SPRAWA IWONY WIECZOREK: Łowcy cieni polują na „Ręcznika”

Czy obecne poszukiwania zaginionej Iwony Wieczorek to przełom w sprawie? Mimo wszystko może się tak okazać. W lipcu nasz współpracownik przekazał policjantce z Komendy Głównej Policji ustalenia na temat mężczyzny określanego jako „Ręcznik”. Teraz śledczy typują go jako sprawcę zbrodni. Wiemy, kim jest i gdzie go szukać.

W poprzednim wydaniu Reportera napisałem, że policyjne poszukiwania Iwony Wieczorek zabrnęły w ślepy zaułek. Obecna akcja poszukiwawcza, prowadzona w gdańskim Parku Reagana, jedynie potwierdza tę ocenę. Gdyż policja rozpoczyna poszukiwania od początku, i to w miejscach, które były już wielokrotnie przeszukiwane.

Stara reguła kryminalistyki mówi, że powinno się szukać tam, gdzie nikt nie szukał. Jest jednak też taka zasada, że gdy nic nie wychodzi, to trzeba zaczynać śledztwo od nowa. I tak właśnie dzieje się teraz. To jednak utwierdza mnie w przekonaniu, że policja zmarnowała 7 lat.

Wskazaliśmy trop

Jak już pisałem w Reporterze, funkcjonariusze prowadzący postępowanie w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek, wystąpili 29 lipca ubiegłego roku z wnioskiem do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku o przeprowadzenie kompleksowej analizy całego materiału dowodowego. Analiza miała także objąć wszystkie kontakty Iwony Wieczorek, zarówno osobiste, telefoniczne, jak i przez portale społecznościowe. Tym sposobem policjanci chcieli sprawdzić powiązania pomiędzy wszystkimi osobami pojawiającymi się w tej sprawie, a Iwoną Wieczorek. Co miało doprowadzić do wytypowania osoby lub osób mogących mieć związek z jej zaginięciem.

Analiza akt zakończyła się, jednak nie przyniosła oczekiwanych efektów. O tym, co zawiera, postaram się napisać w jednym z najbliższych wydań Reportera.

Gdy policyjni analitycy czytali akta, my także prowadziliśmy swoje działania.

W lipcu przekazałem jednemu z bliskich współpracowników ministra Zbigniewa Ziobry informacje o kilku trójmiejskich sprawach, w których śledztwa moim zdaniem były prowadzone nieskutecznie, a przestępcy pozostają wolni. Wśród nich wskazałem też zaginięcie Iwony Wieczorek oraz powiązania pewnych osób z tą sprawą.

W sierpniu, współpracujący z fundacją Na Tropie Damian R. były funkcjonariusz służb specjalnych spotkał się z policjantką, która z ramienia Komendy Głównej Policji nadzoruje działania w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek. Nasz współpracownik przekazał policjantce swoje ustalenia na temat mężczyzny określanego jako „Ręcznik”. Co prawda nie zgodził się oficjalnie zeznawać, jednak jest przekonany, że jego informacje mają wpływ na obecny bieg śledztwa.

Według Damiana R. mordercą Iwony Wieczorek jest mężczyzna nazywany „Ręcznikiem”.

Łowcy „Ręcznika”

Tymczasem 4 września w Parku Reagana zaroiło się od policjantów. Do mediów natychmiast trafiły informacje, że wznowiono poszukiwania Iwony Wieczorek, i że jest to rzekomo przełom w śledztwie. Powtarzane są czynności, które były już wykonane przed laty, niektóre – jak przeszukanie Parku Reagana – wielokrotnie. Co można tam znaleźć po 7 latach, skoro nie znalazło się tego do razu?

Przypomnę, że policja od początku poszukiwań Iwony zapewniała, iż sprawdziła każdy metr parku, każdy znaleziony guzik, i każdego peta.

Ostatnio przed czterema laty blisko 100 policjantów przeszukiwało tę okolicę. Śladów zbrodni szukali też znajomi Iwony i wolontariusze, oraz fundacja Na Tropie.

Wraz ze wznowieniem poszukiwań w mediach pojawiła się informacja, że do akcji przystąpili poznańscy „łowcy głów”. Mieli oni, rzekomo po analizie akt, stwierdzić, iż dziewczynę miał zabić przypadkowy przechodzień, a jej ciało zostało przez niego zakopane w parku.

Nonsensowność tej tezy jest oczywista. Choćby z tego powodu, że przypadkowy sprawca powinien mieć ze sobą przypadkowo szpadel. A ponadto, musiałby być mistrzem w szybkim i niezauważalnym dla przechodniów kopaniu dołów w biały dzień, oraz w takim ich maskowaniu, aby świeżo rozkopana ziemia nie była widoczna w czasie kolejnych poszukiwań. A dopiero po siedmiu latach!

Policja tłumaczy obecne poszukiwania dość dziwacznie, że od kilku lat teren ten nie był sprawdzany. Tak, jakby chodziło o grzyby, które pojawiają się każdej jesieni.

– Sprawdzamy miejsce po miejscu, tak, aby nie pominąć nawet skrawka terenu – mówi nadkom. Joanna Kowalik-Kosińska z pomorskiej policji. – Poszukiwania potrwają kilka lub kilkanaście dni – dodaje policjantka. Co wskazuje, że śledczy nie mają żadnego tropu, lecz planują kolejny raz przeszukać cały 14-hektarowy Park Reagana. Gdyż tam, według nich ukryto ciało Iwony Wieczorek.

Podobnie uważa Damian R., jednak on dość sceptycznie ocenia zakres obecnych poszukiwań oraz udział w nich tzw. „łowców głów”.

– Oni nie szukają nigdy zwłok, lecz tylko żywych ludzi – mówi współpracownik fundacji Na Tropie. – Przypuszczam, że po moich informacjach, wytypowali jako sprawcę mężczyznę z ręcznikiem. I jego obecnie tropią – twierdzi Robert R. – To zamieszanie w parku jest bardziej na pokaz, to takie medialne szoł.

Poznańscy „łowcy głów” to funkcjonariusze z zespołu poszukiwań celowych, którzy nie są typowymi śledczymi, lecz tropią zbiegów, podejrzanych itp. To oni schwytali m.in. Kajetana P. i doprowadzili do zatrzymania szefa mafii wnuczkowej – Arkadiusza Ł. pseudonim „Hoss”.

Siedem lat za późno

Po siedmiu latach od zaginięcia Iwony Wieczorek, policja opublikowała kolejne nagranie wideo, na którym widać mężczyznę z ręcznikiem. To on szedł za 19-latką w noc jej zniknięcia.

Na udostępnionym nagraniu widać, jak mężczyzna z ręcznikiem przechodzi przez parkiet klubu Banana Beach w Jelitkowie i kieruje się do wyjścia. Tej samej nocy, w tym samym klubie bawił się także Patryk G. – były chłopak Iwony. Być może to tylko zbieg okoliczności. Jednak nie wiedzieć czemu – w czasie pierwszego zeznania – Patryk G. wypierał się pobytu w Banana Beach. Zmienił wersję dopiero po przedstawieniu ewidentnych dowodów, że jednak tam był.

Dlaczego śledczy dopiero teraz zdecydowali się ujawnić nagranie z Banana Beach? Gdyby zrobili to wcześniej, to zapewne byłaby większa szansa, że ktoś przypomni sobie mężczyznę przemykającego przez parkiet.

Podobnych zaniedbań na początku śledztwa było wiele. Choćby fakt, że nie zabezpieczono większości nagrań z monitoringu miejskiego, gdy były one jeszcze dostępne. Zresztą nagranie z Banana Beach śledczy zaczęli analizować dopiero w 2013 roku. Mimo że lokal był na trasie przemieszczania się Iwony.

On pożądał Iwonę

Mężczyzna z ręcznikiem pojawił się nie tylko w imprezowni na plaży w Jelitkowie. Prawdopodobnie był także w Dream Clubie, w czasie gdy Iwona bawiła się tam wraz ze swoimi znajomymi.

Tak wynika z zeznań Stefanii W., która tej nocy sprzedawała kwiaty pod sopockimi klubami: „Około 3 w nocy byłam pod Krzywym Domkiem (mieści się tam Dream Club – przyp. red.). Zaobserwowałam, jak wyszła z niego grupa osób. Wśród nich była znana mi ze zdjęć prezentowanych w mediach Iwona Wieczorek. Oni rozmawiali ze sobą. W pobliżu tej grupy zauważyłam stojących trzech mężczyzn” – zeznała kwiaciarka, której uwagę szczególnie zwrócił jeden z nich. „Widać było, że on pożąda Iwony. Intensywnie wpatrywał się w nią, ale nie słyszałam, aby się do niej odezwał. Ten mężczyzna według mnie zachowywał się dziwnie, i może mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek. Jak go zobaczyłam, to sama się przestraszyłam” – twierdziła kobieta i opisała go następująco: „Był w wieku około 30 – 40 lat, wzrostu około 180 centymetrów, szczupłej budowy ciała, cerę miał bardzo bladą, włosy krótkie, jasne. Miał wystające kości policzkowe, i charakterystyczną mimikę twarzy: przez skórę widziałam, jak poruszają się jego ścięgna i mięśnie. Ubrany był na jasno (…)”.

Według kwiaciarki, gdy Iwona i jej znajomi wrócili do klubu, to wówczas także ten mężczyzna i jego koledzy tam weszli: „Widziałam także moment, jak Iwona Wieczorek po jakimś czasie ponownie wyszła z Krzywego Domku z grupą swoich znajomych. Nie widziałam wtedy po raz drugi mężczyzny, którego rysopis wcześniej podałam. Wówczas Iwona Wieczorek sprzeczała się z kimś. Następnie odeszła od tej grupy i poszła sama ulicą, ale nie wiem gdzie”.

Jednak, gdy Stefanii W. odtworzono nagrania z monitoringu z Dream Clubu, nie rozpoznała na nim mężczyzny spod klubu. Pokazano jej także zdjęcia z monitoringu, na których widać tzw. mężczyznę z ręcznikiem: – Mam wrażenie, że ten „pan ręcznik” na okazanych mi fotografiach, to ten sam, którego widziałam pod Krzywym Domkiem w Sopocie – stwierdziła. Wówczas na podstawie jej zeznań podjęto próbę stworzenia portretu pamięciowego. Jednak, jak zauważa biegła Iwona Sieger: „Podjęte próby odtworzenia wyglądu nie przyniosły rezultatu, z uwagi na niemożność dobrania przez świadka kształtu jakichkolwiek elementów twarzy (…)”.

Wobec tego biegła sporządziła rysopis na podstawie ogólnych informacji o wyglądzie mężczyzny, którego kwiaciarka widziała pod Dream Clubem. Ten rysopis policja upowszechniła jako portret pamięciowy „mężczyzny z ręcznikiem”.

Iwona go wyśmiała?

O godzinie 4.12 kamery monitoringu po raz ostatni zarejestrowały Iwonę nieopodal lokalu Bacówka. Widać, jak chwiejnym krokiem idzie za nią mężczyzna z ręcznikiem. Chwilę potem przejeżdża dwóch rowerzystów, ich też szuka policja.

Co dalej działo się z nastolatką? Prawdopodobnie chciała dojść do zejścia z plaży numer 55 albo 58 i skręcić w prawo do domu. Nie zdołała, gdyż po drodze dopadł ją morderca. Moim zdaniem została wywieziona z terenu parku. Śledczy prawdopodobnie są przeciwnego zdania.

Również Damian R. przekonuje, że mordercą nastolatki jest tajemniczy mężczyzna z ręcznikiem. Jak mówi, dotarł do informacji, które mogą na to wskazywać: – Ten mężczyzna to może być wyjątkowy psychopata. Prawdopodobnie czerpie satysfakcję z cierpienia innych ludzi – twierdzi były agent służb specjalnych – Według mojej wiedzy jest on bywalcem imprez „sado-maso” w Poznaniu i Trójmieście. Udziela się też na forach o tej tematyce. To człowiek bezwzględny, który nie zawaha się przed niczym.

Co miałoby być powodem, że „Ręcznik” zamordował Iwonę Wieczorek? Damian R. twierdzi, że była to urażona ambicja mężczyzny. Rzekomo został wyśmiany przez nastolatkę, gdy złożył jej nieprzyzwoitą propozycję: – To, go mogło rozsierdzić.

Damian R. zwraca uwagę, że na nagraniu z monitoringu, w pobliżu Bacówki, Iwona prawie biegnie; mężczyzna też wyraźnie przyspiesza i rozgląda się na boki: – To największe zaniedbanie śledztwa, że tego mężczyzny dotąd nie odnaleziono i nie przesłuchano. To kluczowa postać dla tej sprawy – stwierdza były funkcjonariusz służb specjalnych, i dodaje, że namierzenie „Ręcznika” nie powinno być trudne, gdyż zostawił charakterystyczny ślad: – Ten jego chwiejny, „kaczy” chód, to nie jest działanie alkoholu – wyjaśnia współpracownik fundacji Na Tropie. – Tak, przez około 48 godzin, po zejściu na ląd poruszają się ludzie morza. Wiem, bo sam pływałem i też miałem ten problem.

fot 2
Czy mamy do czynienia z seryjnym mordercą? Portret pamięciowy „Ręcznika” (z lewej) i mężczyzny poszukiwanego w sprawie zabójstwa 13-letniej Izy z Gdyni

Ta wskazówka powinna bardzo ułatwić śledczym dotarcie do mężczyzny z ręcznikiem. Wystarczy sprawdzić załogi statków jachtów i kutrów, które wpływały do trójmiejskich portów w tym czasie. Niestety nikt wcześniej na to nie wpadł, albo nie chciał wpaść. Zdaniem naszego współpracownika może to świadczyć, że mężczyzna jest w jakiś sposób powiązany ze służbami specjalnymi: – Inaczej dawno by go znaleźli.

Seryjny morderca?

Według Damiana R. mężczyzna z ręcznikiem może być seryjnym mordercą, a jego ofiarami mogły być nastolatki i młode kobiety z Trójmiasta i okolic, których zaginięcia i zabójstwa nie zostały wyjaśnione. Takich spraw jest wiele, m.in. 13-letniej Izy z Gdyni.

– On mógł zabijać, gdy przypływał do Trójmiasta. Taki człowiek przed niczym się nie zawaha. Jak już postanowi, że ma zabić, to zrobi to. Pomimo że – tak jak w przypadku Iwony – było już widno, i przemieszczało się wokół stosunkowo wiele osób. To dla takich ludzi nie ma znaczenia, nie stanowi przeszkody – twierdzi Damian R.

Czy morderca zdołałby jednak ukryć szybko ciało nastolatki w parku? Na pewno nie zakopując go w ziemi. Stąd obecne poszukiwania georadarem wydają się cokolwiek pozbawione sensu.

Ciało dziewczyny może znajdować się na terenie Parku Reagana, jednak nie jest zakopane. Zwłoki mogły zostać wrzucone do którejś ze znajdujących się tam studzienek kanalizacyjnych. To byłoby najprostsze i najbardziej realne. Jeśli przyjąć hipotezę, że Iwony nie wywieziono z parku samochodem.

Do tej wersji jeszcze w kwietniu 2015 roku skłaniała się fundacja Na Tropie, wówczas przeszukaliśmy kilkadziesiąt studzienek na terenie parku. Nic nie znajdując. Jak wynika z akt sprawy, studzienki były też przeszukiwane przez policję. Bez żadnego efektu. Co nie znaczy, że nie było tam szczątków Iwony Wieczorek.

– Dostałem informację, że ciało zostało wrzucone do studzienki – twierdzi Damian R. – Morderca rzekomo wracał tam co pewien czas i wlewał kwas solny, rozpuszczając w ten sposób zwłoki. Miejsce to jednak można stosunkowo łatwo odnaleźć. Podobnie, jak mężczyznę z ręcznikiem – zapewnia był agent.

Janusz Szostak

 W nowym wydaniu Reportera wracamy do tej sprawy.

1 komentarz do SPRAWA IWONY WIECZOREK: Łowcy cieni polują na „Ręcznika”

  1. Sugerujecie, ze smieszjoscia jest teza o przypadkowym przechodniu dysponujacym przypadkowym szpadlem w celu zakopania zwlok Pani Wieczorek? A mezczyzna o ps „Recznik ” otwierajac studzienke kanalizacyjna w celu pozbycia sie zwlok kobiety musialby rownie przypadkowo lomem dysponowac, bo studzienki kanalizacyjnej tex nie otwiera sie od tak..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*