Zmierzch birbanta

Wielu widziało w nim charyzmatycznego przywódcę wielkiego ruchu społecznego, trybuna i lidera totalnej opozycji. Okazał się niepłacącym alimentów fircykiem, cynikiem i ignorantem mającym obecnie poważne problemy z prawem. Kijowski? Coś mi się o uszy obiło… – odpowiedziałby pewnie niejeden z jego wcześniejszych akolitów. A przecież jeszcze niedawno przybijał piątki z poważnymi politykami w Warszawie i w Brukseli.

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy zarzuca Mateuszowi Kijowskiemu oraz skarbnikowi Komitetu Obrony Demokracji Piotrowi C. poświadczenie nieprawdy, przywłaszczenie 121 tys. złotych oraz próbę przywłaszczenia kolejnych 15 tys. Z grubsza chodzi o wystawienie przez firmę Kijowskiego dziewięciu faktur za usługi informatyczne na rzecz KOD-u, których w istocie nie wykonano. Jak ustalili śledczy, Kijowski nie mógł w określonym czasie wykonywać żadnych usług informatycznych, ponieważ nie miał dostępu do serwera i poczty elektronicznej komitetu.

Można więc przypuszczać, iż były lider KOD-u zna się na informatyce mniej więcej tak, jak Lech Wałęsa na elektryczności, w tym znaczeniu, że do naprawy internetowego portalu użyłby śrubokręta. Niedawno zresztą zaliczył sporą wtopę, wytykając jednemu z poważnych dzienników, iż na swojej stronie zamieszcza reklamę środka na potencję. Nie miał pojęcia, że jest to tak zwana reklama kontekstowa, czyli jej treść jest ściśle związana z tym, czego dany użytkownik szukał w Internecie. Gazeta odpowiadając Kijowskiemu, poradziła, by następnym razem przeglądał strony z butami sportowymi, krawatami, książkami i wycieczkami. Wtedy zobaczy inne reklamy.

Kariera Kijowskiego przypomina mi nieco przypadek Jakuba Ś., bratanka znanego socjologa i byłego polityka. Obaj pochodzą ze znanych rodzin, obaj pasują do stereotypu ludzi, którzy należeli niegdyś do młodzieży zwanej „bananową”. Jakub Ś. był twórcą fundacji Kidprotect, mającej na celu pomoc ofiarom pedofilii. Podobnie jak Kijowskiego, zgubiła go chciwość, próżność i lekkomyślność, o czym pisaliśmy w jednym z numerów Reportera. Lubił modne ciuchy, gadżety, wycieczki i wystawne życie. Sąd skazał go na 2 lata w zawieszeniu i wysoką grzywnę za roztrwonienie pieniędzy darczyńców, którzy wpłacali pieniądze na pokrzywdzone dzieci.

Współpracownicy Kijowskiego oskarżali go o to, że za kasę pochodzącą ze zbiórek kupował sobie za granicą perfumy i markowe ubrania. W obu tych przypadkach głoszone idee i wielkie słowa okazały się frazesami i nie wytrzymały konfrontacji z ludzkimi słabościami.

Kijowski oczywiście uważa, że padł ofiarą władzy, która walczy z ludźmi broniącymi demokracji. Jeśli w sądzie trafi na podobnych obrońców demokracji, sędziów pokroju W. Łączewskiego lub I. Tuleyi, to kto wie, jak ta jego potyczka z prawem się zakończy…

Radosław Rzepka

 

 

 

1 komentarz do Zmierzch birbanta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*