka dziewczynki od niego uciekła i obarczyła go jej wychowaniem.

Poza tą dwójką do sprawy zostaje zatrzymany również „Zachi”, 20-latek z kartoteką podobną do „Cesarza”. Na jakiś czas staje się w mediach nawet główną postacią tej zbrodni, przede wszystkim ze względu na swoje tatuaże. Ale śledczy od początku z dystansem podchodzą do doniesień o jego rzekomym udziale w morderstwie. W jego przypadku wnioskują o zaledwie miesięczny areszt, podczas gdy w przypadku dwóch pozostałych są to wnioski o trzymiesięczne osadzenie, z opcją przedłużenia.

Milczenie śledczych

 „Zachi” szybko wychodzi na wolność. Z „Reporterem” nie chce rozmawiać o sprawie, bo nie ufa mediom. Twierdzi, że „Dziadka” nawet nie zna.

„Jak chce pan gadać, to proszę z moim adwokatem, ja nie mam nic do powiedzenia. Nie wiem, co się z nimi stało, nie było mnie tego dnia nad tym jeziorem, to wszystko z mojej strony, do widzenia” – pisze do mnie w krótkiej wiadomości.

Bardziej wylewny na temat sprawy jest jednak na Facebooku. Tłumaczy tam, że trafił do aresztu, bo zeznaniami obciążył go „Cesarz”, chociaż w ogóle nie było go na miejscu zbrodni: „Oni mnie nie obchodzą, niech zdychają” – pisze o dwóch pozostałych, którzy do dziś przebywają w areszcie.

Przez kolejne miesiące śledczy za wiele nie mówią. Swoje milczenie tłumaczą tajemnicą postępowania. Ich zdaniem materiał dowodowy jest mocny. Nie tłumaczą jednak, jak mocny – trzeba im wierzyć na słowo.

Od tego czasu dzwonię mniej więcej co dwa miesiące do prokuratury i za każdym razem jej rzeczniczka odmawia odpowiedzi na kluczowe pytania, kto zabijał, w jaki sposób to zrobił, dlaczego to zrobił, kto kogo obciąża zeznaniami i czy w tle tej sprawy jest wątek seksualny.

Do mediów co jakiś czas przedostają się jednak nieoficjalne informacje, według których zabito kobiety, bo mogły oskarżyć podejrzanych o gwałt. Obie miały zostać brutalnie pobite, a następnie utopione. Według jednej z hipotez miało również dojść do gwałtu, a morderstwo miało być spowodowane strachem przed wyjawieniem przez nie prawdy. Gdy zażądano okupu, obie miały już nie żyć.

Przez rok śledczy nie zdradzają żadnych szczegółów z tej sprawy. Wiadomo jednak, że podejrzani wzajemnie obarczają się winą. Wreszcie do sądu trafia akt oskarżenia.

Topił, ale nie utopił

O zabójstwo prokuratura ostatecznie oskarża „Cesarza” i „Dziadka”. Obu im grozi dożywocie. Ich proces ruszył 12 października tego roku przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy. Oskarżeni, prowadzeni na salę rozpraw ledwie uniknęli linczu. Szli sądowym korytarzem w asyście policji, ze spuszczonymi głowami.

Sędzia nie zgodził się na zamknięcie rozprawy dla innych osób oraz mediów. Jego zdaniem opinia publiczna ma prawo poznać przebieg procesu, ponieważ przemawia za tym ważny interes publiczny.

– Próbuje się ze mnie zrobić mordercę, którym nie jestem. Robiłem tylko to, co kazał „Dziadek”. Strasznie się go bałem – mówi na pierwszej rozprawie „Cesarz”.

Twierdzi też, że pomagał skrępować kobiety i zanurzyć głowę jednej z nich, ale nie przyznaje się do utopienia żadnej z nich. Całą winą obarcza swojego kompana.

Macieja K. twierdził, że obaj uprawiali seks z dziewczynami: on z Klaudią a „Dziadek” z Patrycją. Po wszystkim miało dojść do awantury. Gdyż Partycji rzekomo Patrycja chciała pieniędzy za seks. A „Dziadek” nie chciał zapłacić i wpadł w furię.

Mikołaj Podolski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*