DZIECKO Z KOKAINĄ WE WŁOSACH

Fot. 27-letni ojciec dziecka nie przyznał się faszerowania go narkotykami

 27-letni Damian N. chował głowę w dłoniach i płakał na ławie oskarżonych, gdy toruński Sąd Rejonowy zajął się ustalaniem, czy dawał swojej rocznej córce pochodne amfetaminy i kokainę. Bo on do tego się nie przyznaje.

Takiej sprawy w toruńskim sądzie chyba jeszcze nie było. Proces zaczął się 24 października tego roku, a pierwsze informacje na ten temat pojawiły się w połowie maja tego roku.

Roczną wówczas dziewczynkę przywiozło do szpitala pogotowie ratunkowe wezwane przez matkę. Dziecko było w bardzo poważnym stanie. Miało drgawki, kłopoty z oddychaniem i traciło przytomność. Jej życie ratowano lekami już w karetce. Dziecka nie można było uspokoić, mimo podania dwóch dawek relanium. Konieczna była kroplówka i inne leki. W szpitalu okazało się, że jest pod silnym działaniem narkotyków, głównie pochodnych amfetaminy.

Dawał córce narkotyki

Wtedy wezwano policję i do akcji wkroczył też prokurator. Biegły we wstępnej opinii określił, że stan, w którym dziewczynka trafiła do szpitala, realnie zagrażał jego życiu.

– Trudno dziś dywagować, co by się mogło stać, gdyby dziecku nie udzielono w porę pomocy, ale biegły najgorszego wykluczyć nie mógł – ocenia Judyta Głowacka, szefowa toruńskiej Prokuratury Rejonowej Centrum – Zachód, która prowadzi postępowanie w tej sprawie.

Jeszcze w maju tego roku matka dziewczynki podejrzana była o narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia i prokurator zastosował wobec niej policyjny dozór. Natomiast ojciec dziecka miał wtedy zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziewczynki i został na mocy decyzji sądu tymczasowo aresztowany. Przebywa za kratami do dziś.

Gdy sporządzano akt oskarżenia w tej sprawie, zarzuty uległy znacznej modyfikacji. Matce dziecka nie postawiono żadnego, i postępowanie wobec niej zostało umorzone. Natomiast zarzuty stawiane ojcu dziecka zostały rozszerzone. Oskarżony został on o to, że od września 2016 roku do maja 2017 roku udzielał dziecku środków odurzających i substancji psychotropowych, gdy w tym czasie był zobowiązany do opieki nad nim i tym sposobem naraził swoją córkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Z ustaleń prokuratury wynika więc, że pierwszy raz dziecko miało dostać narkotyki w wieku czterech miesięcy.

– Drugi zarzut stawiany Damianowi N. dotyczy bezpośrednio zdarzenia z maja tego roku i udzielenia dziecku narkotyków, które spowodowały u niego nawet zagrożenie utraty życia – mówi prokurator Judyta Głowacka.

Głównym dowodem, który pozwolił na postawienie tych zarzutów, były opinie biegłych lekarzy. Między innymi ta, która wskazywała, że ślady narkotyków między innymi extazy, amfetaminy i kokainy, znaleziono we włosach dziecka i jego ojca. U matki ich nie było.

6 razy na siłowni

Prokuraturze trudno jest wskazywać na motywy, które mogły kierować ojcem. Między innymi dlatego, że w czasie śledztwa oskarżony nie przyznawał się do winy. I tak samo jest teraz w czasie procesu.

– Nigdy bym nie zrobił czegoś, co mogło zaszkodzić mojej córce – mówił w toruńskim sądzie Damian N.

W czasie przesłuchania często zakrywał twarz dłońmi. Wyglądało, że płacze. I głos rzeczywiście mu się kilka razy łamał, choć to bardzo dobrze zbudowany mężczyzna, wyglądający również na takiego, który dba o swój wygląd.

Damian N. sam przyznał na sali rozpraw, iż miał w swoim życiu epizodyczne kontakty z narkotykami, ale zaklinał się również, że od 3-4 lat nic już nie bierze. Mówił też, że teraz nie pije nawet alkoholu i chodzi 6 razy w tygodniu na siłownię.

To jednak on – według zeznań jednej z lekarek ze szpitala, do którego trafiło dziecko – zasugerował wykonanie narkotestów. Według zeznań tej pediatry, obecna przy tym 22-letnia Sandra, matka dziecka, zareagowała zdziwieniem: – A o co ci chodzi? – miała pytać konkubenta.

– Lepiej wszystko sprawdzić – odpowiedział ponoć wtedy Damian N.

– Tak jak mówiłem, narkotyków nie biorę, ale widziałem, jak wyglądają ludzie po przedawkowaniu. Skojarzyłem szczękościsk u dziecka i dlatego poprosiłem o narkotesty – twierdził Damian N.

Dziecko samo zażyło

22-letnia Sandra, partnerka Damiana i matka Julii, wielokrotnie powtarzała w sądzie, że oskarżony to ojciec idealny i nie mógłby zrobić dziecku krzywdy.

Rodzice mają również wytłumaczenie, jak narkotyki mogły się znaleźć w organizmie dziecka. Sugerują teraz, że mogło to się stać przy okazji imprezy z 7 maja tego roku, kiedy wyprawiali roczek dziecka. Przyszło kilkanaście osób. Jak zeznali, córeczka była tylko na początku spotkania. Potem przekazali ją pod opiekę babci.

– Doszliśmy z Sandrą do wniosku, że ta impreza, było na niej 10-15 znajomych, to jedyna możliwość, aby w naszym mieszkaniu znalazły się narkotyki. Ktoś mógł je zostawić – twierdził w sądzie Damian N. A dziecko w jakiś sposób je znalazło i przypadkowo zażyło.

Co ciekawe, młodzi rodzice nie podali śledczym szczegółowych adresów uczestników imprezy.

– Nie znam nazwisk, ani adresów moich znajomych. Wiem, jak do nich dojechać – zeznał w śledztwie Damian N.

Mężczyzna nie pracuje nigdzie na stałe. Podobnie jak jego partnerka. Damian N. – jak powiedział w sądzie – utrzymuje rodzinę z prac dorywczych. Stoi trochę „na bramce” w różnych klubach, ale o szczegółach nie będzie mówił, ponieważ nie chce robić kłopotów swoim pracodawcom.

Damian N. i jego partnerka biedy raczej nie klepią. Mają samochód, a 3-pokojowe mieszkanie w Toruniu, gdzie odbywała się urodzinowa impreza córeczki, wynajmują za 1000 złotych miesięcznie.

Sprzątaczka z ogłoszenia

22-letnia Sandra zeznała, że po tym majowym spotkaniu sprzątnęli mieszkanie standardowo. Odkurzyli, wynieśli butelki po alkoholu i inne śmieci, pozmywali naczynia.

– Pościeli nie zmieniłam – twierdziła w sądzie młoda kobieta.

Może się to wydawać dziwne, bo spali w niej imprezowi goście: koleżanka i kolega, ale ta niezmieniona pościel, w której mogła się później również znaleźć malutka Julka, ma również wskazywać jedną z dróg, jak dziecko mogłoby przyjąć narkotyki.

Tymczasem, gdy dziecko trafiło do szpitala i poinformowano o wszystkim policję, Sandra wynajęła sprzątaczkę z ogłoszenia. Kobieta wypucowała mieszkanie pod bacznym okiem przyjaciółki młodej matki. Wcześniej rodzice nigdy nie wynajmowali nikogo do sprzątania. Dlaczego zrobili to teraz?

– Zleciłam to sprzątanie w trosce o dobro dziecko. Żeby po powrocie ze szpitala, było czysto i bezpiecznie – tłumaczyła w sądzie 22-letnia matka. Dodając, że sama nie miała na to czasu. Poświęcała go głównie córeczce w szpitalu.

A jak Damian N. tłumaczy to, że ślady narkotyków znaleziono nie tylko we włosach jego córeczki, ale były one również u niego.

– Dziecko w szpitalu było bardzo spocone, a ja je przytulałem, kładłem się obok niego – zeznawał w sądzie 27-letni ojciec, jakby nie wiedział, że badania włosów na obecność narkotyków dotyczą nie tylko ich powierzchni.

Z jego wyjaśnień wynika, że oskarżony będzie chciał podważyć opinię biegłych na ten temat. Poza tym pojawia się również pytanie, dlaczego we włosach matki nie znaleziono śladów narkotyków, skoro miała częstszy kontakt z córeczką i była też z nią szpitalu. A ma włosy sięgające jej do pasa.

Pod opieką babci

O zatruciu dziecka policja poinformowała również sąd rodzinny, który zadecydował, że do czasu prawomocnego wyroku w tej sprawie faktyczną opiekę nad dzieckiem sprawuje jego babcia. Cała rodzina jest natomiast pod kontrolą kuratora.

Sandra nie mieszka już w wynajmowanym wcześniej z Damianem mieszkaniu. Wyprowadziła się do swojej mamy.

Proces w tej sprawie pewnie jeszcze trochę potrwa, ale dziś najważniejsze jest to, że – jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie – dziecko nie ma obecnie objawów narkotycznego głodu.

Trudno jednak powiedzieć, jak epizod ze środkami odurzającymi może odbić się na dalszym życiu dziewczynki.

– Trzeba też szczerze powiedzieć, że dziecko to w momencie przewożenia do szpitala było bardzo zadbane. A potem wesołe i raczej spokojne. Dlatego tym bardziej dziwi fakt, że ktoś mógł dawać dziewczynce narkotyki. I pytanie tylko, po co? – zastanawia się jeden ze śledczych pracujących przy tej sprawie.

Waldemar Piórkowski

Fot. Sławomir Kowalski

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*