SPRAWA EWY TYLMAN: Kogo chroni prokuratura?

Od samego początku wytykamy błędy prokurator Małgorzaty Jareckiej. Nie było rozprawy, by nie pojawiły się kolejne wątpliwości. Naszym zdaniem jest ich tak dużo, że całą sprawę powinno się zbadać dokładnie. Jaki interes ma prokurator w wykazaniu winy Adama Z. wbrew zgromadzonym materiałom dowodowym? Kogo chroni prokuratura?

Kolejna rozprawa odbyła się 9 listopada. W jej trakcie  wiarygodność jednego z kluczowych świadków oskarżenia została kompletnie zniszczona. Przypomnijmy, kiedy prokuraturze zaczęło brakować dowodów przeciwko Adamowi Z. i sąd zdecydował się, że może on odpowiadać z wolnej stopy, to wówczas prokurator Małgorzata Jarecka złożyła wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka dwóch kryminalistów z aresztu, którzy jakoby mieli słyszeć wyznanie winy z ust Adam Z. Jednak na ostatniej rozprawie ostatecznie okazało się, że Paweł P. kłamał, ponieważ w areszcie nie miał okazji spotkać się i porozmawiać z Adamem Z.

Kompromitacja prokurator  

Już wcześniej do sądu trafił list od kierownictwa Aresztu Śledczego w Poznaniu informujący, że osadzeni Adam Z. i Paweł P. nie mieli ze sobą w więzieniu kontaktu. Nie siedzieli w tej samej celi, ani też nie wygodzili na wspólne spacery. Było to do ustalenia ponieważ takie ruchy w areszcie są odnotowywane w specjalnej dokumentacji. Takie tłumaczenie nie przekonało jednak prokuratury, która wnioskowała o dodatkowe przesłuchanie.

Dzisiaj wszelkie wątpliwości zostały rozwiane, ale przy okazji doszło do kolejnej kompromitacji prokurator  Małgorzaty Jareckiej. Zastanawiające jest, dlaczego pracownik z tak długim stażem i doświadczeniem nie wie, że więźniowie w areszcie podczas spaceru podzieleni są na trzy grupy: tymczasowo aresztowanych, więźniów z wyrokami i recydywistów. Dokładnie wyjaśnił to, powołany na świadka, zastępca kierownika ochrony aresztu w Poznaniu.

Czy prokurator opłacany z pieniędzy podatnika nie powinien wnikliwie zweryfikować wiarygodności świadka zanim wezwie go do sądu? Przecież to strata czasu i pieniędzy, a może pani prokurator dokładnie zdawała sobie z tego sprawę i mimo świadomości, że Paweł P. kłamie chciała go wykorzystać do swoich celów. Tego pewnie nie dowiemy się już nigdy.

Nie trudno zauważyć, że prokuratura w mnożeniu takich świadków ma zawsze atut w ręku i może kusić świadka obietnicami w zamian za pomoc. Przestępca za współpracę z prokuraturą przy innej sprawie może liczyć na łagodniejszy wyrok dla siebie.

Rodzi się tyko pytanie, ilu takich niewiarygodnych świadków musi się na sali rozpraw skompromitować, aby ta szopka się skończyła? Jesteśmy też ciekawi, czy złapany na kłamstwie Paweł P. zostanie za to ukarany. Przecież są na to odpowiednie paragrafy.

Następnie w sądzie przesłuchiwani byli znajomi Ewy Tylman i Adama Z., z pracy,  którzy wspólnie bawili się w feralny wieczór. Wszyscy potwierdzili, że para była bardzo pijana. Dużo czasu spędzili na wspólnej zabawie i rozmowie, ale Adam Z. tego wieczoru obejmował i całował się także z inną koleżanką. Ich zeznania niewiele wniosły do sprawy. Potwierdziło się tylko to co już od dawna wiedzieliśmy. Adam Z. nie był agresywny, denerwował się, ale tylko jeśli chodziło o sprawy związane z pracą. Był to normalny młody chłopak, który lubił się zabawić i momentami wypijał za dużo alkoholu, po którym puszczały mu hamulce i pozwalał sobie na o wiele luźniejsze zachowania wobec koleżanek. Ale z tego powodu nie dochodziło do żadnych awantur, dziewczyny dawały mu na to przyzwolenie. Trudno też takie zachowanie nazywać nadzwyczajnym pobudzeniem seksualnym, co najwyraźniej w tym momencie chciał oskarżyciel wykazać.

 Selfi ze zwłokami

W ostatnim miesiącu przed poznańskim sądem zapadł inny wyrok związany z tą sprawą. Dwóch pracowników firmy pogrzebowej, Robert K. i Mariusz P. zostali skazani za znieważenie zwłok Ewy Tylman. To oni przywieźli ciało do Zakładu Medycyny sądowej w Poznaniu. W kostnicy otworzyli worek i robili zdjęcia. Jeden z nich wykonał sobie nawet selfi ze zwłokami. Ich tłumaczenie, że robili to dla udokumentowania stanu zwłok w takim przypadku brzmiało niewiarygodnie.

– Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się, żeby odpadł fragment ciała. Wystraszyłem się, że będę mieć problemy – zeznawał jeden z oskarżonych.

Obaj przyznali się do winy, przeprosili rodzinę i zaproponowali zapłatę 10 tysięcy złotych w ramach zadośćuczynienia. Sąd na taki wyrok się zgodził.

– Oskarżeni zachowali się niewłaściwie, nic ich nie tłumaczy. Doceniamy, że przyznali się do winy i przyjmujemy ich przeprosiny. – tak wyrok skomentował Piotr Tylman, brat zmarłej.

Przypomnijmy, że w październiku 2017 roku Prokuratura w Zielonej Górze zamknęła śledztwo w sprawie Piotra Tylmana i oczyściła go z zarzutów utrudniania śledztwa. Kiedy zaginęła jego siostra, próbował na własną rękę wyjaśnić, co się stało. Rozmawiał ze świadkami, przeglądał nagrania z monitoringu, prowadził na Facebooku stronę o poszukiwaniach.

– Prokuratura badająca tę sprawę doszła do wniosku, że w zachowaniu brata Ewy Tylman brak jest działań mających charakter przestępstwa. Owszem w jego zachowaniu można było dopatrywać się znamion gróźb. Jednak dokładna analiza całości jego zeznań oraz osób, z którymi rozmawiał pokazuje, że takie zachowanie mieściło się w granicach dozwolonych – powiedział Zbigniew Fąfera, z zielonogórskiej prokuratury. Jednocześnie podkreślił, że w swoim działaniu Piotr Tylman kierował się tylko chęcią wyjaśnienia tego, co stało się z jego siostrą. Było to utrudnione, ponieważ poznańska prokuratura zabroniła mu wglądu do akt.

Zaginiony film?

Na listopadowej rozprawie doszło do kolejnego incydentu z prokurator Jarecką. Podczas przesłuchania dyrektora hotelu Ibis wypłynęła sprawa tajemniczych nagrań z monitoringu, które rzekomo nie znalazły się w aktach sprawy. Piotr Tylman twierdzi, że oglądał je, a teraz nie ma ich w materiale dowodowym zgromadzonym przez prokuraturę. To bardzo poważny zarzut. Według brata zaginionej na filmie widać było Adama z Ewą z lewej strony mostu Rocha. Takie nagranie zaprzeczałoby tezie prokuratury mówiącej, że para przyszła od strony ulicy Mostowej i skweru Łukaszewicza, a potem zeszła po skarpie nad rzekę

 Piotr Tylman zarzuca więc prokuraturze niezwykły bałagan w aktach lecz świadome manipulowanie i ukrywanie niewygodnych materiałów dowodowych. Prokurator Jarecka oczywiście zaprzecza, aby tak było.

Jednak jak pisaliśmy na łamach Reportera we wrześniu 2016 roku, monitoring hotelowy nie obejmuje wejścia na most. Co sprawdzała w lipcu 2016 roku ekipa fundacji Na Tropie.  

Podczas listopadowej rozprawy zeznawał też Robert Rewiński, współpracownikiem Krzysztofa Rutkowskiego.  To on sugerował, ze Ewa Tylman mogła paść ofiarą satanistów. Rewiński wskazał nawet sprawcę –  Dominika W., któremu Adam Z. miał przekazać w ofierze Ewę Tylman.

Zdaniem  Rewińskiego związek z zaginięciem Ewy Tylman mogą mieć też tzw. „czarna postać”. To mężczyzna, którego zarejestrował  monitoring na ul. Mostowej, gdy  mijał Ewę Tylman i Adama Z. Okazał się  nim doktorant filologii polskiej, który wówczas wracał do domu. Ten świadek sam zgłosił się na policję, gdy nagranie opublikowały media. W  sądzie, powiedział, że nie zauważył nic co mogłoby go zaniepokoić.

Prawdopodobnie był on ostatnią osobą, która widziała idących razem Ewę i Adama. Ale czy na pewno?

Przemysław Graf

Fot. Przemysław Graf

 

 

 

1 komentarz do SPRAWA EWY TYLMAN: Kogo chroni prokuratura?

  1. Panie Graf !!!

    1. Nie 8 listopada a 9 listopada odbyła się rozprawa.
    2. Kamera z monitoringu ( nr 6) od strony prawej hotelu obejmuje jeden z kolejnych fragmentów przystanku, a także skwer Łukasiewicza – i to właśnie monitoring z tej kamery zaginął.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*