STRZELNICA SAMOBÓJCÓW

 Strzelnica w Tarnowskich Górach ma pecha do samobójców. W ostatnim czasie dwóch młodych mężczyzn postanowiło rozstać się tam z życiem. Obaj przyjechali sobie postrzelać. I każdy z nich w pewnym momencie strzelił sobie w głowę. W jednym przypadku nieszczęśliwie zareagował instruktor, który strzelił młodemu mężczyźnie w plecy.

 Był wtorek, 18 lipca 2017 roku, gdy 23-letni zabrzanin krzątał się po mieszkaniu. Nie uczył się, nie pracował, ale sporo czytał. Był zarejestrowany w bibliotece miejskiej. Regularnie wypożyczał z niej książki. Jego rodzice tego dnia zajmowali się domowymi sprawami, a on siedział i coś wypisywał swoim pokoju. Zbliżała się godzina 15, kiedy oznajmił rodzicom: – Idę do biblioteki.

Mijały kolejne godziny, lecz syn nie wracał do domu. Wieczorem zapukała do drzwi policja.

– Państwa syn nie żyje – usłyszeli – Zginął na strzelnicy, w Tarnowskich Górach.

 Padły dwa strzały

 Na strzelnicę do Parku Wodnego w Tarnowskich Górach przy ulicy Obwodowej 23-latek dojechał autobusem. Znaleziono przy nim pieniądze, które dali mu rodzice. Przy sobie miał również portfel z dokumentami, stąd ustalono od razu, kim jest i gdzie mieszka.

Dlaczego chłopak pojechał na strzelnicę do Tarnowskich Gór? Tego nie wiedzieli jego rodzice.

37-letni instruktor strzelania przyznał, że byli w tym czasie sami na strzelnicy: – Pojawił się o godzinie 17 i chciał po prostu postrzelać, tak powiedział. Poprosił też o największy kaliber. Dałem mu rewolwer Taurus 357 Magnum, 10 sztuk naboi i wskazałem na tarczę strzelniczą, na stanowisku numer 4.

Na teren każdej strzelnicy w kraju może sobie wejść każdy i do woli sobie postrzelać. Byle tylko za to zapłacił. Nie trzeba okazywać przy tym żadnego zezwolenia, bo zezwoleń na strzelanie na strzelnicach nie ma. Nie trzeba też żadnego innego zaświadczenia. Na przykład o zdrowiu psychicznym. A szkoda.

Instruktor pokazał 23-latkowi z Zabrza, jak odbezpieczać broń. Jak włożyć do bębenka naboje i jak celować. I to wystarczało za szkolenie. Chociaż na strzelnicy w Tarnowskich Górach są kursy strzelania, to 23-latek nigdy się na nich nie pojawił.

– Pierwszy raz go widziałem – przyznawał policji instruktor. I pomimo tego bez wahania dał mu broń do ręki: – Ale wypytywałem go, czy potrafi strzelać. Odpowiedział, że tak, że nie jest pierwszy raz na strzelnicy.

Tymczasem 23-latek trzymał już Magnum w dłoni.

– Stał do mnie tyłem, przodem do tarczy i zdawało się, że w nią celuje – zeznawał instruktor, który w tym samym momencie wyciągał z własnej kabury nabity pistolet marki Glock. Chciał coś w nim sprawdzić. Stał przodem do 23 -latka i kątem oka patrzył, co się dzieje: – On wygiął ręce w kierunku twarzy. Po czym otworzył usta i pociągnął za spust magnum. Broń wypaliła.

Instruktor, trzymając cały czas glocka w rękach, przestraszył się. W tym momencie wypalił ze swej broni w stronę pleców 23-latka.

Zeznawał potem w tarnogórskiej prokuraturze, że stało się tak z nerwów: – To trwało sekundy. Nie wiem, jak to się stało, ale z tego wszystkiego pociągnąłem za spust. Błysnęło mi w myślach zdarzenie z 2014 roku. Z podobnej strzelnicy przy Stadionie Śląskim w Chorzowie. Wypożyczający broń z zimną krwią, kilkunastoma strzałami z bliskiej odległości zamordował instruktora. (Pisaliśmy o tym zdarzeniu w Reporterze nr 11 -17 grudzień 2014 r.- „Chciał zabijać niczym Breivik).

Tym sposobem 23-latka dosięgły dwie kule. Jedna, samobójcza, przeszyła chłopakowi głowę. Druga, z glocka instruktora, trafiła go w plecy. Padł martwy na posadzkę strzelnicy.

– Z powodu depresji leczył się psychiatrycznie zeznawała w prokuraturze matka zmarłego – Nie miał dziewczyny, nie miał bliskich znajomych.

Na strzelnicy pozostawił po sobie list pożegnalny: – Ogólnie pisał w nim, że nie rozumie świata i świat go nie rozumie – wypowiadali się policjanci, którzy byli pierwsi na miejscu zdarzenia.

Tragedia nagania klientów

Strzelnica CR24 w Tarnowskich Górach mieści się w dolnych pomieszczeniach Parku Wodnego. Schodzi się do niej po schodkach. Gdy tu przyjechałem, była tylko kierowniczka strzelnicy. Tak się przynajmniej przedstawiła kobieta w średnim wieku, nie podając swego nazwiska. Poinformowała, że skontaktuje się ze mną właściciel strzelnicy, który nie jest teraz obecny: – Bo takie różne bzdury powypisywali o tym zdarzeniu w innych gazetach.

Gdy chciałem zobaczyć strzelnicę, nie zgodziła się.

– To było straszne – mówiła o tamtym zdarzeniu. – Sprzątałam potem to wszystko – mówiła, dodając że zna szczegóły. Wie, dlaczego to wszystko się stało, i jak do tego doszło. Nie może jednak tego ujawnić: – Dla dobra śledztwa – stwierdziła.

Ale po chwili wyjaśniła, że strzelnica ma swój monitoring, i po tym zdarzeniu został on natychmiast zabezpieczony.

– Wraz z prokuratorem przejrzeliśmy nagrania z tego dnia – relacjonowała – W zwolnionym tempie, klatka po klatce. I prokurator też nie miał wątpliwości, że 23-latek strzelił sobie w usta.

Zastępca Prokuratora Rejonowego w Tarnowskich Górach, Beata Huras, podkreślała, że w tej sprawie wiele wyjaśniono i nie ma w niej jakichś tajemnic: – Z wyjątkiem jednego, który z pocisków tak naprawdę przyczynił się pierwszy do śmierci 23-latka.

Prokuratura czeka na wyniki z sekcji zwłok i z badań balistycznych obu pocisków.

Zaś 37-letni instruktor strzelania nadal jest na urlopie: – Był w szoku, i tak będzie dla niego na razie najlepiej, żeby go tutaj nie było – stwierdziła kierowniczka strzelnicy.

Z drugiej strony dodając: – To wprost niewiarygodne, ale medialny rozgłos wokół tego wydarzenia napędził nam tylko klientów.

Kolejny samobójca

25 października ponownie doszło do tragedii na tej samej strzelnicy w Tarnowskich Górach. Znowu popełniono tam samobójstwo.

– 29-letni mieszkaniec Bytomia zjawił się na strzelnicy około godziny 17 – informuje asp. Damian Ciecierski, oficer prasowy z komendy policji w Tarnowskich Górach. – Poprosił o kilkanaście naboi, wziął rewolwery magnum i colta, zabrał ze sobą jeszcze pistolet tz45 i poszedł na stanowisko. Oddał wiele strzałów. Potem dokupił kul, i nagle przyłożył broń do dolnej części twarzy, i pociągnął za spust. Poniósł śmierć na miejscu.

Zastępca prokuratora w Tarnowskich Górach Beata Huras dodaje: Ten mężczyzna był na tej strzelnicy jeszcze dwa dni wcześniej. Był tam 23 i 24 października. I też strzelał do tarczy. Zapamiętali go. Gdy przyszedł tam kolejny raz, bez problemu wykupił znowu strzelanie. Strzelał do tarczy w obecności instruktora, kierownika strzelnicy i jeszcze dwóch innych klientów. Rozpoczynamy dopiero śledztwo i nic więcej na ten temat na razie nie możemy powiedzieć.

Po śmierci 23-latka zapowiadano wprowadzenie na strzelnicy w Tarnowskich Górach dodatkowych obostrzeń, że nie każdy mógł otrzymać broń: – Zamierzano prowadzić dodatkowe rozmowy z klientami, mające na celu jakby bliższe ich poznanie – dopowiada oficer prasowy policji.

Niezbyt chyba skuteczne były te rozmowy, skoro w stosunkowo krótkim czasie doszło na tej samej strzelnicy do kolejnego samobójstwa.

Właściciel strzelnicy już się ze mną nie skontaktował.

 

Roman Roessler

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*