ZABÓJSTWO CHUDEJ KRYCHY

 Zabójca był bezwzględnym człowiekiem, rozpruł swoją ofiarę w kroku i wyciągnął na wierzch część jej organów wewnętrznych. Nawet nie próbował ukryć zwłok. Można odnieść wrażenie, że celowo pozostawił je w takiej pozie. Czy było to jedno z serii zabójstw, nieustalonego do dziś mordercy?

Po raz trzeci wracamy na łamach „Reportera” do zabójstw kobiet z marginesu społecznego, do których doszło w Warszawie na początku XXI wieku.

Przypomnijmy, w 2005 roku na nielegalnym wysypisku śmieci przy ulicy Bystrej znaleziono ukryte w skrzyni nagie zwłoki 43-letniej Krystyny G. Kobieta przed śmiercią została ciężko pobita i skrępowana.

Rok później obok parkowej alejki Lasku Bródnowskiego znaleziono nagie, przywiązane do drzewa ciało Bolesławy Wiącek (56 lat). Sprawca pobił kobietę i torturował ją m.in. poprzez wbijanie w narządy rodne krawieckiej szpili.

Psychologowie z Komendy Stołecznej Policji, Dariusz Piotrowski i Jan Gołębiowski przygotowali Profil Nieznanego Sprawcy Przestępstwa, z którego wynikało, że obu tych zbrodni mógł dokonać ten sam mężczyzna, który ma 17–25 lat lub 35–45, jest osobą bezdomną i prawdopodobnie dokonywał już przestępstw seksualnych w tym rejonie. Jest osobą skrupulatną, zorganizowaną, kontroluje emocje. Możliwe, że śledzi działania policji. Rzeczy należące do ofiar zabrał, by utrudnić ich identyfikację.

Profilerzy zwrócili uwagę na jeszcze jedno zabójstwo. I to właśnie o nim dzisiaj opowiemy.

Niczym Kuba Rozpruwacz

27 czerwca 2000 roku, a więc 6 lat wcześniej, mężczyzna mieszkający przy ulicy Czeremchowej na warszawskiej Białołęce znalazł w lesie nagie zwłoki kobiety. Na miejsce szybko przybyli policjanci, prokurator i medyk sądowy. Rozpoczęły się oględziny.

Las Henrykowski jest raczej mało uczęszczany. Brak tam alejek, ławek. Przebiega przezeń raptem kilka wydeptanych ścieżek. Obok jednej z nich na wznak leżały nagie zwłoki kobiety. Ich stan sprawia, że nie ma możliwości umieszczenia w artykule żadnej fotografii. Mówiąc wprost, zabójca rozpruł ofiarę w kroku i wyciągnął na wierzch część jej organów wewnętrznych. Zdjęcia zamieszczone w aktach śledztwa przypominają historię Kuby Rozpruwacza. Sprawca nie próbował ukryć zwłok. Można odnieść wrażenie, że celowo pozostawił je w takiej pozie.

Przeprowadzona później sekcja zwłok kobiety potwierdziła, że została ona dosłownie wypatroszona przez mordercę. Rozległość rany uniemożliwiła stwierdzenie, czy miał miejsce gwałt, oraz jakie było narzędzie zbrodni. Poza tymi obrażeniami na szyi kobiety były otarcia, jednak uduszenie nie było powodem śmierci. Lekarz medycyny sądowej zapisał w protokole: „Biorąc pod uwagę powyższe, dochodzę do wniosku, że przyczyną zgonu było skrwawienie się w następstwie rozerwania dużych naczyń krwionośnych i rozległych uszkodzeń narządów jamy brzusznej i miednicy małej”.

Co ważne, kobieta miała we krwi 2,9 promila alkoholu.

Biesiada na wydmie

W tym samym czasie, gdy w lesie trwały oględziny, grupa policjantów kryminalnych próbowała znaleźć sprawcę zabójstwa, bo co do tego, że doszło do zbrodni, nikt nie miał wątpliwości. Pies tropiący doprowadził ich do posesji przy ulicy Czeremchowej 6. Również pierwsi świadkowie wskazywali, że w tym domu widywali zamordowaną kobietę. Szybko ustalono, że poprzedniego wieczora odbyła się tu libacja alkoholowa, w której uczestniczyła zamordowana. Policjanci zatrzymali pozostałych uczestników imprezy: Marka J. pseudonim „Jakub” oraz Witolda S.

Posesja, na którą przyprowadził policjantów pies tropiący, tu odbyła się libacja alkoholowa poprzedzająca zabójstwo. W tle las w którym doszło do zabójstwa/ fot Bartłomiej Mostek

– Około godziny 18.00 może nawet 17.00 przyszła do mnie Kryśka. Kryśkę znam od około 10 lat. Poznałem ją u kolegi – zeznawał „Jakub” – Jest to kobieta bez stałego miejsca zamieszkania, zbiera puszki, nigdzie nie pracuje. Z wcześniejszych z nią rozmów wiem, że ma na nazwisko Biernacka. Kiedyś była zameldowana przy ul. Malborskiej, na Bródnie w Warszawie. Została stamtąd wymeldowana. W ostatnim okresie czasu Kryśka przychodziła do mnie dość rzadko – raz w tygodniu lub rzadziej. Wczoraj przyszła sama. Przyniosła torbę z puszkami. Ubrana była w czarne spodnie z materiału, białe adidasy, raczej skarpety i granatową bluzkę z białymi rękawami. Wychodząc ode mnie z domu, miała na głowie kolorową opaskę.

Podczas oględzin w lesie na ścieżce znaleziono jedynie tę kolorową opaskę. Ubranie kobiety sprawca zabrał ze sobą.

„Jakub” opowiedział śledczym, że wypili z zamordowaną dwa tanie wina i zjedli bigos. Około godziny 19.00 dołączył do nich sąsiad z tej samej ulicy – Witek. Ten ostatni przyniósł ze sobą kolejne 3 wina oraz dwie puszki piwa. Zaczął też namawiać Krystynę i „Jakuba”, by przenieśli się do lasu. Powodem tego był strach Witka przed zazdrosną żoną.

– Na dworze się ściemniało, kiedy wyszliśmy z mojego domu; od momentu przyjścia Witka mogło upłynąć około 15 minut – relacjonował „Jakub”.

Świadkiem wyjścia tej trójki do lasu była mała dziewczynka. Biesiadnicy rozsiedli się na wydmie przy ścieżce, około 150 metrów od budynków. Wypili dwa wina. Gdy skończyli, „Jakub” postanowił wrócić do domu: – Witek wtedy powiedział „Krystyna zostań ze mną, bo jeszcze jest jedno wino.” Kryśka została, a do mnie powiedziała: „Marek nie zamykaj drzwi, bo ja zaraz przyjdę”. Kiedy piliśmy wino, Witek głaskał Kryśkę po piersiach. Mówił, że walnie jej taką patlachę, że będzie piszczała: obiecywał jej stanik i majtki. Pytał, czy jestem zazdrosny o Krysię. Ona mówiła do niego, żeby przestał. Oboje siedzieli blisko siebie, jak dwa gołąbki. Poza nami nikogo więcej nie było w pobliżu.

„Jakub” zeznał, że wrócił do domu i poszedł spać. Rano, gdy zauważył że nie ma Krystyny, uznał, że po prostu poszła nocować gdzie indziej. Dopiero popołudniowe wtargnięcie policjantów uzmysłowiło mu, że kobieta nie żyje.

Nie odmawiała seksu

Być może niektórzy czytelnicy pamiętają serial „Prawdziwe psy” Krzysztofa Langa. Gwiazdą tego dokumentu był komisarz Sławomir Opala, pierwowzór „Despero” z filmu Pittbull. Mniejszą sławę zyskał serialowy partner Opali – podkomisarz Krzysztof Tkaczyk zwany w stołecznym Wydziale Zabójstw „Studentem”. To właśnie „Student” prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa Krystyny Biernackiej.

Podkomisarz Tkaczyk od początku przyjął założenie, że zabójcą może być trzeci uczestnik libacji – Witek. Mężczyzna był ostatnim, który widział ofiarę żywą. Twierdził co prawda, że pili razem do 22.30, po czym Krystyna poszła zaraz po „Jakubie”. On zaś wrócił do domu.

Alibi mężczyzny potwierdziła żona, która zeznała, że wrócił on do domu o 22.00 i położył się spać. Ale sprawa budziła wątpliwości.

„Powyższe jest ostatnią wersją wydarzeń przedstawioną przez W.S. – zmieniał je wielokrotnie, a przy wykazaniu mu oczywistych sprzeczności w tych wersjach, zasłaniał się niepamięcią spowodowaną spożytym wówczas alkoholem” – zapisał w aktach sprawy „Student”.

Śledczy przeszukali las w poszukiwaniu ubrań ofiary. Bez sukcesu. Przeszukali także posesję należącą do Witka. Z tym samym skutkiem.

Co ciekawe, niejako przy okazji śledczy natrafili na świadka, który był w lesie na grzybach rano w dniu znalezienia zwłok. Mężczyzna widział nogę na ziemi, ale uznał, że ktoś uprawia seks. Można odnieść wrażenie, że w tej części lasu nie było to nic nadzwyczajnego.

Kolejny świadek, mieszkaniec ulicy Czeremchowej, między godzinami 0.00 a 0.30 słyszał głośne krzyki kobiety.

Kolejno przesłuchiwane kobiety z otoczenia Krystyny Biernackiej składały bardzo podobne zeznania. Kobieta po alkoholu była senna, spokojna i zasadniczo nie odmawiała seksu mężczyznom. Tymczasem podejrzany Witold S. nigdy nie upijał się podczas imprez. Zawsze interesował się kobietami, wulgarnie proponował im seks oralny, oraz proponował w zamian bieliznę. Natomiast przesłuchiwana w tym samym czasie rodzina Witka wskazywała raczej, że mężczyzna jest schorowany i mówiąc wprost, jest impotentem.

Dla mnie – czytającego akta dziennikarza – zeznania te przemawiają paradoksalnie na korzyść podejrzanego. Mężczyzna był co prawda patologicznie zainteresowany seksem; to nie ulega wątpliwości. Ale realizował swój popęd m.in. ze spolegliwą Krystyną. Po co w takim razie miałby ją zabijać i to właściwie w bezpośredniej okolicy swego domu? To nie miałoby sensu. Może, gdyby doszło do jakiegoś przypadkowego uduszenia? Ale w tym przypadku mamy do czynienia z okrutną, sadystyczną zbrodnią.

Śledczy zwrócili uwagę na zeznanie córki mężczyzny. Gdy Witolda S. zatrzymała policja, miała zadzwonić do niej matka i powiedzieć, że „będą odpowiadać z ojcem za zabójstwo” . Zdaniem kobiety matka nie wiedziała co mówi, była bowiem w stanie silnego wzburzenia

Podkomisarz Tkaczyk podejrzewał, że żona Witolda S. składa fałszywe zeznania, by go chronić przed odpowiedzialnością karną za zabójstwo. Wskazywać na to miała rozmowa, jaką kobieta odbyła z jedną z policjantek. Miała wtedy powiedzieć, że gdy położyła się spać o 22.30, męża nie było w domu. Wrócił dopiero około północy i obudził ją łomotaniem w drzwi. Przypomnijmy, że właśnie około północy świadek słyszał krzyk kobiety.

„W ciągu dalszej rozmowy odpowiada na pytania niemal identycznie, jak jej córka M.S. Taka zbieżność nie jest przypadkowa zwłaszcza, że treść ma jednoznacznie wskazywać brak jakiegokolwiek związku z przedmiotowym zabójstwem Witolda S.” – zapisał „Student” w aktach sprawy.

Podkomisarz Tkaczyk zakończył śledztwo po kilku miesiącach. Można odnieść wrażenie, że był przekonany, że miał sprawcę, ale nie znalazł dowodów. Dla pewności analizował jeszcze wszystkie podobne zbrodnie dokonane w Polsce między 1995 a 2000 rokiem. Nie znalazł jednak nowych tropów.

„Niewątpliwy wpływ na to miał bardzo ograniczony materiał dowodowy, którego w trakcie prowadzonej sprawy nie udało się w sposób znaczący rozszerzyć. Dodatkowo wyniki badań biologicznych mimo oczekiwań nie wniosły nic istotnego do prowadzonego postępowania”– zapisał w swej ostatniej notatce.

Bił i gwałcił kobiety

Minęło 6 lat. Sprawę zabójstwa Krystyny Biernackiej przedstawiono w programie Michała Fajbusiewicza 997. Po emisji programu do Komendy Stołecznej Policji zgłosił się świadek. Na potrzeby tego artykułu nazwiemy go „Marianem”.

„Marian” wskazał, że sprawcą zabójstwa jest jego znajomy, Henryk M., posługujący się pseudonimami „Ukrainiec” oraz „Fryzjer”. Osoba ta to bezdomny zamieszkujący kanały ciepłownicze na Tarchominie. Obecnie w tym miejscu znajduje się Most Północny.

„Marian” zeznał, że uczestniczył w libacji alkoholowej, podczas której kobieta opowiedziała biesiadnikom, że widziała program 997 i opisała, że Krystyna Biernacka została pośmiertnie zgwałcona.

„M. w tym momencie zaprzeczył, że nie była zgwałcona, a nawet się oburzył. Mówił, że nie zgwałcił tej kobiety. Że to było inaczej. Mówił, że wierzymy policji a nie jemu. Wyśmiewał się z tego”.

Impreza trwała w najlepsze, gdy nagle Henryk M. zaczął krzyczeć na kobietę i uderzył ją w twarz z okrzykiem: Ja ci dam wierzyć policji.

Henryk M. „Fryzjer” opowiedział obecnym, że znał Krystynę Biernacką. Zdarzało im się zbierać razem złom. Zauważył ją tego dnia w lesie, jak piła „koktajle” z dwoma mężczyznami. Gdy mężczyźni poszli po więcej alkoholu, „Fryzjer” zabił kobietę.

. Paczka papierosów znaleziona obok zwłok / fot Policja

Warto pamiętać, że w mediach informowano jedynie o znalezieniu ciała bezdomnej i zbrodni opartej na motywie seksualnym. Składający zeznania świadek „Marian” nie mógł wiedzieć, że piła ona alkohol z dwoma mężczyznami. Czyni to jego zeznanie wiarygodnym. Z powodu, którego nie chcę ujawnić, sam „Marian” nie mógł być także sprawcą zabójstwa. Wynika z tego, że Henryk M. „Fryzjer” może być sprawcą zabójstwa Krystyny Biernackiej.

Może to potwierdzać jeszcze jeden fakt. Krystyna piła alkohol z Witkiem i „Jakubem” około 150 metrów od zabudowań. Natomiast jej ciało wedle protokołu oględzin znaleziono około 70 metrów od budynków. Możliwe jest więc, że po rozstaniu z Witkiem spotkała kogoś innego w drodze do domu.

Śledczy z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym KSP poważnie podeszli do zeznań świadka, którego nazywam na potrzeby tego tekstu „Marianem”. Ustalili, że inny bezdomny o pseudonimie „Lotnik” mógł widzieć samo zabójstwo. Gdy to zobaczył, zaczął uciekać. W tym momencie „Fryzjer” miał uciekać w przeciwną stronę. Niestety w aktach sprawy nie znalazłem protokołu przesłuchania „Lotnika”.

Inny bezdomny, o pseudonimie „Zarzetka”, miał pomagać Henrykowi M. zacierać ślady zabójstwa. Prał mu w komorze ciepłowniczej zakrwawioną koszulę, podczas gdy sam „Fryzjer” czyścił krew z butów. Jakiś czas potem „Fryzjer” próbował zabić „Zarzetkę” jako niewygodnego świadka. Ten ostatni umknął śmierci, ale ze strachu wyprowadził się z Warszawy.

Śledczy odnaleźli „Zarzetkę” i przesłuchali. Zaprzeczył on, by pomagał w zacieraniu śladów, jednak złożył całkiem ciekawe zeznania. Z nich, jak też innych zgromadzonych w postępowaniu, wyłaniał się obraz psychopatycznego mordercy i sadysty.

Henryk M. był fryzjerem osób bezdomnych. Zawsze nosił ze sobą nożyczki. Znał wiele osób z marginesu społecznego. Świadkowie wskazywali, że zabił mężczyznę na terenie ogródków działkowych na Woli, mężczyznę w komorze ciepłowniczej, oraz kolejnego nad Wisłą. Co ważne – tego ostatniego miał udusić.

Jego koledzy opowiadali też, że dokonywał pobić i zgwałceń.

– Heniek należy do rodzaju ludzi bardzo awanturnych po wypiciu alkoholu. Przeważnie wybiera sobie do bicia słabszych od siebie. Przeważnie są to kobiety – zeznał jeden z jego kolegów.

W 2008 roku udało się zatrzymać samego Henryka M. Złożył on zeznania, w których wyparł się wszystkich czynów. W aktach sprawy brak śladów, by postawiono mu jakiekolwiek zarzuty.

Dzieło seryjnego?

 2000 rok – Krystyna Biernacka zostaje zamordowana przez sadystycznego zabójcę, który po wszystkim pozostawia w lesie jej nagie zwłoki. Jak już wiemy, Henryk M. miał się przyznać do tej zbrodni podczas libacji alkoholowej.

2005 rok – w skrzyni przy ulicy Bystrej zostaje znaleziona Krystyna G. Sadystyczny zabójca najpierw ją pobił, a następnie podrzucił nagie zwłoki w sąsiedztwie Lasku Bródnowskiego. Ciało owinął folią budowlaną. Co ciekawe, gdy Henryka M. znalazła policja – mieszkał on w Markach i pracował na budowie. Sprawdziłem, że od miejsca jego zamieszkania do miejsca znalezienia zwłok odległość wynosi 4 kilometry. Nawet w godzinach szczytu ich pokonanie zajmuje samochodem 14 minut. Niestety fakt, że ofiara była poszukiwana listem gończym, utrudnia ustalenie, gdzie mieszkała i z kim się przed śmiercią kontaktowała.

2006 rok – w Lasku Bródnowskim ginie Bolesława Wiącek, zwana „Basią”. Okrutny zabójca przywiązuje ją do drzewa, bije, torturuje a na koniec dusi. Pozostawia nagie zwłoki i odchodzi. Wedle zeznań jednego ze świadków, które znalazłem w aktach sprawy, w tym czasie Henryk M. pracuje w okolicach Warki, czyli tam, gdzie ofiara. Możliwe jest też, że zna ją ze środowiska osób bezdomnych. Zarówno o nim, jak i o „Basi” świadkowie mówią, że „znali wszystkich”.

I na koniec. Henryk M. pasuje do profilu sporządzonego na potrzeby śledztwa. Jest osobą bezdomną, ma zdolności manualne (fryzjer), panuje nad emocjami, jest zorganizowany. I co ważne – jak zeznają nawet jego koledzy – lubi bić słabszych – szczególnie kobiety…

Bartłomiej Mostek

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*