SPRAWA IWONY WIECZOREK: TROPY SĄ CELOWO MYLONE

Ślady znalezione w 2016 roku na terenie ogródków działkowych Gdańsku, mogą mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek. Jest ich taka ilość, że do tej pory nie zdołano zbadać ich laboratoryjnie. Przypomnijmy, że miejsce to wskazała fundacja Na Tropie i autor tego tekstu. Natomiast fiaskiem zakończyły się ostatnie poszukiwania w Parku Reagana, podczas których wspierano się osławionymi „łowcami cieni”.

Gdy 4 września 2017 roku w Parku Reagana zaroiło się od policjantów, pojawiły się informacje, że jest to rzekomy przełom w śledztwie. Zaś udział w poszukiwaniach tzw. „łowców cieni” z Poznania dla wielu było niemal równoznaczny z tym, że zagadka zaginięcia Iwony Wieczorek zostanie rozwiązana.

Od początku odnosiłem się do tego co najmniej sceptycznie. Co można  znaleźć w tym samym miejscu po 7 latach, skoro nie znalazło się tego do razu? Zaś udział w tych działaniach tzw. „łowców cieni” był dla mnie symptomem bezradności policji. Skoro do szukania zwłok skierowano specjalistów od ścigania żywych bandytów. To nie miało prawa się udać, i sprawiało wrażenie działania bardziej na pokaz, niż przemyślanej akcji. Podobne odczucia miałem nie tylko ja, ale także wielu doświadczonych policjantów, także z Gdańska, z którymi o tym rozmawiałem.

Łowcy w cieniu

Jakie są zatem jej efekty tych działań, które zostały zakończone bez medialnego rozgłosu. Zaś „łowcy cieni” wrócili do domów bez odniesienia spektakularnego sukcesu.

– Na chwilę obecną w czynnościach nie biorą udziału policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu ani Komendy Głównej Policji. Zakończony został pierwszy etap czynności, nie wykluczamy prowadzenia dalszych działań – przekazała Reporterowi Renata Stańczak, naczelnik Wydziału Prezydialnego KWP w Gdańsku – Teren został zweryfikowany kompleksowo przy użyciu georadaru, psów do wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich, wykrywaczy metali oraz przy użyciu sprzętu będącego w dyspozycji straży pożarnej. Znajdujące się na przeszukiwanym terenie studzienki kanalizacyjne również zostały przeszukane.

Jak dodaje naczelnik Renata Stańczak: Nie udało się ujawnić żadnych śladów, czy dowodów mogących mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek.

Policja nie kryje, że w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek nie ma przełomu. Jednak śledczy nie poddają się: – Cały czas wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Gdańsku pracujemy nad sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek – wyjaśnia podkom. Michał Sienkiewicz, z zespołu prasowego KWP w Gdańsku – Bardzo szczegółowo analizujemy zebrany materiał i cały czas weryfikujemy wszystkie sygnały, które do nas trafiają. Koncentrujemy się na tym, co zostało już w sprawie zrobione.  Zebrany materiał pod każdym możliwym kątem jest analizowany, szukamy tam innych, nowych punktów zaczepienia. Pomimo dziesiątek ustaleń, przesłuchań, bilingów, przeszukań nadal nie ma przełomu w sprawie, i pytanie, co się stało z tą młodą kobietą, pozostaje aktualne. Policjanci prowadzą zarówno czynności operacyjne, jak i procesowe, te drugie nadzorowane są przez prokuratora PO w Gdańsku. Do tej pory otrzymaliśmy już ponad 20 sygnałów.

Renata Stańczak dodaje: – Wszelkie sygnały są weryfikowane przez policjantów pracujących nad tą sprawą, jednak nie pozwoliły na uzyskanie znaczących dla sprawy informacji.

Co z „ręcznikiem”?

Jak pamiętamy, podczas ostatnich działań policjanci skoncentrowali się nie tylko na przeszukiwaniu Parku Reagana, ale też usiłowali ustalić, kim jest „mężczyzna z ręcznikiem”. Niestety także bez oczekiwanego rezultatu.

Nie została zatrzymana osoba, która jest określana medialnie jako „mężczyzna z ręcznikiem”. W sprawie przesłuchano wiele osób w związku z wątkiem „mężczyzny z ręcznikiem”, żadna z nich nie została zatrzymana – informuje podkom. Michał Sienkiewicz, z zespołu prasowego KWP w Gdańsku.

Jedną z takich osób był mężczyzna, który miał zostać zatrzymany w jednym z trójmiejskich salonów fryzjerskich. Według naszych informacji, podczas wizyty u fryzjera człowiek ten zobaczył w telewizorze film z monitoringu, na którym „mężczyzna z ręcznikiem” zmierza za Iwoną Wieczorek. Widząc to, miał rzekomo powiedzieć: Przecież to mnie szukają.

Po tej deklaracji obsługa salonu fryzjerskiego zawiadomiła policję. Mężczyzna nie dokończył się strzyc, gdy wylądował w radiowozie. Według moich informacji po przesłuchaniu mężczyznę zwolniono. Osoba ta była ponoć wcześniej karana za przestępstwa o podłożu seksualnym.

Policja jednak nie odpowiedziała wprost na moje pytanie o tę osobę, która prawdopodobnie chciała „ukraść zbrodnię”.

Obecnie podejmowanych jest w tej sprawie wiele czynności, przede wszystkim weryfikowane są wszelkie informacje dotyczące ewentualnego miejsca pobytu zaginionej i tożsamości „mężczyzny z ręcznikiem” – odpowiedziała mi nieco wymijająco naczelnik Stańczak.

Ogromna ilość śladów

W połowie września okazało się, że doszło do zrównania z ziemią zabudowań na jednej z działek w rejonie ulicy Hallera. Jednej z tych, którą wskazałem policji jako miejsce ukrycia ciała Iwony Wieczorek.

Zapytałem KWP w Gdańsku, czy jest to efektem działań policji? Czy jest to – jak twierdzą niektórzy – próba zatarcia śladów przez ewentualnych sprawców?

– Policja nie wznowiła poszukiwań na tej działce – stwierdza podkom. Michał Sienkiewicz – Na wskazanych działkach wykonano kompleksowe czynności procesowe celem ujawnienia wszelkiego materiału dowodowego, więc to, co dzieje i będzie się działo na tym terenie, nie może spowodować jakiegokolwiek zatarcia śladów, gdyż te zostały zabezpieczone wcześniej.

Przypomnijmy, że w licu 2016 roku pobrano próbki ziemi z działki, którą wskazałem policji. Według moich informatorów miała tam zostać zakopana Iwona. W sąsiednich zabudowaniach prawdopodobnie przetrzymywano ją przed śmiercią. Garaż, który wskazałem śledczym, był cały we krwi. Znaleziono ją też w sąsiednim pomieszczeniu gospodarczym, m.in. na ubraniach, worku jutowym, płycie styropianowej, na plandece i na wiszącym tam haku. Ślady krwawe odkryto też na wszystkich narzędziach i szafkach, na  poduszce a także na dywanikach, na przeciętej opasce zaciskowej. Wszystkie ślady krwi i próbki ziemi oddano do laboratorium. Czyja to była krew, czy mogła należeć do Iwony Wieczorek? Tego nadal nie wiadomo, gdyż mimo że od ich znalezienia minęło prawie półtora roku, to wyniki badań laboratoryjnych nie są jeszcze znane.

Dlaczego tak się dzieje, zapytałem o to policję: – Z uwagi na znaczną ilość zabezpieczonego materiału w Gdańsku przy ul. W. i K. badania do tej pory nie zostały zakończone. Ilość zabezpieczonego materiału wydłuża czas trwania badań – stwierdza Renata Stańczak, naczelnik Wydziału Prezydialnego KWP w Gdańsku.

Jest to informacja, która daje wiele do myślenia. Wcześniej policja zaprzeczała, aby we wskazanym przez mnie miejscu znaleziono jakikolwiek materiał dowodowy. Teraz stwierdza, że jest go tak dużo, że półtorej roku to za mało, aby go zbadać.

Czy śledczy zamierzają wznowić poszukiwania w tym miejscu?

– Czynności wykrywcze trwają i nie jest wykluczone przeszukiwanie również innych terenów poza Parkiem Reagana – odpowiada lakonicznie Stańczak.

Odsunięty od śledztwa

Od początku, od kiedy zajmuję się tą sprawą, mam wrażenie, że stają za nią wpływowe osoby, którym nie zależy na rozwiązaniu zniknięcia 19-latki. Wprost przeciwnie, robią wiele, aby do tego nie doszło.

Potwierdzeniem tej tezy może być chociażby sprawa zeznań Patryka G., byłego chłopaka Iwony Wieczorek. Pisaliśmy o tym obszernie już wcześniej,jako pierwsi. Przypomnijmy. W noc zaginięcia przebywał on nieopodal miejsc, którędy przechodziła Iwona. Bawił się między innymi w plażowej imprezowni Banana Beach w Jelitkowie. Nie wiedzieć czemu, wypierał się pobytu w Banana Beach.

Analityk kryminalny z Komendy Głównej Policji, który wykonał analizę zeznań Patryka G. oraz jego kolegów, konstatuje: „Z zeznań i wyjaśnień Patryka G. wynika jednoznacznie, że nie mówi on całej prawdy na temat tego, co robił tej nocy. Zeznał, że przebywał na terenie Sopotu i Gdańska do godzin rannych i nie pamięta, o której był w domu. Mogli przemieszczać się samochodem któregoś z kolegów. Analizując zeznania Patryka G., Pawła S. i Pawła J., widać wyraźnie, że próbują ukryć niewygodne fakty. W takim stanie rzeczy celowym wydaje się być typowanie ich jako osoby, które posiadają wiedzę na temat, co stało się z Iwoną Wieczorek w nocy z 16/17 lipca 2010 podczas jej powrotu do domu” – podsumowuje policyjny analityk. Z kolei w analizie sporządzonej przez śledczych KWP w Gdańsku czytamy: „Wskazane byłoby przeprowadzenie czynności zmierzających do ustalenia czy wątpliwości co do prawidłowego określenia miejsca pobytu przez Patryka G., Pawła S. czy Pawła J. w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku wynikają z nieświadomej pomyłki czy świadomego działania. A jeśli świadome działanie, to w jakim celu ukrywają faktyczny przebieg tej nocy”.

Odpowiedzi na pytania nie poznaliśmy. Niestety wnioski te nie doczekały się rozwinięcia w postaci dalszych działań policji w tym kierunku. Zaś policyjny analityk został od tej sprawy odsunięty przez przełożonych, jakby obawiali się, że rozwiąże zagadkę zaginięcia nastolatki.

Dotarłem do jego zeznań na ten temat: „Od 2011 roku na polecenie ówczesnego kierownictwa KGP analizowałem materiały dotyczące śledztwa w sprawie pozbawienia wolności Iwony Wieczorek. Moje działania polegały na wyjazdach do KWP Gdańsk, uczestniczenie w przesłuchaniu świadków, osób podejrzewanych, i sporządzanie analiz z protokołów przesłuchań, bilingów, nagrań z monitoringu itp. W międzyczasie zajmowałem się też analizą innych zabójstw w tym zabójstwo generała Papały i innych. Miałem stały kontakt z prowadzącymi sprawę Iwony Wieczorek, gdzie wzajemnie poprzez korespondencję i rozmowy telefoniczne omawialiśmy czynności wykonywane w tej sprawie. W związku z tym, w oparciu o materiały zgromadzone w tej sprawie, sporządzałem analizę dotyczącą zeznań Patryka G. oraz osób, z którymi w dniu 16/17 lipca 2010 r. przebywał w Parku Reagana. W analizie zostały także ujęte bilingi i połączenia telefoniczne Iwony Wieczorek, Patryka G. Z analizy wynikało, że Patryk G. w krytycznym czasie, tzn. przejścia Iwony Wieczorek do domu, mógł przebywać w okolicy, gdzie się ona znajdowała. Informowałem swoich bezpośrednich przełożonych nadkom. Marcina M. i kom. Anetę C., że zajmuję się analizą sprawy pozbawienia wolności Iwony Wieczorek. Informowałem o tym wielokrotnie z prośbą o umożliwienie mi prowadzenia tych działań. Po którejś swojej prośbie, w której informowałem, że chciałbym pojechać do Gdańska w ramach delegacji w tej sprawie, otrzymałem polecenie służbowe niezajmowania się więcej tą sprawą i niepodejmowania działań w tym kierunku. Kierownictwo Wydziału poinformowało mnie, iż nie jest zainteresowane kontynuowaniem przeze mnie działań w tej sprawie. Z uwagi na to, iż wielokrotnie w działaniach podejmowanych w ramach tego śledztwa materiały wraz z wiedzą na ten temat przekazałem naczelnikowi kom. Piotrowi W. z Biura Wywiadu Kryminalnego, prostuję Wydziału Wywiadu Kryminalnego Biura Służby Kryminalnej KGP. Ostatnia analiza, którą się zajmowałem dot. Patryka G., jako osoby, która w mojej ocenie może mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek. Analiza nie została zakończona. Wytworzone przeze mnie dokumenty w tej części zostały przekazane kom. W., wraz z całością materiałów. Odnośnie raportu, jaki skierowałem do Komendanta Głównego Policji, chcę powiedzieć, że wszystkie swoje przypuszczenia, wnioski, zalecenia przekazałem wcześniej bezpośrednio do funkcjonariuszy WDŚ w Gdańsku, na bieżąco sporządzałem pisma i notatki wszystkie tego typu dokumenty dot. Iwony Wieczorek zostały przekazane, niedokończona została jedynie analiza, o której mówiłem wcześniej, dotycząca materiałów czy dowodów winy Patryka G. (…)”.

Takich historii w tej sprawie jest więcej. Jak już kiedyś pisałem, na początku śledztwa odsunięto od niego policjantkę, która była blisko rozwiązania tej zagadki kryminalnej. Kim są ludzie, którzy tak skutecznie blokują rozwikłanie tej historii?

Należy ich szukać tam, gdzie – co podkreślam od dawna – przecinają się ścieżki Iwony, jej ludzie z półświatka i  przedstawicieli organów ścigania, i lokalnych polityków. Choćby B.S. – jednego z najbardziej wpływowych samorządowców w Trójmieście, z którym – według moich informatorów – miały zaginioną dziewczynę łączyć pewne relacje.

Łowcy śmieci

Zacieranie śladów, i odwracanie tropów odbywa się niestety także za pomocą mediów. Przypomnę tylko jedno z wielu dokonań Krzysztofa Rutkowskiego, który w sierpniu 2013 roku stworzył w swojej wyobraźni gangstera, który miał opowiedzieć mu o zabójstwie Iwony, co natychmiast opisał Fakt: „Przełom w sprawie! Matka dziewczyny w szoku!” – szalał tabloid.

Po tej publikacji Rutkowski został wezwany na przesłuchanie do Gdańska, w czasie którego przyznał się, że przekazał gazecie  informację, którą sam zmyślił: „w celu pchnięcia do przodu sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek i sprowokowania błędu, który może popełnić osoba lub osoby, które mogą mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek” – tłumaczył desperacko to kłamstwo, a po chwili dodał: „Proszę o zachowanie tego protokołu w tajemnicy przed mediami, ponieważ może to zaszkodzić mojej działalności”.

Takich wymyślonych „przełomów” było więcej. Choćby rewelacje pewnej agencji detektywistycznej, która wysnuła hipotezę, że nastolatkę zamordował gang śmieciarzy: I woził zwłoki odkrytym samochodem w miejscach, gdzie było dużo ludzi – śmieje się prokurator Grażyna Wawryniuk, z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku i już poważnie dodaje – Wszystkie  te osoby były sprawdzane i przesłuchiwane, i nie doprowadziło to do ustalenia ich związku z zaginięciem Iwony Wieczorek.

Co również mogę potwierdzić po lekturze akt sprawy, które detektywom produkującym fake newsy są zupełnie nieznane. Gdyby było inaczej, to nie kompromitowaliby się rewelacjami, które zostały zweryfikowane wiele lat wcześniej.

Zaręczam, że śledczy bez trudu rozprawiliby się z „gangiem śmieciarzy”. Jednak za zbrodnią stoją prawdopodobnie znacznie potężniejsze osoby. Zaś wypuszczanie kolejnych fałszywych informacji może mieć na celu odwrócenie od nich uwagi. Media natomiast zupełnie tego nie weryfikują. Puszczając każdą bzdurę jako „przełom”.

Niestety także doświadczeni dziennikarze nie zadają sobie trudu przeczytania akt sprawy. Oto Sylwester Latkowski, w czasie przesłuchania przed komisją śledczą ds. Amber Gold ogłosił sensacyjnie, że Iwona Wieczorek była związana z trójmiejskim biznesmenem Mariusem O. I nikt go w tej sprawie nie przesłuchał, podobnie jak Wojciecha S., szefa ochrony Dream Clubu. Co rzecz jasna nie jest prawdą. Kwestie te były badane w śledztwie, a obaj panowie zostali przesłuchani. O czym obszernie pisałem w reportażu „Uprowadzona o letnim poranku”. Zresztą podobnie jak  o innych rewelacjach, które znalazły się w książce Latkowskiego.

Jednak dla wielu osób fakty w tej sprawie nie mają znaczenia. Liczą się tylko wymyślone przez nich wizje. Im bardziej oderwane od faktów, tym łatwiej trafiają na podatny grunt. I tym bardziej szkodzą rozwiązaniu tej sprawy.

Janusz Szostak

4 komentarzy do SPRAWA IWONY WIECZOREK: TROPY SĄ CELOWO MYLONE

  1. Czy Pan Szostak , lub osoba z Reportera nie moze wystosować jakiegos pisma do Prokuratora generalnego? Może gdyby przedstawić mu wszystkie rażące błędy i zaniedbania policji – moze sprawa ruszyłaby w koncu.

  2. Cytuję – „tymi kombinacjami powinno zainteresować się raz jeszcze nie tylko samych ministrów Zbigniewa Ziobrę i Joachima Brudzińskiego …” – Tak, należy to uznać za wystarczająco przekonujące i potwierdzone bez uzasadnionych wątpliwości!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*